Przejdź do głównej zawartości

Polis Evo 2 (2018). Bad Boys mogą się schować

 

Wira (2019) Adriana Teha to film, który pokazał, że współczesne malezyjskie kino akcji potrafi zadać całkiem mocny cios. Na tyle, że zmobilizował mnie on do sprawdzenia innych reprezentantów gatunku z tego kraju. Poza Paskalem (2018) – również spod ręki Teha – oczywistym wyborem był Polis Evo (2015) Ghaza Abu Bakara; oczywistym, gdyż jest to jeden z najsłynniejszych, jeśli nie najsłynniejszy akcyjniak, jaki zrealizowano w ostatnich latach w Malezji. Wyróżniający się żywiołowymi kreacjami aktorskimi Shaheizy'ego Sama i Zizana Razaka Polis Evo to buddy cop film o dwóch nieprzystających do siebie gliniarzach: małomiasteczkowym i lubiącym spokój Sanim (Razak) oraz wielkomiejskim i lubiącym strzelaniny Khaiu (Sam). Obraz natychmiast zdradza się jako ichnia wersja popularnych pozycji typu Zabójcza broń (Lethal Weapon, Richard Donner, 1987) czy Bad Boys (Michael Bay, 1995). W tym kontekście nie zaskakuje, że w Malezji i w Birmie odniosła ogromny sukces komercyjny, bijąc ówczesny rekord finansowy dla lokalnej produkcji. Przyznam, że osobiście nie przepadam za Bad Boysami, a to do filmów z tej serii zdecydowanie jest bliżej Polis Evo; stąd też również obraz Bakara niezbyt przypadł mi do gustu. Oprócz świetnych kreacji aktorskich i dość solidnej reżyserii, Polis Evo charakteryzuje się bowiem prostą i przewidywalną fabułą, niezbyt czytelnymi strzelaninami oraz bardzo nikłą obecnością postaci żeńskich, a te które się pojawiają zostały przedstawione w stereotypowy sposób.

Mimo jego licznych wad, film dowiódł, że Malezyjczycy także potrafią realizować kino akcji na poziomie niewiele różniącym się od hollywoodzkiego. Kwestią czasu było zatem powstanie sequela. Ten miał premierę w 2018 roku i odpowiada za niego reżyserski duet Andre Chiew i Joel Soh. Polis Evo 2 wszedł do kin niedługo po osiągającym finansowy sukces Paskalu, z miejsca przebijając wyniki w box officie nie tylko filmu Teha, lecz również swojego poprzednika. Jako taki jest współodpowiedzialny za obecne wzmożone zainteresowanie poważniejszym kinem akcji w Malezji, Birmie i okolicznych rynkach. Poważniejszym, gdyż Polis Evo 2, choć u rdzenia nadal stanowi buddy cop film, jest zdecydowanie mroczniejszym, cięższym i poruszającym istotne kwestie społeczne obrazem.

Produkcja już na wstępie porzuca wszystkie stereotypowe żeńskie postaci z „jedynki” – wynika to co prawda urwaniem wątku związku Khaia z siostrą Saniego, lecz niewątpliwie był to słuszny krok. Podczas nadającej filmowi ton pierwszej sekwencji akcji wprowadzono sprawną i inteligentną indonezyjską policjantkę Rian (Raline Shah*). Jako że dość wcześnie dwójka protagonistów zostanie rozdzielona, ona i Khai spędzą sporo czasu razem – zarówno w scenach akcji, jak też spokojniejszych – co de facto oznacza, że Rian jest tu jedną z głównych postaci, często pojawiającą się w centrum zdarzeń, a nawet posiadającą własny, rozwijany w tle wątek. W przeciwieństwie jednak do większości podobnych produkcji, zupełnie zrezygnowano w Polis Evo 2 z jakichkolwiek wątków romantycznych. Rian jest tu traktowana tak samo jak inne postaci; nie przedstawia się jej jako „słabszej płci”, brak też prób jej seksualizacji. Oprócz niej pojawia się także – pełniąca mniejszą, lecz wciąż istotną rolę – dowodząca walką z islamskimi terrorystami Dato' Azizat (Erra Fazira), co raz zmuszana do podejmowania trudnych decyzji.

Islamscy terroryści są zaś głównymi antagonistami Polis Evo 2. Należą do radykalnej grupy Al-Minas, której – po aresztowaniu poprzedniego lidera – przewodzi fanatyczny Hafsyam (charyzmatyczny Hasnul Rahmat). Po mocno eskapistycznej walce z przemytnikami narkotyków z pierwszej części nie ma prawie śladu, sequel przedstawia bowiem poważnie potraktowaną kwestię terroryzmu i jego związków z fanatycznie pojmowaną religią oraz łączy je z tematyką przemytu narkotyków, służących finansowaniu terrorystycznych działalności. Aby ustrzec film przed jednostronnie negatywnym obrazem religijności, twórcy zdecydowali się dość wcześnie pokazać protagonistów, gdy biorą udział w grupowych modlitwach. W ten sposób stali się dość subtelnym kontrastem wobec fanatycznie pojmowanej religijności Hafsyama, twierdzącego, że prawda jest po jego stronie czy obiecującego swoim ludziom miejsce w Edenie. Dzięki temu Polis Evo 2 nie tylko otwarcie przeciwstawia się terroryzmowi, lecz wskazuje również na negatywne skutki nadmiernej religijności, prowadzącej jedynie do zła. W tym kontekście interesująco wykorzystano też kobiece postaci; gdy Hafsyam kontaktuje się z policją i po raz pierwszy słyszy głos dowodzącej siłami antyterrorystycznymi Azizat milknie na moment, po czym daje wyraz poglądowi, że kobieta nie powinna pełnić (żadnej) ważnej funkcji. W świetle obecności kobiet jako kluczowych postaci w walce przeciw Al-Minas oraz sposobu ich portretowania można niemal rozpatrywać film jako feministyczny.

Warto przy tym podkreślić, że zaprezentowany w produkcji motyw terroryzmu został oparty na realnych problemach, z jakimi zmagają się malezyjskie władze. To dość odważne podejście do tematu wiązało się z ryzykiem bojkotu Polis Evo 2 jako filmu „anty-islamskiego”. W rzeczy samej, tuż przed premierą produkcji Riduan Md Nor, przewodniczący Malezyjskiej Partii Islamskiej uznał, że produkcja obraża islam i publicznie nawoływał Malezyjczyków do jej zbojkotowania. Jednakże mufti Zaulkifli Mohamad Al-Bakri sprzeciwił się takiemu podejściu, twierdząc, że film jedynie przedstawia i próbuje zrozumieć fanatyków oraz religijnych ekstremistów, stanowiących faktyczne zagrożenie dla narodowego pokoju. W sprawę zaangażowało się nawet ministerstwo spraw wewnętrznych, które uznało, że oskarżenia o negatywne portretowanie islamu wymagają śledztwa. Biorąc zatem pod uwagę kontekst w jakim powstał Polis Evo 2 jest to intrygujący przykład kina akcji, które oprócz udzielania satysfakcji z wybuchowych sekwencji, równocześnie otwiera przestrzeń kina popularnego w Malezji na dyskusje dotyczące terroryzmu, religii i pozycji kobiet.

Nie dziwi zatem, że również kwestia przemocy została potraktowana inaczej niż w podobnych filmach. Choć Polis Evo 2 nie zapomina o swoich korzeniach jako miksu akcji i komedii, to większość scen humorystycznych umieszcza zanim Al-Minas na dobre ruszą do akcji. Gdy to się już stanie produkcja nabiera zdecydowanie poważniejszego tonu, co przekłada się na sposób przedstawiania śmierci czy odnoszenia ran. Poprzednio, efektownie ginący ludzie byli traktowani jako element eksploatacyjnej rozrywki. W sequelu natomiast sceny śmierci są zwykle ukazywane przez pryzmat dramatu. W tym kontekście świetnym pomysłem było rozdzielenie bohaterów i pozostawienie większości scen akcji Khaiowi i Rian. Kiedy ta dwójka walczy z terrorystami, Sani wraz z młodym policjantem udają cywili i ukrywają się wśród zakładników przetrzymywanych przez Hafsyama. Razak jako bardziej uzdolniony z aktorów (w kraju znany prymarnie z ról komediowych) jako świadek fizycznej i mentalnej przemocy antagonistów został przekształcony w świetny punkt odniesienia dla widzów. Nie jest on tu już niemal niezniszczalnym policjantem zachowującym zawsze zimną krew i palec na spuście; wręcz przeciwnie, zetknięcie z powiększającą się liczbą zmarłych oraz własną niemocą prowadzi go do załamania psychicznego.

Warto przy tym podkreślić, że Polis Evo 2 nie przedstawia żadnych ze swoich bohaterów jako „kuloodporne” postaci. Poza mentalnym załamaniem i wystawieniem na próbę moralności Saniego, on, jak i inni nieraz tracą przytomność czy zostają postrzeleni. Oczywiście, wciąż jest to kino akcji, więc protagoniści wytrzymują więcej niż człowiek jest w stanie wytrzymać w rzeczywistości, lecz ich kruchość i motyw ledwie unikanej śmierci jest poprowadzony – mimo że przewidywalnie – to udanie.

Przyjrzyjmy się zatem na zakończenie recenzji samym scenom akcji. Choć odczuwalny jest tu brak miejskich przestrzeni – jedynie pierwsza sekwencja akcji rozgrywa się w Kuala Lumpur – to pomysł na stworzenie małej wyspiarskiej wioski zamieszkałej przez ok. 200 ludzi był z pewnością pomysłem słusznym. Dzięki niemu twórcy zbudowali dla siebie przestrzeń, którą mogli demolować wedle uznania oraz rozplanować ją w kontekście choreografii scen akcji, jak i z uwzględnieniem pozycji kamer. Tak samo jak w poprzednim filmie także i w kontynuacji dominują przeróżne strzelaniny, suto doprawione eksplozjami. Tym razem jednak o wiele bardziej czytelne, zdecydowanej poprawie uległy też efekty dźwiękowe. Pojawiają się również okazjonalne bijatyki; te co prawda nie prezentują się zbyt udanie, lecz jako urozmaicenie scen akcji oraz jako bardziej prywatne rozliczenie się z niektórymi postaciami ostatecznie zostawiają widza z pozytywnymi odczuciami. Przy okazji wspomnę, że w małej roli pojawia się tu Hairul Azreen. Paskal, w którym Azreen grał główną rolę miał premierę ledwie kilka miesięcy przed premierą Polis Evo 2, więc choć do omawianej produkcji został zatrudniony zanim uzyskał status gwiazdy kina akcji, to gdy obraz pojawił się w kinach jego obecność była już rozpatrywana przez pryzmat gościa specjalnego. Zizan zresztą niejako odwdzięczy się Azreenowi, pojawiając się w małej roli w Wirze.

Biorąc pod uwagę wszystko, co napisałem pojawia się pytanie: czy Polis Evo 2 naprawdę jest genialnym filmem akcji? Odpowiedź na nie brzmi: nie. Znalazło się tu miejsce dla pewnych potknięć, fabularnych uproszczeń, przewidywalnych zwrotów akcji, chwil zbytniej patetyczności, nieco rozczarowuje też finał. Wady te nie są jednak w stanie zakryć nader licznych zalet produkcji. Jako poważniejsze potraktowanie nurtu buddy cop film oraz jako dowiedzenie, że malezyjskie kino wcale nie ustępuje pozycjom z innych krajów Polis Evo 2 stanowi interesujący i wartościowy obraz, wart rekomendacji nie tylko fanom kina akcji.

*Wybranie do tak dużej roli indonezyjskiej aktorki było zabiegiem marketingowym. W Indonezji Polis Evo 2, zostało wydane jako Polis Evo a na plakatach promujących film postać Shah została umieszczona jako centralna, będąc dla tamtejszej widowni jedną z głównych zachęt do wybrania się do kin.

Autor: Mateusz R. Orzech.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Blood Sword of the 99th Virgin (1959). Krwawe rytuały

Kiedy w drugiej połowie lat 40. w Toho rozgorzały kłótnie związane m.in. z kwestią zawartości tematycznej filmów realizowanych w tym słynnym japońskim studiu, wiele osób – w tym reżyserzy i aktorzy – zaczęło opuszczać jego mury. W poszukiwaniu artystycznej swobody Denjirō Ōkōchi i Kazuo Hasegawa z pomocą różnych producentów, scenarzystów i innych osób związanych ze światem przemysłu filmowego stworzyli w 1947 roku nowe studio, które nazwali Shintoho, czyli „Nowe Toho”. Obecna w Shintoho większa swoboda twórcza wydawała się idealnym środowiskiem dla wielu twórców, stąd przyciągała takich reżyserów, jak Akira Kurosawa, Kon Ichikawa czy Kenji Mizoguchi. Niestety, kłopoty w Shintoho zaczęły się dość prędko, jako że wiele osób związanych z początkowym okresem działalności studia zaczęło z niego odchodzić dając się skusić korzystniejszymi warunkami finansowymi w Daiei i Shochiku. Zmiana na lepsze nastąpiła dopiero w 1956 roku, gdy na stanowisku producenta wykonawczego pojawił się Mitsugu Ōk...

Kamikaze (2013). Wieczne zero

 Takashi Yamazaki jest obecnie jednym z najbardziej dochodowych reżyserów w Japonii. Jego najeżone efektami specjalnymi produkcje osiągają zwykle świetne wyniki finansowe, nawet jeśli kosztem nie zawsze pozytywnych recenzji krytyków. Poza Japonią Yamazaki osiągnął większą sławę przede wszystkim za sprawą wysokobudżetowego fantastyku Space Battleship Yamato ( Uchū senkan Yamato , 2010), polski widz może natomiast kojarzyć reżysera z niezdrowo inspirowanego Matrixem filmu akcji Returner: Amazonka czasu ( Ritana , 2002). Yamazaki konsekwentnie wyrastał na reżysera, spod którego ręki wychodzą superprodukcje, rywalizujące w japońskim box officie z największymi przebojami kinowymi z zachodu. Jego pozycję potwierdził mający premierę w 2013 roku film Kamikaze ( Eien no Zero [ Wieczne Zero ]), który w Japonii zarobił ponad 120 milionów dolarów, czyli ok. 375 milionów złotych. Mimo rewelacyjnego wyniku finansowego, Kamikaze ekstremalnie podzielił widzów i wywołał liczne kontrowersje za...

Na celowniku

  Na celowniku: John Carpenter 13/08/2017 Kinomisja Pulp Crew Na celowniku , Wyliczanka 1   Fan art autorstwa Tylera Championa.  Szanowni pulpożercy! Dziś rozpoczynamy nowy kinomisyjny cykl tekstów zbiorowych, w którym przyglądać się będziemy wybranym reżyserom kina gatunków. Nie zamierzamy tu przerabiać całych filmografii, lecz skupiać się na naszym zdaniem najlepszych, najciekawszych czy po prostu z jakichś powodów najbardziej przez nas lubianych tytułach. Zaczynamy od znanego, a jednak często pechowego i niedocenianego Johna Carpentera, ponieważ wielbić go trzeba i basta! Łącznie tekst napisało trzynaście osób, w tym, tradycyjnie, trochę gości, a są to tym razem: Jakub Górecki ( Pulp Punk ), Kuba Haczek ( The Blog That Screamed ), Patryk Karwowski ( Po napisach ), Michał Mazgaj , Sara Nowicka ( Kino w zwolnionym tempie ), Piotr Pluciński ( Pop Glitch ) oraz Kamil Rogiński ( Drugged by Movies ). Każdy wybrał sobie po jednym filmie do publicznej podjarki, co oznacza, ...