Przejdź do głównej zawartości

Hongkong i okolice - 1971

 

King Eagle
Ying wong
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Kai Tong i Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.01.1971

Obsada: Lung Ti, Ching Li, Pei-Shan Chang, Miao Ching, Kuang-Yu Wang, Chung Wong, David Chiang, Cliff Lok i inni.

Pod koniec lat 60. i na początku lat 70. Lung Ti i David Chiang byli największymi gwiazdami hongkońskiego kina akcji, a ich nazwiska ściągały do kin widownię z całej Azji. O ile jednak nazywany wtedy Królem Azjatyckich Filmów Chiang nie mógł narzekać na brak spektakularnych sukcesów, o tyle produkcje promowane nazwiskiem Ti radziły sobie nieco gorzej. Najlepsze wyniki miały oczywiście filmy z oboma gwiazdorami w obsadzie, co tłumaczy fakt obsadzenia ich choćby w superprodukcji The Heroic Ones.

W tym kontekście nie zaskakuje, że rok 1971 zaczął się dla Ti i reżysera Cheh Changa dość średnio. Debiutujący w pierwszy dzień nowego roku King Eagle mimo osiągnięcia przyzwoitych wyników finansowych, nie odniósł spodziewanego sukcesu komercyjnego. Co gorsza, nie można go również uznać za nazbyt udaną produkcję. Jest to opowieść o kolejnej rywalizacji w Świecie Sztuk Walki, gdzie wielki mistrz zostaje zdradzony i zabity. Tym razem winnym jest pierwszy z Ośmiu Szefów, stanowiących grupę największych w kraju mistrzów. Inny z nich zna tożsamość zabójcy i zamierza ją wyjawić podczas spotkania z resztą Szefów. W trakcie podróży na zebranie zostaje jednak zabity. Tuż przed śmiercią przekazuje informację przypadkowo spotkanemu człowiekowi, którym okazuje się być tytułowy bohater imieniem Fei Jin (Lung Ti). Niestety, Jin ma w głębokim poważaniu Świat Sztuk Walki i nie ma najmniejszej ochoty komukolwiek pomagać, wystarczy mu proste życie wśród prostych ludzi. Niestety, źli mistrzowie nie wierzą w jego neutralność i postanawiają go zabić.

Mimo że gwiazdą jest tu Ti, na plakacie najwięcej miejsca poświęcono żeńskiej gwieździe studia: „Baby Queen” Ching Li, która zagrała tu podwójną rolę - złej do szpiku kości 8. Szefową i na wskroś dobrą 7. Szefową, nawiązującą romantyczne relacje z Jinem. I poza dobrym aktorstwem Ti i Li King Eagle niestety nie wyróżnia się spośród ówczesnych pozycji studia niczym innym. Fabuła jest nadto przewidywalna i bazuje na utartych schematach wuxia, a bohater jest tu tak potężny, że nikt nie ma z nim szans w walce (czego wszyscy są zresztą świadomi), stąd też nie ma tu zupełnie mowy o jakimkolwiek poczuciu zagrożenia. Na domiar złego złoczyńcy są nierzadko zupełnie bezmyślni w swoim postępowaniu, a choreografia scen sztuk walki jest co najwyżej zadowalająca.

Zatoichi and the One-Armed Swordsman aka Zatoichi Meets the One-Armed Swordsman
Tytuł japoński: Shin Zatōichi: Yabure! Tōjin-ken (Nowy Zatoichi: Łam! Miecz Chińczyka)
Tytuł chiński: Du bi dao da zhan mang xia (Wielka bitwa Jednorękiego szermierza z niewidomym wojownikiem)
reżyseria: Kimiyoshi Yasuda i Tseng-Hung Hsu
scenariusz: Takayuki Yamada i Kimiyoshi Yasuda
studio: Katsu Production, Golden Harvest, Daiei Motion Picture Co.
premiera: 13.01.1971

Obsada: Shintarō Katsu, Yu Wang, Ling Wang, Yu Chang, Yuko Hama, Masato Kagawa i inni.

Jako że Zatoichi and the One-Armed Swordsman należy do serii japońskich produkcji o słynnym niewidomym szermierzu, w którego wcielał się legendarny Shintarō Katsu, film zazwyczaj jest rozpatrywany w kontekście kina japońskiego i, przede wszystkim, kina chanbara ze szczególnym wskazaniem na serię o Zatōichim. Stanowi on jednak koprodukcję, w której powstanie zaangażowana była także strona hongkońska. Otóż pod koniec lat 60. twórcy serii o bohaterskim masażyście szukali pomysłów na jej rewitalizację, motywowani chęcią ściągnięcia do kin nowej widowni. Uznano wtedy, że dobrym pomysłem będzie realizacja crossoverów z innymi popularnymi postaciami. Tak też, w 1970 roku, Zatōichi skrzyżował miecz z Yōjinbō, znanym z filmów Akiry Kurosawy, w którego wcielił się ponownie Toshirō Mifune. Zyski z wyświetlania potwierdziły, że był to słuszny krok i kolejny crossover stworzono z już większym rozmachem. Oto bowiem do Japonii przybywa Yu Wang, wcielający się po raz trzeci w Jednorękiego szermierza, czyli postać, którą dwukrotnie zagrał w filmach Cheh Changa.

Ponieważ omawiam film w ramach cyklu poświęconego kinu z Hongkongu i okolic, nie będę dotykał kwestii niezwiązanych z hongkońską stroną produkcji. Jak pisałem już wcześniej, Yu Wang – wielka gwiazda hongkońskiego kina, która już wcześniej występowała w głównej roli w hongkońsko-japońskiej koprodukcji, mianowicie w Asia-Pol – odszedł ze studia Shaw Brothers niedługo po zrealizowaniu The Chinese Boxer. Jego odejście odbyło się nagle i skąpane było w oparach kontrowersji. Za złamanie kontraktu Wang został ukarany zakazem pracy w Hongkongu przez kolejne 3 lata. Zmotywowało go to do podróży do Tajwanu i szukania możliwości spełniania się jako aktor, reżyser, scenarzysta i choreograf poza wpływami Shawów. Wang jako niezwykle popularny aktor oraz jako człowiek ambitny i o wybuchowym temperamencie nie miał najmniejszych zamiarów pozwolić aby jego gwiazda zgasła czy choćby zaczęła blednąć. Toteż poza produkcjami tajwańskimi, rozpoczął także negocjacje z konkurencyjnym dla Shaw Brothers studiem Golden Harvest, gdzie zresztą dołączy po tym jak okres zakazu pracy w Hongkongu się skończy. Golden Harvest było chętne włączenia nowej gwiazdy do swojego katalogu, tym bardziej, że było wtedy jeszcze młodym studiem. Prowadziło także działalność dystrybucyjną, toteż zawsze było chętne pozyskiwaniu nowych pozycji, które mogłyby osiągnąć sukces na rodzimym rynku. Kiedy więc nadarzyła się okazja do współpracy przy produkcji filmu z japońskiej serii, niezwykle popularnej i wpływowej także w Hongkongu, wszyscy byli chętni do działania. Prawa do dystrybucji crossovera w Hongkongu, Tajwanie i okolicznych terytoriach zostały prędko udzielone Golden Harvest, a studiem które wspomogło samą produkcję filmu z ramienia hongkońskiego było Wing Luen: w rzeczywistości przykrywka dla Golden Harvest.

Produkcja była nagrywana w Japonii, przez japońską ekipę, stąd przypomina bardziej kino chanbara; motywy znane z wuxia są – choć wyraźnie wyczuwalne – mocno ograniczone. Jest to pewna wada filmu, którego twórcy nie potrafili wykorzystać w pełni posiadanego materiału, zadowalając się raczej wzbogaceniem szablonu pozycji o Zatōichim niż stworzeniem pełnokrwistego crossovera. Trzeba jednak przyznać, że postać Jednorękiego szermierza nie została tu zmarnowana i faktycznie pełni bardzo istotną rolę w produkcji. Fabularnie opiera się ona na nieporozumieniach i problemach w kontaktach. Jako jedna z bardziej pesymistycznych w serii przedstawia dwóch wojowników niezdolnych – z powodu bariery językowej, odmiennej kultury i izolacjonistycznej polityki kraju – porozumieć się ze sobą, co wynika tragicznym konfliktem. Tragizm dotyka tu zresztą niemal wszystkich, Yasuda bowiem nie oszczędza gorzkiego losu nikomu: ani ginącym dzieciom, ani zwykłym ludziom tonącym w moralnym bagnie. Jednoręki szermierz nie zna japońskiego, co jest wykorzystywane przez oszustów, a Zatōichi jako osoba niewidoma nie jest w stanie odczytać napisanych znaków. Ten tragizm inherentny w postaciach dwójki bohaterów został tu świetnie wykorzystany, co sprawia, że jest to jedna z ciekawszych pozycji nie tylko w serii, ale i w kinie chanbara w ogóle, warta odnalezienia zarówno przez fanów japońskiego, jak i hongkońskiego kina.

W kwestii choreografii scen walk, wszystkie starcia osadzone w tradycjach chanbary prezentują się świetnie, gorzej natomiast wypadają motywy pochodzące z tradycji kina wuxia. Jest to zrozumiałe, gdyż tradycje japońskiego kina akcji są odmienne od hongkońskich, choć z pewnością byłoby korzystne dla filmu, gdyby twórcy ściągnęli hongkońskich choreografów do pomocy przy projektowaniu choreografii z udziałem Wanga.

Finalnie produkcja kończy się oczywiście starciem dwóch ikon. Te zaś prezentuje się odmiennie zależnie od wersji filmu. Wersja japońska jest obecnie jedyną dostępną i w niej walkę wygrywa Zatōichi, pozbawiający swojego przeciwnika życia. Na rynku hongkońskim, tajwańskim i okolicznych wyświetlano jednak inną wersję, w której powstanie był zaangażowany Tseng-Hung Hsu. Wieść głosi, że nie tylko w jej finale to Zatōichi ginie spod ręki Jednorękiego szermierza, lecz że dodano do niej także kilka klasycznych dla wuxia scen, gdzie chiński szermierz biega po drzewach i częściej odrywa się od ziemi. Niestety, obecnie druga wersja produkcji jest niemożliwa do znalezienia. Ich istnienie wskazuje jednak na fakt, że mimo zawartych w filmie propagowania współpracy międzynarodowej i krytyki izolacjonizmu, twórcy produkcji chcieli mimo wszystko by to ich strona ostatecznie zwyciężyła. W kontekście fabularnym pomaga to w uzupełnieniu tragicznego wydźwięku, acz szkodą pozostaje, że dwóch mistrzów nie mogło znaleźć żadnego sposobu na porozumienie.

Zatoichi and the One-Armed Swordsman oczywiście odniósł całkiem spory sukces komercyjny w Hongkongu i okolicznych rynkach, co bardzo nie spodobało się Shaw Brothers. Shawowie byli wściekli, że ktoś inny zarabia na postaci pochodzącej z ich studia, co zmobilizowało ich do rozpoczęcia prac nad The New One-Armed Swordsman. O tym filmie jest jednak poświęcony osobny wpis.

The Invincible Eight
Tian long ba jiang
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Wei Lo i David Lo
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han i Sammo Hung
studio: Golden Harvest
premiera: 22.01.1971

Obsada: Nora Miao, Ching Tang, Angela Mao, Paul Chang, Kwan Lee, James Tin, Lydia Shum, Ying Pai, Patrick Tse, Ying-Chieh Han, Sammo Hung i inni.

Przyznam, że za oglądanie The Invincible Eight zabrałem się ze sporą ciekawością; powód tego zaś był taki, że jest to pierwsza produkcja Golden Harvest w historii tego studia. Golden Harvest zostało założone przez Raymonda Chowa i Leonarda Ho, którzy wcześniej byli producentami wykonawczymi w Shaw Brothers. Niezadowoleni z ograniczeń panujących w słynnym studiu, założyli własne; wraz z nimi do Golden Harvest przeszło też sporo innych osób z Shaw Brothers, toteż wśród aktorów w The Invincible Eight zarówno na pierwszym, jak i dalszym planie nie zabraknie znajomych twarzy, choć pojawi się oczywiście także sporo nowych. Do studia dołączył też (choć równocześnie kontynuujący również współpracę z Shawami) popularny reżyser Wei Lo, który stanął za kamerą omawianego filmu. Choreografią zajął się zaś – również pochodzący z Shaw Brothers – Sammo Hung, pojawiający się tu także w małej rólce.

Jak można więc się spodziewać, The Invincible Eight dzieli sporo podobieństw z filmami ze starszego studia, przez co nie prezentuje się mocno oryginalnie na tle propozycji Shawów. Z drugiej strony wybranie na pierwszy film studia produkcji wuxia opartej na książce Kuanga Ni (który oprócz pisania książek, pisał też scenariusze dla – oczywiście – Shaw Brothers) było logicznym i bezpiecznym wyjściem. Widownia zobaczyła w debiutanckiej propozycji ciągłość z popularnymi wtedy motywami wuxia i choć mogła narzekać na kilka aspektów (w większości technicznych), to z pewnością została w niej wzbudzona ciekawość co do kierunku ewolucji Golden Harvest i czym będzie się odróżniać od konkurencji. Warto przy tym wspomnieć, że Golden Harvest prędko osiągnie świetne wyniki finansowe i ostatecznie wygra walkę z Shaw Brothers, choć przez wiele lat - dzięki ich rywalizacji - w obu studiach będziemy znajdować mnóstwo interesujących pozycji kina kung fu, wuxia, akcji i innych.

The Invincible Eight opowiada historię odnalezienia siebie nawzajem przez tytułową ósemkę wojowników, a właściwie siódemkę wojowników i kucharza, których łączy fakt zamordowania ich rodziców przez złego generała. Generał ów jest – oczywiście – mistrzem sztuk walki, jednak jego zdolności objawią nam się dopiero w finale. Żeby zaś do niego dotrzeć bohaterowie będą musieli pokonać potężnego mistrza walki biczem i jego oddział wojowników posługujących się tym samym orężem.

Duża obecność sekwencji akcji z biczami to to, co najbardziej wyróżnia film na tle konkurencji. Choć w Shaw Brothers bicze także się już pojawiały, tutaj mamy mocno rozbudowane choreografie z wojownikami posługującymi się wyłącznie tą bronią. Z pewnością stworzenie ich nie było łatwym zadaniem i faktycznie nie zawsze prezentują się zadowalająco. Produkcja jest przez to dość nierówna pod względem realizacji scen akcji. W początkowych partiach filmu starcia wypadają niezbyt przekonująco i stanowią krok wstecz względem poprzednich dokonań Hunga, na szczęście z walki na walkę jest coraz lepiej i ostatnie dwie sekwencje są naprawdę dynamicznymi, rozbudowanymi starciami z użyciem różnych oręży, co usatysfakcjonuje każdego fana tradycyjnych wuxia. Tym bardziej, że – podobnie do innych „grupowych” produkcji z gatunku – wszyscy bohaterowie muszą pracować naraz, promując przy okazji kolektywną współpracę przeciw silniejszemu od jednostek złu, pochodzącemu z warstwy rządzącej.

W The Invincible Eight na pierwszy plan wysunięte są kobiety o niebagatelnych zdolnościach sztuk walki. W rzeczy samej, najlepszym wojownikiem wśród bohaterskiej ósemki jest Yin Chiang, w którą wcieliła się wschodząca gwiazda studia, świetna Nora Miao. Zarówno ona, jak i Angela Mao (która cudownie się prezentuje w przebraniu mężczyzny i z wachlarzem jako głównym orężem) sprawiają wrażenie o wiele bardziej naturalnych w scenach walk niż żeńskie gwiazdy z Shaw Brothers. Męscy wojownicy otrzymują więcej scen dla siebie w początkowych aktach, jednak od chwili gdy na ekranie pojawi się Miao, na niej przede wszystkim będą skupiać się twórcy. Lo co prawda stara się dość mocno aby każdego z wojowników wyróżnić na tyle, by był kimś więcej niż jednowymiarowym mścicielem, jednak udaje mu się rozbudować portrety tak naprawdę tylko z trójki z nich.

Film cierpi także na problemy związane z montażem, w tym montażem dźwięku. Nie jest tak płynny, jak produkcje Shawów, zdecydowanie również ustępuje im w kwestii kolorystycznej. Shaw Brothers przyzwyczaiło widza do wyrazistych barw, a na przełomie lat 60. i 70. również do eksperymentowania z oświetleniem. The Invincible Eight może się co prawda pochwalić filmowaniem większej ilości scen w otwartych lokacjach, lecz jest wizualnie nieco mdły. Na szczęście kreacje aktorskie są tu bardzo żywe i energiczne, a walki – gdy już wejdą na wyższy poziom – są na tyle efektowne, że w połączeniu z interesującym scenariuszem trudno uznać produkcję za debiut nieudany. Wręcz przeciwnie, The Invincible Eight wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie i z niecierpliwością czekam na kolejny krok Golden Harvest.

The Lady Hermit
Zhong kui niang zi
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Yat-Fong Yip
choreografia scen akcji: Siu-Chung Leung
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.01.1971

Obsada: Pei-Pei Cheng, Szu Shih, Lieh Lo, Mian Fang, Hsieh Wang, Sammo Hung i inni.

The Lady Hermit jest często postrzegany jako jeden z najlepszych filmów wuxia ze studia Shaw Brothers, a czasami nawet jako jeden z najlepszych filmów wuxia w ogóle. Choć osobiście nie pałam do tej produkcji miłością na tyle wielką, by z tymi określeniami się zgodzić, trudno zaprzeczyć, że jest to jedna z ciekawszych propozycji studia.

Tytułowa bohaterka to mistrzyni sztuk walki (Pei-Pei Cheng), która po odniesionych obrażeniach w walce z potężnym złoczyńcą i najsilniejszym wojownikiem ze Świata Sztuk Walki Czarnym Demonem (Hsieh Wang) spędza czas na dochodzeniu do siebie, pracując jako służka w biurze ochrony. Tam zakochuje się w niej jeden z szermierzy (Lieh Lo). Prawdziwe problemy rozpoczynają się wraz z przybyciem młodej i ambitnej dziewczyny (Szu Shih), która zrobi wszystko by odnaleźć bohaterkę i zostać jej uczennicą. Jej pęd w poszukiwaniu mistrzyni zaprowadzi ją jednak prosto w pułapkę zastawioną przez Czarnego Demona.

Film skupia się dość mocno na trójkącie romantycznym; nowoprzybyła dziewczyna szybko zakochuje się w szermierzu, Pustelniczka też nie pozostaje obojętna na jego uczucie, co z kolei sprawia, że między dwiema kobietami zaczyna kiełkować antagonizm. Wątek ten jest poprowadzony dość sprawnie i nie odciąga uwagi od rywalizacji ze złym mistrzem. Wręcz przeciwnie, gdy już dochodzi do walk, to mamy do czynienia z naprawdę długimi i zwykle świetnie przemyślanymi starciami. Nie ma tu co prawda choreografii, które można pokazać jako przykład najlepszych scen akcji w historii Shaw Brothers, lecz wypadają bardzo udanie. Czytelnicy Kinomisji pewnie już wiedzą, że zaliczam się do tych kilku fanów wuxia, którzy nie darzą jakimś szczególnym uczuciem Pei-Pei Cheng i nigdy walki z jej udziałem nie wzbudziły mojego zachwytu. Mimo tego jest to jeden z tych filmów z jej udziałem, w którym nie mam za bardzo na co narzekać, może z wyjątkiem okazjonalnego korzystania z fast motion, jak zawsze irytującego.

Sporą zaletą jest podkręcenie przez Ho przemocy względem jego poprzednich propozycji. Nie jest to bolesna przemoc spod znaku Cheh Changa, a raczej rozrywkowa przemoc, choć włożenie pałeczek w oczy czy wbicie pobitych naczyń w twarz z pewnością przyjemne dla otrzymującego obrażenia nie jest. Oprócz tego pojawia się tu także niezwykle satysfakcjonująca scena odcinania kończyn i głowy. Przedstawienie walk przez Ho jest zresztą ogromną zaletą produkcji; chwilowe zawieszanie akcji świetnie buduje suspens, nie brak tu też zapadających w pamięć kadrów, z których najlepiej zapamiętałem ten, przedstawiający stojących naprzeciw siebie w bojowych pozycjach Pustelniczkę i podszywającego się pod nią wojownika, zamierających na chwilę w bezruchu niczym dwie majestatyczne sylwetki w zwiewnych białych strojach na tle nocnego nieba.

Podczas oglądania The Lady Hermit nie mogłem też przestać odnosić wrażenia, jakby była to swoista odpowiedź na debiutancki krok Golden Harvest, co jest raczej mało prawdopodobne, jako ze oba filmy miały premierę tego samego dnia. Są tu jednak dwa wyraźne podobieństwa: w obu filmach pojawiają się dwie silne kobiety w rolach głównych i w obu znajdują się rozbudowane starcia z użyciem bicza. Kto zaprezentował je lepiej? Faktycznie sceny akcji z biczem (którego młoda wojowniczka z nieznanych przyczyn przestaje niestety używać w późniejszych partiach filmu) w The Lady Hermit prezentują się dynamiczniej niż w The Invincible Eight, lecz bardziej ze względu na montaż niż choreografię czy zdolności aktorów.

Przy omawianiu produkcji nie można nie wspomnieć o tym, że jest to przedostatni film wuxia z Pei-Pei Cheng w Shaw Brothers; po kolejnym wystąpi jeszcze w shawowskiej komedii, po czym dołączy do grona osób wymieniających Shaw Brothers na Golden Harvest. Niegdysiejsza gwiazda studia wypromowana w Come Drink with Me Kinga Hu nie pozostawia po sobie pustego miejsca, przekazuje tu bowiem pałeczkę debiutującej Szu Shih, która niestety – w moim odczuciu przynajmniej – nie prezentuje się tak przekonująco, jak młode aktorki zaproponowane przez Golden Harvest czy obecne w tajwańskich pozycjach. Mimo tego Shih prezentuje się przyzwoicie, zarówno w scenach akcji, jak i dramatycznych, więc ewentualne niedociągnięcia można zrzucić na karb jej niedoświadczenia i poczekać, jak jej kariera się rozwinie w przyszłości. Mimo solidnego wykonania, gwiazdorskiej obsady aktorskiej i obecnej kultowości The Lady Hermit nie osiągnęła komercyjnego sukcesu i była jednym z gorzej zarabiających filmów w 1971 roku, co sprawiło, że produkcje reżyserowane przez Meng-Hua Ho przestały być traktowane w studiu jako szczególnie istotne i ich premiery zaczęły być wstrzymywane, o czym więcej będzie niebawem.

The Brave and the Evil aka Morale and Evil
Hei bai dao
reżyseria i scenariusz: Yu Wang
choreografia scen akcji: Tien-Lung Yu
studio: Union Film i International Film Production
premiera: 01.02.1971

Obsada: Yu Wang, Polly Shang-Kuan, Paul Chang, Kenneth Tsang, Han Hsieh, Chung-Shan Wan, Tian Miao i inni.

Po sukcesie Karczmy Smocze Wrota Kinga Hu tajwańskie Union Film ruszyło z większą ilością produkcji, w celu konkurowania z dominującym na rynku studiem Shawów. Jak wiadomo, wielu twórców z Shaw Brothers nie było w pełni zadowolonych z braku swobód twórczych i przenosiło się, jak choćby wspomniany Hu, do innych studiów czy zakładało własne, czego dowodem jest powstanie Golden Harvest. Jedną z osób, która zrezygnowała ze współpracy z Shawami była megagwiazda studia Yu Wang (aka Jimmy Wang Yu), znany przede wszystkim ze swojej kreacji jednorękiego szermierza. Wspominałem już o jego sytuacji w poprzednich wpisach poświęconych kinu gatunkowemu z Hongkongu i okolic, więc w celu poznania kilku szczegółów na temat jego osoby i decyzji odejścia ze studia odsyłam do wpisu o roku 1969 oraz do umieszczonego poniżej omówienia The New One-Armed Swordsman.

W 1970 roku Yu zagrał główną rolę, ale też napisał i wyreżyserował przejaskrawiony film kung fu The Chinese Boxer, gdzie wprowadził wiele klasycznych elementów kina nie tylko kung fu, ale także i wuxia, wskazując równocześnie na fakt, że kung fu niebawem zastąpi wuxia na pozycji popularniejszego z gatunków; proces, w którym zdecydowany udział miał też Cheh Chang za sprawą świetnego Vengeance! z Davidem Chiangiem w roli głównej. Yu po zrealizowaniu The Chinese Boxer został skuszony ofertą większej artystycznej swobody przez Union Film, co było jednym z powodów jego przeprowadzki do Tajwanu.

Jego pierwszym zrealizowanym tam filmem był The Brave and the Evil, znajdujący się na rozdrożu między kinem kung fu, a kinem wuxia. Bohaterem produkcji jest tajemniczy Bai Sifeng (Yu Wang), który mimo niepozornego wyglądu skrywa potężne umiejętności sztuk walki, o czym przekonujemy się dość prędko, gdy ratuje dziewczynkę przed stratowaniem przez konia. Yu jest w pełni świadom swojego wyglądu, niezbyt wskazującego na pierwszy rzut oka jakoby był on potężnym wojownikiem, czemu daje wyraz kilkukrotnie w kwestiach różnych postaci. Mimo to nie pozwala widzowi ani przez chwilę zwątpić w status protagonisty, dzięki prostemu trikowi zawartemu na ścieżce dźwiękowej: zawsze, gdy Sifeng pojawia się w kadrze towarzyszy mu charakterystyczny motyw muzyczny, wręcz krzyczący w kierunku widza, że oto pojawia się potężny wojownik.

Główna siła Sifenga to walka wręcz, tradycyjna dla kina kung fu. Nie znaczy to jednak, że nie potrafi się on posługiwać orężem, wręcz przeciwnie; Yu nie byłby sobą, gdyby nie sięgał po ukryte bronie i różnorakie style walk, obficie czerpiąc inspiracje z tradycji kina wuxia i okazjonalnie je przejaskrawiając, lecz nigdy do takiego stopnia, jak miało to miejsce w jego poprzednim filmie. Dzięki temu drastycznie zwiększa on dynamizm produkcji i podkręca jej energię, co przekuwa się bezpośrednio na większą frajdę z oglądania. Warto przy okazji wspomnieć, że Yu umieścił tu także mały żarcik związany z jego najsłynniejszą kreacją.

Drugim bohaterem, a właściwie bohaterką filmu, jest Hong Tianjiao (znana m.in. z Karczmy Smocze Wrota Polly Shang-Kuan, jeszcze przed operacją plastyczną), młoda szermierka posługująca się dwoma sztyletami i czerwonym sznurem. Pełna energii, atakująca najpierw i zadająca pytania później wpisuje się w nieco irytującą tradycję gwałtownych młodych wojowniczek kina wuxia, które nie potrafią wykazać się zbytnim zmysłem strategicznym. Jej porywczość jest tu jednak wytłumaczona jej motywacją. Tianjiao chce zemścić się za śmierć swojego ojca, potężnego szermierza, który został zabity w efektownym otwarciu produkcji przez złego Zhao Yi Longa (Paul Chang) i jego grupę przestępczą, posługującą się oczywiście różnorakimi stylami sztuk walki.

The Brave and the Evil mimo przewidywalnej fabuły, kilku potknięć montażowych i momentami kulejącej choreografii jest niewątpliwie filmem, który usatysfakcjonuje wszystkich miłośników gatunku. Walki są tu pomysłowe, dynamiczne, rozbudowane i dość długie. Finalne starcie zostawia po sobie szczególnie pozytywne wrażenia, a w międzyczasie pojawią się walki z użyciem płonących sznurów oraz typowe dla wuxia podchody, zmienianie tożsamości, ukrywanie motywacji postaci, a także nawiązania do innych gatunków (między innymi do gotyckiego horroru). Yu już od swojego pierwszego filmu udowadniał, że potrafi brać najlepsze wzorce nie tylko z rodzimego kina, ale i z produkcji japońskich, amerykańskich i europejskich (szczególnie włoskich) i pomysłowo scalać je ze sobą. Przydałoby się tu co prawda kilka ciekawiej wyglądających kadrów, zaburzających wizualną monotonię kolorów, lecz nie można zaprzeczyć, że Yu udało się stworzyć kolejną emocjonującą produkcję. Niestety, mimo obecności gwiazdorskiej obsady, nie odnoszącej wystarczającego sukcesu, aby Union udało się stanąć do równej rywalizacji z Shaw Brothers. Na domiar złego 11 dni wcześniej swój pierwszy film do kin wypuściło Golden Harvest, który to rywal niebawem okaże się nie do pokonania na arenie zwanej box officem.

The New One-Armed Swordsman aka Triple Irons
Xin du bi dao
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 07.02.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Ching Li, Feng Ku, Sing Chan, Wong Chung i inni.

W 1967 roku Cheh Chang zrewitalizował gatunek wuxia dzięki rewelacyjnemu Jednorękiemu szermierzowi z Yu Wangiem w roli głównej. Dzięki produkcji nie tylko kariera Changa nabrała tempa, ale i pomogła Yu w uzyskaniu statusu megagwiazdy hongkońskiego kina akcji, co wykorzystał do walki o większą kontrolę nad projektami, w jakie był zaangażowany. Chang, który posiadał także niesamowitą umiejętność wyszukiwania młodych talentów, wkrótce po tym jak zaczęły się kłopoty z Yu odnalazł dwie kolejne gwiazdy dla Shaw Brothers: Lunga Ti i Davida Chianga, z których obaj, a szczególnie Chiang (mimo że początkowo nie wierzono w jego sukces z powodu wzrostu, smukłości i braku zorganizowania), wyrośli na ekstremalnie popularnych aktorów, kojarzonych z kinem wuxia i kung fu.

Yu – jak pisałem wcześniej – nie był człowiekiem unikającym konfliktów, co poświadcza nadana mu ksywka „złego chłopca kung fu”. Po uzyskaniu statusu gwiazdy chciał robić wszystko po swojemu, zarówno w życiu zawodowym, jak prywatnym, co ostatecznie wynikło nagłym zerwaniem kontraktu z Shaw Brothers w marcu 1970 roku. Nie obyło się bez kłótni ze studiem, przez co Shaw Brothers natychmiast zablokowało możliwość pracowania Yu w Hongkongu. Miało do tego pełne prawo, jako że aktor złamał zasady kontraktu. Zakaz obowiązywał jednak tylko do 1973 roku, a sam Yu niezbyt się nim przejmował i przeniósł się do Tajwanu, jak wcześniej zrobił to King Hu. Shaw Brothers – mówiąc delikatnie – nie byli zbyt zadowoleni, że nie mają wpływu na produkcje realizowane przez Yu czy te w których występował, co było dla władz studia o tyle irytujące, że nie tylko stanowił on konkurencję usadowioną w Tajwanie, czyli poza zasięgiem Shawów, ale też korzystał z motywów i postaci, które przyniosły mu sukces za sprawą shawowskich produkcji. Bodaj najwięcej nerwów studiu przysporzył udział Yu w japońskim filmie Zatoichi Meets the One-Armed Swordsman (Shin Zatōichi: Yabure! Tojinken, Kimiyoshi Yasuda, 1971), gdzie – oczywiście – powrócił do roli, którą dwukrotnie zagrał u Changa.

Nie wiadomo ile w tym prawdy, ale realizacja The New One-Armed Swordsman była ponoć wymierzona (przynajmniej częściowo) przeciw Yu i jego produkcjom. Jakkolwiek by nie było, Yu faktycznie uznał stworzenie filmu za atak na swoją osobę i był zdeterminowany odebrać widownię Shaw Brothers. Z tego powodu, jeszcze w tym samym roku zabrał się za produkcję One-Armed Boxer, która faktycznie stała się bardzo popularną pozycją, gdy miała premierę w sierpniu 1972 roku. One-Armed Boxer nie tylko wykorzystywał motywy z One-Armed Swordsman, lecz również z Chinese Boxer, który Yu zrealizował w 1970 roku dla Shaw Brothers. Yu kontynuował swoją krucjatę przeciw Shawom w kolejnych latach (m.in. w jej ramach zrealizował kultowy Master of the Flying Guillotine w 1976 roku), ale my do jego filmów wrócimy później. Teraz zatrzymajmy się na The New One-Armed Boxer z Davidem Chiangiem w roli tytułowej i z gwiazdami Lungiem Ti i Ching Li w rozbudowanych rolach drugoplanowych.

Produkcja rozpoczyna się natychmiastowym potwierdzeniem zdolności szermierczych Lei Li (David Chiang); aby dodatkowo podkreślić nadchodzącą tragedię Li okazuje się być mistrzem stylu Bliźniacze Miecze i używa w walce obu rąk naraz. Jest on młodym, ambitnym i nieokrzesanym bohaterem, który zostaje wrobiony w kradzież niemałej kwoty. Aby odzyskać pieniądze, ofiary przestępstwa zwracają się z prośbą o pomoc do Bohatera Lunga (Feng Ku), nie wiedząc, że w rzeczywistości jest on złoczyńcą udającym szanowanego herosa. Lung w świetnie zainscenizowanym pojedynku pokonuje Li, dzięki technice stworzonej specjalnie przeciw stylowi walki młodzieńca. Koszt przegranej, uzgodniony przed pojedynkiem, to utrata prawej ręki i odejście ze Świata Sztuk Walki. Kilka lat później – Chang wskazuje na upływ czasu za pomocą ujęcia odciętej kończyny Li, z której zostają same kości – młodzieniec jest małomównym i poniżanym pomocnikiem w niewielkiej karczmie, skrzętnie ukrywającym drzemiące w nim zdolności sztuk walki. Zakochuje się w nim piękna córka kowala Ba Jiao (Ching Li), lecz protagonista unika zaangażowania w romantyczny związek. Lung tymczasem współpracuje potajemnie z gangiem z Posiadłości Tygrysa, zajmując się rabunkami i morderstwami, równocześnie utrzymując pozory praworządności. Jego kolejnym celem jest obecny mistrz Bliźniaczych Mieczy Bohater Fung (Lung Ti). Fung zatrzymuje się w karczmie, gdzie pracuje Li i – po obligatoryjnym potwierdzeniu swoich umiejętności – rozpoznaje zdolności jednorękiego szermierza, lecz postanawia uszanować jego chęć pozostania poza Światem Sztuk Walki. Zamiarem Funga jest rozprawienie się z gangiem Tygrysa i gdy zostaje zaproszony do posiadłości Lunga spodziewa się, że mądry mistrz pomoże mu w rozwiązaniu kryzysu. W rzeczywistości zmierza prosto w pułapkę...

Jak widać po zarysie fabuły, The New One-Armed Swordsman nie stanowi ani kontynuacji, ani remake'u oryginalnego filmu, lecz przedstawia zupełnie nową wariację na podobny temat. Produkcja posiada własną, całkowicie zamkniętą fabułę. Nastrój jest tutaj mniej pesymistyczny, szczególnie jeśli wsłuchamy się w przebojową ścieżkę dźwiękową, na której znajdziemy m.in. motyw muzyczny z W tajnej służbie jej królewskiej mości, użyty najpewniej bez pozwolenia. Chang oczywiście nie byłby sobą, jeśli nie zszedłby w stronę tragedii i tragicznych śmierci. Nie chcę zdradzać szczegółów fabuły, napiszę więc tylko, że znajduje się tu jedna z moich ulubionych scen zgonu szermierza – brutalna, lecz nie przesadzona; spodziewana, lecz pojawiająca się nagle podczas świetnie zainscenizowanego starcia. Stanowi ona punkt przełomowy w fabule, która do tego momentu jest nieco za mało konsekwentna. Po otwierających scenach ustanawiających Li na pozycji protagonisty (choć podczas czołówki jako główne gwiazdy zostają ogłoszeni Ti i Li grający role drugoplanowe), szermierz przesunięty zostaje na drugi plan, a Chang zaczyna żonglować kilkoma wątkami (miłość dziewczyny, misja Funga, plan Lunga, retrospekcja wyjaśniająca, skąd kowal posiada ukryty miecz), z których nie wszystkie są interesujące, ponadto odciągają one uwagę od głównego wątku, czasem niewiele oferując w zamian. Szczególnie niepotrzebna jest wspomniana retrospekcja, mimo że podkreśla ona motyw tematyczny filmów reżysera, dotyczący tragizmu życia bohatera, którego praworządność niemal zawsze zostaje wynagrodzona gwałtowną śmiercią oraz faktu, że Świat Sztuk Walki nie jest sielanką, lecz brutalnym światem permanentnej rywalizacji.

Oczywiście Li ostatecznie ruszy do walki i uczyni to w przebojowym finale, który – jak większość głównych walk – rozgrywa się na wybudowanych specjalnie na potrzeby filmu scenografiach, w tym długim moście, stanowiącym idealne miejsce do ścierania się z chmarą przeciwników. Choreografia jest tu, co wypada podkreślić, bardzo udana. Fung jako broni używa sanjiegun, czyli trzyczęściowej pałki (trzy krótsze pałki, połączone krótkimi łańcuchami, niczym trzyczęściowe nunchaku, gdzie każda część jest zwykle długości ręki wojownika), co prezentuje się doskonale; przyznam, że to jedna z moich ulubionych ekranowych broni, więc zawsze z przyjemnością oglądam ją w akcji. Pozostali bohaterowie korzystają oczywiście z mieczy, ale i pojawią się także ataki sznurami. Każdy fan wuxia znajdzie więc tu coś dla siebie.

Zanim przejdę do krótkiego podsumowania, wspomnę jeszcze o jednej kwestii, wymagającej małych spoilerów, toteż jeśli ktoś chciałby ich uniknąć, może przeskoczyć ten akapit. Jest to kwestia obecności (lub ich braku) homoerotycznych podtekstów. Otóż The New One-Armed Swordsman jest przez wielu, szczególnie na zachodzie, postrzegany jako najbardziej homoerotyczny film Changa. Trudno nie zauważyć pewnych scen czy rozwiązań fabularnych, mogących wskazywać na ukryty homoseksualizm bohaterów, wymienię sześć najwyrazistszych przykładów: (1) kiedy Jiao ma zostać zgwałcona przez bandytów, Li decyduje się nie udzielić jej pomocy (początkowo co prawda staje w jej obronie i zostaje pobity, na koniec jednak decyduje się nie ujawniać zdolności kung fu i wycofuje się) i gdyby nie przypadkowe pojawienie się Funga dziewczyna marnie by skończyła; (2) gdy Li w późniejszych partiach filmu rusza na ratunek dziewczynie – ponownie pochwyconej przez bandytów – po drodze spotyka Funga, któremu mówi co się stało, ten rusza w pościg, a Li natychmiast się wycofuje; (3) Li jest przy dziewczynie małomówny i nigdy się nie uśmiecha, natomiast z Fungiem prowadzi żywe dyskusje, żartuje i z jego twarzy uśmiech prawie nigdy nie schodzi, co zresztą zauważa sama Jiao, mówiąc, że widzi go uśmiechniętego po raz pierwszy; (4) w jednej ze scen Li obejmuje ramieniem Funga, następnie spacerują razem uśmiechnięci i mijają bez słowa Jiao, która musi odezwać się, żeby przypomnieć o swojej obecności; Li mówi jej wtedy, że może złapać go za rękaw i dalej obejmuje ramieniem Funga; (5) w jednej z rozmów z Li Fung stwierdza, że po pokonaniu grupy bandytów odejdzie ze Świata Sztuk Walki, po czym osiedli się z Li (w domyśle ma im towarzyszyć Jiao, ale nigdy nie zostaje wymieniona); (6) w końcu Li decyduje się sięgnąć po swoje zdolności sztuk walki dopiero, gdy zaniepokoi się losem Funga.

Oczywiście Chang ostro sprzeciwiał się odczytywaniu swoich filmów jako wykorzystujących czy opisujących relacje homoseksualne. Twierdził, że to odczytania typowo zachodnie, podczas gdy chińskie rozumienie przedstawianego w jego filmach zachowania to przejaw tradycyjnych ideałów rycerskości i praworządności. Tłumaczył to tym (przy okazji zdradzając swoje konserwatywne poglądy), że mężczyzna jest stworzony do polowania i zdobywania posiłków, a kobieta do reprodukcji i opieki nad kontynuacją rodu; tym samym w celu zwiększenia swojej siły i pokonywania zwierząt silniejszych niż pojedynczy człowiek (czy – w przypadku filmów Changa – przestępców i wrogów narodu) mężczyźni muszą tworzyć ze sobą bliskie, pełne zaufania relacje, których podstawą jest zasada praworządności.

Jak można było oczekiwać The New One-Armed Swordsman odniósł kasowy sukces, co po kilku słabszych pozycjach w box officie pozwoliło Changowi na odzyskanie swojej pozycji w studiu. Na popularność filmu zapewne niemały wpływ miało zarówno obsadzenie w trzech głównych rolach największych ówczesnych gwiazd studia oraz jego tytuł wprost nawiązujący do jednego z największych hitów Shaw Brothers. Co ważniejsze, produkcja – mimo braku bycia tak istotną czy tak udaną jak oryginał – ostatecznie nie zawiodła oczekiwań. Jest to świetnie zagrana, pełna energii i spektakularnych pojedynków pozycja, która mimo kilku potknięć wciąż stanowi jeden z lepszych filmów w katalogu Shaw Brothers.

The Invincible Sword
Yi fu dang guan
reżyseria i scenariusz: Tseng-Hung Hsu
studio: Golden Harvest
premiera: ??.??.1971

Obsada: Yu Wang, Feng Hsu, Yu Chang, Paul Chang, Hung-Lieh Chen, Yeh Tien, Tian Miao, Fei Lung i inni.

Yu Wang w okresie, gdy nie mógł podejmować się pracy w Hongkongu był bardzo aktywnym aktorem (a także reżyserem, choreografem i scenarzystą) w Tajwanie, gdzie schronił przed zasięgiem Shaw Brothers. Współpracował tam z licznymi studiami oraz nawiązał kontakt z konkurencyjnym dla Shawów hongkońskim studiem Golden Harvest, dzięki czemu mógł między innymi powrócić do roli jednorękiego szermierza w crossoverze z Zatoichim. Studio Raymonda Chowa postanowiło kontynuować współpracę z popularnym aktorem, a że posiadało także placówki w Tajwanie nie było większym problemem nakręcenie tam produkcji wuxia z Wangiem w roli głównej. Do tego zadania oddelegowano kolejnego reżysera, który wcześniej pracował dla Shawów, mianowicie Tseng-Hunga Hsu, który dla Golden Harvest niewiele wcześniej stworzył dodatkowe sceny w Zatoichi and the One-Armed Swordsman.

Fabułę The Invincible Sword luźno oparto o prawdziwe wydarzenia z czasów rządów południowej dynastii Songów (1127-1279), kiedy to generał Fei Yueh został podstępnie sprowadzony z frontu wojennego przez zdradzieckiego premiera Kueia China. Produkcja skupia się na praworządnym bohaterze (Yu Wang), który wraz z ponad setką patriotów rusza do walki o uwolnienie generała Yueh z fortecy premiera zanim zostanie wykonana kara śmierci. Film walkę tę przedstawia poprzez liczne potyczki szermiercze i wzajemne szpiegowanie się obu stron. W początkowej fazie rywalizacji protagonista wraz z jednym ze swoich głównych współpracowników (gościnnie Hung-Lieh Chen) wpadają w zasadzkę zdradzieckich sił, którym przewodzi potężny wojownik (Yeh Tien) posługujący się rękawicą pozwalającą mu chwytać ostrza rywali, a w walce korzystający z miecza i ukrytych sztyletów. Bohater zostaje ranny, a jego ludzie giną. Zostaje jednak odratowany przez wędrowną grupę akrobatów, wśród których znajduje się piękna Trzecia Siostra (Feng Hsu), zakochująca się w szlachetnym herosie.

Hsu na szczęście nie szarżuje z wątkiem romantycznym, a trzyma go mocno w ryzach, wykorzystując go raczej do podkreślenia tragicznego losu bohaterów oraz ogólnej niesprawiedliwości społecznej, aniżeli do tworzenia ckliwych scen. Trudno zresztą nie zauważyć, że The Invincible Sword przedstawia się dość odmiennie od poprzednich, zwykle wyraźnie nawiązujących do starszego typu wuxia produkcji reżysera. Nie mogę tego stwierdzić z całą pewnością, lecz wydaje się, że Yu Wang miał wpływ na finalny kształt filmu. Powszechnie wiadomo bowiem, że odkąd osiągnął status gwiazdy, czyli mniej więcej od 1967 roku, Wang zaczął wywierać presję na zarząd Shaw Brothers by mieć większy udział w tworzeniu filmów ze swoim udziałem, co doprowadziło ostatecznie do rozpoczęcia przez niego kariery reżysera za sprawą The Chinese Boxer. Poza tym, The Invincible Sword dość wyraźnie kojarzy się z innymi ówczesnymi filmami z Wangiem w roli głównej i to nie tylko w kwestii stylistycznej (która w pewnej mierze motywowana była miejscem kręcenia i wykazuje też podobieństwa z innymi ówczesnymi wuxia, powstałymi w Tajwanie), ale również fabularnie, kojarząc się z nawet z kinem spod ręki Cheh Changa. Z pewnością też Wang był pomysłodawcą sposobu, w jaki jego bohater wkłada miecz do pochwy, silnie kojarzący się z podobnym ruchem, jaki w chanbarach wykonywał Tomisaburo Wakayama.

W kontekście scen sztuk walki Hsu oferuje w filmie dwie spore sekwencje akcji. W okolicach około 45 minuty, protagonista wraz z innym współpracownikiem (gościnnie Yu Chang) oraz ponad setką szermierzy szturmuje fortecę wroga, a około 20 minut później przeprowadza atak z ukrycia wraz ze wspomnianymi akrobatami, dając możliwość pokazania się Hsu w licznych scenach sztuk walki, co z pewnością usatysfakcjonuje fanów aktorki znanej między innymi z produkcji Kinga Hu. Choreografie scen akcji są całkiem udane, szczególnie zważywszy na rok powstania, trzeba jednak przyznać, że w tym roku znacząco się one poprawiły, o czym świadczą nawet niezależna pozycje z Tajwanu, jak choćby The Matchless Conqueror Josepha Kuo. Natomiast dzięki zmyślności antagonistów oraz konsekwentnie prowadzonej, pozbawionej dziur logicznych fabule film także całkiem przyzwoicie trzyma w napięciu, co sprawia, że ciężko zarzucić mu większe wady.

Stąd też, choć technicznie, fabularnie i z pewności stylistycznie nie wybijający się ponad dokonania konkurencji, The Invincible Sword stanowi bardzo udany wuxia z pierwszego roku premier Golden Harvest. Filmem tym Chow potwierdza, że oprócz budowania katalogu nowych gwiazd, jego studio może poszczycić się współpracą z uznanymi i popularnymi aktorami zarówno z Hongkongu (Yu Wang), jak z Tajwanu (Feng Hsu, Yu Chang). Sądzę, że miłośnicy Wanga i Hsu oraz osoby zainteresowane rozwojem Golden Harvest uznają film za co najmniej interesujący.

The Matchless Conqueror aka Invincible
Du ba tian xia
reżyseria i scenariusz: Joseph Kuo
choreografia scen akcji: Yau-Chuen Lam
studio: Hong Hwa
premiera: ??.??.1971

Obsada: Nan Chiang, Nancy Yen, Ping Liu, Luen Wa, Pao-Yu Kai, Shen Yuan, Lo-Hui Shao i inni.

Joseph Kuo to jeden z bardziej szalonych reżyserów filmów wuxia, który z zaskakującą swobodą łączył przejaskrawione zdolności wojowników i stylistykę shenguai z interesującymi, nawet jeśli nieskomplikowanymi fabułami, oferując widzom niemal idealną równowagę między emocjonującą rywalizacją mistrzów sztuk walki, a motywami rodem z fantasy. Jest to o tyle warte pochwały, że wielu reżyserów miało często trudności z utrzymaniem odpowiedniego balansu między elementami nadnaturalnymi, koherentną fabułą i przekazaniem atletycznych umiejętności aktorów. Z tego powodu wiele produkcji cechuje się zbytnią umownością, chaosem i wrażeniem losowości w kontekście poziomów mocy przedstawianych szermierzy.

The Matchless Conqueror rozpoczyna się od wprowadzenia potężnego szermierza Ta Chien Lunga (Nan Chiang), którego spotykamy, gdy wyłania się z jeziora z dwoma sztyletami wbitymi w piersi. Takie obrażenia nic jednak dla prawdziwego mistrza sztuk walki nie znaczą i gdy chwilę później zostaje zaatakowany przez czwórkę wojowników z miejsca rusza do walki, racząc widza świetnymi, rozbudowanymi choreografiami umieszczonymi już na samym początku filmu. Pechowo, w trakcie starcia protagonista zostaje raniony trującym mieczem, przez co zostaje mu ledwie tydzień życia. Szukając mnicha, który potrafiłby go uzdrowić Lung natyka się na praworządnego oficjela, będącego także mistrzem techniki Sześciu Ruchów. Ten jest ścigany przez uzurpującego sobie miejsce na tronie eunucha, żywo przypominającego antagonistę z Karczmy Smocze Wrota. Spotkanie z nim wynika kolejną rozbudowaną, szaloną sekwencją akcji. Po niej Lung ucieka z dzieckiem i manuskryptem zabitego urzędnika państwowego, aby oddać je w odpowiednie ręce. Niestety, z powodu przeszłości protagonisty (który zanim wyłonił się z jeziora zabił ponad 100 osób) jest on ścigany nie tylko przez przebiegłych mistrzów na usługach eunucha, lecz również przez praktycznie wszystkich szermierzy w kraju. Jednym z nich jest przebrana za mężczyzną Nan Fei Yen (Nancy Yen). Uznaje ona za honorowe wyjście pozwolenie Lungowi na wykonanie jego praworządnej misji i walkę z nim dopiero po spełnieniu obietnicy udzielonej zmarłemu. Sprawia to, że niechcący wpada w sam środek rywalizacji o manuskrypt.

Kuo – podobnie jak to czynił we wcześniejszym The Swordsman of All Swordsmen czy późniejszym Mission Impossible – tworzy tu swoiste kino drogi, niejako kojarzące się również z niektórymi pomysłami z chanbar z serii o Ogamim Ittō, Zatōichim czy Kyoshirō Nemurim. Bohaterowie większą część produkcji spędzają w podróży, podczas której co raz natykają się na kolejnych wojowników. Kuo i Lam przy tym nie szczędzą widzom nie tylko ogromnej ilości starć, ale i ekstrawaganckich pomysłów na style walki. Jednym z moich ulubionych przeciwników protagonisty był mistrz walki książką. Używał jej jako broni do uderzania i zasłaniania się przed mieczem przeciwnika, równocześnie miotając wyrwanymi stronami, które potrafiły przeciąć choćby grube gałęzie drzew. Tego typu przejaskrawionych stylów jest tu wiele, a i sam film przede wszystkim opiera się na sekwencjach sztuk walki, toteż fabuła nie tylko nie należy do skomplikowanych, ale jest pełna uproszczeń i zbiegów okoliczności. Te jednak zupełnie nie przeszkadzają, gdyż Kuo na tyle udanie zajmuje uwagę widza – zarówno żywymi portretami postaci, jak i licznymi pojedynkami pełnymi zaskakujących pomysłów – że nie mamy czasu praktycznie na nic innego, jak podziwianie kolejnych sekwencji akcji. I mimo tak wielkiej ich obecności, są one rozmieszczone z wystarczającymi odstępami, by produkcja nie nużyła oraz – co istotne – cechują się sporym wyczuciem dramatycznym.

The Matchless Conqueror to zatem film, który każdemu fanowi oldschoolowych wuxia powinien się spodobać. Choć pochodzi z niezależnego tajwańskiego studia, to swoim poziomem przewyższa niejedną produkcję z wyższym budżetem, nie można się więc dziwić, że reżyserem zainteresowało się studio Shaw Brothers, gdzie stworzył on choćby świetny The Mighty One.

The Venus' Tear Diamond
Zhan shi yan dao
reżyseria i scenariusz: Umetsugu Inoue
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.02.1971

Obsada: Lily Ho, Yun Ling, Kwan Lee, Chi-Suk Chui, Ji-Hyeon Park, Han-seop Kim i inni.

Japoński reżyser Umetsugu Inoue był wiodącą postacią w rozbudowywaniu shawowskiego katalogu musicalów, popularnego jeszcze w latach 60. gatunku, który wraz z nastaniem nowej dekady prędko zaczął popadał w niełaskę widowni. Energiczne i kolorowe produkcje spod ręki Inoue pomagały jego propozycjom ściągać do kin więcej widzów niż tym tworzonym przez jego kolegów po fachu, lecz nawet on nie mógł zatrzymać erozji gatunku w box officie, co zmusiło reżysera do powrotu do Japonii w 1972 roku. The Venus' Tear Diamond jest tym samym filmem, który wyraźnie wskazuje, że musicale odchodzą w przeszłość, choćby poprzez fakt znacznego ograniczenia muzycznych numerów, zarówno w ich ilości, jak i skali, czasem wręcz spychając je do tła danej sceny.

The Venus' Tear Diamond gatunkowo sytuuje się jako muzyczne połączenie kryminału o dwójce genialnych złodziei klejnotów, rywalizujących ze sobą w celu wykradzenia tytułowego diamentu, z komedią romantyczną, gdzie dwójka genialnych złodziei klejnotów zakochuje się w sobie nawzajem, nie wiedząc, że druga osoba jest przestępcą. Oczywiście – jak wymagają konwencje musicalu – miłość wyznają sobie śpiewająco; śpiewanie jest też czynnością, do której powrócą jeszcze kilkukrotnie, acz tylko w szczególnie istotnych scenach, co sprawia, że film nie zniechęca do oglądania widzów za gatunkiem nie przepadającym. Akcja produkcji rozgrywa się w Japonii, zdecydowana jej większość zamknięta jest jednak w pomieszczeniach luksusowego hotelu, w którym odbywa się konkurs wokalny, więc nie ma mowy - poza jedną krótką sekwencją - o zwiedzaniu obcego kraju. Dwójka złodziei udaje bogatych uczestników wspomnianego konkursu, aby wykraść klejnot znajdujący się w posiadaniu bogatej i bardzo spragnionej miłości wdowy, pani Lam (Chi-Suk Chui). Telosma (Lily Ho) wraz ze swoją asystentką Jenny (Ji-Hyeon Park) będą próbowały odwrócić uwagę kobiety by wykraść diament. Natomiast Pan Nocy (Yun Ling) i jego asystent Peter (Han-seop Kim) aby zbliżyć się do klejnotu skupią się na próbach uwiedzenia pani Lam. Wokół wdowy kręci się też ekscentryczny Wai San Wong (Kwan Lee), wąsaty mężczyzna o niejasnych zamiarach, którego zarówno Telosma, jak i Pan Nocy podejrzewają, że jest konkurencyjnym przestępcą. Nieświadomi, że rywalizują w rzeczywistości ze sobą nawzajem, zakochują się w sobie, co oczywiście rodzi liczne nieporozumienia i znacząco utrudnia ich zadanie.

Produkcja wyraźnie nawiązuje do popularnych filmów o pięknych złodziejach klejnotów z To Catch a Thief Alfreda Hitchcocka z 1955 roku na czele. Lily Ho została idealnie obsadzona jako piękna Telosma, łącząca kobiecy wdzięk z twardą, niezłomną postawą, znajdując się na przecięciu tradycyjnej i nowoczesnej typologii kobiety. Z ówczesnego katalogu żeńskich gwiazd studia sądzę, że tylko Ho i Ching Li byłyby w stanie tak doskonale zaprezentować się w tej roli, stąd wybór aktorki na postać kobiety-złodzieja jest bodaj największą zaletą produkcji. Ho partneruje Yun Ling, dość znany w Hongkongu i okolicach aktor, który jednak nigdy nie osiągnął oszałamiającej kariery. Ling to typowy przystojniak, z łatwością kradnący serca kobiet, dzięki uwodzicielskiemu spojrzeniu, nienagannym manierom i postawie twardego mężczyzny, równoważonej nieuleczalnym romantyzmem. Obsada aktorska, kilka humorystycznych scen i zróżnicowanie tła poprzez dodanie elementów kultur japońskiej czy koreańskiej oraz nakręcenie części scen na japońskim Expo 1970 stanowią o największych zaletach produkcji, które sprawią, że każdy miłośnik romantyczno-muzycznych pozycji nie zakończy oglądania zawiedziony.

Ale co z miłośnikiem, który bardziej niż romansem przejmuje się wątkiem kryminalnym czy choćby logiką w prezentacji zawodu złodzieja? Cóż, dla niego nie ma tu zbyt wiele. Wątek kryminalny jest wyjątkowo uproszczony, a sprawa kradzieży zupełnie kuriozalna. Skradzenie diamentu – biorąc pod uwagę sposób jego ukrycia – powinno być dziecinnie proste, lecz nasi geniusze zbrodni tworzą rozbudowane plany, czają się na elewacjach (i prawie z nich spadają) oraz popełniają najgłupsze z błędów. Tym samym fabularnie produkcja nawet nie stara zaprezentować się kryminalnej strony w sposób realistyczny, czyniąc z niej narzędzie do popchnięcia romantycznej strony fabuły. Widz, który sięgnie po film ze względu na historię kradzieży i rywalizacji złodziejów pozostanie więc najpewniej zawiedziony otrzymanym produktem.

Mission Impossible
Jian nu youhun
reżyseria i scenariusz: Joseph Kuo
choreografia scen akcji: Yau-Chuen Lam i Min-Hsiung Wu
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.03.1971

Obsada: Li Ching, Hung-Lieh Chen, Nan Chiang, Yu-Min Ko, Chen-Ping Su, Chi Ma, Yuan Yi, Su Wei, Lily Chen i inni.

Mission Impossible jest jednym z najmniej znanych filmów ze studia Shaw Brothers, głównie z powodu nieobecności produkcji w serii zremasterowanych przez Celestial Pictures pozycji z katalogu hongkońskiego studia. Sprawia to również, że Mission Impossible jest nie tylko stosunkowo trudno dostępny, lecz także dostępny tylko w kiepskiej jakości.

Film – mimo wstępu sugerującego zamotaną opowieść – przedstawia niezwykle prostą fabułę. Magiczny Miecz Złotego Smoka zostaje wykradziony z cesarskiego dworu. Po licznych rywalizacjach o oręż w Świecie Sztuk Walki (o których dowiadujemy się z dialogów i żadnej z nich nie zobaczymy), magiczna broń trafia w końcu w ręce praworządnego mistrza Yun-Shana Huo (Chi Ma). Huo zostaje przedstawiony widzom, gdy atakują go okrutni wojownicy Jadeitowego Dziecięcia (Hung-Lieh Chen), mistrza sztuk walki, którego zdolność panowania nad energią wewnętrzną sprawiła, że zatrzymał proces starzenia się i mimo sędziwego wieku ponad 130 lat, wciąż wygląda niczym trzydziestolatek. Jest on także niepokonanym złoczyńcą, pragnącym wejść w posiadanie miecza, aby zawładnąć światem. Mistrz Huo żegna się z życiem w rozbudowanej sekwencji sztuk walki, co też rozpoczyna główny wątek: magicznym ostrzem opiekują się jego córka Xiao-Fen (Li Ching) i jego uczeń Cho (Nan Chiang). Nie mija jednak wiele czasu nim zostają rozdzieleni i Xiao-Fen jest zmuszona samotnie kontynuować tytułową misję.

Na sporą część czasu Mission Impossible zmienia się w kino drogi, podczas której protagonistka jest co chwila atakowana przez kolejnych, coraz dziwaczniejszych przeciwników. Kuo – podobnie jak w The Matchless Conqueror – swobodnie łączy klasyczne elementy wuxia z elementami fantastycznymi, stąd czasem mamy do czynienia z typowymi scenami walk, znanymi z ówczesnych wuxia, a czasem wojownicy rozciągają ręce na kilka metrów czy miotają płomieniami z wachlarzy. W okolicach połowy filmu dochodzi dzięki temu do dość interesującego punktu przełomowego, którego nie omówię gdyż nie chcę zdradzać istotnej części fabuły, ale który chciałem pochwalić za jego nieprzewidywalność.

Innym ciekawym zabiegiem jest zakończenie głównego wątku na około trzydzieści minut przed zakończeniem samej produkcji. Kuo dokonuje wtedy stylistycznej wolty, co wynika zarówno zaletami, jak i wadami. Wśród wad najbardziej doskwierają dwie. Po pierwsze zdaje się jakby Kuo przestał nagle interesować się zawartością wuxia i chciał jak najprędzej z nią zerwać na rzecz innych pomysłów. Stąd też choreografie scen akcji – przez większość czasu trwania naprawdę udane – w pewnym momencie znacząco obniżają poziom; w dodatku późniejsze sceny akcji nakręcone zostały z wykorzystaniem fast motion, co tylko potęguje wrażenie chęci jak najszybszego przebicia się przez nie. Drugim problemem jest fabularne wytłumaczenie stylistycznej zmiany. Jadeitowe Dziecię z potężnego, pragnącego dominacji nad światem mistrza zupełnie niespodziewanie przeradza się w głupkowatego antagonistę, który zapisuje się na turniej sztuk walki, aby posiąść rękę córki (Lily Chen) premiera. Co gorsza, gdy turniej wygrywa, Kuo oferuje widzom zdecydowanie zbyt długą sekwencję zalotów i uganiania się za dziewczyną.

Zaletą jest natomiast sama decyzja tak sporej stylistycznej zmiany, jaką jest przejście z kina wuxia na terytorium horroru. Choć oznacza to, że widzowie oczekujący finalnego pojedynku między protagonistką a antagonistą obejdą się smakiem, to dodaje to produkcji nieprzewidywalności, oryginalności i oferuje możliwość obejrzenia bodaj pierwszej w studiu prawdziwej syntezy wuxia z horrorem, będącym czymś więcej niż jedną czy dwiema scenami utrzymanymi w stylistyce kina grozy. W kontekście nieprzewidywalności tej stylistycznej wolty, trzeba jednak zaznaczyć, że jest ona nieprzewidywalna dla zachodniego widza, jako że oryginalny, mandaryński tytuł produkcji informuje o obecności ducha. Wszystkie stylistyczne i fabularne przemiany – co warto podkreślić – pozwalają także na stworzenie ciekawszej kreacji Li Ching, która w filmie ma okazję pokazać się jako romantyczna partnerka Cho, chodząca w męskim stroju wojowniczka, dumna patriotka a nawet jako przyczyna strachu antagonisty. Ching rzadko kiedy w kinie akcji miała do dyspozycji scenariusz, który pozwalał jej na tak różnorodną grę aktorską, stąd Mission Impossible jest produkcją, jaką fani tej popularnej aktorki zwyczajnie nie mogą pominąć. Tak samo, jak wszyscy, chcący na własne oczy przekonać się, jak można połączyć wuxia i horror w jednej produkcji.

Six Assassins
Lau ci ke
reżyseria i scenariusz: Walter Chung
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.03.1971

Obsada: Yun Ling, Fan Hsia, James Nam, Lily Li, Wa Siu, Tin-Hei Tong, Sammo Hung i inni.

Six Assassins to niezbyt pomysłowy remake Eleven Samurai (Jūichinin no samurai, Eiichi Kudō, 1967), stanowiącego finał nieformalnej trylogii japońskiego reżysera, zwanej Samurajską Rebelią. Produkcja Chunga nie jest jednak częścią jakiejkolwiek trylogii i stanowi zupełnie zamkniętą całość. Hongkońska wersja niestety znacznie ustępuje oryginałowi. Jest zdecydowanie uboższa od japońskiej w kontekście podejmowanych wątków oraz reprezentacji bohaterów, których liczbę zmniejszono – jak widać po tytule – z 11 na 6. Zmniejszenie liczby postaci nie pomogło jednak w ich pełniejszym zaprezentowaniu; zadowalająco bowiem udaje się przedstawić ledwie jednego z tytułowych zabójców; cała reszta pozostaje zaś jednowymiarowymi postaciami, które prócz wypowiedzenia okazjonalnej kwestii i udziału w potyczkach nie robią nic więcej, przez co dla widza pozostają niemal zupełnie anonimowi.

Fabuła skupia się na planie zamordowania podłego brata cesarza, który zabija regionalnego władcę za to, że wstawił się za niewinnymi chłopami. Sytuację zaognia fakt, że za winnego zbrodni ma oficjalnie zostać uznany zamordowany władca, przez co jego ziemie zostaną oddane złoczyńcy, a jego rycerze zwolnieni. Grupka bohaterów tworzy więc plan, mający na celu zabójstwo antagonisty zanim werdykt zostanie publicznie ogłoszony.

Dla znających oryginalny film fabuła oczywiście nie będzie żadnym zaskoczeniem, Chung nie tylko bowiem nie dodaje tu nic od siebie, a wręcz wycina wątki i sceny z pierwowzoru. Tym samym powstała pokraczna i rozczarowująca produkcja, która kuleje również pod względem choreografii scen sztuk walki, prezentujących się mało zadowalająco i dość archaicznie. Jeśli jednak ktoś filmu Kudō nie oglądał, a zachęcam do obejrzenia całej trylogii, wtedy Six Assassins będzie prezentować się nieco ciekawiej.

The Jade Faced Assassin
Yu mian hu
reżyseria: Jun Yan
scenariusz: Fung Wong
studio: Shaw Brothers
premiera: 09.04.1971

Obsada: Lily Ho, Yuen Kao, Feng Ku, Mei-Sheng Fan, Pei-Shan Chang, Violet Pan, Irene Chen, Essie Lin i inni.

The Jade Faced Assassin jest według mnie jednym z najgorszych filmów wuxia z 1971 roku, jeśli nie jednym z gorszych wuxia ze studia Shaw Brothers w ogóle. Yan opiera swoją produkcję na popularności obecnych w niej żeńskich gwiazd, przede wszystkim uroczej Lily Ho obsadzonej w roli głównej, Violet Pan w roli drugoplanowej oraz bardzo lubianej przeze mnie Essie Lin w roli rzadko pojawiającego się antagonisty. Pod względem aktorskim warto też zwrócić uwagę na Fenga Ku w rozbudowanej kreacji pozytywnej, czyli takiej, w której nieczęsto go widzimy.

Niestety pod względem fabuły, kreacji postaci czy choreografii scen akcji The Jade Faced Assassin odnosi niemal całkowitą porażkę. Przedstawiona historia jest niezwykle chaotyczna i po brzegi wypełniona zbiegami okoliczności, które w sztuczny sposób popychają fabułę do przodu. Nie brak tu także korzystania z rozwiązań deus ex machina, co wzbudza tylko negatywne odczucia. Produkcja opowiada o Lu Er Xiao (Lily Ho), która wyrusza z misją odnalezienia zabójcy swojego ojca, nieświadoma, że jednym z jej wrogów jest jej brat bliźniak (Kao Yuen), wykorzystywany przez złą mistrzynię (Essie Lin). Scenariusz oferuje nader liczne zwroty fabularne, toteż film często przeskakuje między wątkami, ochoczo zmieniając nie tylko poboczne, ale i główny.

Choreografie scen walk są tu, jak wspomniałem, niezbyt zadowalające. Przede wszystkim prezentują się nadto sztucznie, są pozbawione dynamiki; Ho nie potrafi tu przekazać siły i energii, jaką charakteryzuje się jej postać, a Yan zamiast próbować jej fizyczne niedostatki zatuszować, dostosowuje się do nich, spowalniając tempo akcji czy włączając slapstickowe, przy tym niezwykle nierealistycznie prezentujące się elementy humorystyczne w niektóre ze scen walk. The Jade Faced Assassin to tym samym rozczarowująca pozycja, którą obejrzeć mogą jedynie najwięksi fani gatunku.

The Duel aka Duel of the Iron Fists aka Iron Fist Pillage aka Duel of the Shaolin Fist
Da jue dou
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kang-Chien Chiu
choreografia scen akcji: Cheung-Yan Yuen i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 21.04.1971

Obsada: Lung Ti, David Chiang, Wai Yue, Ping Wang, Yuan Chuan, Feng Ku, Kang-Yeh Cheng, Jason Pai, Cliff Lok, Chung Wong i inni.

Ti Lung vs. David Chiang!

Also sprach Zarathustra Richarda Straussa jako przewodni temat muzyczny!

Fabuła wykorzystująca motywy z Gunfight at the O.K. Corral (John Sturges, 1957)!

Czyli Cheh Chang tworzy kolejny przebój dla Shaw Brothers.

Wykorzystując stylistykę, którą wprowadził za pomocą Vengeance! Chang wraca do przedwojennego świata Chin i ówczesnych wojen gangów w opowieści o młodym i niezwykle sprawnym w sztukach walki Jen Chie Tangu (Lung Ti), który z powodu długu wdzięczności wobec dziadka jest członkiem jego grupy przestępczej. W wyniku rywalizacji z inną grupą oraz wewnętrznych machinacji dziadek zostaje jednak zabity niedługo po rozpoczęciu się filmu, a Tang aby chronić dobre imię rodu przyjmuje winę na siebie i ucieka na 15 miesięcy do - zdawałoby się - bezpiecznej kryjówki. Prędko się okazuje, że nie będzie mu tam dane zaznać spokoju - ktoś bowiem zlecił zabójstwo Tanga.

Wędrowiec (David Chiang) to zabójca do wynajęcia, który ma trzy znaki rozpoznawcze: nonszalancki sposób bycia, nawroty kaszlu oraz mistrzowskie zdolności sztuk walki. Został wynajęty przez dziadka Tanga aby pomógł jego grupie w rozprawieniu się z wrogim gangiem. Po śmierci dziadka wyjechał, podążając własną ścieżką. Rok później niespodziewanie wraca...

The Duel jest kolejnym z filmów Changa wytyczających stylistykę, na fali której sukcesy odniosą niebawem produkcje z Brucem Lee, lecz mimo sprawnej realizacji, omawiana pozycja nie jest – według mnie – tak udana, jak wcześniejszy Vengeance!. Fani kina sztuk walki są zresztą podzieleni w odbiorze; niektórzy uznają The Duel za jedną z lepszych produkcji w gatunku, inni określają ją jako nadmiernie chaotyczną. Osobiście skończyłem oglądanie filmu z uczuciem małego zawodu, szczególnie doskwierającym, że posiada on jedno z najlepszych otwarć w historii kina sztuk walki. Mój zawód wynikał po części z powodu scenariusza, który faktycznie jest mocno chaotyczny, zawierający czasem znacząco przekombinowane pomysły na popchnięcie akcji do przodu; wiele z nich z nich można było z powodzeniem zastąpić prostszymi, bardziej logicznymi rozwiązaniami. Nie pomaga też, że dialogi chwilami są okropnie ekspozycyjne. Ambiwalentne odczucia wzbudza też mnogość scen akcji. Z jednej strony jest zaletą, że dzieje się tu niesamowicie dużo i co kilka minut The Duel atakuje widza kolejnymi sekwencjami walk, w których Ti i/lub Chiang zmagają się z przeważającymi ilościami wrogów. Z drugiej strony, walk jest tu tak dużo, że produkcja staje się przez to nieco monotonna. Ma w tym też swój udział fakt, że choreografie poszczególnych starć niewiele się między sobą różnią; tak naprawdę aż do wyczekiwanego pojedynku między Ti i Chiangiem wszystkie walki są do siebie dość podobne.

Ale coby złego nie napisać, oglądamy tu pojedynek dwóch największych ówczesnych ikon kina akcji ze studia Shaw Brothers i samo to stanowi wystarczający powód, aby po film sięgnąć. Co zresztą wielu uczyniło, sprawiając, że The Duel stał się kasowym sukcesem, co było dla studia o tyle istotne, że była to stanowczo droższa produkcja niż Vengeance!. Chang podkręcił w niej nie tylko prędkość i zwiększył liczbę przeciwników dla mających pełne ręce roboty bohaterów, lecz również zwiększył brutalność, każąc protagonistom walczyć krótkimi ostrzami, przez co skrócił dystans między przeciwnikami, a każde cięcie stało się powodem dla coraz większej ilości krwi na ekranie. The Duel zapisał się w historii hongkońskiego kina akcji jeszcze z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to jeden z najwcześniejszych przykładów pozytywnego obrazowania Triady w kinie; po drugie, protagonistami są tu ludzie cechujący się moralną ambiwalencją na tyle sporą, że można ich bez obaw nazywać antybohaterami.

Użycie motywu muzycznego wykorzystanego wcześniej w 2001: Odysei kosmicznej (2001: A Space Odyssey, Stanley Kubrick, 1968), okazało się zaskakująco udanym pomysłem. Zwykle nawiązania do arcydzieła Stanleya Kubricka wywołują we mnie negatywne reakcje, lecz w The Duel fanfary Straussa towarzyszące pierwszemu pojawieniu się Chianga czy podczas wprowadzenia dwóch wojowników do tytułowego pojedynku wydają się nie tylko być na swoim miejscu, ale i perfekcyjnie komentują potęgę bohaterów. Najprawdopodobniej wybór muzyczny został podyktowany jego brzmieniem, a nie próbami tematycznego powiązania z 2001, choć nie oznacza to, że Chang nie zawiera tu dodatkowych komentarzy, wyzierających spod eskapistycznej powierzchni. Mamy tu zwyczajową krytykę skorumpowanej władzy, opowieść o przemocy i wojnie jako odwiecznych pragnień ludzkości oraz historię niespodziewanej przyjaźni i poświęcania się wyższym ideom, pozwalającym na moralną czystość, wynikającą silnym charakterem oraz poprawą zastanej rzeczywistości. Mimo więc kilku potknięć i pewnej monotonni The Duel to produkcja, jaką każdy fan Ti, Chianga, Changa i Shaw Brothers zwyczajnie musi obejrzeć.

The Blade Spares None
Dao bu liu ren
reżyseria: Teddy Yip
scenariusz: David Lo
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han i Sammo Hung
studio: Golden Harvest
premiera: 30.04.1971

Obsada: Nora Miao, Patrick Tse, James Tin, David Lo, Paul Chang, Ngai Fung, Nan Chiang, Eddy Ko, Sammo Hung, Jackie Chan, Cliff Lok i inni.

Wracamy do raczkującego studia Golden Harvest, które czyni następny krok w rywalizacji z Shaw Brothers na arenie kina wuxia. Golden Harvest – jako nowy zawodnik na arenie kinowej w Hongkongu – nie miało wtedy oczywiście katalogu gwiazd, jakim mogło poszczycić się starsze studio czy też Union Film napędzane ówcześnie przez m.in. Kinga Hu czy Yu Wanga. Golden Harvest swoją pierwszą kolekcję aktorów przedstawiło w The Invincible Eight, gdzie skupiono się przede wszystkim na zaprezentowaniu kobiecych wojowniczek z nadzieją na stworzenie konkurencji dla popularnych Pei-Pei Cheng czy Lily Ho. Nadzieje nie okazały się płonne, toteż następne dwa filmy studia kontynuują ten trend i ponownie skupiają się na żeńskich bohaterkach, lecz tym razem dwie główne gwiazdy poprzedniego filmu studia – Nora Miao i Angela Mao – otrzymały dla siebie oddzielne pozycje. Pierwszą z nich jest The Blade Spares None, gdzie w roli głównej pojawia się Nora Miao jako – za wyjątkiem antagonisty produkcji – najpotężniejszy mistrz w Świecie Sztuk Walki.

Oprócz Miao w jednej głównych ról pojawia się też aktor-weteran Patrick Tse, który najbardziej – do tej pory przynajmniej – zapamiętany był jako odtwórca głównej roli w świetnym dramacie kryminalnym Story of a Discharged Prisoner. The Blade Spares None rozpoczyna się serią scen, w których tytułowa wojowniczka (pseudonim protagonistki brzmi Ostrze nie oszczędza nikogo) – Li Chun Ho – precyzyjnie i morderczo rozprawia się z napotkanymi przeciwnikami. Następnie przenosimy się do turnieju sztuk walki zorganizowanego przez księcia Kuei (Paul Chang). Podczas turnieju możemy spostrzec, jak Golden Harvest próbuje zaprezentować się jako silna konkurencja dla Shaw Brothers. Mnóstwo statystów, świetne scenografie i grupa bębniarzy, grających podczas walk wyraźnie pokazują, że starano się uzyskać jak najbardziej epickie i wysokobudżetowe wrażenie. Mimo że później już tak rozbudowanych wizualnie sekwencji nie będzie, to udane otwarcie tworzy wrażenie bogactwa, którego produkcja nigdy w pełni nie traci.

Turniej oczywiście wygrywa bohaterka, zabijającą po kolei każdego rywala. Oprócz niej książę wybiera jeszcze trzech wojowników, aby dołączyli do jego sił. W trakcie konkursu sztuk walki pojawia się też tajemniczy Jo Yu Chen (James Tin), uzdolniony szermierz, ukrywający swoje zdolności za fasadą głupkowatości. Rzuca wyzwanie morderczej piękności, lecz dostrzegając jej przewagę ostatecznie salwuje się ucieczką. Niebawem okazuje się, że przebywa on w okolicy wraz ze swoim bliskim przyjacielem Ching Yun Tangiem (Patrick Tse), potężnym szermierzem, szukającym człowieka, który otruł jego rodzinę. Protagonistka także w tajemnicy szuka pewnej osoby, co – zgodnie ze wszystkimi przewidywaniami widza – niechybnie skrzyżuje losy obu wojowników.

Oczywiście, na tym etapie Golden Harvest nie miało środków finansowych, aby tworzyć filmy na poziomie technicznym Shaw Brothers. Podobnie więc, jak w przypadku The Invincible Eight kolory są tu przytłumione i mało wyraziste, niektóre scenografie prezentują się dość sztucznie, nie brak też potknięć montażowych. Liczne osoby odpowiadające za powstanie filmu (m.in. producent, choreografowie, zdjęciowcy...) pochodzili z Shaw Brothers i starali się techniczne braki nadrabiać interesującymi wyborami stylistycznymi. Toteż jedna z walk rozgrywa się w gęstej mgle, gdzie przeciwnicy ledwo się widzą; pojawia się seria starć w opuszczonym miasteczku przerobionym na jedną wielką arenę; dość intrygująco zostały również zaaranżowane finalne sceny walk w jaskini, będącej kryjówką złoczyńcy.

Za choreografię scen akcji odpowiadają tu Ying-Chieh Han i Sammo Hung, więc i w kontekście scen sztuk walki również znajdziemy liczne podobieństwa do Shawowskich pozycji. Starają się oni jednak by starcia były bardziej dynamiczne, wzbogacają je też o większą liczbę ran oraz większą liczbę nadludzkich skoków. Starcia prezentują się tym samym co najmniej interesująco. Niestety nie wszystkie pomysły wypadają zadowalająco na ekranie; wiele skoków wygląda dość sztucznie, a aktorzy, niebędący mistrzami sztuk walki w pozafilmowym życiu, czasem muszą nagle zwolnić, aby wykonać nierzadko skomplikowane choreografie. Najbardziej rażą liczne, markowane ciosy mieczami w głowy, podczas których wyraźnie widać, że aktorzy nie chcą sobie zrobić krzywdy. Tym samym Nora Miao momentami prezentuje się niczym potężna wojowniczka, a czasami ma wyraźne trudności z przekazaniem zdolności Ho.

Mimo tego, to niewątpliwie Miao stanowi największą zaletę filmu. Warto przy okazji zwrócić uwagę na różnice w portretowaniu kobiecych szermierzy, jaka zachodzi między Shaw Brothers, a stylem zaproponowanym przez Golden Harvest. Pei-Pei Cheng, Lily Ho, a także inne wojowniczki Shawów to najczęściej dziewczyny i kobiety o gorącym temperamencie, często nie mające wiele cierpliwości, wpierw atakujące, a potem zadające pytania, rzucające się w wir akcji często bez przemyślanej strategii, niezwykle dynamiczne i emocjonalne. Miao jest ich zupełnym przeciwieństwem; podobnie, jak w The Invincible Eight, tutaj również – jeśli nie bardziej – prezentuje się jako zimna postać. Jej emocje są stłumione, jest niezwykle spostrzegawcza, co pozwala jej na obmyślanie najlepszej strategii do walki z wrogiem, jej ciosy są zwykle dokładnie wymierzone, ewentualne przedrzeźnianie przeciwnika czy wybuchy śmiechu są obliczone na zirytowanie antagonisty, celem zmuszenia go do popełnienia błędu. Ho posiada też świetny zmysł taktyczny, a jej zdolności planowania kolejnych ataków daleko przewyższają zdolności innych postaci; wojowniczka nigdy nie rusza do walki bez wcześniejszego przygotowania, chyba że nie ma innego wyjścia. Szczerze przyznam, że ten typ bardziej do mnie przemawia niż bohaterki Shaw Brothers.

Sprawia to też, że Ho zajmuje tutaj pozycję przeznaczoną u Shawów dla postaci męskich. Liczne shawowskie produkcje pokazują mężczyznę jako zdecydowanego stratega, po cichu zmagającego się ze zduszanymi emocjami, stanowiącego przeciwwagę dla rozemocjonowanych zwykle postaci kobiecych. W The Blade Spares None tymczasem to mężczyźni pokazują więcej emocji, obrażają się na innych, żywo reagują na wydarzenia zachodzące wokół i nie są pewni kolejnych działań. Jest to ciekawa różnica między oboma studiami, wyróżniająca produkcję na tle ówczesnego kina wuxia, szczególnie autorstwa Cheh Changa.

Miłośnicy kina sztuk walki mogą też być zainteresowani faktem, że mamy tu wczesne, aczkolwiek ekstremalnie krótkie występy Eddy'ego Ko i Ching-Ying Lama, a także kolejne epizody z udziałem Sammo Hunga i Jackiego Chana.

The Angry River
Gui nu chuan
reżyseria i scenariusz: Fung Wong
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han i Sammo Hung
studio: Golden Harvest
premiera: 12.05.1971

Obsada: Angela Mao, Yuen Kao, Ying Pai, Raymond Lui, Ying-Chieh Han, Nan Chiang, Ngai Fung, I-Fei Chang, Sammo Hung i inni.

The Angry River to kolejna propozycja z Golden Harvest z postacią kobiecą w centrum. Tym razem w protagonistkę wcieliła się Angela Mao, która znajduje się w ścisłej czołówce moich ulubionych aktorek w filmach sztuk walki, toteż do produkcji podszedłem z niemałym zainteresowaniem. Film zaczyna się od serii scen pokazujących zabójstwa różnorakich osób dokonywane przez tajemniczego mordercę posługującego się zatrutymi rzutkami. Jedną z zaatakowanych osób jest ojciec Feng Lan (Angela Mao). Jej przyjaciele postanawiają ruszyć z pomocą ofierze ataku i znaleźć odtrutkę, jednak giną jeden po drugim. Lan – będąc mistrzynią sztuk walki – ostatecznie sama decyduje się ruszyć po antidotum, którym jest mistyczna czarna trawa. Znajduje się ona za tytułową Wściekłą Rzeką, gdzie jest pilnowana przez nieśmiertelnego mistrza. Aby ją zdobyć trzeba minąć śmiertelnie niebezpieczne pułapki i wyjść cało z pojedynku z potężnym sługą nieśmiertelnego; następnie zaś trzeba stoczyć pojedynek z samym mistrzem, którego zdolności pozbawiają umiejętności sztuk walki jego oponentów. Na stałe.

Dziewczynie udaje się minąć pułapki i na miejscu spotyka dwie osoby czekające na spotkanie ze sługą mistrza. Mnicha Shaolin (Ngai Fung) i młodego chłopaka (Ying-Chieh Han); nikomu z trójki nie udaje się pokonać sługi nieśmiertelnego mimo niebagatelnych zdolności mnicha i protagonistki. Upór i lojalność wobec ojca Lan zostają jednak docenione i mistrz w ramach wyjątku pozwala jej ruszyć dalej. Ostatecznie dziewczynie udaje się zyskać trawę, lecz traci zdolności sztuk walki. Zupełnie bezbronna musi teraz pokonać długą drogę do domu. Pech chce, że młody chłopak, którego wcześniej spotkała jest w rzeczywistości złoczyńcą, który nie tylko rusza w pogoń za Lan, ale i rozpowiada wszystkim, że jest ona posiadaczką czarnej trawy. Ta nie tylko leczy z wszelkich chorób, ale zdrową osobę wyposaża w potężne zdolności sztuk walki. Oczywistym jest więc, że bohaterka staje się łakomym kąskiem dla licznych przestępców. Na szczęście protagonistka znajduje sprzymierzeńców w postaci wspomnianego mnicha oraz tajemniczego szermierza Yu-Han Lenga (Yuen Kao).

Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie wywoływane przez The Angry River nie jest zbyt pozytywne. Produkcja rozpoczyna się nadto kuriozalnie, liczba zgonów w otwierających sekwencjach rośnie w tak zatrważającym tempie, że film niemal staje się parodią gatunku. Na szczęście akcja szybko spowalnia, po czym - dość zaskakująco - przechodzi w produkcję par excellence shenghuai. Niestety oprócz kilku ciekawych, nawet jeśli niezbyt oryginalnych pomysłów oraz udanych choreografii scen walk, jaskinia z czarną trawą okazuje się być nader licho prezentującym się miejscem, gdzie kula dyskotekowa zastępuje magiczny kwiat, a w rzeczce czai się potwór, jakim jest ubrany w gumowy kostium człowiek. Po tych sekwencjach jednak film przechodzi kolejną stylistyczną woltę i po scenach fantastycznych wraca do większego realizmu, gdzie pozostanie już na stałe.

Mao zostaje wpierw przedstawiona jako mistrzyni sztuk walki, jednak większość czasu spędza jako kobieta, która musi przebyć niebezpieczny Świat Sztuk Walki pozbawiona szermierczych zdolności. Większość scen akcji przypada tym samym w udziale Kao oraz Fungowi. Nie oznacza to jednak, że spychają oni Mao w cień. Wręcz przeciwnie, jej los jest bardzo pomysłowo naszkicowany, a jej zmaganie się z problemami tak rzadko przedstawianymi w gatunku prezentuje się nader interesująco. Dzięki udanemu przedstawieniu jej niemocy, świetnie skontrastowanej dzięki doskonałej kreacji Mao z frustracją i pragnieniem dotarcia do celu przez bohaterkę widz jest trzymany w ciągłym napięciu, wyczekując kolejnych ataków i podchodów złoczyńców.

Dodatkowo mamy tu jeszcze wątek zabójcy z początkowych partii, który doprowadzi nas bezpośrednio do Króla Piekieł – potężnego złoczyńcy, w którego wcielił się Ying Pai, wcześniej występujący m.in. jako złoczyńca u Kinga Hu w genialnej Karczmie Smocze Wrota. Pai z Union Film do Golden Harvest przeszedł tylko na chwilę, bo już kolejny czarny charakter zagra w Shaw Brothers. W The Angry River nie pokazuje się on zbyt często, lecz przypada mu w udziale – oczywiście – walka finałowa, która podobnie do pozostałych starć w filmie prezentuje się bardzo zadowalająco. Tym samym produkcja stanowi kolejną wartą obejrzenia propozycję z wtedy jeszcze niezbyt bogatego katalogu Golden Harvest. Tym bardziej, że zarówno Mao, jak i Wong niebawem nieźle namieszają na arenie kina kung fu.

The Mighty One
Tong zi gong
reżyseria: Joseph Kuo
scenariusz: Tyrone Hsu
choreografia scen akcji: Yi-Kuai Chang i Tien-Lung Yu
studio: Shaw Brothers
premiera: 02.05.1971

Obsada: Ivy Ling Po, Ping Liu, Yun Ling, Ming Kao, Fei Lung, Hsing Hsieh, Yi-Kuai Chang, Lu-Hui Shao, Blacky Ko i inni.

The Mighty One to jeden z moich ulubionych filmów wuxia z Shaw Brothers. Produkcja porzuca wszelkie pozory zachowywania realizmu i w zamian oferuje szalone starcia, nieprzewidywalną fabułę i wojowników, którzy nawet z głową przebitą na wylot mieczem potrafią wciąż sprawnie kontynuować walkę.

Produkcja rozpoczyna się, gdy cokolwiek ekscentrycznie wyglądający złoczyńcy atakują mieszkańców małej, wiejskiej chatki, gdzie mieszka m.in. stary, emerytowany mistrz sztuk walki. Mimo że pokonuje on (w doskonale zainscenizowanej potyczce) większość wrogów, główny antagonista produkcji, czerwonoskóry Brat Lung (Ping Liu) brutalnie się z nim rozprawia, po czym bije znajdujące się tam małe dzieci, a jednemu z nich – chłopcu – na dodatek przebija dłoń sztyletem. Można się spodziewać, że klasycznie dla tego typu produkcji, widz będzie obserwatorem zemsty dzieciaków, które wyrosną na potężnych wojowników. I w rzeczy samej tak się dzieje, lecz tym razem większość akcji jest zaprezentowana z punktu widzenia nie postaci pozytywnych, a łotrów, którzy starają się odnaleźć wszystkie stronice Księgi 5 Niepokonanych Ruchów. Lung zna 3 z nich, co i tak wystarczyło by stał się najpotężniejszym wojownikiem w Świecie Sztuk Walki. Jego poszukiwania, starcia z innymi mistrzami oraz nagłe ataki ze strony dwójki tajemniczych wojowników, którzy wciąż stają na jego drodze zajmują główną część produkcji, rzadko tylko pokazującej sceny z perspektywy pozytywnych postaci.

O ile więc sama fabuła jest nader prosta, to jej przedstawienie jest dość intrygujące i bardzo oryginalne na tle ówczesnych propozycji. Zaprezentowane w filmie walki tymczasem są jednymi z najbardziej widowiskowych w gatunku. Wojownicy nie tylko korzystają ze sprawności fizycznej, spektakularnych piruetów, ale także z telekinezy. W przeciwieństwie jednak do licznych, późniejszych filmów wuxia, szaleńcze starcia wykorzystujące motywy rodem z fantasy nie są tu tak przejaskrawione aby ściągać uwagę widza z umiejętności aktorów i choreografów, a tylko dopełniają całości. Na największą uwagę zasługuje tu pojedynek finałowy: długa, bardzo rozbudowana sekwencja, podczas której bohaterowie i Lung pokazują całą paletę zaskakujących mocy cechujących "prawdziwych" mistrzów sztuk walki. Dzięki temu The Mighty One jest nader widowiskową, dającą ogromną frajdę rozrywką. Brak tu większych ambicji tematycznych, lecz nie brak tu ambicji w kontekście jak najbardziej atrakcyjnego przedstawienia wyeksploatowanej fabuły.

Warto też dodać, że również narracja jest tu cokolwiek nietypowa. Długość poszczególnych scen znacznie wykracza poza normę, do której przyzwyczaiły nas produkcje studia. Stanowi to interesujący kontrapunkt wobec szalonej fabuły i popisów choreograficznych; w montażu nie ma bowiem ani grama szaleństwa. Czasami kamera sunie za postaciami, nawet podczas starć ścigając wojownika, gdy ten robi uniki czy skacze w różnych kierunkach. Przez to w produkcji, trwającej 83 minuty jest nadzwyczaj mała ilość scen, ale za to wszystkie są wyeksploatowane do cna. To też powoduje, że drugiego z dwójki pozytywnych bohaterów poznajemy dopiero po upłynięciu ok. 30 minut. Wszystko to sprawia, że The Mighty One stanowi jedną z ciekawszych pozycji wuxia i to nie tylko na tle ówczesnych propozycji, ale w ogóle. Przemyślana, choć momentami kulejąca fabularnie struktura w połączeniu z niezapomnianymi sekwencjami powinna zainteresować każdego miłośnika gatunku.

The Eunuch
Gui tai jian
reżyseria: Teddy Yip
scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 12.05.1971

Obsada: Ying Pai, Lisa Chiao, Hua Tsung, Chi-Ching Yang, Chia Meng, Hsieh Wang, Wei Lo, James Tin, Little Unicorn, Sammo Hung, Mars i inni.

Ying Pai po rolach licznych złoczyńców został zaszufladkowany jako aktor prymarnie odgrywający czarne charaktery, co ma także miejsce w The Eunuch. Wciela się on tu w tytułową postać: potężnego eunucha zdobywającego wpływy w państwie dzięki intrygom, skrytobójstwom oraz zdolnościom sztuk walki. Na jego rozkaz zostaje zamordowana niemal cała rodzina królewska; niemal, gdyż przy życiu pozostał młody książę (Hua Tsung), do tej pory niezbyt przejmujący się poważnymi sprawami. Zostaje on uratowany przez starszego mistrza sztuk walki, który przyjmuje go na swojego ucznia. Tymczasem żona mistrza przyjmuje na uczennicę zagubioną dziewczynę (Lisa Chiao), której ojciec dawno temu znikł, a jej matka i dziadek zostali zabici. Nikt z nich nie wie, że ojcem dziewczyny jest zepsuty do szpiku kości eunuch...

O ile należy uznać produkcję za bardzo solidną technicznie, bogatą w ciekawie zainscenizowane choreografie, to jej scenariusz jest nader rozczarowujący. Liczne preteksty, zbiegi okoliczności, pozbawione konsekwencji pomyłki postaci oraz znaczna przewidywalność czynią z The Eunuch typową propozycję studia, która przemyka niezauważenie wśród lepiej przemyślanej konkurencji. Warto przy tym pamiętać, że jest to debiut reżyserski Teddy'ego Yipa, który w ciągu najbliższych lat wyrobi sobie całkiem sporą renomę w kinie sztuk walki.

A Real Man aka Fearless Fighters aka The Ninja Killer
Tou tiao hao han
reżyseria i choreografia scen akcji: Min-Hsiung Wu
scenariusz: Yang Hsiang
studio: Hong Kong New China Film Company
premiera: 27.05.1971

Obsada: Hung-Lieh Chen, Yuan Yi, Ching-Ching Chang, Ming Chiang, Min-Hsia Wu, Chi Ma, Fei-Long Huang i inni.

Członkowie klanu Szpon Orła okradają cesarski konwój i zabijają mistrza sztuk walki Błyskawicznego Bicza. Lei Pong (Yuan Yi) chcąc przywrócić honor zhańbionego przestępstwami klanu występuje przeciw złoczyńcom, lecz ci wrabiają go w morderstwo mistrza, po czym pozbawiają życia jego rodzinę. Niedługo potem okazuje się, że dwójka dzieci Błyskawicznego Bicza wyruszyła z misją zemsty za śmierć ojca; zamiast winnych ścigają jednak Lei Ponga. Jakby tego było mało w intrygę wplątuje się także nieznajoma mistrzyni, pragnąca z nieznanych powodów pomóc wszystkim poszkodowanym. Prawdziwi mordercy tymczasem przewidują, że prędzej czy później ich plan może zostać odkryty, więc przygotowują się na nieuniknione starcie i wynajmują do pomocy najpotężniejszych zabójców w Świecie Sztuk Walki, wśród których znajduje się legendarny wojownik, znany jako Jednoosobowa Armia (Hung-Lieh Chen przybywający do filmu z Shaw Brothers).

Fabuła zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną filmu. I nie chodzi nawet o to, że jest dość przewidywalna i pełna klisz, lecz o to, że twórcy tak pospieszają akcję aż ta staje się zupełnie nielogiczna. Spora ilość dziur fabularnych w połączeniu z przyjemnymi, acz mało spektakularnymi scenami sztuk walki i anachronicznymi efektami specjalnymi, sprawia, że A Real Man jest filmem tylko dla największych fanów gatunku (tutaj także z elementami kung fu). Największą zaletą jest kilka stylistycznych zabaw. W jednej ze scen produkcja korzysta z horrorowego sztafażu, z kolei niektóre z introdukcji do pojedynków nawiązują do chanbar. Ciekawostką jest też fakt, że członkowie klanu Szpon Orła wkładają miecze do pochwy w niemal identyczny sposób, co Tomisaburo Wakayama, co dla mnie jest ogromną zaletą produkcji.

The Ghost Hill
Shi wan jin shan
reżyseria i scenariusz: Shan-Hsi Ting
choreografia scen akcji: Shih-Wei Chen
studio: Union Film i International Film Production
premiera: ??.??.1971

Obsada: Peng Tien, Polly Shang-Kuan, David Tang, Hsiang-Chin Han, Ming Kao i inni.

Kolejna tajwańska wuxia z Union Film, które na poważnie zainteresowało się gatunkiem po sukcesie Karczmy Smocze Wrota Kinga Hu kieruje się mocno w stronę fantastycznej stylistyki shenguai, lecz niestety pozbawiając ją artystycznego zmysłu Hu. The Ghost Hill to nader prosta opowieść o szermierzach, którzy zostali ze sobą skłóceni przez Króla Piekieł – potężnego złoczyńcę stojącego na czele ogromnej organizacji usadowionej w górze, którą broni 10 specjalnych przejść – każde z nich jest zaś wypełnione innym zestawem pułapek: materiałami wybuchowymi, trującymi oparami, klasycznymi zapadniami czy wysuwającymi się ze ścian ostrzami. Oszukani wojownicy dość szybko domyślają się, co się święci i z pomocą siostry jednego z nich oraz dzięki niespodziewanej asyście przybranej córki Króla Piekieł ruszają do walki z niegodziwcami.

Elementy fantastyczne nie są tu tak silnie obecne, jak w niektórych produkcjach tajwańskich z tego roku czy niektórych propozycjach z Shaw Brothers. Skupiają się one przede wszystkim na pułapkach w niektórych wejściach do kryjówki złoczyńców oraz na samym Królu Piekieł, którego niebagatelne umiejętności kung fu dały mu nadludzkie zdolności. Bohaterowie w pojedynkę nie są w stanie stawić mu czoła, lecz jeśli będą działać razem, wtedy być może uda im się zwyciężyć.

Niestety ich rywalizacja nie jest zbyt interesująca. Mimo dość dobrej obsady z kultową Polly Shang-Kuan na czele, The Ghost Hill pozostawia bardzo wiele do życzenia. Choreografia scen walk jest niezbyt zajmująca, w dodatku aktorzy ustępują swoimi akrobatycznymi zdolnościami kolegom po fachu z Shaw Brothers i Golden Harvest przez co walki są mało dynamiczne, a wspomaganie się efektami fast motion tylko dodatkowo wyłuskuje ich braki. Fabularnie produkcja również nie oferuje zbyt wiele, lecz jej największą wadą jest mało atrakcyjna paleta postaci. O ile pozytywne są w miarę zadowalające w swoim generycznym portrecie, o tyle postaci negatywne są już wyjątkowe nijakie. Nie licząc Króla Piekieł wszyscy potężniejsi wojownicy po stronie zła nie wybijają się ponad bezimiennych bandziorów, a wyróżniają ich jedynie pomysłowe oręża, niestety prezentujące się niezbyt realistycznie na ekranie. Król Piekieł to natomiast co chwila wybuchający rubasznym śmiechem otyły pan z siwą brodą – jako taki ani przez chwilę nie prezentuje się jak niezniszczalny mistrz sztuk walki.

Tym samym The Ghost Hill można polecić jedynie największym miłośnikom starszych wuxia, szczególnie tych spod znaku fantastycznego kina. Mimo licznych braków i wad, zawiera on wystarczająco pomysłów, by fanów gatunku zatrzymać przy ekranie.

She'd Hate Rather Love
Ci man wang
reżyseria: Hui-Ying Hua
scenariusz: Fai-Mon Li
choreografia scen akcji: Yiu-Kwan Poon
studio: Union Film
premiera: ??.??.1971

Obsada: Hsiang-Chin Han, David Tang, Ching-Chun Wong, Su Wei, Chung-Shan Wan, Hui-Lou Chen, Feng Chang, Tian Miao i inni.

She'd Hate Rather Love to kolejny wuxia z tajwańskiego Union Film, które atakowało rynek końca lat 60. i początku 70. produkcjami w podobnej stylistyce, co Karczma Smocze Wrota Hu, acz próbującymi równocześnie odnaleźć własny głos wśród konkurencji – szczególnie na tle licznych propozycji Shaw Brothers i powstałego w 1970 roku Golden Harvest. Nie było to dla Union zadanie cokolwiek łatwe, gdyż w przeciwieństwie do hongkońskich studiów musiało stawić czoła dodatkowym problemom. Należy bowiem pamiętać, że przed przybyciem Hu i (również umykającego z Shaw Brothers) Han-Hsianga Li do Tajwanu przemysł filmowy w tym kraju praktycznie nie istniał i trzeba go było budować niemal od podstaw. Ponadto, dość pechowo, Union skupiło się na produkowaniu wuxia w przededniu rozpoczęcia się procesu tracenia przez ten gatunek popularności. Rok 1971 to okres, gdy sukces w box officie zaczną odnosić produkcje kung fu. Niemałą przeszkodą dla tworzenia atrakcyjnego katalogu było również to, że przez ostatnie dwa lata tajwańskie studio wydawało niemałe pieniądze na – postrzeganą jako szansa na podbój rynku – superprodukcję Kinga Hu Dotyk zen, co sprawiało, że inne filmy musiały zadowolić się zdecydowanie skromniejszymi budżetami.

Wszystkie te problemy odcisnęły widoczne piętno na She'd Hate Rather Love. Fabuła jest tu chaotyczna, co uwydatnia poszarpany tok narracji. Należy ją jednak pochwalić za kilka udanych pomysłów i zwrotów akcji – szczególnie obecnych pod koniec. Sceny akcji cechują się często słabym montażem, ponadto Hua korzysta też z fast motion, co nigdy nie jest dobrym pomysłem. Mimo to należy przyznać, że walki są zróżnicowane zarówno w kontekście używanej broni (miecze, maczugi, ogromne pały, przebijające ściany dłonie, ławy w karczmie...), jak i wizualnie. W końcu, aktorzy grają tu z niezwykłą nieraz sztucznością; w tym kontekście wyjątkowo doskwiera irytujący śmiech protagonisty, obecny praktycznie w każdym z nim dialogu. Zamiast uzupełniania jego portretu twardziela, raczej budził zażenowanie. Niezaprzeczalną zaletą filmu jest natomiast ścieżka dźwiękowa, idealnie podkreślająca inspiracje pekińską operą, co równocześnie upodabnia dźwiękowo She'd Hate Rather Love do Karczmy Smocze Wrota.

Akcja filmu rozgrywa się w czasach, gdy dynastia Sung jest już w odwrocie, czyli gdzieś w pierwszej połowie XII wieku. Kuo – protagonista – ma zamiar dołączyć do sił walczących przeciw Sungom, wierząc, że Sungowie są skorumpowanymi władcami. Zresztą, nie można mu się za bardzo dziwić, jako że już na początku produkcji zostaje on zaatakowany przez pomniejszych i niezbyt miłych żołnierzy Sungów, którym nie podobają się plany Kuo na przyszłość. W trakcie walki jeden z nich zostaje zabity przez rzucającego nożem kolegę, lecz to protagonista zostaje oskarżony i skazany za morderstwo. Ucieka jednak z niewoli (co czyni podczas czołówki), po czym przybywa do lojalistów Sungów i zostaje przez nich zaakceptowany jako posiadający ogromne zdolności sztuk walki wojownik. Jego plan zemsty zakłada, że ożeni się z córką zmarłego dowódcy wojsk Sungów, co byłoby, mówiąc delikatnie, ogromnym naruszeniem zasad społecznych i ciosem w tradycyjne zasady. Ta się zgadza, lecz tylko pod warunkiem, że Kuo przyniesie jej głowę złego generała Wana, mordercy jej ojca i jednego z głównych rywali Sungów. Protagonista akceptuje propozycję, lecz zanim będzie mógł stoczyć bój z generałem, musi wpierw pokonać jego czterech dowódców, z których każdy jest mistrzem innego stylu sztuk walki.

To co następuje później to miks kilku niezłych pomysłów, nader fantastycznych walk i delikatnego wątku romantycznego (w Kuo zakochuje się wojowniczka, chroniąca córkę zmarłego dowódcy), zaprezentowanych z licznymi potknięciami narracyjnymi i realizacyjnymi. Wszystko to sprawia, że ten wyraźnie nawiązujący do Karczmy Smocze Wrota film może spodobać się jedynie największym fanom wuxia oraz osobom zainteresowanym tym, jak gatunek rozwijał się w Tajwanie.

The Golden Seal
Jin yin chou

reżyseria: Feng Tien
scenariusz: Yi-Wa Wong
studio: Shaw Brothers
premiera: 23.06.1971

Obsada: Hua Tsung, Ping Wang, Feng Ku, Fung Yue, Lu Pai, Shen Chan, Ching-Ho Wong, Cliff Lok, Teresa Ha, Chung-Hsin Huang, Feng Tien i inni.

Feng Tien – aktor znany z licznych produkcji, także tych omówionych na łamach Kinomisji – za sprawą The Golden Seal zadebiutował jako reżyser. Sądząc po finalnym efekcie jego prac, można wywnioskować, że Tien musiał lubić starsze produkcje ze swoim udziałem, jako że jego własna wygląda niczym stworzona w drugiej połowie lat 60. Sprawia to, że choć nie można uznać jej za nieudaną, to jej niewątpliwa anachroniczność faktycznie przemawia na jej niekorzyść. Protagonistą jest tu kolejny chłopak (Hua Tsung), który – po 20 latach treningu sztuk walki – rusza z misją zemsty na mordercy jego rodziny, którym jest niegodziwy mistrz sztuk walki Zhentian Lei (Feng Ku). I mimo że wątek zemsty jest tu teoretycznie centralny, to Tien bardziej niż na protagoniście skupia się na czterech wojowniczkach: Xiao Yan Wu (Ping Wang), bohaterskiej szermierz pomagającej słabszym; Jing Yi Feng (Fung Yue) zabójczyni, wypełniającej misję zabicia Leia; Hui Ming Feng (Teresa Ha), zniekształconej matce wspomnianej zabójczyni; Pannie Shi (Lu Pai) – dziewczynie mieszkającej w jaskini.

Razem – po kilku obligatoryjnych nieporozumieniach po drodze – nasi bohaterowie ruszą walczyć ze złoczyńcami. Tien jednak – jak wspomniałem – korzysta tu z szablonu starszych wuxia, toteż zanim udadzą się w niebezpieczną misję wykonają piosenkę rodem ze starych shawowskich oper kinowych. Sceny akcji zaś – co jest największym problemem filmu – będą się wspomagać efektami fast motion, co nadaje wielu starciom niezamierzenie slapstikowego charakteru. Drugim problemem sekwencji sztuk walki jest nader częste korzystanie z dublerów; The Golden Seal jest bodaj najgorszą omówioną na łamach Kinomisji produkcją pod tym względem; w wielu scenach z łatwością zauważymy, że zamiast danej pani szermierz na ekranie wymachuje mieczem pan dubler.

Ostatecznie, produkcja jest rozczarowującym, choć niepozbawionym zalet wuxia. Interesujące postaci żeńskie są równoważone nijakim protagonistą, a pomysłowe choreografie Siu-Chung Leunga (ojca Bruce'a Leunga) są zepsute niepotrzebnymi trikami i nadmiernym posiłkowaniem się dublerami. Tym samym jest to film, jaki zainteresuje tylko największych fanów gatunku.

The Lady Professional
Nu sha shou
reżyseria: Chih-Hung Kuei i Akinori Matsuo
scenariusz: Katy Chin
choreografia scen akcji: Chuen Luk
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.07.1971

Obsada: Lily Ho, Pei-Shan Chang, Miao Ching, Chung-Hsin Huang, Chun Erh, Shen Chan, Bolo Yeung i inni.

Lady Professional to wyraźny prekursor późniejszego kina akcji z Hongkongu, zwiastujący m.in. nadejście produkcji spod ręki Johna Woo. Przyznam też, że podczas oglądania kojarzył mi się także z filmami z Charlesem Bronsonem ze studia Cannon. Ta dość nietypowa i zdecydowanie warta odszukania produkcja ze studia Shaw Brothers opowiada historię kobiety Ge Tianli, która z pomocą szantażu zostaje zmuszona do zabijania ludzi. Jej zleceniodawcą jest bogaty i wpływowy biznesmen, lecz kontakt z nim odbywa się wyłącznie przez jego prawą rękę: pozbawionego jakichkolwiek skrupułów złoczyńcę. W tytułową bohaterkę wcieliła się Lily Ho i trzeba przyznać, że zaprezentowała się absolutnie doskonale w kreacji zimnej, seksownej zabójczyni, stosownie nadając jej zarówno tragicznego rysu, jak i cech wyrafinowanego mordercy.

Główna akcja filmu w rzeczywistości zaczyna się dość późno, gdyż następuje po wykonaniu niełatwego i zajmującego sporo czasu zlecenia, jakie otrzymała Tianli. Gdy już je wykona, protagonistka staje się celem dla innych zabójców, wynajętych przez dwulicowego biznesmena celem zatarcia śladów. Dzięki temu bohaterka stoczy boje z najróżniejszymi typami spod ciemnej gwiazdy. Trzy sekwencje szczególnie zapisują się w pamięci: sceny na schodach przeciwpożarowych w klubie muzycznym, kiedy to Ho wygląda naprawdę zabójczo, jej walka na opuszczonym placu budowy z trzema ekstrawaganckimi złoczyńcami (m.in. Bolo Yeung) oraz finalne zabójstwo. Tianli by pozbawiać życia swoje cele korzysta przede wszystkim z umiejętności przebierania się za inne osoby, lecz aspekt ten nie został tu potraktowany z kuriozalnym łamaniem realizmu, jak bywało wcześniej u Shawów (czy w japońskich produkcjach korzystających z pomysłu), lecz jest on wykorzystany całkowicie poważnie i idealnie wpasowany w konwencję thrillera z elementami kina akcji.

Największe wady produkcji to brak interesujących antagonistów, czasem zaskakująca głupota bandziorów oraz jedna z pierwszych sekwencji akcji, podczas której oglądamy sceny samochodowego pościgu z bardzo nieudanym wykorzystaniem fast motion. Nieszczęściem jest, że tak nieudana sekwencja jest jedną z wprowadzających; przez to film musi wpierw zmyć wywołane przez nią złe wrażenie, zanim zacznie naprawdę wciągać widza w intrygę. Na szczęście Lady Professional nigdy do takich kuriozów już nie wraca i utrzymuje rozsądny poziom zawieszenia realizmu. Tym samym okazuje się być jedną z najciekawszych propozycji studia nie tylko z lat 70., zdecydowanie rekomendowaną wszystkim miłośnikom hongkońskiego kina akcji.

The Crimson Charm
Xue fu men
reżyseria i scenariusz: Fung Wong
choreografia scen akcji: Kuo Han
studio: Shaw Brothers
premiera: 16.07.1971

Obsada: Yu Chang, Ivy Ling Po, Szu Shih, Mian Fang, James Nam, Feng Ku, Hsieh Wang, James Tin, Siu-Low Choi, Little Unicorn, Sammo Hung i inni.

The Crimson Charm to bardzo przyjemna produkcja wuxia, stanowiąca jeden z lepszych przykładów sięgania przez Shaw Brothers po fantastyczną stylistykę, trend, jaki niebawem stanie się zdecydowanie częstszym procederem. Początkowo film skupia się na podróży do domu, odbywanej starego mistrza sztuk walki Tzu-Chao Chianga (Mian Fang) i jego córkę Shang-Ching (Szu Shih). Po drodze natykają się na złoczyńców, którzy próbują zgwałcić przypadkowo spotkaną dziewczynę (co wynika kilkoma zbliżeniami na piersi aktorki w nieco pokracznej próbie stworzenia scen rodem z kina eksploatacji). Chiangowie oczywiście prędko rozprawiają się z bandytami, co więcej mistrz w walce zabija lidera przestępców. To jednak dopiero początek kłopotów; okazuje się bowiem, że zabity przez niego przeciwnik był synem bezlitosnego Szkarłatnego Szefa (Feng Ku), przywódcy siejącej grozę w Świecie Sztuk Walki grupy Szkarłatny Urok. Niedługo potem – w cudownie nonsensownej, stylizowanej na kino grozy kojarzące się z filmami włoskimi lub ze studia Hammer sekwencji – mistrz Chiang otrzymuje wiadomość, że wojownicy Szkarłatnego Uroku przybędą na jego urodziny. Rozmowę z przynoszącymi złą wiadomość bandytami przerywa nagłe pojawienie się tajemniczego pięściarza (wyjętego prosto z kina kung fu), imieniem Yu Han (Yu Chang). Ten okazuje się być spokrewniony z dawną rywalką pechowego mistrza Fang-Fang Yu (Ivy Ling Po), jedną z najpotężniejszych wojowniczek w Świecie Sztuk Walki. Córka mistrza i pięściarz szybko się w sobie zakochują, lecz na drodze ich uczucia stają kolejne (i kolejne) przeszkody.

Fung przez cały czas trwania filmu żongluje licznymi wątkami, lecz czyni to w taki sposób, że widz nie tylko nigdy się nie gubi w żadnym z nich, lecz wręcz odnosi wrażenie prostoty fabularnej. Mimo że początkowo zdaje się, że bohaterami będą mistrz i jego córka, atak Szkarłatnego Uroku podczas wspomnianych urodzin zostaje wykorzystany do pomysłowej transpozycji, kiedy to w centralnej pozycji zostają ustawione inne postaci. Od tej też pory The Crimson Charm zaczyna skupiać się na trójce bohaterów, z których każdy otrzymuje dla siebie dodatkowy wątek, opisujący drogę danego wojownika do finalnej bitwy. Bitwa ta, jak i inne sekwencje sztuk walki są kolejną, niezaprzeczalną zaletą produkcji; prezentują się dynamicznie, interesująco i trzymają w napięciu. Słowem, The Crimson Charm jest przykładem prostego, dość pretekstowego, acz doskonale rozpisanego wuxia, gdzie wszystkie kurioza i przejaskrawienia są wykorzystane w intrygujący sposób i pomagają zaprezentować stuprocentowo rozrywkowe kino sztuk walki.

Warto przy okazji poinformować, że jest to debiut reżyserski Funga Wonga, wcześniej pracującego jako asystent reżysera (The Iron Buddha, The Jade Faced Assassin) oraz jako scenarzysta (The Golden Knight, The Jade Faced Assassin). Jego świetny start w gatunku nie pozostał niezauważony w świecie hongkońskiego przemysłu filmowego, co Wong wykorzystał aby czym prędzej uciec z Shaw Brothers i przenieść się do powstającego wtedy studia Golden Harvest, założonego przez Raymonda Chowa – producenta, który również odszedł od Shawów. W rzeczy samej, drugi film Wonga – The Angry River – był drugim jaki wyprodukowano w nowym studiu (lecz trzecim wypuszczonym do kin). W nim – mając więcej swobody twórczej – reżyser w pełni sięgnął po fantastyczne motywy, jakie jednak niebawem porzucił na rzecz (bardziej) realistycznego kina kung fu; w historii tegoż gatunku zapisał się później złotymi zgłoskami jako reżyser legendarnego Hapkido w 1972 roku.

The Magnificent Chivalry
Du hang da biao ke
reżyseria: Su Li
scenariusz: Siu-Ling Chan
choreografia scen akcji: Yao-Kun Pao
studio: Maan Bong i Hua Feng Film
premiera: 22.07.1971

Obsada: Yu Wang, Ching-Ching Chang, Yeh Tien, Tian Miao, Pei-Ling Chen, Fei Lung i inni.

Fakt, że kino wuxia dzięki Karczmie smocze wrota zyskało w Tajwanie tak sporą popularność okazał się zbawienny dla Yu Wanga, który mógł dzięki temu bez większych trudności kontynuować swoją karierę z dala od wpływów Shaw Brothers. Co prawda, produkcje realizowane w Tajwanie zwykle cechowały się niższymi budżetami i walorami produkcyjnymi niż te od głównych graczy z Hongkongu, lecz również często okazywały się interesujące fabularnie i/lub stylistycznie. Produkcje z Wangiem szczególnie pokazywały się jako jedne z lepiej zrealizowanych w tym kraju, na co z pewnością miał wpływ sam gwiazdor, posiadający także spore wyczucie reżyserskie i choreograficzne.

The Magnificent Chivalry co prawda nie prezentuje podobnego poziomu wykonania co świetny The Sword, lecz stanowi solidnie zrealizowany film wuxia o dość intensywnych scenach akcji. Produkcja rozpoczyna się atakiem grupy przestępczej pod dowództwem potężnego mistrza sztuk walki Leia Fu (Yeh Tien) na konwój transportujący złoto. Cesarski skarbiec do ukarania złoczyńców i odnalezienia skradzionych kosztowności oddelegowuje młodego mistrza Leia Pao (Yu Wang), znanego jako Bambusowy Miecz. Pao rozpoczyna swoje śledztwo od odnalezienia pomniejszych członków organizacji Fu z zamiarem dołączenia do niej i zinfiltrowania ich bazy. W międzyczasie w sprawę włącza się też tajemnicza kobieta-szermierz (Ching-Ching Chang), poszukująca swojej siostry, porwanej przez ludzi Fu.

Fabularnie film nie jest nadto intrygujący, lecz przez około połowę czasu trwania przedstawia udaną serię podchodów protagonisty, konsekwentnie zbliżającego się do dowódcy bandytów. Pao postanawia ukryć swoją tożsamość podczas prowadzenia śledztwa, co sprawia, że oglądamy tu Wanga z długimi, rozpuszczonymi i pozostawionymi w nieładzie włosami, lekkim zarostem i w poszarpanych ubraniach; ze swoimi przeciwnikami zaś rozprawia się walcząc bambusową pałą. Sprawia to, że aktor prezentuje się nieco odmiennie od swoich zwyczajowych kreacji i dzięki swojej charyzmie tworzy kolejnego zapadającego w pamięć protagonistę. Ponadto również sposób walki i wybór broni nie są bez znaczenia; intensyfikują wrażenie siły zadawanych przez niego ciosów. Miażdżące uderzenia pałą, mimo że nie wynikają rozbryzgami krwi jak cięcia mieczem, wyglądają od nich na zdecydowanie bardziej bolesne.

W późniejszych partiach produkcji na jaw wychodzą inspiracje twórców – zgaduję, że spory wpływ na ich pojawienie się miał sam Wang – japońskimi chanbara. Podobnie jak Wang czyni to w The Invincible Sword, także i tutaj chowa miecz do pochwy w ruchu kojarzącym się z Tomisaburo Wakayamą. Oprócz tego w swoim bambusowej pale ukrywa miecz; zarówno miejsce ukrycia ostrza, jak i sposób walki nim w większości scen wyraźnie nawiązują do postaci Zatoichiego, odgrywanego przez Shintarō Katsu, z którym zresztą kilka miesięcy wcześniej Wang skrzyżował miecz.

Największe problemy filmu tkwią w jego warstwie fabularnej. Wątek dziewczyny szukającej siostry prędko staje się nieistotnym obciążeniem dla centralnej opowieści, ta w okolicach połowy czasu trwania wprowadza bowiem nowe problemy dla protagonisty, wymuszające odsuwanie poprzednich na dalszy plan. Wydaje się przez to, jakby The Magnificent Chivalry powstało z połączenia dwóch oddzielnych scenariuszy. Przez około 50 minut oglądamy Leia Pao prowadzącego śledztwo i pomagającego w odbiciu niewinnej kobiety, później jednak niespodziewanie okazuje się, że w okolicy mieszka jego niewidoma matka, z którą nie miał kontaktu od 20 lat, odkrywa też, że jego brat stał się przestępcą. Wszystko to zupełnie niemal zmienia sposób prowadzenia fabuły. Wątek dziewczyn zostaje zepchnięty do tła i prędko rozwiązany, a poszukiwanie złota ustępuje przygotowaniom do finałowej walki Pao z bratem.

Mimo tego fabularnego błądzenia, nigdy na szczęście nie braknie chwil, interesujących dla fanów wuxia. Finalny pojedynek stanowi rozbudowana, emocjonująca sekwencja w dużej mierze rozgrywająca się w błocie, co dodatkowo podkreśla nieco brudny charakter filmu i relacji między postaciami. Choć więc ciężko uznać The Magnificent Chivalry za produkcję szczególnie udaną, jest to z pewnością technicznie i choreograficznie solidnie zrealizowany wuxia ze świetną obsadą z jak zawsze wywołującym pozytywne wrażenia Yu Wangiem na czele.

The Anonymous Heroes
Wu ming ying xiong
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 24.07.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Li Ching, Feng Ku, Miao Ching, Ti Tang, Chi-Ching Yang, Chung Wong, Philip Ko i inni.

The Anonymous Heroes stanowi pod wieloma względami western (czy raczej zapata western) widziany oczyma Cheh Changa. Film opowiada historię dwóch młodzieńców (David Chiang i Lung Ti), którzy decydują się pomóc rewolucjonistom w ukradzeniu od armii 3 tys. strzelb i 280 tys. sztuk amunicji. Wraz z nimi do akcji wkracza także ich koleżanka (Li Ching) oraz osoba, która wciągnęła ich w rewolucjonistyczną karierę: brat Wan (Feng Ku). We czwórkę dumnie ruszają stawić czoła przeważającej liczbie wrogów i wesprzeć szlachetny cel (choć w filmie nigdy nie zostaje wyjaśnione, którym rewolucjonistom pomagają).

Z omawianych do tej pory na łamach Kinomisji produkcji, stylistycznie The Anonymous Heroes jest najbardziej podobny do The Duel, który osiągnął kasowy sukces m.in. dzięki zestawieniu ze sobą dwóch gwiazd z Shaw Brothers, czyli Chianga i Ti. Tym razem jednak nie stają oni do walki przeciw sobie, lecz razem ruszają rozprawiać się z chmarami wrogich żołnierzy aż do gorzkiego finału, którego rozwiązanie każdy fan Changa z łatwością odgadnie. Westernowe inspiracje objawiają się zaś najsilniej podczas sekwencji pościgu, gdy nasi anonimowi bohaterowie stoją na wagonach rozpędzonego pociągu strzelając do ścigających ich konno i uzbrojonych w strzelby żołnierzy.

Poza rabunkiem, strzelaninami i bijatykami The Anonymous Heroes stanowi przede wszystkim interesującą opowieść o trójce młodych ludzi, którzy nie mają w życiu nic pożytecznego do roboty. Ot, trochę kradną od armii, uprawiają hazard i wdają się w liczne bijatyki. Ich naiwność, jak i chęć zrobienia czegoś więcej w swoim życiu motywuje ich do wspomożenia rewolucjonistów. Chang wykorzystuje ich młodzieńczy zapał, sygnalizowany m.in. nieschodzącymi im z twarzy uśmiechami, do dodania nieco lżejszego, nawet humorystycznego tonu, lecz nigdy nie zapomina przy tym o dramacie inherentnym dla ich położenia. Ten najsilniej objawia się pod koniec, jednak nawet w obliczu śmierci bohaterowie nie zapomną o uśmiechu i rzuceniu okazjonalnego żartu. Chang ponownie więc bawi się tutaj stylistykami, wykorzystując jako bazę kino kung fu, któremu pomógł wytyczyć drogę przyszłego rozwoju, do stworzenia historii o patriotyzmie i bezinteresowności w obliczu niesprawiedliwości świata. Warto też zaznaczyć, że akcja filmu rozgrywa się niedługo po Chińskiej Rewolucji z 1911 roku, co stanowi kolejny krok w tworzeniu stałego miejsca dla tego okresu chińskiej historii w ichnim kinie gatunkowym.

Niestety, The Anonymous Heroes nie jest produkcją pozbawioną wad. Największym problemem filmu, być może powodowanym pośpiechem realizacyjnym, charakterystycznym dla produkcji z Shaw Brothers, jest niezamierzona kuriozalność niektórych ze scen. O ile sposób zdobycia ciężarówek do transportowania broni jest zamierzenie komediowy (niestety również dość żenujący), to sceny kiedy bohaterowie z porwanym generałem próbują wykorzystać jego pozycję do przejęcia broni w bazie armii są już zupełnie groteskowe. Sceny te rozgrywają się w niewielkim biurze, gdzie protagoniści razem z pochwyconym generałem spotykają się z oficerem i jego podwładnym. Spocony generał co chwila się jąka i próbuje wyjawić swoją sytuację, za każdym jednak razem jeden z bohaterów przysuwa mu do głowy (zamknięty w kaburze) pistolet, skutecznie go uciszając, podczas gdy rozmawiający z nim oficer siedzi praktycznie obok niego i nigdy nie nabiera żadnych podejrzeń. Na domiar złego jest to część dłuższej sekwencji zdarzeń, więc całe zajście musiało trwać dość długo (dokładny czas nie został oczywiście podany, lecz biorąc pod uwagę co bohaterowie robią w międzyczasie, zdaje się że generał jąkał się z pistoletem przy głowie ponad godzinę). Nie wiem, jak wygląda typowe zachowanie chińskiego żołnierza, lecz jestem pewien, że pozbawieni dyscypliny protagoniści, przystawiający pistolet do głowy plątającego się w słowach przełożonego, żądającego wydania ogromnej ilości broni bez odpowiednich zezwoleń powinni wzbudzić choćby najmniejsze wątpliwości.

Oprócz tego byłem zaskoczony kwestią nieprzejmowania się ludzkim życiem przez bohaterów. Przez sporą część czasu trwania filmu biją, lecz nie zabijają wrogich żołnierzy, zachowując swój idealistyczny, młodzieńczy rys. Tak samo jest podczas sekwencji zdobywania mundurów, potrzebnych im do wypełnienia planu rabunku. A przynajmniej na początku tej sekwencji; pierwszych dwóch żołnierzy bowiem pozbawiają przytomności, jak do tej pory mieli w zwyczaju. Jednak gdy zabierają się za trzeciego, wtedy z uśmiechami na ustach i bez żadnego powodu strzelają do niego z bliskiej odległości niczym w jakiejś sadystycznej zabawie (nie wspominam już o tym, że takie strzały wynikłyby uszkodzeniem uniformu i plamami krwi, uniemożliwiającymi jego wykorzystanie). Dziwaczne decyzje stojące w kontrze do ustanowionego charakteru postaci oraz pokraczna realizacja niektórych scen stanowią tu największe wady, sprawiające, że choć mamy do czynienia z niewątpliwie interesującą produkcją, całość prezentuje się cokolwiek rozczarowująco.

The Fast Sword
Duo ming jin jian
reżyseria i scenariusz: Fung Wong
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han, Sammo Hung i Yao-Kun Pan
studio: Golden Harvest i Chia Hsiang Film Co.
premiera: 28.07.1971

Obsada: Yu Chang, Chun Shih, Hsiang-Chin Han, Tian Miao, Lai Wang, Ming Kao, Yuan Yi, Sammo Hung i inni.

The Fast Sword to drugi film wuxia, jaki Wong zrealizował dla Golden Harvest, z którym to studiem rozpoczął współpracę po odejściu z Shaw Brothers. Mimo licznych pomysłów, jakie odnaleźć można w jego kolejnej produkcji, niestety nie jest ona tak udana, jak wcześniejsze pozycje reżysera. Fabuła skupia się na potężnym szermierzu Kung-Cheng Nanie (Chun Shih), który wyrusza z misją zemsty za śmierć swojego ojca. W jego poczynaniach kibicują mu siostra Lin (Hsiang-Chin Han), mistrzyni walki biczem oraz jego niewidoma matka (Lai Wang). The Fast Sword nie jest jednak typową opowieścią o zemście, jakich pełno w kinie wuxia. Nan bowiem wypełnia swoją misję w ciągu pierwszych dziesięciu minut filmu. Po nich do akcji wkracza drugi z protagonistów: stróż prawa i mistrz stylu bliźniaczych mieczy Shin-Chieh Yen (Yu Chang), wysłany przez magistrat w celu aresztowania Nana. I tak większa część produkcji przedstawia wspólną podróż dwóch szermierzy, ściganych przez ludzi Lunga Tu (Tian Miao), złego mistrza sztuk walki, spokrewnionego z zabójcą ojca Nana.

Fabuła, oprócz dość interesującego pomysłu wyjściowego, oferuje kilka zwrotów akcji, kilka niespodzianek, a także kilka klasycznych sekwencji podchodów mistrzów, próbujących wybadać swoje otoczenie i zdolności przeciwnika. Niestety, gdy The Fast Sword odsłania wszystkie karty, wtedy drastycznie obniża się poziom historii, co w połączeniu z dość mdłą kolorystyką oraz mnogą ilością scen sztuk walki zaczyna wynikać lekką monotonią. Problemem scen akcji nie jest jednak ich ilość, ani tym bardziej ich choreografia – ta bowiem jest bardzo udana – lecz często dziwny sposób ich przedstawiania. Wong uparł się, żeby filmować jak najwięcej z bliskiej odległości i bez statywu, co sprawia, że wiele sekwencji traci na przejrzystości. Jest tu mimo wszystko sporo udanych pomysłów, które zainteresują każdego fana wuxia. Oprócz walk mieczami i biczem, są też sceny wyraźnie inspirowane postacią Zatoichiego, przedstawiające się zaskakująco dynamicznie na tle całego filmu, podczas gdy Lung Tu w walce używa zarówno potężnego ostrza, jak i ogromnych nożyc, którymi tnie miecze oponentów.

Produkcja przedstawia się też solidnie pod względem aktorskim. Być może niektórzy czytelnicy rozpoznali, że w filmie grają aktorzy znani z tajwańskich pozycji. Powodem tego jest fakt, iż The Fast Sword kręcono w Tajwanie, najprawdopodobniej w celu zmniejszenia kosztów produkcji. Dzięki temu uzdolnieni, znani prymarnie z produkcji Union Film aktorzy mieli okazję zabłyśnięcia w produkcjach hongkońskich. Stąd też choć The Fast Sword nie jestem w stanie uznać za coś więcej aniżeli średnio udany przykład wuxia z wczesnych lat Golden Harvest, to również nie mogę zanadto filmu krytykować. Tym bardziej, że cenię Wonga jako reżysera; wcześniej udowadniał, że z większym budżetem i czasem przeznaczonym na realizację jest w stanie stworzyć naprawdę interesujące kino, co też niebawem potwierdzi.

The Shadow Whip
Ying zi shen bian
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Wei Lo i Kuang Ni
choreografia scen akcji: Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 06.08.1971

Obsada: Pei-Pei Cheng, Hua Yueh, Feng Tien, Feng Ku, Kwan Lee, Hsieh Wang, Sau-Kei Lee, Wei Lo, Sammo Hung i inni.

Mimo że Pei-Pei Cheng pożegnała się z karierą w shawoskich filmach wuxia, dając finalny występ w klasycznym The Lady Hermit, gdzie symbolicznie przekazała pałeczkę pierwszej damy wuxia Szu Shih, to gwiazda studia pojawiła się w jeszcze jednej produkcji z gatunku w 1971 roku. W kontekście daty premiery The Shadow Whip stanowi zatem ostatnią sposobność by zobaczyć, jak Cheng krzyżuje miecz (a właściwie bicz) ze złymi mistrzami sztuk walki. Cheng wciela się tu w młodą pannę Yun, ukrywającą fakt, że w rzeczywistości jest uczennicą legendarnego mistrza Świata Sztuk Walki Bicza Cienia Chengtiana Fanga (Feng Tien). Jak się okazuje Bicz Cienia jest dość popularną osobą. Jest bowiem poszukiwany przez licznych złoczyńców, jego tropem podążają inni mistrzowie sztuk walki, ścigają go także praworządni bohaterowie – wszyscy chcą go zabić i/lub osądzić za dawniej popełnione przestępstwo. Czy jednak faktycznie ma on na sumieniu poważny występek? Yun jest przekonana, że zarzuty są fałszywe i stawia czoła licznym wrogom swojego mistrza. Formuje przy tym przymierze i rozpoczyna romans z młodym wojownikiem Jianxinem Wangiem (Hua Yueh), także ścigającym jej mistrza. Ich największym rywalem okaże się potężny szef Hong (Feng Ku). Ostatecznie i sam Bicz Cienia ruszy do akcji, pokazując, że starym mistrzom w kinie wuxia nie jest w stanie dorównać żaden młokos.

The Shadow Whip to typowa produkcja ze studia, która nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych ówczesnych propozycji z gatunku. Początkowo zdaje się budować oryginalny świat, skąpany w śnieżnych krajobrazach, lecz ostatecznie oprócz kilku ujęć, fakt miejsca i czasu akcji jest tu bez znaczenia. Choreografie scen walk nie są zbyt udane i prezentują podobny poziom co większość produkcji z Cheng. Na uwagę zasługuje za to Feng Ku w kolejnej brawurowej kreacji czarnego charakteru. Miłośników gatunku The Shadow Whip z pewnością zainteresuje, ale reszta nie znajdzie wiele dla siebie.

The Comet Strikes
Gui liu xing
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Siu-Pang Chan
studio: Golden Harvest
premiera: 11.08.1971

Obsada: Nora Miao, Patrick Tse, Stanley Fung, Wei Lo, Wing Lau, Kwan Lee, Kin Sek, Ngai Fong, Cliff Lok, Eddy Ko i inni.

Wei Lo w 1971 roku żonglował reżyserskimi obowiązkami tworząc zarówno w Shaw Brothers, jak i w nowym Golden Harvest, jednak wydaje się, że jego serce było bliżej tego drugiego studia. The Comet Strikes jest bowiem zdecydowanie bardziej rozbudowanym, pomysłowym, lepiej przemyślanym filmem niż jego ówczesne produkcje dla Shawów (za wyjątkiem Venegance of a Snow Girl). I choć Golden Harvest wciąż wizualnie nie mogło rywalizować z soczystymi barwami z taśm starszego ze studiów, nadrabiało braki charyzmatycznymi aktor(k)ami, bardziej rozbudowanymi fabułami i dłuższym czasem trwania. Tak też jest i w przypadku The Comet Strikes z charyzmatyczną i twardą Norą Miao w roli głównej. Ponownie udowadnia ona tutaj, że uznawanie jej osoby za jednego z czołowych aktorów kina wuxia z lat 70. jest jak najbardziej zasadne.

The Comet Strikes przedstawia pełną podchodów i intryg fabułę, w którą zamieszanych jest tyle osób, że widzom niewprawionym w wuxiowych bojach łatwo się będzie pogubić. W centrum tego kotła zaś znajduje się tytułowa Kometa, czyli wojowniczka Yuk Siu (Nora Miao). Jest ona wybitnie uzdolnionym szermierzem działającym na rzecz ukrywającego się króla. Wokół niego oczywiście roi od szpiegów, zabójców, znajdzie się też miejsce na nawiedzony dom, a w cały ten zamęt wmiesza się także pewien szermierz o dobrym sercu, Chong Siu (Patrick Tse), próbujący dowiedzieć się o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi i przy okazji rozwikłać zagadkę śmierci swoich rodziców.

Fabularne zamieszanie może czasem wprawić w skonfundowanie, lecz nie jest tu zbyt wielką wadą, jest nią natomiast sposób w jaki Siu wchodzi w interakcje z innymi ludźmi – jest on bowiem niesłychanie irytujący, a przy tym okropnie wręcz nonsensowny. Przywołajmy następującą sekwencję: dziewczyna siłą wdziera się do domu obcego człowieka, dumnie i buńczucznie każe mu wypełniać swoje polecenia, po czym gdy ten pyta ją o wyjaśnienia czy tożsamość, kobieta wpada we wściekłość. To z kolei powoduje, że zostaje uznana za wroga lub osobę co najmniej podejrzaną, co prowadzi do prób jej przepytania i zatrzymania, wynikających – oczywiście – walką. Po wszystkim Siu zachodzi w głowę, dlaczego nikt jej nie wierzy. Ten schemat powtarza się tu kilkukrotnie, co sprawia, że protagonistka dość prędko staje osobą przez widza nielubianą, co znacznie przeszkadza w odczuwaniu frajdy z oglądania.

Poza tym mankamentem jest tu jednak sporo ciekawych pomysłów, choć niektóre rozwiązania fabularne są nadto proste czy wręcz infantylne, a całości towarzyszy - jak wspomniałem - spory chaos. Dodanie motywów rodem z shenghuai wynikło za to ciekawymi scenami nawiązującymi do kina grozy, choć trzeba przyznać, że cały wątek z nawiedzonym domem prezentuje się dość kuriozalnie. Przyzwoicie wykonano natomiast sceny akcji, z finalnymi na czele, gdy do walki rusza potężny zły mistrz. Co prawda rozwiązanie fabuły jest, ponownie, cokolwiek nielogiczne i trochę kojarzy się z dawnymi, groteskowymi filmami Lo, podrabiającymi przygody Jamesa Bonda, lecz scenografie i choreografie - szczególnie podczas ostatniego starcia - prezentują się naprawdę udanie, dzięki czemu odciągają uwagę od różnych mankamentów.

The Comet Strikes nie stanowi wielkiego kroku dla Golden Harvest, któremu choć udało się uzyskać własną tożsamość, to po kilku zaledwie filmach zdało się utknąć w pozycji bez pomysłów na rozwinięcie swojego katalogu tak by zaprezentować odmiennie podejście od Shaw Brothers i tajwańskich produkcji. Na szczęście jest to tylko chwilowy zastój i niebawem studio Raymonda Chowa zacznie atakować kina z wyjątkową skutecznością.

The Swift Knight
Lei ru fung
reżyseria i scenariusz: Walter Chung
choreografia scen akcji: Kar-Wing Lau
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.08.1971

Obsada: Lieh Lo, Margaret Hsing, Han Chin, Hsieh Wang, Mian Fang, No Chai, Lin Tung i inni.

Kolejna wuxia od Shaw Brothers już od pierwszych scen zabiera widza w samo serce intrygi. Otóż w pewnym mieście przebywają księżniczka (Margaret Hsing) i książę (Han Chin), jednak z powodu pochodzenia z nieprawego łoża nigdy nie dowiedzieli się o swoim cesarskim rodowodzie. Tym samym księżniczka została zmuszona do pracy w domu publicznym, zarządzanym przez chciwych, niegodziwych lokalnych polityków, a chłopak klepie biedę. Pewnego dnia do miasta przybywa wysłannik cesarski, jednak prędko zostaje zabity przez złego mistrza sztuk walki (Hsieh Wang), który podszywa się pod swoją ofiarę i rusza na poszukiwanie cesarskiej rodziny z pomocą miejscowych zarządców. W zabójstwo wrobił zaś tytułowego Błyskawicznego Rycerza (Lieh Lo), który akurat przebywa w mieście; czasami z maską na twarzy wymierza karę przestępcom, a czasami oddaje się cielesnym uciechom. Gdy spotyka w domu publicznym nową dziewczynę postanawia ją wykupić, nie wiedząc, że płaci za księżniczkę. W międzyczasie do miasta przybywa również tajemniczy szermierz w przebraniu żebraka, jak się okazuje, również szukający księżniczki i księcia.

The Swift Knight jest bardzo sprawnie zrealizowanym wuxia, pełnym zwrotów akcji, interesujących postaci, w tym także drugoplanowych oraz bardzo efektownych i widowiskowych scen akcji, za które odpowiada kultowy Kar-Wing Lau. Tytułowy bohater został bardzo charyzmatycznie zagrany przez Lo, nadającego swojej postaci zarówno cynicznego rysu, kojarzącego się z protagonistami chanbar, jak i cech kobieciarza oraz - w późniejszych partiach - klasycznego dla gatunku patriotycznego bohatera. Chung jednak zamiast na scenach akcji, patriotyzmie czy braterstwie woli skupiać się na bardziej codziennych ludzkich emocjach odstając w ten sposób od kolegów po fachu, co stanowi niewątpliwą zaletę produkcji, dodając jej nieco świeżości.

Na niekorzyść filmu przemawiają skrajne czasem zbiegi okoliczności oraz rażące logiczne potknięcia. Gdyby Chungowi udało się ich uniknąć - a czasem wystarczyłyby ledwie drobne poprawki, aby ustrzec się naprawdę ogromnych luk w scenariuszu - wtedy The Swift Knight można byłoby ocenić zdecydowanie lepiej. Mimo tego, wciąż jest to interesująca wuxia od Shawów, warta obejrzenia przez wszystkich miłośników gatunku.

The Sword
Jian
reżyseria: Lei Pan i Yu Wang
scenariusz: Lei Pan
choreografia scen akcji: Yu Wang i Hung Kwan
studio: Yangtze Productions Limited
premiera: 19.09.1971

Obsada: Yu Wang, Pei-Ling Chen, Lai Wang, Hsiang-Ting Ko, Kwan Lee, Chiang Han i inni.

The Sword to obecnie niemal całkiem zapomniany film wuxia z Tajwanu, w którym legendarny Yu Wang wciela się w postać szermierza ogarniętego manią posiadania najlepszych mieczy. Produkcja jest opowieścią o jego upadku, kiedy to kosztem rodzinnej lojalności, pozycji społecznej, życia bliskich i ich zaufania robi wszystko by wejść w posiadanie najcenniejszych mieczy z nadzieją, że zdobędzie najpotężniejsze ostrze na świecie.

Liczne zalety The Sword sprawiają, że film należy uznać za zupełnie niesłusznie zapomniany. Co prawda, choreografia scen sztuk walki nie jest tu nazbyt oszałamiająca, przez co pojedynki prezentują się dość statycznie i nieco teatralnie, lecz wszystko inne jest tu wykonane na bardzo wysokim poziomie. Bogata scenografia, konsekwencja w prowadzeniu fabuły i kreśleniu rysu psychologicznego protagonisty są godne największej pochwały. Zdjęcia nasuwają skojarzenia z filmami Kinga Hu, a pompatyczna podczas scen walk muzyka wpierw podkreśla heroiczny rys bohatera, a gdy spada on coraz głębiej w otchłań moralnej degradacji zaczyna brzmieć niczym ironiczny komentarz dotyczący jego pragnienia i wyśmiewający jego marzenia. Upadek protagonisty jest również odzwierciedlony na poziomie wizualnym: jego stroje stają coraz ciemniejsze, jego rysy twarzy ulegają zniekształceniu, pod koniec wygląda niczym typowy złoczyńca z filmów wuxia, ale także i wtedy The Sword unika popadania w sztampę czy kiczowatość. Bowiem mimo konsekwencji w prowadzeniu fabuły, ta nie zawsze jest łatwa do przewidzenia, a przedstawienie bohatera jest jednym z pełniejszych w gatunku.

Miecz jest zwykle wyraźnie fetyszyzowanym obiektem w wuxia, gdzie posiadanie lepszego oręża często zapewnia właścicielowi potężne zdolności, wojownicy są nierzadko rozpoznawani na podstawie swojej broni, a nie twarzy, a pogoń za doskonałym ostrzem nigdy się nie kończy. Czasami ten popęd w kierunku broni jest cechowany negatywnie, zwykle jednak zostaje wykorzystany do popchnięcia fabuły, w której jakiś złoczyńca pragnie lub wchodzi w posiadanie cudownego ostrza i praworządni xia ruszają by go powstrzymać zanim ten zdominuje Świat Sztuk Walki. The Sword podchodzi do tematu z o wiele mniejszym zacięciem eskapistycznym, starając się zbudować nienachalnie moralizujący obraz, będący w gruncie rzeczy zaprzeczeniem czy wręcz dekonstrukcją ideałów wuxia. W tym filmie chęci walki, zdobywania miecza i sławy są czymś zgoła złym i prowadzą wyłącznie do cierpienia i frustracji. Portret psychologiczny targanego pragnieniem zdobycia najpotężniejszego ostrza protagonisty może służyć jako wizja destrukcyjnego uzależnienia od czegokolwiek, toteż pod tym względem The Sword zyskuje niespodziewaną uniwersalność przekazu. Temat jest tu oczywiście przedstawiony w znacznym uproszczeniu, lecz dzięki sprawnemu tokowi narracji i wizualnym wskazówkom, co do postępów mentalnej degradacji protagonisty nie zostaje on umniejszony. Tym samym The Sword okazuje się być jednym z najbardziej gorzkich i lepiej zrealizowanych filmów wuxia z nietypową aktorską kreacją – świetnego swoją drogą – Yu Wanga; to film, który powinien zaciekawić nie tylko fanatyków gatunku.

The Rescue
Xie jiu tian lao
reżyseria: Chiang Shen
scenariusz: Chiang Shen i Li-Min Hsu
choreografia scen akcji: Kai Tong i Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera: 24.09.1971

Obsada: Lieh Lo, Szu Shih, Wen-Chung Ko, Mian Fang, Ling Ling, Bolo Yeung, Shen Chan, Ki-Ju Kim, Mars i inni.

Film nawiązuje do historycznych wydarzeń z XIV wieku, z okresu rządów Tatarów, jednak zostały one wpisane w formę typowej dla studia formuły wuxia. Produkcja skupia się na grupie cesarskich lojalistów, wśród których na pierwszy plan wysuwa się młoda i ognista szermierz Yaerh Bai (Szu Shih). Walczą oni z tatarską dyktaturą i starają się uwolnić pojmanego cesarza. Na nieszczęście patriotycznych wojowników Tatarzy są wyposażeni w całkiem przyzwoity zmysł strategiczny oraz niezgorszych mistrzów sztuk walki. Bohaterscy lojaliści wydają się zatem być bez szans. Przez przypadek Bai natyka się jednak na tajemniczego wojownika Heru Le (Lieh Lo), który z miejsca postanawia podbić serce dziewczyny i mimo jej ciągłych sprzeciwów wciąż pojawia się w jej pobliżu czasem ratując jej życie dzięki swoim ekstremalnym zdolnościom sztuk walki, a czasem irytując ją swoim – zdaje się – beztroskim podejściem do życia. Mimo tego nie da się ukryć, że dziewczyna powoli zaczyna coraz cieplej myśleć o upartym w swych dążeniach wojowniku.

The Rescue przedstawia podobny poziom wykonania, co The Swift Knight, czyli oferuje wyrazistych bohaterów, interesujące postaci drugoplanowe (w tym jednego z generałów tatarskich, który okazuje się być porwanym za dziecka Chińczykiem – w tej roli Bolo Yeung) oraz bardzo udane sekwencje scen szermierczych potyczek (może z wyjątkiem walki Shih z Yeungiem, gdzie żadnymi montażowymi trikami nie udaje się sprawić, że Szu wygląda na potężniejszego z wojowników). Sceny akcji opierają się tu przede wszystkim na zaskakująco ambitnych pomysłach wykorzystania linek. Shen zresztą nie jest nowicjuszem w tym temacie i już w The Winged Tiger udowadniał, że niemal latający wojownicy są jego specjalnością. W The Rescue co prawda „latania” jest mniej, ale wyskoków i akrobacji powietrznych nie brakuje, dzięki czemu jest to jeden z ciekawszych filmów w kontekście scen akcji opierających się na zmyślnym i precyzyjnym wykorzystaniu linek. Poza tym w jednej ze scen Yeung wyrywa więzienną kratę i używa jej jako broni, co samo w sobie jest sceną wartą uwagi.

Minusem są tu z pewnością jednowymiarowi antagoniści oraz powracająca głupota lojalistów, którzy wpadają w nawet najmniej wymyślne pułapki wroga. Ciekawostką natomiast jest fakt ponownego w studiu wykorzystania motywu z Tako rzecze Zaratustra Straussa, którego wcześniej Cheh Chang użył z powodzeniem w The Duel. Tutaj pojawia się jego krótszy fragment i tylko raz, lecz skutecznie akcentuje moment przełomowy produkcji. Interesujące jest również jej zakończenie o raczej pesymistycznym wydźwięku, kojarzącym się nieco z produkcjami Changa.

Ostatecznie The Rescue oferuje udane połączenie akcji, z domieszką humoru i okazjonalnego dramatu ze szczyptą romansu. Jest to co prawda typowa pozycja w katalogu Shaw Brothers, lecz nie znaczy to, że jest to pozycja niewarta poznania; wręcz przeciwnie, każdy miłośnik wuxia powinien z przyjemnością spędzić czas przy filmie.

Duel of Fists aka Striking Fist aka Duel of Fist
Quan ji
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.10.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Li Ching, Sing Chan, Feng Ku, Wai Woo, Pawana Chanajit, Chung Wong, Chi-Hing Yeung i inni.

Kolejna produkcja Changa, w którym połączony magnetyzm gwiazd Chianga i Ti przykuwa do ekranu i przekłada się na ekstremalny komercyjny sukces. Kontynuując trend przenoszenia filmów akcji w nowoczesne czasy (który zresztą sam rozpropagował), Chang powraca do współczesności, gdzie poznajemy inżyniera budowlanego Ke Fana (David Chiang). Jest on także mistrzem kung fu, którego nauczył się od ojca prowadzącego szkołę sztuk walki. Ojciec niestety niedługo po rozpoczęciu się filmu przechodzi zawał serca i na łożu śmierci wyznaje, że w czasach studiowania różnych stylów walki mieszkał przez pewien czas w Tajlandii. Tam zaś związał się z kobietą, która urodziła im syna Lieh Wena (Lung Ti). Kiedy jednak mistrz wrócił do Hongkongu dumna Tajka zerwała z mężczyzną kontakt, zostawiając mu jedynie zdjęcie kilkuletniego dziecka. Teraz Fan wyrusza z zadaniem odszukania swojego starszego brata, wiedząc o nim tylko dwie rzeczy: że jest on zawodowym wojownikiem muay thai oraz że posiada na ręku charakterystyczny tatuaż.

Po wprowadzeniu klasycznie beztroskiej, lecz inteligentnej (i o sporym wyczuciu trendów modowych) postaci Chianga, następuje wprowadzenie postaci Ti. Wen zostaje przedstawiony jako kolejny shawowski młodzieniec o dobrym sercu, który wbrew sobie wplątał się w sieć korupcji, tym razem oplatającej sporty walki w Tajlandii. Jak się okazuje, funkcjonuje tam grupa przestępcza, zajmująca się wpływaniem na wyniki pojedynków. Jej przywódcą jest potężny wojownik, a ręką wymierzającą kary zawodnik muay thai posługujący się pseudonimem Armata (Feng Ku). Armata krnąbrnych przeciwników zabija na ringu, na oczach przekupionego lub zastraszonego sędziego. Fan, gdy przybędzie do Tajlandii, odnajdzie Wena bardzo prędko, jako że sam wejdzie w drogę gangowi. Zanim jednak dowie się, że jego nowy przyjaciel jest poszukiwanym przez niego bratem minie sporo czasu, gdyż z powodu podobieństwa tatuaży z innym zawodnikiem, Fan poszukuje niewłaściwej osoby.

W przeciwieństwie do poprzednich produkcji z Chiangiem i Ti w rolach głównych, Duel of Fists jest utrzymany w znacznie lżejszym tonie. Produkcja stanowi przy tym w pełni klasyczną pozycję kina kung fu, niewątpliwie wpływową na rozwój gatunku. Kojarzy się przez to bardziej z późniejszymi propozycjami niż ówczesnymi, co stanowi kolejne potwierdzenie świetnej intuicji Changa, co do kierunku rozwoju nie tylko katalogu Shaw Brothers, ale i kina w Hongkongu w ogóle. Z pewnością dla ówczesnych widzów zaletą były również obrazki z Tajlandii, reżyser oferuje bowiem dwie przyjemne sekwencje zwiedzania kraju, nie mające co prawda związku z fabułą, lecz świetnie budujące międzynarodowy charakter produkcji, a także wyróżniające film od większości propozycji studia często zamkniętych w małych przestrzeniach studyjnych. Oczywiście i tutaj wiele scen rozgrywa się w zamknięciu, lecz jest ich zdecydowanie mniej niż zwykle. Tego typu międzynarodowy charakter stanowił sporą zachętę dla hongkońskiej widowni, przekładającą się na wymierne rezultaty finansowe.

Fabularnie co prawda produkcja nie zachwyca, oferując widzom przewidywalne zwroty akcji i raczej jednowymiarowe postaci, lecz charyzmatyczni aktorzy, równe tempo narracji, osadzenie fabuły w Tajlandii oraz przyzwoite sceny walk składają się na pozycję, jaką fani kung fu z pewnością uznają za udaną, szczególnie zaś fani Chianga i Ti. Trochę rozczarowuje za to nikła obecność tajskich postaci; praktycznie wszyscy napotkani ludzie to albo Chińczycy, albo Tajowie akurat znający biegle chiński. Żałuję także, że Armata nie jest Tajem. Mimo że bardzo cenię Fenga Ku i lubię oglądać go na ekranie, to miło byłoby zobaczyć w tej roli prawdziwie tajskiego aktora/adepta muay thay. W filmie co prawda pojawia się jeden zawodnik grany przez Taja, jednak zostaje on szybko usunięty, a mógłby stanowić ważniejszą, urozmaicającą oglądanie znajomych twarzy postać.

Nie można przy tym milczeniem pominąć faktu, że ogromną zaletą jest wykorzystanie muay thai jako jednego z głównych stylów walki, obecnych w produkcji. Duel of Fists stanowi tym samym jeden z pierwszych przykładów sięgania po ten styl w kinie. Chang stara się przy tym prezentować pojedynki – szczególnie te na ringu – bardzo realistycznie i choć choreografia scen akcji od czasu do czasu zawodzi, w całości prezentuje się bardzo interesująco i nowatorsko. Należy też pochwalić Ti i Ku, że nauczyli się ciosów we wcześniej nie trenowanym przez siebie stylu i niemal wcale nie korzystają z klasycznych dla kina kung fu uderzeń, z jakimi są zwykle kojarzeni. Wszystko to sprawia, że Duel of Fists to kolejna udana produkcja reżysera, obowiązkowa do poznania przez wszystkich miłośników gatunku.

The Fly Dragon Mountain aka Flying Dragon Mountain
Fei long shan
reżyseria: Hung-Min Chen
scenariusz: Chung Wong
choreografia scen akcji: Yiu-Kwan Poon i Shih-Wei Chen
studio: Union Film
premiera: ??.??.1971

Obsada: Steve Chan, Meng-Hua Yang, Hsiang-Ting Ko, Chien Tsao, Shih Chin, Hui-Lou Chen, Ming Kao, Chung-Shan Wan i inni.

Jak przystało na film wuxia z tajwańskiego studia Union Film, The Fly Dragon Mountain cechuje się zarówno wyraźnymi potknięciami realizacyjnymi, ale także estetycznym wyczuciem. Produkcja rozpoczyna się od przypadkowego spotkania pani Yun (Ping-Yu Chang), jej małej córeczki Hui Fang He oraz sługi (Ming Kao) z dzieckiem o imieniu Lao Hu Ba. Jako, że matka chłopaka jest ciężko chora pani Yun daje mu swoją cenną jadeitową ozdobę, informując go, że jeśli przyjdzie z nią do jej twierdzy, otrzyma tam pieniądze na leczenie matki. Pech chce, że niedługo później jej posiadłość zostaje zaatakowana przez bandytów. Ona sama ginie, a jej mąż (Chien Tsao) zostaje oszpecony w pożarze. Tymczasem matka Ba zostaje zabita przez złodzieja, a jadeitowy medalion skradziony.

Dziesięć lat po tamtych wydarzeniach Lao Hu Ba (Steve Chan) jest potężnym szermierzem, znanym w Świecie Sztuk Walki jako Tygrys z Pochwą (na miecz). Nieustannie poszukuje mordercy swojej matki i niebawem prowadzone przez niego śledztwo kieruje go do męża pani Yun. Niestety, z powodu nieporozumienia dwóch mężczyzn zaczyna ze sobą walczyć, co wynika przypadkową śmiercią starszego z nich. Dopiero gdy Ba spotyka się ze sługą rodziny Yun i Hui Fang He (Meng-Hua Yang), dowiaduje się, że znalazł niewłaściwą osobę. Bojąc się przyznać do błędu, obiecuje pochwycenie mordercy ojca He, co uczynić ma po tym, jak ukarze zabójcę swojej matki.

Spora część filmu cechuje się świetnym wyczuciem dramatycznym. Przez niemal godzinę czasu trwania, Chen unika ekspozycyjnych scen, prezentuje minimalistyczne dialogi, a fabułę kieruje w stronę kryminału zamkniętego w ramach gatunkowych kina wuxia. Wraz ze świetną ścieżką dźwiękową i udanymi zdjęciami The Fly Dragon Mountain szybko zaczyna więc prezentować się jako intrygujący przykład nieco innego podejścia do gatunku. Niestety, im dłużej film trwa, tym bardziej zaczynają wyłaniać się jego niedoskonałości. Po pierwsze, pod koniec wspomnianej godziny fabuła z tajemniczego kryminału zaczyna przechodzić w nużące połączenie ckliwego romansu, chaotycznie rozpisanych finałów wątków dotyczących morderstw, kilku pretekstów oraz nielogicznych zachowań bohaterów. Wraz z niezbyt udanymi choreografiami scen akcji – okaleczanymi zarówno przez niewielkie zdolności w kontekście sztuk walki aktorów, jak przez poszarpany montaż – produkcja z ciekawej stopniowo przeradza się w nużącą.

Nie pomaga dość mała charyzma Chana w roli protagonisty, który dopóki zachowuje się jak tajemniczy szermierz wypada udanie, lecz gdy trzeba zaprezentować większą paletę emocji, na jaw wychodzą jego niedostatki. Najciekawiej spośród aktorów prezentuje się Shan-Chung Wan w roli uzdolnionego w sztukach walki złodzieja, współpracującego z głównym antagonistą, w którego wcielił się się Hui-Lou Chen. Wan jest jak zawsze pełnym energii wojownikiem o przeszywającym spojrzeniu, sprawiającym, że z łatwością zapisuje się w pamięci widza.

The Fly Dragon Mountain jest zatem produkcją, która po interesującym początku i intrygującym przedstawieniu kryminalnej zagadki, zbyt prędko zaczyna pogrążać się w nijakości, powodowanej brakiem pomysłów na dalsze prowadzenie fabuły. Choć więc początkowo wydaje się, że mamy do czynienia ze świetnym przykładem kina wuxia, ostatecznie okazuje się niestety, że oglądamy zwyczajnego średniaka.

Lady with a Sword
Feng Fei Fei
reżyseria: Pao-Shu Kao
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han i Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 15.10.1971

Obsada: Lily Ho, James Nam, Yuen-Man Meng, Hsieh Wang, No Chai, Jing Lin, Sha-Fei Ou-Yang, Pang-Fei Lee i inni.

Lady with a Sword rozpoczyna się niczym typowa dla Shaw Brothers wuxia i mimo że w gruncie rzeczy taką pozostaje, to – nie licząc czasem niezachwycających scen akcji – jest to bardzo solidna produkcja, konsekwentnie i w przemyślanym kierunku rozwijająca fabułę, zabierając ją tam, gdzie filmy studia rzadko zaglądały. Brak nadmiernego pośpiechu pozwolił dodatkowo Kao ustrzec się logicznych dziur i kuriozalnych zbiegów okoliczności, co wynikło jednym z pełniej zrealizowanych wuxia od Shawów.

Film zaczyna się od razu od tragedii; oto chłopak zmierza z matką do rodzinnej posiadłości rodu Fengów po tym jak mąż kobiety został brutalnie zabity przez wojownika posługującego się rzucanymi sztyletami. Pech chce, że na szlaku natykają się na grupkę zbirów. Kobieta ma zostać zgwałcona (co ciekawe, rozbierana jest za pomocą cięć mieczem, niczym kobiety w serii filmów o Nemurim Kyōshirō), gdy jednak stawia opór zostaje zamordowana. Rannemu chłopcu udaje się uciec i dostać do wspomnianej posiadłości. Mistrzów niestety w niej nie zastaje, gdyż wyjechali do innej posiadłości – należącej do zaprzyjaźnionego z Fengami rodu Bai, także mistrzów sztuk walki. Chłopak zastaje za to swoją młodą i piękną ciotkę Fei Fei Feng (Lily Ho), będącą zarazem siostrą jego zabitej matki. Dziewczyna, sama będąc mistrzynią sztuk walki, decyduje się ruszyć z misją zemsty i znaleźć winnych. Wraz z dzieckiem odszukują przestępców w miejscowym domu publicznym i podczas walki okazuje się, że poszukiwanym przez nich złoczyńcą jest Jin Lian Bai (James Nam), syn z rodu Bai; co gorsza, Fei Fei jest jego przyobiecaną żoną.

Produkcja bardzo ciekawie wykorzystuje fakt relacji protagonistki z antagonistą. Jako że ostatnio widzieli się za czasów dzieciństwa, a na dodatek dziewczyna podróżuje w męskim przebraniu, to początkowo nie są świadomi swoich tożsamości. Dziewczyna dowiaduje się prawdy przed mężczyzną, co tylko pogarsza sprawę, gdyż z szacunku do jego rodziców, decyduje się go aresztować zamiast zabić. Bai tymczasem – wraz z potężnymi złoczyńcami, którzy sekretnie wykorzystują go do swoich celów – próbuje różnymi metodami pozbawić życia zarówno Feng, jak i chłopaka. W tym kontekście bardzo dużą zaletą są wyjątkowo żywo zarysowane postaci. Skonfliktowana Feng, zupełny socjopata Jin, nawet osierocony dzieciak (a nie przepadam za dziecięcymi postaciami w wuxia i kung fu), choć czasem wdaje się w lekko humorystyczne walki, zostaje bardzo pomysłowo wykorzystany w filmie, stając się pod koniec katalizatorem tragicznego finału. Ten jest co prawda spodziewany, lecz mimo to i tak zawiera kilka niespodzianek, a o to w wuxia było już wtedy coraz trudniej. Na uwagę zasługuje także matka antagonisty, która niezależnie od złych uczynków syna wszystko mu wybacza i za wszelką cenę nie chce dopuścić do jego aresztowania. Przedstawia się przez to jako najbardziej negatywna z postaci, zdolna do każdego zła byleby tylko jej ukochany syn pozostał bezpieczny.

Lady with a Sword to w moim uznaniu świetny film wuxia, w którym niedostatki w scenach akcji powodowane brakiem wymaganych zdolności przez aktorów, są wynagradzane zaskakująco interesującą fabułą, gdzie czuć, że gra toczy się o coś ważnego, co sprawia, że rzeczywiście zależy nam na życiu bohaterów. Jest to przy tym pierwszy film w reżyserii Kao, która sama będąc kobietą przedstawiła realistyczn(iejsz)e portrety żeńskich postaci. Również przejście tematyczne z ratowania narodu czy ścigania kuriozalnie potężnych złych mistrzów na próbę doprowadzenia pospolitego przestępcy przed oblicze prawa, mimo umieszczenia kilku klasycznych dla wuxia postaci, wynikło produkcją sprawiającą wrażenie świeżej i nawet zawsze irytujące mnie sekwencje fast motion nie przeszkadzają zanadto w jej odbiorze. Polecam każdemu fanowi gatunku.

Swordsman at Large
Xiao shi yi lang
reżyseria: Tseng-Hung Hsu
scenariusz: Long Ku
choreografia scen akcji: Min-Hsiung Wu
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.10.1971

Obsada: Wang Wai, Tina Chin Fei, Margaret Hsing, Shen Tsou, Hsiao-Pao Ko, Ping Liu, Yu-Min Ju, Sammo Hung i inni.

Xiao Włóczęga to praworządny wojownik, który zostaje wplątany w intrygę Wesołego Króla – potężnego mistrza, który korzysta z impostorów Xiao aby siać terror i czynić niegodziwe uczynki. Jego celem jest zdobycie Jeleniego Noża – niezwykle potężnej broni, na którą chęć ma także znajoma Xiao, również potężna wojowniczka. Xiao i ostrza poszukują także praworządni wojownicy Lian i jego piękna kuzynka, którzy sądzą, że protagonista jest bandytą. Z powodu nieprzewidzianych zdarzeń kuzynka wojownika i Xiao zakochują się w sobie, jednak mistrzowie sztuk walki po obu stronach konfliktu nie mają zamiaru zostawić ich w spokoju.

Nie będę poświęcał omawianiu produkcji zbyt wiele czasu. Klasyczna dla Shaw Brothers fabuła nie jest tu bowiem zbyt interesująca, sceny akcji prezentują się zaskakująco sztucznie i są pozbawione energii, której brak jest także niezbyt charyzmatycznym aktorom. O ile aktorki jeszcze potrafią wykrzesać z siebie więcej zdolności, o tyle aktorzy wypadają nadto nijako. Ostatecznie Swordsman at Large jest filmem wuxia tylko dla największych fanów gatunku. Na uwagę zasługuje jedynie przewodni motyw muzyczny rodem z włoskiego westernu.

The Professional Killer aka The Assassin
Da sha xing
reżyseria: Chi Hsin
scenariusz: Hsiang-Kan Chu
studio: Lee Ming Film
premiera: ??.??.1971

Obsada: Yu Wang, Tian Miao, Ming Lui, Yung-Yung Chin, Yu-Min Ko i inni.

W 1971 roku tajwański reżyser Chi Hsin skończył karierę filmową realizacją dwóch produkcji wuxia: stworzonego dla niezależnego studia Lee Ming Film The Professional Killer oraz zrealizowanego dla Shaw Brothers Shadow Girl. Po 8 latach, w 1979 roku, Hsin zdecydował się przerwać emeryturę aby nakręcić jeszcze jeden – tym razem już naprawdę ostatni – film, którym była niezależna produkcja sztuk walki zatytułowana Drunk Fish, Drunk Frog, Drunk Crab. Nie osiągnęła ona większego sukcesu, co może tłumaczyć dlaczego jego powrót był tak krótkotrwały.

The Professional Killer jest jednak pamiętany nie ze względu na osobę reżysera, lecz odtwórcę głównej roli. Był nim popularny Yu Wang, który po odejściu od Shaw Brothers nieustannie pilnował aby jego nazwisko – mimo że musiał pracować w Tajwanie i zwykle z małymi studiami – nie zostało zapomniane. Wang w 1971 roku pojawił się w siedmiu produkcjach, z których w sześciu grał główne role, a w jednej dzielił ekran z Shintarō Katsu. Spośród tej siódemki The Professional Killer jest w moim uznaniu najgorszą propozycją, choć wciąż nie pozbawioną zalet. Pierwszą z nich jest czołówka, podczas której poznajemy tytułowego zabójcę He-Ganga Lu (Yu Wang), wykonującego zlecenie zabicia pary kochanków. Charakterystyczna maniera aktorska Wanga w połączeniu z dumnymi słowami, jakie wypowiada grana przez niego postać natychmiast wynika obrazem zimnego mordercy. Obraz ten zostaje jednak szybko uzupełniony pierwszymi rysami: waha się podczas ataku na kobietę, którą pewnie zostawiłby przy życiu, gdyby ta nie próbowała go zabić, gdy Lu odwrócił się do niej tyłem.

Okazuje się zatem, że protagonista po każdym zadaniu coraz głębiej zapada się w nihilistycznym marazmie. Zarobione pieniądze przetraca na grach hazardowe i alkohol, sprzedaje nawet swój miecz by mieć czym zapłacić za wino. Pech chce, że podczas wędrówki natyka się na grupę brutalnych złodziei; jego prędkie rozprawienie się z nimi nie umyka uwadze Da-Hai Chengowi (Ming Lui), mężczyźnie, który wcześniej zakupił wspomniany miecz. Okazuje się, że Cheng należy do gangu, który z chęcią wykorzysta zabójcze zdolności Lu. Ten przystaje na ich ofertę, lecz gdy jednym z wyznaczonych do zabicia celów okazuje się być jego brat oraz z powodu poznania pięknej Yin Hsiao (Yung-Yung Chin), zaczynają w nim kiełkować chęci odejścia ze świata przemocy, co oczywiście nie podoba się jego szefom.

Choć zarys fabularny prezentuje się o wiele ciekawiej niż większości produkcji wuxia, to jego zaprezentowanie niestety nazbyt udane nie jest. The Professional Killer prowadzi widza ścieżkami łatwymi do przewidzenia, a status Lu jako antybohatera nie ma praktycznie żadnego znaczenia, gdyż poza kilkoma scenami, gdzie zmaga się z wyrzutami sumienia jest on – poza introdukcją – prowadzony jak zwyczajowy protagonista filmów wuxia. Rozwój fabuły ustępuje też miejsca ilości scen sztuk walki, które w większości niestety nie prezentują zbyt wysokiego poziomu wykonania. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że obecnie produkcja jest dostępna jedynie w słabej jakości kopii ze zmienionym formatem obrazu, to i tak łatwo spostrzec, że większość scen akcji jest filmowana w zbyt bliskiej odległości, zwyczajnie nie pozwalającej na obserwację wszystkiego co się dzieje. Sprawia to, że widz jest często zmuszony do oglądania czegoś, co wygląda raczej na chaotyczne wymachiwanie mieczem niż pełnowartościową scenę sztuk walki. Oglądający stopniowo traci przez to kontakt emocjonalny z produkcją, co przekłada się na jej odbiór jako monotonnej.

The Professional Killer to zatem pozycja o sporym potencjale, interesującym punkcie wyjścia i kilku udanych rozwiązaniach fabularnych. Niestety, z powodu zadowalania się korzystaniem z klisz gatunkowych, nieudanej prezentacji większości scen akcji i braku reżyserskiego zmysłu pozostaje jedynie produkcją wartą rekomendacji wyłącznie dla fanów Yu Wanga i największych fanatyków wuxia.

Vengeance of a Snow Girl aka A Daughter's Vengeance
Bing tian xia nu
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Kuang Ni i Wei Lo
choreografia scen akcji: Simon Chui i James Tin
studio: Shaw Brothers
premiera: 29.10.1971

Obsada: Ching Li, Hua Yueh, Feng Ku, Feng Tien, Lisa Chiao, Paul Chang, Chung-Hsin Huang, Kwan Lee, Wei Lo, Sammo Hung i inni.

Kolejny film Lo to trwająca niemal dwie godziny produkcja opowiadająca o tajemniczej dziewczynie Ping Hong Shen (Ching Li), której fakt że straciła władzę w nogach niezbyt przeszkadza w byciu potężnym wojownikiem. Porusza się na dwóch rzeźbionych, jadeitowych – jak się domyślamy – laskach, w których skrywa legendarny Miecz Jadeitowego Feniksa, jedną z najpotężniejszych broni w Świecie Sztuk Walki. Jej misją jest zabicie czterech mistrzów za to, że w przeszłości zamordowali jej rodziców. Jednym z owych mistrzów jest Gao (Feng Tien), potężny wojownik, posiadający dwóch praworządnych synów. Jeden z nich, Tien-Ying Gao (Hua Yueh), przypadkiem spotyka tytułową dziewczynę i choć w pierwszej chwili nic na to nie wskazuje (tym bardziej, że ta początkowo jest przebrana za mężczyznę), to spotkanie okazuje się być zaczątkiem świetnie przedstawionego romansu.

Dość prędko okazuje się także, że sam mistrz Gao jest praworządnym człowiekiem. Pragnie on spotkać się z Shen, aby wyjaśnić dawne zaszłości, jednak ta – żyjąca pragnieniem zemsty przez wiele lat – nie chce nawet słuchać starego mistrza. Największym problemem okazuje się jednak inny ze starych mistrzów: Złoty Wojownik Tung (Feng Ku), który wraz ze swoją okrutną córką (Lisa Chiao) pragnie zabić Shen i samemu wejść w posiadanie Miecza Jadeitowego Feniksa.

Lo dzieli film na dwie części; przez pierwszą godzinę obserwujemy zmagania Shen widziane na zmianę z jej perspektywy i z punktu widzenia Tien-Yinga Gao, czasem tylko zaglądając do knowań złych mistrzów, które pomagają utrzymać suspens. Po godzinie jednak, kiedy na dobre już zaczyna kiełkować romans między młodym Gao i Shen, film wkracza na terytorium przygodowego fantasy, kiedy to młodzi wojownicy udają się wpierw po chroniącą od gorąca zbroję, w celu wejścia do wulkanu, gdzie znajduje się mistyczna perła chroniąca właściciela przez zamarznięciem w magicznym śnieżnym polu, gdzie z kolei znajduje się staw o właściwościach, które pozwolą Shen odzyskać władzę w nogach. Źli mistrzowie oczywiście w tym czasie nie śpią i z pomocą wynajętych wojowników ruszają za bohaterami w pościg.

Vengeance of a Snow Girl okazuje się być nie tylko interesującą produkcją fabularnie, lecz także zaskakująco udaną technicznie i narracyjnie. Lo doskonale stopniuje napięcie, pozwalając sobie na płynne przechodzenie między pomysłami klasycznymi dla shawowskich wuxia, a motywami shenghuai. Doskonale przy tym prezentuje się finał, kiedy to Lo i Ni korzystają z klisz gatunku i oczekiwań widza, aby ostatecznie zaskoczyć go rozwiązaniem ostatnich scen. Zanim dojdzie do finału również wcześniej jest tu wiele innych interesujących pomysłów. Gdy spotykamy Shen po raz pierwszy jest ona bezlitosnym mordercą, co sprawia, że trudno traktować ją jako pozytywnego bohatera; co więcej jest niezwykle arogancka i choć Li ze swoją dziewczęcą urodą i uroczym, nawet jeśli ironicznym uśmiechem, nie wzbudza tak ostrej reakcji jak Nora Miao w The Comet Strikes, to wciąż nie jest postacią, którą da się łatwo lubić. Zmienia się to jednak stopniowo na przestrzeni filmu, gdy z wolna – pod wpływem młodego Gao – dziewczyna staje się coraz bardziej praworządna i szanująca życie innych. Obserwacje widza co do jej natury potwierdza niebawem sam Gao, radośnie reagujący na okazywaną przez Shen litość wobec jej przeciwników. Jest to o tyle interesujący zabieg, że nie tylko udanie przedstawia psychologiczną metamorfozę jednej z głównych postaci, lecz nadaje także wagi tym wszystkim bezimiennym ofiarom mistrzów sztuk walki, jakich krocie pada w filmach wuxia i stanowi pozytywny obraz szacunku dla ludzkiego życia, wobec którego czasem nawet najbardziej pozytywni bohaterowie (vide The Comet Strikes czy The Anonymous Heroes) podchodzą nader nonszalancko.

Poza tym, dzięki faktowi powoli dokonującej się zmiany w jej charakterze oraz poprzez fakt, że Shen jest niepełnosprawną osobą Vengeance of a Snow Girl pozwala lśnić Li w pełni jako aktorce. Na łamach Kinomisji przewinęło się już sporo produkcji wuxia z jej udziałem, jednak w żadnej nie zatrzymywałem się na dłużej przy Li, która często pełniła – nie umniejszając jej zdolnościom ani popularności – rolę obligatoryjnej ślicznej twarzy, ewentualnie romantycznej partnerki protagonisty, z rzadka tylko chwytając miecz. W Vengeance of a Snow Girl prezentuje się zaś jako w pełni utalentowana aktorka, charyzmatyczna, z łatwością przechodząca ze scen dramatycznych poprzez sceny akcji do romantycznych, wypadająca bardziej realistycznie w scenach sztuk walki niż jej koleżanki ze studia oraz posiadająca wyjątkową urodę. Oczywiście w jej silnej prezencji ekranowej spora zasługa samego Lo, który nie szczędzi zbliżeń na twarz Li skrzętnie wykrywając nawet najdrobniejsze zmiany jej nastroju, zatrzymując na niej kamerę często dłużej niż zwykł to robić nawet w produkcjach z Pei-Pei Cheng.

Choreografie scen walk są tu pomysłowe, korzystające z mnóstwa trików związanych z nadnaturalnymi wyskokami postaci, na szczęście nigdy nie popadają w groteskę. Sekwencje walk z Li są o tyle ciekawe, że nie ma ona możliwości zbytniego poruszania się, więc oprócz wyskoków (używa lasek, żeby się „wystrzelić” w powietrze) stoi zwykle w miejscu stawiając opór agresorom dzięki mistrzowskiemu posługiwaniu się mieczem. Oczywiście wymaga to pewnych umowności (np. jej przeciwnicy zwykle zaczynają atak celując w jej głowę, czyli miejsce najłatwiejsze do zrobienia uniku), lecz ogólnie sekwencje sztuk walki prezentują się bardzo udanie.

Jedyne wady to niektóre z efektów specjalnych (zamarzający ludzie czy wnętrze wulkanu wyglądają dość kiepsko) oraz jeden z pomysłów fabularnych, którego tutaj nie zdradzę coby zbytnio nie psuć zabawy. A zabawy jest tu wiele, każdy miłośnik wuxia w starszym stylu winien więc sprawić sobie przysługę i po Vengeance of a Snow Girl czym prędzej sięgnąć.

Rider of Revenge
Wan li xiong feng
reżyseria i scenariusz: Ting-Wu Hsiung
choreografia scen akcji: Yiu-Kwan Poon
studio: Union Film i International Film Production
premiera: ??.??.1971

Obsada: Polly Shang-Kuan, Peng Tien, Pin Chiang, Tian Miao, Chung-Shan Wan, Han Hsieh, Yu-Min Ko, Mao Shan i inni.

Rider of Revenge to tajwański film wuxia rozpoczynający się wykradzeniem z więzienia potężnego złoczyńcy Fu Tinga (Tian Miao). Na około godzinę przed wykonaniem wyroku śmierci zostaje on nagle uprowadzony przez trzech złych mistrzów, m.in. posługującego się „niedźwiedzią łapą” Ho (Han Hsieh) i posiadającego zdeformowaną twarz mistrza walki włócznią (Yu-Min Ko). Jak się prędko okazuje ich uczynek nie jest motywowany chęcią pomocy Tingowi, którego sztuki walki są zablokowane z powodu spętania go łańcuchami w więzieniu, lecz są oni wojownikami w służbie potężnego Kao (Chung-Shan Wan). Kao jest zaś bezlitosnym przestępcą posługującym się wachlarzem z ukrytymi ostrzami, chcącym zmusić Tinga do wyjawienia miejsca ukrycia swoich łupów.

Na poszukiwania Tinga rusza Ling Hua Liu (Polly Shang-Kuan), córka głównego oficera straży i mistrzyni sztuk walki, walcząca giętkim mieczem. Podejrzewa ona, że za pomoc złoczyńcy jest odpowiedzialny tajemniczy szermierz Chen Lung (Peng Tien). Ten faktycznie chciał wykraść Tinga z więzienia, lecz został uprzedzony przez ludzi Kao. Teraz ten posiadający ogromne zdolności sztuk walki szermierz także – z nieznanych nam powodów – ściga złoczyńcę. Jakby tego było mało, z więzienia chciał Tinga wydostać także szlachetny, posługujący się biczem i sztyletem Ru Feng Wei (Pin Chiang), który także chce zmusić Tinga do wskazania kryjówki z pieniędzmi, lecz nie z powodu własnej chciwości a z chęci przekazania ich ofiarom trwającej właśnie w Hopei powodzi. Trójka bohaterów będzie zatem rywalizować ze sobą nawzajem, jak i z okrutnym Kao, formując czasem sojusze, w celu przechytrzenia wszystkich złoczyńców, a czasem krzyżując ze sobą miecze.

Rider of Revenge jest filmem skupiającym się przede wszystkim na sekwencjach sztuk walki. Po dość nastrojowym wstępie i starciu ze strażnikami więziennymi, produkcja co kilka minut prowadzi w jakąś krótszą potyczkę, aż do chwili pierwszego spotkania wszystkich postaci w klasycznej dla gatunku karczmie należącej do organizacji Kao (gdzie karczmiarz okazuje się być mistrzem sztuk walki, korzystającym z ukrytych rzutek i ostrzy pochowanych w liczydle). Dla Hsiunga jest to doskonały pretekst do stworzenia kilkunastominutowego pasma sekwencji starć zarówno z grupami bezimiennych pomagierów złoczyńców, jak i pojedynków między głównymi postaciami, gdzie każdy będzie walczył z każdym, pojawią się pożary i fale wojowników z pochodniami. Później również starć nie brakuje (na szczególną uwagę zasługuje pojedynek między Tingiem i Kao), lecz film nigdy nie wraca już do tak rozbudowanych sekwencji.

Niestety, ilość pomysłów nie przekłada się na ich jakość. Choć bowiem produkcje ze studia Union często wyróżniają się intrygującymi pomysłami stylistycznymi czy fabularnymi, to – poza filmami Kinga Hu i Yu Wanga – zwykle powodują uczucie rozczarowania choreografiami scen akcji. Są one zwyczajnie powolne, pozbawione energii i sprawiające wrażenie sztucznych. Mimo więc faktu że kilka starć wypada zadowalająco, większość jest zdecydowanie anachroniczna i znacznie ustępuje konkurencji z Hongkongu.

Produkcja nie zachwyca także fabularnie. Mimo że przedstawia pokaźną paletę postaci i pod koniec porusza wątek relacji matka-syn w próbie uczłowieczenia Tinga, to skupienie się na długich sekwencjach sztuk walki nie pozostawia wiele czasu na rozwój ani charakterów, ani ogólnej fabuły. Tym samym Rider of Revenge jest filmem z solidną obsadą aktorską, nader udaną ścieżką dźwiękową, interesującymi pomysłami, które pod warstwą gubiących energię choreografii i niezbyt zajmującej fabuły sprawiają, że produkcję trudno określić inaczej aniżeli średnią i polecić ją jedynie największym miłośnikom gatunku.

The Big Boss aka Fists of Fury
Wielki szef
Tang shang da xiong
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han
studio: Golden Harvest
premiera: 31.10.1971

Obsada: Bruce Lee, Maria Yi, James Tin, Kwan Lee, Ying-Chieh Han, Wing Lau, Shan Kam, Nora Miao i inni.

Wei Lo w 1971 roku nie próżnował i po świetnym wuxia dla Shaw Brothers spróbował sił w kung fu zrealizowanym dla studia Golden Harvest. Lo już wcześniej udowadniał, że potrafi tworzyć, nawet jeśli nieszczególnie udane, to popularne kino rozrywkowe, osiągające sukcesy w box officie, o czym świadczyły m.in. jego produkcje nawiązujące do przygód Jamesa Bonda, które reżyserował jeszcze kilka lat temu. Później zaś skupił się wyłącznie niemal na filmach wuxia, stopniowo pokazując się jako coraz lepszy reżyser i scenarzysta. Wymagania rynku stopniowo ulegały jednak zmianom. Wraz z sukcesami produkcji Cheh Changa osadzonymi w czasach porewolucyjnych (jak świetny Vengeance!) czy współczesnych (jak przebojowy The Duel of Fists), wyraźnie dało się spostrzec rosnące zainteresowanie widowni kinem kung fu, powracającym po kilkuletniej przerwie do łask. Golden Harvest bezpośrednio zainspirowane sukcesem osadzonego w Tajlandii The Duel of Fists ze studia Shaw Brothers, zdecydowało się przenieść akcję swojej nowej produkcji do tego samego kraju. Jednak w przeciwieństwie do konkurenta zamiast metropolii wybrało małomiasteczkowe tereny, dzięki czemu niemal cały film został nakręcony w lokacjach i miejscach istniejących poza studiem filmowym, co przełożyło się na większe wrażenie realizmu produkcji oraz towarzyszące jej większe wrażenie brudu niż w dotychczasowych propozycjach zarówno Shaw Brothers, jak i Golden Harvest.

Główną rolę w filmie miał zagrać James Tin, a na pozycję reżysera początkowo wybrano Chia-Hsianga Wu. Do produkcji zaangażowano także Bruce'a Lee, który wrócił do Hongkongu niezadowolony z propozycji aktorskich, jakie otrzymywał w Los Angeles. Raymond Chow (założyciel i główny producent w Golden Harvest) czuł, że nowe propozycje Shaw Brothers mocno zagrażają jego studiu, stąd też jeszcze zanim Lee wyleciał z Ameryki, Chow wysłał tam swoją producentkę Liu-Liang Hua (żonę Weia Lo), aby sfinalizowała umowę z Lee, którą aktor omówił wcześniej telefonicznie. Lee ostatecznie podpisał kontrakt na zagranie w trzech filmach dla Golden Harvest; pierwszym miał być Wielki szef, na pozostałe wtedy jeszcze nie było pomysłu.

Chow chciał aby Lee od razu poleciał do Bangkoku na plan zdjęciowy, lecz Lee wcześniej odwiedził Hongkong, gdzie spotkał się z przedstawicielami Shaw Brothers w celu omówienia ewentualnych możliwości współpracy i stworzenia filmu, w który żadne z wielkich studiów nie byłoby zaangażowane. Powodem takiego zainteresowania osobą Lee przez Chowa i producentów z Shaw Brothers był fakt, że serial z jego udziałem – The Green Hornet (1966-1967), gdzie grał pomocnika tytułowego bohatera, osiągnął w Hongkongu ogromny sukces; większość widzów oglądała go zaś właśnie ze względu na Lee, a nie amerykańskich aktorów, co ugruntowało jego pozycję w Hongkongu. Świadczy o tym też fakt, że nawet gdy Lee już przybył do Tajlandii by grać w Wielkim szefie, przedstawiciele Shaw Brothers i tajwańskich studiów wciąż się z nim kontaktowali, oferując intratne propozycje, mające skłonić go do porzucenia pracy w Golden Harvest. Proponowano mu nawet pomoc prawników, którzy mieli walczyć ze studiem Chowa w sądzie, gdzie najpewniej sprawa wylądowałaby, jako że Lee miał już podpisany kontrakt z jego studiem. Lee oczywiście nie wyraził zgody i pozostał na planie Wielkiego szefa. Produkcja filmu okazała się jednak dość problematyczna: miejsce, w którym stworzono plan zdjęciowy znajdowało się w biednym miasteczku, gdzie roiło się od drobnych zbirów, komarów i karaluchów, brak za to było dobrego jedzenia. Lee tracił na wadze z powodu niedożywienia, a przekrzykując na planie różne dźwięki otoczenia tracił też kilka razy głos. Wybór takiego miejsca (przy parku narodowym Khao Yai) miał jednak jedną niewątpliwą zaletę: nie wymagał od Golden Harvest większych nakładów finansowych.

Kolejnym problemem okazał się być sam Wu, reżyser filmu. Prędko popadł w konflikt ze studiem, co do wizji produkcji. Mówi się, że był zbytnim tradycjonalistą. Zastąpił go więc wiecznie zapracowany Lo, który – jak pamiętamy – wyreżyserował także poprzedni film dla studia, mianowicie The Comet Strikes z Norą Miao, która w Wielkim szefie pojawia się w epizodycznej roli dziewczyny sprzedającej napoje w przydrożnym stoisku. Lo – autor scenariusza – jako reżyser dokonał kilku zmian, z czego największą było wysunięcie Lee na pierwszoplanowego aktora i przesunięcie Tina na pozycję drugoplanową. Tin bierze więc udział we wszystkich scenach akcji poprzez pierwsze ponad trzydzieści minut czasu trwania, po czym zastępuje go Lee. Choreografie z udziałem Tina i choreografie z udziałem Lee przy tym znacząco od siebie odstają. O ile Tin walczy w klasycznym stylu dla ówczesnych produkcji, o tyle Lee (który wpłynął na kształt sekwencji akcji ze swoim udziałem), zwykle rozprawia się z przeciwnikami za pomocą pojedynczego, potężnego ciosu, prezentując się nadto odmiennie od innych popularnych wtedy gwiazd kung fu, takich jak David Chiang, Lung Ti czy Yu Wang.

Na planie nieraz zdarzyło się, że Lee i Lo nie zgadzali się ze sobą w niektórych kwestiach. Lee przede wszystkim był przeciwny wykorzystaniu tradycyjnych trampolin i materaców używanych aby symulować nadnaturalne wyskoki postaci, nie podobała mu się scena przebicia przeciwnikiem ściany przez protagonistę o nieco komediowym charakterze oraz nie chciał aby jego postać zadawała się z prostytutkami; we wszystkich tych kwestiach Lo nie dał się przekonać i postawił na swoim. Ostatecznie wszystkie te trudności na planie zostały wynagrodzone faktem, że film odniósł ogromny sukces nie tylko w Hongkongu, ale też i w innych terytoriach, gdzie był pokazywany (m.in. w Singapurze i Malezji), co pomogło w kolejnych miesiącach na organizację pokazów na całym świecie. W ten sposób Wielki szef niejako ostatecznie poświadczył, że kino kung fu wchodzi w fazę dominacji box office'u i nawet absolutnie genialny Dotyk zen Kinga Hu, mający premierę niedługo po premierze nowej produkcji z Golden Harvest, nie mógł tego zmienić.

Warto też dodać, że produkcja istnieje z trzema różnymi ścieżkami dźwiękowymi. Wspomnę tu o dwóch: wersja na rynek mandaryński ma tradycyjną ścieżkę dźwiękową niezbyt odmienną od innych ówczesnych filmów; natomiast wersja kantońska stworzona w 1982 roku (w dużej mierze wykorzystująca muzykę Josepha Koo stworzoną w 1974 roku do wersji na rynek japoński) to świetny soundtrack – wykorzystujący m.in. fragmenty utworów Pink Floyd i King Crimson – kojarzący się momentami z włoskim kinem gatunkowym.

Fakt posiadania przez film kultowego statusu oraz jego oszałamiających sukcesów komercyjnych w Azji nie oznacza jednak, że Wielki szef jest doskonałą produkcją. Choć niewątpliwie wyróżnia się wrażeniem większego realizmu dzięki filmowaniu niemal wszystkich scen poza studiem oraz dzięki charyzmatycznej kreacji Lee, który – szczególnie w finale nakręconym w bliższych kadrach (wybranych z powodu kontuzji aktora) – prezentuje się nader monumentalnie. Poza tym jednak, Wielki szef oferuje widzom dość klasyczne sekwencje scen akcji (szczególnie te z Tinem), które często nie wytrzymują porównania z eksplozjami energii z filmów Changa. Fabuła jest tu nadto prosta – opowiadająca o walce z tytułowym szefem, który wykorzystuje miejscową fabrykę lodu do przemytu narkotyków, podczas gdy pozytywne postaci co chwila wykazują się zaskakującą naiwnością. Ponadto Lo często nie ma pomysłu na popchnięcie akcji do przodu i ucieka się do zbiegów okoliczności, wynikających zwykle z nierealistycznej głupoty zarówno postaci pozytywnych, jak negatywnych. W pewnym momencie, gdy fabuła na moment utyka w martwym punkcie, postać grana przez Lee spotyka się z prostytutką, która nagle zdradza mu niemal wszystkie informacje na temat złoczyńców. Lo nigdy nie wzbijał się na wyżyny w pisaniu scenariuszy, lecz jego prace pisane we współpracy z innymi twórcami potrafiły wyniknąć interesującymi fabułami, czego przykładem jest jego poprzednia produkcja – Vengeance of a Snow Girl.

Wielki szef jest zatem historycznie istotnym filmem dla rozwoju gatunku kung fu, lecz jest także filmem dalekim od świetności. Mimo nieco gorszych zdolności w kwestii znajomości sztuk walki przez Davida Chianga czy Lunga Ti, to na tym etapie wciąż produkcje z ich udziałem prezentują się energiczniej niż propozycje z Golden Harvest. Mimo to nie da się ukryć, że widownia masowo odpowiedziała na kreację aktorską Bruce'a Lee, co pozwoliło Golden Harvest nie tylko dogonić dominującego do tej pory rywala, lecz także go wyprzedzić w box office'owych wynikach.

Duel for Gold
Huo bing
reżyseria: Yuen Chor
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Simon Chui i Chung-Hok Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 06.11.1971

Obsada: Ivy Ling Po, Ping Wang, Han Chin, Yu Chang, Lieh Lo, Richard Chen, Mei-Sheng Fan, Pang-Fei Lee, Hua Tsung, Little Unicorn i inni.

Duel for Gold w historii kina wuxia zapisał się przede wszystkim jako pierwsza pierwsza produkcja w reżyserii Yuena Chora zrealizowana dla Shaw Brothers. Chor przybył do studia już jako doświadczony reżyser, mający na swoim koncie bagatela 67 filmów. Jego podejście do gatunku było odmienne od typowych propozycji studia, naznaczonych silnym wpływem stylu Cheh Changa i choć początkowo Chor w swoich próbach eksperymentowania formą nie zawsze będzie odnosił sukcesy, a jego ambicje czasem zostaną utemperowane przez producentów, to bardzo prędko wyrośnie na jednego z najważniejszych i najoryginalniejszych twórców wuxia.

Duel for Gold jest tego świetnym poświadczeniem. Co prawda, nie jest to jeszcze ten Chor, który już w 1972 roku wzbudzi zachwyt za sprawą Intimate Confessions of a Chinese Courtesan, lecz i tak jego debiut w Shaw Brothers trudno określić inaczej niż jako nietypowy i intrygujący przykład flagowego wtedy dla studia gatunku. Produkcja natychmiast rozpoczyna się świetną sekwencją walk między głównymi postaciami, lecz kamera zamiast skupiać się na pojedynkujących się sylwetkach wojowników, przedstawia widzom przedmioty z ich otoczenia czy elementy natury (nagrobek, trawa). Narracja z offu informuje zaś, że widz za moment stanie się świadkiem wydarzeń, doprowadzających do tego krwawego starcia; wydarzeń przedstawiających ludzi umierających z powodu chciwości.

I tak Duel for Gold na niemal połowę czasu trwania przeradza się w kino rodem z heist film, gdzie Chor w konwencji wuxia przedstawia nam skrupulatny plan złoczyńców, przygotowujących się do wykradzenia złota z banku, po czym – równie szczegółowo – przedstawia wykonanie tegoż planu. Oczywiście, chciwość antybohaterów zrodzi w naturalny sposób liczne niesnaski i poróżnienia, wynikające zdradami, podstępami oraz pojedynkami mistrzów sztuk walki. Te zajmą centralną pozycję w drugiej połowie filmu, doprowadzając go do emocjonującego finału. Choreografie scen akcji nie dorównują niestety reżyserskiemu zmysłowi Chora, który – co również będzie problemem w kolejnej jego produkcji – niezbyt dobrze potrafi zaprezentować wymiany ciosów, wydających się czasem być pozbawionymi energii. Walki grupowe są w Duel for Gold nieskomplikowane, a przez to mało interesujące i nieco nużące; umieszczone jednak w ramach wielkiego planu kradzieży nie są w stanie zepsuć przyjemności z seansu, wynikającej prymarnie z oczekiwania na wynik trzymających w napięciu i rozgrywających się poza scenami akcji sekwencji, które Chor nieraz potrafi perfekcyjnie zaprezentować.

Mimo tego, podczas finału sceny sztuk walki gwałtownie podnoszą poziom. Zarówno dzięki choreografii, jak i dzięki bardziej kameralnym sekwencjom ograniczającymi liczbę walczących do postaci, które nie tylko zdążyliśmy już dobrze poznać, ale w które też wcielają się uzdolnieni shawowscy aktorzy z kipiącym energią Lieh Lo i uzdolnioną dramatycznie Ivy Ling Po na czele. W połączeniu ze stylem Chora, często wybierającym nietypowe kadry czy – co stanie się jednym z jego znaków rozpoznawczych – przedstawiającym akcję filmując ją poprzez okna czy półprzezroczyste materiały, sceny pojedynków zapadają w pamięć i nie pozwalają oderwać oczu od ekranu. Ponadto reżyser czasem chowa kamerę za filarem, meblem czy w kącie danego pomieszczenia, co sprawia wrażenie, jakbyśmy oglądali starcia szermierzy niczym przypadkowy świadek, równocześnie zachwycony spektaklem sztuk walki, ale też i obawiającym się, że jakiś przypadkowy cios pozbawi go za moment życia.

Debiut Yuena Chora w studiu to niewątpliwie debiut udany. Choć niepozbawiony wad, wprowadził reżysera z pełnym impetem w gatunek, błyskawicznie ustanawiając go jako jednego z bardziej intrygujących twórców.

A Touch of Zen
Dotyk zen
Xia nu
reżyseria i scenariusz: King Hu
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han i Yiu-Kwan Poon
studio: Union Film i International Film Production
premiera: 18.11.1971

Obsada: Feng Hsu, Chun Shih, Ying Pai, Peng Tien, Chien Tsao, Tian Miao, Ping-Yu Chang, Han Hsieh, Shui Wan, Roy Chiao, Ying-Chieh Han, Chung-Shan Wan, Sammo Hung i inni.

Magnum opus Kinga Hu, jeden z najwybitniejszych filmów zrealizowanych w Hongkongu, Chinach czy Tajwanie, uznawany często za najlepszą produkcję wuxia, film którego wpływ jest do dzisiaj silnie odczuwalny, o czym świadczą m.in. Przyczajony tygrys, ukryty smok (Wo hu cang long, Ang Lee, 2000), Hero (Ying xiong, Yi-Mou Zhang, 2002) czy Zabójczyni (Nie Yin Niang, Hou Hsiao-Hsien, 2016) – Dotyk zen to wyjątkowa pozycja na mapie wuxia, wyróżniająca się nie tylko artystycznymi walorami, lecz także niewidzianym wcześniej w gatunku bogactwem tematów i rozmachem.

King Hu – jak było już wspominane wcześniej – do Tajwanu przybył szukając możliwości tworzenia filmów z większą swobodą artystyczną. Kiedy przybył do kraju, ten nie posiadał praktycznie żadnego przemysłu kinowego poza sponsorowanymi przez rząd propagandowymi produkcjami. Dopiero założenie Grand Films przez Han-Hsianga Li, przyjaciela Hu także umykającego z Shaw Brothers, rozbudowało tamtejszy przemysł, choć zbyt wielkie ambicje Li sprawiły ostatecznie, że jego studio zbankrutowało 6 lat po założeniu. Hu wraz z innymi producentami pomógł tymczasem w założeniu Union Film, gdzie też powstał jego niezwykle wpływowy i odnoszący spektakularny sukces komercyjny film Karczma Smocze Wrota. Był to sukces na taką skalę, że tajwańscy producenci nie tylko zaczęli zajmować się kinem wuxia na poważnie, lecz dali zielone światło Hu na produkcję Dotyku zen (oryginalny tytuł znaczy „Kobieta-szermierz”), tworząc dodatkowe, mniejsze studio, specjalnie przeznaczone do produkcji nowego projektu.

Realizacja Dotyku zen zajęła około dwa lata, co było czymś niespotykanym w ówczesnym kinie hongkońskim i tajwańskim, i byłoby zupełnie niemożliwe w studyjnym systemie Shaw Brothers. Tak długi czas realizacji był wynikiem nalegań Hu na budowę budynków, które miały pojawić się w produkcji, praktycznie od podstaw; szczególną uwagę przykładał do fortu, gdzie ukrywa się tytułowa postać (Feng Hsu), i gdzie dochodzi do walki z siłami wroga pod koniec drugiej godziny czasu trwania filmu. Co więcej, Hu nie tylko chciał aby budynki zostały zbudowane, ale także by naturalnie się zestarzały, co miało nadać dodatkowego wrażenia realizmu. Na tym bynajmniej się nie skończyło, reżyser zapragnął także by roślinność na terenie fortu rozrosła się do pożądanych przez niego rozmiarów w naturalny sposób, dający wrażenie nie tylko realizmu, lecz również umożliwiając nakręcenie więcej poetyckich kadrów, wiążących się z tematyką produkcji.

Ta zaś została przez Hu oparta na opowiadaniu, urodzonego w epoce dynastii Ming Pu Songlinga. Anglojęzyczny tytuł opowiadania to The Magnanimous Girl. Nowela ta jest jednak niezwykle krótka (w booklecie dołączonym do wydania Blu-ray z Eureka! Entertainment zajmuje raptem 3 strony), więc Hu znacząco ją rozbudował (film trwa niemal 3 godziny) i zmodyfikował. Songling w swoich opowiadaniach korzystał obficie z nadnaturalnych wydarzeń (duchów, demonów), co było niemożliwe do pokazania w Tajwanie, gdzie czysto fantastyczne elementy były zakazane. Nie przeszkadzało to zanadto Hu, który dodał do produkcji dominujący motyw buddyjski (stąd międzynarodowy tytuł), stojący w kontrze do taoizmu, charakteryzowanego tu negatywnie. Duchy, zjawy i upiory w tradycji chińskiej zwyczajowo pochodzą bowiem z wierzeń taoistycznych, podczas gdy buddyzm zen w swojej tradycji takich istot nie posiada.

Hu mistrzowsko zaznacza obecny w produkcji dualizm, korzystając z prostego zabiegu: sceny, w których postaci wierzą w duchy lub wykorzystują wierzenia w duchy do własnych celów oraz gdy dokonują się okropne, brutalne wydarzenia rozgrywają się nocą, a sceny – nazwijmy je ogólnie – „buddyjskie” przedstawiane są za dnia. Taoizm symbolizowany jest m.in. Księżycem, stąd też praktycznie do zakończenia przełomowej bitwy w forcie, Księżyc zajmuje ważną wizualną pozycję jakby trzymając nas w niewoli zabobonów i zagubienia. Później zaczyna coraz silniej zaczyna dominować Słońce jako jeden z buddyjskich symboli: . Główny mnich (Roy Chiao), który odgrywa istotną rolę szczególnie w ostatniej godzinie filmu, praktycznie zawsze pojawia się ze Słońcem za plecami, podkreślającym jego oświecenie, aż do finału, gdzie po walce ze „złem” wydaje się osiągnąć nirwanę. Symbolem zła jest tu finalny antagonista (Ying-Chieh Han), który mimo że został usytuowany w sferze politycznej/rządowej, to sama walka z nim przenosi widza na bardziej symboliczny niż realistyczny plan wydarzeń, gdzie wojownicy dokonują nadnaturalnych wyczynów, lecz nie – jak to ma miejsce w większości wuxia – w czysto eskapistycznym anturażu, a w kluczu uzupełniającym motyw dominacji buddyzmu zarówno nad sferą taoistycznych wierzeń, jak politycznych przekonań.

Dotyk zen jest produkcją, która wyróżnia się także pod innymi względami. Fakt inspirowania się pekińską operą podczas scen sztuk walk jest już na tyle charakterystyczną cechą filmów Hu, że nie będę o niej przypominał. Jest tu jednak sporo innych charakterystycznych dla produkcji cech, niespotykanych w innych ówczesnych wuxia. Po pierwsze, film rozpoczyna się dość długą sekwencją ujęć natury (widzimy m.in. pająka zjadającego ćmę), po której następuje seria ujęć miejsc, gdzie będzie toczyć się akcja. Dopiero po nich poznajemy pierwszego z bohaterów: biednego uczonego kawalera (Chun Shih) pozbawionego ambicji zwiększenia swojego statusu, pracującego jako kaligraf oraz malarz portretów, w wolnych chwilach wciąż pogłębiający swoją wiedzę, jak się później okaże także z zakresu strategii militarnej. Tutaj również Hu wyróżnia się na tle innych produkcji, podejmując trud przedstawienia codziennego, zwyczajnego życia bohatera, co służy też jako przedstawienie małomiasteczkowej codzienności w epoce Ming, ulubionej epoce reżysera. Powoli w tę codzienność zakrada się jednak tajemniczość w formie niemal kryminalnego wątku dotyczącego tajemniczego przybysza, miejscowego lekarza, niewidomego jasnowidza oraz znajdującego się nieopodal domu bohatera fortu – jak głosi wieść – nawiedzonego. Uczony zauważa, że zachodzi wokół niego coś dziwnego i rozpoczyna śledztwo. Już w trakcie początkowej fazy tegoż śledztwa pojawia się wyraźne rozróżnienie na taoistyczno-buddyjski dysonans świata przedstawionego. W jednej ze scen, z powodu tajemniczych dźwięków, uczony decyduje się na wejście do fortu nocą: widoki pajęczyn, spadające fragmenty budowli, tajemnicza sylwetka przemykająca w oddali etc. wzbudzają w nim strach i mimo jego wcześniejszych deklaracji niewierzenia w duchy niedługo potem widzimy go czytającego o taoistycznych egzorcyzmach. Następnie przybywa do fortu ponownie, tym razem z gotowymi urokami i „magicznymi” przedmiotami, gotów na przepędzenie upiorów. Noc, sygnowana taoistycznym Księżycem przynosi wiarę w nadnaturalne i prymitywne; gdy jednak przybywa do fortu po raz drugi, czyni to za dnia i w słonecznym świetle zauważa on mechanizmy-pułapki stojące za „duchami”, co stanowi swoiste (buddyjskie) oświecenie.

Pierwsza scena akcji w filmie pojawia się dopiero po około godzinie czasu trwania i jest pokazana z perspektywy uczonego, więc spora jej część jest widoczna tylko z daleka lub niewidoczna w ogóle, nie widzimy także jej zakończenia gdyż wycieńczony bohater, biegnąc za wojownikami w końcu upada na ziemię i mdleje ze zmęczenia. Te nietypowe przedstawienia klasycznych dla wuxia motywów dodatkowo świadczą o niezwykłości produkcji. Oczywiście, ostatecznie Hu przejdzie do pokazywania scen starć (zarówno charakterystycznych dla reżysera starć akcentujących znaczenie strategii, jak i widowiskowych pojedynków). Wśród nich szczególnie wyróżnia się sekwencja w lesie bambusowym. Wyróżnia się ona przynajmniej z trzech powodów: (1) jest to bodaj pierwsza tego typu sekwencja w filmach wuxia; choć wcześniej zdarzyły się walki w bambusowych lasach, to zawsze były one sztuczne, stworzone w zamkniętych studiach. Hu zaś wybrał się do prawdziwego lasu, co (2) nie tylko wzbogaca i tak już wizualnie olśniewający film, lecz również (3) poświadcza jego zmysł reżyserski, jako że filmowanie w prawdziwym lesie bambusowym jest ekstremalnie skomplikowane, jako że bambusy rosną na tyle gęsto, że poruszanie wśród nich kamerą jest znacznie utrudnione, stąd też tak mała ilość podobnych scen w kinie wuxia. Do scen tych nawiązywali później w swoich filmach wspomniani wcześniej Ang Lee i Yi-Mou Zhang.

Niestety, artystyczne ambicje Hu trafiły na niezbyt podatny grunt. Studio zupełnie nie wiedziało jak zareklamować film widzom, ogromnym problemem kłopotem okazał się także długi czas trwania. Tym większe trzygodzinna produkcja budziła zastrzeżenia, że niedługo wcześniej trwający podobną ilość czasu film z Grand Films odniósł porażkę w box officie i sprowadził na studio finansowe kłopoty, ostatecznie doprowadzające Grand Films do bankructwa. Union najpierw więc zaczęło rozpowszechniać Dotyk zen w dwóch częściach (pierwsza kończyła się walką w bambusowym lesie, a druga od niej rozpoczynała), lecz niewiele widzów przybyło do kin na obie części. Niedługo później wprowadzono Dotyk zen do kin ponownie, tym razem w mocno pociętej wersji skracającej produkcję o ponad godzinę. Ta wersja zupełnie się nie przyjęła, toteż ostatecznie produkcja – w okresie, gdy wuxia stopniowo traciła popularność na rzecz kung fu, fakt przypieczętowany fenomenalnym wynikiem finansowym Wielkiego szefa – odniosła kasową porażkę, która ostatecznie doprowadzi do bankructwa Union Film.

Dotyk zen zyskał jednak drugie życie 4 lata po swojej premierze, gdy zebrał bardzo pozytywne recenzje międzynarodowej krytyki, dzięki pokazom na festiwalu filmowym w Cannes, gdzie wygrał nagrodę w kategorii technicznej, zostając pierwszą chińskojęzyczną produkcją, nagrodzoną w Cannes. Powróciła ona wtedy tryumfalnie do Hongkongu, gdzie pomogła na krótki czas podnieść się kinu wuxia, w ramach którego to gatunku nie powstawało już wtedy tak wiele produkcji, jak jeszcze kilka lat wcześniej. Mimo więc finansowej porażki i niewielkiej popularności w roku premiery, Dotyk zen stał się ogromnym klasykiem kina światowego i istotnie wpłynął na cały gatunek. Jego wpływy co prawda nie były tak mocno i szybko wyczuwalne, jak miało to miejsce po sukcesie komercyjnym Karczmy Smocze Wrota, lecz powoli sączyły się w kino tajwańskie i hongkońskie, wywierając silne piętno na filmowcach do dnia dzisiejszego. Tym samym Dotyk zen to nie tylko piękny, intrygujący i pomysłowy film, lecz również bardzo ważny, co sprawia, że jest to pozycja obowiązkowa nie tylko dla każdego miłośnika kina wuxia, lecz dla każdego miłośnika kina per se.

The Desperate Chase aka Blood of the Dragon aka Blood of the Ninja
Zhui ming qiang
reżyseria: Pao-Shu Kao
scenariusz: Kuang Ni i Pao-Shu Kao
choreografia scen akcji: Yi-Kuai Chang
studio: Park Films
premiera: 08.12.1971

Obsada: Yu Wang, Lisa Chiao, Lung Yau, Yang Yang, Tian Miao, Yuan Yi, Fei Lung, Yeh Tien i inni.

Kolejna, mająca premierę w 1971 roku produkcja z Yu Wangiem jest ponownym przykładem scalania pomysłów, zapożyczonych z najróżniejszych źródeł i umieszczania ich w ramach pojedynczego filmu wuxia, co stanowi cechę charakterystyczna szczególnie pozycji z Wangiem w roli głównej. Tym razem ten popularny aktor wciela się w Białego Smoka, czyli przyodzianego w biały strój wojownika, walczącego stalową włócznią. Gdy decyduje się pomóc dziecku, imieniem Chiu Ni (Lung Yau) w wypełnieniu misji wręczenia księciu Tangowi Ma (Yang Yang) tajemniczego pakunku, nie wie, że równocześnie wmieszał się w polityczne rywalizacje między rebeliantami a okupującymi kraj Mongołami. Kwestię wykonania zadania komplikuje jednak fakt, że w przeszłości Biały Smok pokonał w walce ojca (Yeh Tien) Tonga, stąd ten zamiast wysłuchać bohatera, decyduje się z nim walczyć. Również mongolski premier Pa Tou Sing (Tian Miao) wysyła za Smokiem swoich ludzi, co czyni w celu odebrania pakunku. Niebawem do akcji wkracza także potężny mistrz Czerwony Wilk (Yuan Yi), który ma rozkaz zabicia wszystkich rebeliantów.

Stylizacja Białego Smoka wyraźnie nawiązuje do roli Wanga z Golden Swallow Cheh Changa, podczas gdy motyw fabularny podróży z dzieckiem wydaje się zaś inspirowany mangą o Ogamim Ittō, zatytułowaną Samotny wilk i szczenię, której publikacja ruszyła w 1970 roku. Oprócz samego pomysłu na wędrówkę protagonisty z chłopakiem, w jednej ze scen Smok walczy z przeciwnikami z dzieckiem uczepionym jego pleców, co dość wyraźnie wskazuje na źródło inspiracji. Fabuła The Desperate Chase jest oczywiście zupełnie inna niż ta zaproponowana przez Kazuo Koikego i, trzeba przyznać, została ona zaprezentowana w raczej intrygujący sposób. Po pierwsze praktycznie wszystkie napotkane przez Smoka postaci (za wyjątkiem dziecka i właścicielki karczmy [Lisa Chiao], gdzie rozgrywa się spora część filmu) chcą go z jakiegoś powodu zabić, co stanowi świetną wymówkę do zaprezentowania licznych niesnasek, podchodów, zdradzieckich ataków etc. Po drugie, gdy Smok zatrzyma się już we wspomnianej karczmie, The Desperate Chase zaczyna cechować się zaskakująco udanym wyczuciem suspensu. Kolejne grupy złych szermierzy zbierają się wokół karczmy, czasem przypuszczając atak, czasem zadowalając się podglądaniem protagonisty, natomiast zawsze generując rosnące uczucie osaczenia. Jako że bohater dość wcześnie zostanie raniony w podstępnym ataku Tonga, do końca filmu pozostaje ranny i krwawi z rany na plecach, co sprawia, że powoli – na przestrzeni całej produkcji – traci siły, co też idealnie współgra z rosnącym wrażeniem izolacji. Oczywiście, finalnie produkcja eksploduje w rozbuchanej i pełnej trupów sekwencji akcji. Ta – mimo umieszczenia jej przed małą karczmą – cechuje się niemałym rozmachem. Trwa niemal 20 minut, podczas których Smok swoją włócznią walczy z chmarą Mongołów, premierem i posiadającym zestaw ukrytych broni Czerwonym Wilkiem. Zarówno choreograficznie, aktorsko, jak i narracyjnie jest ona wykonana na wysokim poziomie, co sprawia, że żaden miłośnik wuxia nie powinien zakończyć oglądania zawiedziony.

A podczas oglądania warto też zwrócić uwagę na kilku aktorów. Oczywiście pierwszym z nich jest sam Yu Wang, który w The Desperate Chase wydaje się być jeszcze bardziej charyzmatyczny niż zwykle. Wang – jak wielokrotnie wspominałem – był jedną z największych gwiazd hongkońskiego i tajwańskiego kina akcji, tutaj tylko potwierdza dlaczego. Jego energia, prędkość, łatwość w wyrażaniu gwałtownych emocji, jak również zdolność zamierania w groźnych pozach, czynią z Białego Smoka – choćby na samym poziomie wizualnym – siłę nie do powstrzymania. Wśród drugoplanowych złoczyńców wypatrzeć tymczasem można Fei Lunga. Jest to jedna z jego wczesnych kreacji postaci negatywnych, niebawem stanie się on jednym z najpopularniejszych aktorów specjalizujących się w odgrywaniu ról złoczyńców. W filmie odnajdziemy też Lisę Chiao, która odeszła z Shaw Brothers w 1971 roku. Mimo że jest umieszczona w czołówce jako odtwarzająca jedną z głównych ról, w rzeczywistości jej nazwisko znalazło się tak wysoko tylko ze względów marketingowych. Chiao niestety gra tu małą rolę, do tego rolę – w gruncie rzeczy – bez większego wpływu na fabułę.

Przy okazji omawiania produkcji nie da się nie napisać kilku słów o reżyserce. Wspominałem już o niej przy okazji Lady with a Sword, bardzo udanego wuxia z Lily Ho w roli głównej. The Desperate Chase jest jej drugim filmem, a zarazem pierwszym stworzonym w jej własnym studiu Park Films. Jej świetny zmysł reżyserski, sprawia, że produkcja znacząco odstaje poziomem od innych tworzonych w niezależnych studiach i potwierdza talent reżyserki. Tym samym The Desperate Chase jest zdecydowanie polecaną produkcją dla wszystkich fanów energicznego wuxia.

The Oath of Death aka The Arrows and the Heart
Wan jian chuan xin
reżyseria: Hsueh-Li Pao
scenariusz: Katy Chin
choreografia scen akcji: Chuen Chan i Kar-Wing Lau
studio: Shaw Brothers
premiera: 10.12.1971

Obsada: Lieh Lo, Feng Tien, Wang Wai, Ling Ling, Pei-Shan Chang, Oi-Wa Yeung, Bolo Yeung i inni.

Film jest luźno inspirowany prawdziwymi wydarzeniami z okresu dynastii Sung, kiedy to dwór cesarski – i co za tym idzie państwo – było pod obcą kontrolą. Trzech wojowników: Ma Wing Ting (Feng Tien), Jin Liang (Lieh Lo) oraz Xiang Du Bu (Wang Wai) postanawia walczyć o swój naród. W tym celu tworzą własną armię, budują fort, po czym – aby przypieczętować swoją współpracę – składają braterską przysięgę. Jakiś czas później Ting (mistrz posługiwania się biczem) wpada na pomysł udzielenia pomocy okupantom w odbiciu porwanej księżniczki, dzięki czemu ma on uzyskać pozycję na dworze. Według planu ma on następnie nadać niższe pozycje swoim braciom, po czym razem zinfiltrują i pokonają armię wroga. W rzeczywistości jednak Ting upatruje dla siebie korzyści materialnych. Nieświadomi zamiarów swojego Tinga pozostali bohaterowie po pewnym czasie przybywają do niego sądząc, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Liang niebawem zaczyna jednak podejrzewać, że coś jest nie tak, podczas gdy najmłodszy i naiwny Du Bu ślepo wierzy najstarszemu z braci. Co więcej, daje się też złapać w sidła poznanej przypadkowo femme fatale Shum Yi Xia (Ling Ling), która wykorzystuje go, równocześnie romansując z Tingiem.

Fabuła The Oath of Death przez większość czasu jest prowadzona bardzo konsekwentnie i choć niezbyt odstaje od typowych scenariuszy shawowskich filmów, to zawiera kilka interesujących elementów. Po pierwsze obecna tu femme fatale wprowadza do produkcji elementy rodem z kina seksploatacji, niejako zapowiadając trendy, które niebawem zaczną być szerzej wprowadzane do kina wuxia (m.in. przez Yuena Chora). Ling – w przeciwieństwie do większości koleżanek po fachu – nie obawiała pokazać się przed kamerą obnażona, w pełni przekształcając się na ekranie w piękną uwodzicielkę o ponętnych kształtach, dodatkowo często oświetloną w ciepłych kolorach, z czerwienią i różem na czele. Shaw Brothers od dłuższego czasu unikało tego typu scen w filmach wuxia, lecz nadganiając trendy na świecie, gdzie kino robiło się coraz brutalniejsze i odważne erotycznie, również hongkońskie studio zaczęło coraz odważniej poczynać sobie we wczesnych latach 70.

Na uwagę zasługuje także wprowadzenie do finału, kiedy to postać grana przez jak zwykle charyzmatycznego Lieh Lo okalecza się na różne sposoby (m.in. wkłada sobie rozżarzone drewno do ust), aby nierozpoznanym podejść niezauważenie do wroga. Mimo ciekawego pomysłu, fortel ten nie jest niestety przedstawiony zbyt logicznie; na dobrą sprawę nigdy nie widać kiedy fakt okaleczenia okazuje się przydatny. The Oath of Death za to świetne podchodzi do ilości śmierci postaci, nie oszczędzając tu właściwie nikogo. Niewinna dziewczyna zakochana w protagoniście? Umiera. Jego przyjaciele? Umierają. Postaci, które zwykle uchodzą z życiem w świecie filmów wuxia tutaj najczęściej nie mają takiego szczęścia. Sceny ich śmierci są przy tym dość efektowne, przy czym najbardziej wyróżnia się spośród nich scena śmierci Yi Xia, nieco przeciągnięta w czasie i przedstawiona z wręcz sadystycznym zacięciem wobec tej jakże okrutnej manipulantki.

The Oath of Death jest zatem interesującym wuxia, który każdemu fanowi gatunku niewątpliwie przypadnie do gustu, choć pozostaje w cieniu późniejszej adaptacji tej samej historii, której dokonał Cheh Chang (a wiele lat później powróci do niej Peter Chan). Świetne kreacje Lo i Ling, efektowne zgony, intrygujące fortele sprawiają, że potknięcia realizacyjne i naiwności postaci nie powodują zbyt negatywnego wrażenia, choć oglądanie tego filmu po Dotyku zen, a nawet po Wielkim szefie tylko uwypukla anachronizmy obecne w studiu Shaw Brothers, z którymi w obliczu konkurencji ze strony Golden Harvest teraz będzie musiało walczyć.

The Deadly Duo
Shuang xia
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.12.1971

Obsada: Lung Ti, David Chiang, Feng Ku, Chung Wong, Sing Chan, Stanley Fung, Bruce Tong, Kuang-Yu Wang, Bolo Yeung i inni.

Lung Ti i David Chiang ponownie razem na ekranie. Po kilku wspólnych występach w filmach kung fu, wracają do wuxia aby uratować pojmanego księcia. Bao Ting Tien (Lung Ti) i jego bohaterscy lojaliści odnajdują (za cenę życia przyjaciół, którzy masowo umierają w retrospekcjach, zabijani m.in. przez Bolo Yeunga) twierdzę, w której jest przetrzymywany porwany członek cesarskiego rodu. Niestety, do siedziby złoczyńców prowadzą tylko dwie drogi: pierwsza jest silnie broniona, druga wymaga przejścia przez rozpadający się most. Na szczęście okazuje się, że w Świecie Sztuk Walki żyje pewien złodziej, który jest mistrzem „unoszącego” kung fu, co oznacza, że mógłby przekroczyć most. Jest on jednak niegodziwym człowiekiem, którego ściga jego młodszy brat Mały Nietoperz (David Chiang), wysłany przez ich zmarłego mistrza.

Film jest podzielony na kilka cząstek. Pierwsza część to uwolnienie jednego z lojalistów i przygotowanie planu odbicia księcia, poprzetykane licznymi retrospekcjami. Następnie Tien wyrusza odnaleźć złodzieja, który wcześniej związał się z antagonistami, co wynika kolejnymi walkami i włączeniem nieco sarkastycznego Małego Nietoperza do patriotycznej walki. Następnie pojawia się dłuższa sekwencja przekraczania mostu, utrzymana w ciszy i wzbogacona wizualnymi trikami w postaci cięć montażowych czy zbliżeń na rwący nurt rzeki, znajdującej się poniżej. Wcześniej most próbowali przekroczyć przyjaciele Tiena, nie chcący czekać i/lub korzystać z pomocy złodzieja; swoje próby czynili w niezamierzenie kuriozalnej sekwencji wchodzenia jeden po drugim na most i spadania w przepaść. Gdy już – pozostałym przy życiu – wojownikom uda się podejść pod twierdzę wroga, wtedy następują kolejne sceny akcji. Po nich, bohaterscy patrioci decydują się skorzystać z fortelu prowadzącego do kolejnego starcia, które – po krótkiej przerwie – wynika ostatnią bitwą.

Film prezentuje dość nierówny poziom wykonania. Wiele sekwencji wypada bardzo nierealistycznie, a fabuła nie jest zbyt zaskakująca. Mimo tego, jest tu sporo efektownych pomysłów (sekwencja na moście, choć daleka od ideału jest bardzo intrygująco zainscenizowana) oraz scen walk. Chiang stworzył tu kolejną magnetyczną kreację, a Ti otrzymał sporo epickich scen, w których co raz strzela cool pozę, przy okazji mordując przeciwników w slow motion. Feng Ku tymczasem jak zawsze prezentuje się udanie w roli złoczyńcy, a Yeung dzięki swojej fizjonomii faktycznie wygląda na mocarnego przeciwnika. Tym samym The Deadly Duo jest idealnym filmem dla fanów gatunku, choć ponownie nie pokazuje nic nowego ponad dotychczasowe osiągnięcia Shaw Brothers i Changa. Ciekawostką jest natomiast fakt, że jest to bodaj najbardziej męski z filmów reżysera, bowiem nie zagrała w nim ani jedna aktorka.

The Long Chase
Xia shi hang
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Meng-Hua Ho i Kang-Chien Chiu
choreografia scen akcji: Siu-Chung Leung
studio: Shaw Brothers
premiera: 31.12.1971

Obsada: Hua Yueh, Lieh Lo, Ching Li, Pang Pang, Hsieh Wang, Hung Chiu, Cliff Lok i inni.

Lieh Lo vs. Hua Yueh! A między nimi piękna Ching Li (która zdecydowanie kibicuje Yueh). Film rozpoczyna od sceny zabójstwa imperialnego premiera przez zamaskowanego zabójcę (Hua Yueh). Główny ochroniarz, oficer Fan Yi (Lieh Lo) natychmiast rusza za mordercą w pościg, lecz potężne zdolności sztuk walki zabójcy pozwalają mu zbiec. Mimo to Yi udaje się zdobyć dowód tożsamości mordercy. Za zaniechanie swojego obowiązku zostaje jednak ukarany i wysłany z misją pojmania zabójcy żywcem. Yi otrzymuje na wykonanie zadania zaledwie 4 dni, a niepowodzenie oznaczać będzie karę śmierci. Morderca aby zmylić ścigającego go oficera goli brodę i ucieka do innego miasta. Po drodze natyka się na zasadzkę lokalnych zbirów, którzy zabijają (za pomocą materiałów wybuchowych) podróżujących stróżów prawa. Zabójca przybiera tożsamość jednego z nich i przybywa do miasta udając oficera. Poprzez przywłaszczenie tożsamości zabitego stróża prawa nieświadomie przejmuje też po zmarłym misję pochwycenia potężnej grupy przestępczej, mającej w pobliżu kryjówkę. W miasteczku zabójca poznaje także kuzynkę zabitego oficera – Hsueh Niang Wang (Ching Li), która od razu zakochuje się w mężczyźnie, gdyż – jak się okazuje – zabity przez niego premier był wyjątkowo niegodziwą osobą, która dokonała wielu złych uczynków wobec całego narodu. Yi niebawem również dociera do miasteczka, lecz zgodnie z prawem nie może aresztować „oficera” bez posiadania dowodów popełnienia przez niego przestępstwa. W ich zdobyciu skutecznie przeszkadza mu nie tylko sam zabójca, ale i Wang. Tymczasem wspomniani wcześniej przestępcy postanawiają zabić obu mężczyzn.

The Long Chase, choć wpisuje się w ramy typowego wuxia z Shaw Brothers, dość ciekawie prezentuje główny wątek. Wzajemne podchody Lo i Yueh ogląda się z dużą dozą przyjemności, tym bardziej, że od czasu The Chinese Boxer Lo nie miał okazji stoczyć wyrównanego boju z inną gwiazdą, a już tym bardziej jako postać pozytywna. Lo – choć nigdy nie wzbił się na wyżyny popularności osiągane przez Chianga czy Ti – od końca lat 60. stawał się coraz częściej obsadzanym w głównych rolach aktorem, co zawsze wynikało z korzyścią dla całego filmu. Yueh był oczywiście także jedną z gwiazd Shaw Brothers. Nazywający się w rzeczywistości Lok-wah Leung, urodził się w Szanghaju w 1942 roku. Mając 20 lat wyemigrował do Hongkongu, wcześniej kończąc szkołę muzyczną. W 1963 roku zdecydował się jednak dołączyć do studia Shaw Brothers i jeszcze w tym samym roku rozpoczął aktorską karierę. Przełomem okazała się dla niego rola w Napij się ze mną Kinga Hu. W latach 80. zyskał popularność w telewizji, grając jedną z głównych ról w serialu Looking Back in Anger. Zerwał z aktorstwem w 1989, kiedy przeniósł się do Kanady, gdzie prowadził własny program w chińskim radiu. Do Hongkongu i aktorstwa powrócił w 2006 roku, gdzie kontynuował karierę do 2015 roku. Następnie znów wrócił do Kanady, gdzie zmarł w 2018 roku.

Yueh także nie mógł poszczycić się popularnością na poziomie Chianga i Ti, lecz zdaje się, że zyskał większy rozgłos niż Lo (choć zdecydowanie ustępował popularnością Lo na zachodzie). Yueh zwykł wcielać się w przystojnych bohaterów, co wymuszało na nim dość jednowymiarową grę aktorską, ograniczoną często do kreacji tragicznych patriotów bądź odważnych herosów. W The Long Chase ma możliwość wykreowania sarkastycznego bohatera, którego charakter w naturalny sposób pomaga zaognić konflikt między głównymi postaciami. Li tymczasem pojawia się w swojej kolejnej roli obligatoryjnej piękności, wzdychającej za bohaterskim ukochanym, po to tylko by zostać za moment damą w potrzasku.

The Long Chase poza głównym wątkiem oferuje też niezbyt interesujące zmagania z obligatoryjnymi łotrami, którzy poza tym, że ochoczo sięgają po materiały wybuchowe nie wyróżniają się niczym ponad całą masę podobnych im wuxiowych złoczyńców. Produkcja te nie jest zatem idealnym zwieńczeniem roku, lecz zwieńczeniem jak najbardziej zadowalającym.

Autor: Mateusz R. Orzech.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Blood Sword of the 99th Virgin (1959). Krwawe rytuały

Kiedy w drugiej połowie lat 40. w Toho rozgorzały kłótnie związane m.in. z kwestią zawartości tematycznej filmów realizowanych w tym słynnym japońskim studiu, wiele osób – w tym reżyserzy i aktorzy – zaczęło opuszczać jego mury. W poszukiwaniu artystycznej swobody Denjirō Ōkōchi i Kazuo Hasegawa z pomocą różnych producentów, scenarzystów i innych osób związanych ze światem przemysłu filmowego stworzyli w 1947 roku nowe studio, które nazwali Shintoho, czyli „Nowe Toho”. Obecna w Shintoho większa swoboda twórcza wydawała się idealnym środowiskiem dla wielu twórców, stąd przyciągała takich reżyserów, jak Akira Kurosawa, Kon Ichikawa czy Kenji Mizoguchi. Niestety, kłopoty w Shintoho zaczęły się dość prędko, jako że wiele osób związanych z początkowym okresem działalności studia zaczęło z niego odchodzić dając się skusić korzystniejszymi warunkami finansowymi w Daiei i Shochiku. Zmiana na lepsze nastąpiła dopiero w 1956 roku, gdy na stanowisku producenta wykonawczego pojawił się Mitsugu Ōk...

Kamikaze (2013). Wieczne zero

 Takashi Yamazaki jest obecnie jednym z najbardziej dochodowych reżyserów w Japonii. Jego najeżone efektami specjalnymi produkcje osiągają zwykle świetne wyniki finansowe, nawet jeśli kosztem nie zawsze pozytywnych recenzji krytyków. Poza Japonią Yamazaki osiągnął większą sławę przede wszystkim za sprawą wysokobudżetowego fantastyku Space Battleship Yamato ( Uchū senkan Yamato , 2010), polski widz może natomiast kojarzyć reżysera z niezdrowo inspirowanego Matrixem filmu akcji Returner: Amazonka czasu ( Ritana , 2002). Yamazaki konsekwentnie wyrastał na reżysera, spod którego ręki wychodzą superprodukcje, rywalizujące w japońskim box officie z największymi przebojami kinowymi z zachodu. Jego pozycję potwierdził mający premierę w 2013 roku film Kamikaze ( Eien no Zero [ Wieczne Zero ]), który w Japonii zarobił ponad 120 milionów dolarów, czyli ok. 375 milionów złotych. Mimo rewelacyjnego wyniku finansowego, Kamikaze ekstremalnie podzielił widzów i wywołał liczne kontrowersje za...

Na celowniku

  Na celowniku: John Carpenter 13/08/2017 Kinomisja Pulp Crew Na celowniku , Wyliczanka 1   Fan art autorstwa Tylera Championa.  Szanowni pulpożercy! Dziś rozpoczynamy nowy kinomisyjny cykl tekstów zbiorowych, w którym przyglądać się będziemy wybranym reżyserom kina gatunków. Nie zamierzamy tu przerabiać całych filmografii, lecz skupiać się na naszym zdaniem najlepszych, najciekawszych czy po prostu z jakichś powodów najbardziej przez nas lubianych tytułach. Zaczynamy od znanego, a jednak często pechowego i niedocenianego Johna Carpentera, ponieważ wielbić go trzeba i basta! Łącznie tekst napisało trzynaście osób, w tym, tradycyjnie, trochę gości, a są to tym razem: Jakub Górecki ( Pulp Punk ), Kuba Haczek ( The Blog That Screamed ), Patryk Karwowski ( Po napisach ), Michał Mazgaj , Sara Nowicka ( Kino w zwolnionym tempie ), Piotr Pluciński ( Pop Glitch ) oraz Kamil Rogiński ( Drugged by Movies ). Każdy wybrał sobie po jednym filmie do publicznej podjarki, co oznacza, ...