The Twelve
Gold Medallions
aka Twelve
Golden Medallions
Shi
er jin pai
reżyseria
i scenariusz: Kang Cheng
choreografia scen akcji: Simon Chui i
Sammo Hung
studio: Shaw Brothers
premiera: 07.01.1970
Obsada: Hua Yueh, Ping Chin, Miao Ching, Lisa Chiao, Hsieh Wang, Chung-Hsin Huang, Chi-Ching Yang, Feng Ku i inni.
The Twelve Gold Medallions był pierwszym filmem wuxia z okresu świetności Shaw Brothers, jaki oglądałem i tym samym stanowił dla mnie wstęp do katalogu tego studia. Pierwszy seans wywarł na mnie spore wrażenie i choć kolejne spotkania z produkcją nieco ostudziły mój zachwyt, to wciąż uważam, że jest to jeden z ciekawszych przykładów swobodnego i wyważonego mieszania ideałów „nowej szkoły” wuxia z elementami shenguai. W przypadku rozrywkowo-fantastycznego podejścia do gatunku nader łatwo bowiem o chaos narracyjny, nie pozwalający czerpać przyjemności z pojedynków, gdy kolejni wojownicy bez ostrzeżenia sięgają po nadnaturalne ataki, przez które cała hierarchia w Świecie Sztuk Walki wydaje się zbyt płynna i nie dająca możliwości wykreowania ani krzty suspensu.
The Twelve Gold Medallions na szczęście nie szarżuje zbytnio z elementami fantastycznymi, a wszystkich wojowników wprowadza na wyraźnie zaznaczonych poziomach sprawności w sztukach walki, których konsekwentnie się pilnuje, każąc tym samym swoim bohaterom odnaleźć fortel, dzięki któremu uda się pokonać obligatoryjnego złego, nadto potężnego mistrza. Protagonistą jest potężny szermierz Falujący Miecz (Hua Yueh), wypełniający misję zniszczenia tytułowych medalionów; jeśli bowiem choćby jeden z nich dotrze do swojego celu, wtedy na naród spadnie wielka katastrofa. Sytuację komplikuje, że narzeczoną szermierza jest Suo Jin (Ping Chin) - córka złego mistrza, który w przeszłości był także nauczycielem Falującego Miecza.
Produkcja zapisuje się w pamięci głównie z dwóch powodów: po pierwsze bardzo sprawnie prezentuje wszystkie główne wątki, a Cheng doskonale wykorzystuje charakterystyczne dla gatunku triki oraz język kinowy gatunku, celem szybkiego i efektownego wprowadzania wszystkich postaci. Po drugie, sceny akcji autorstwa Simona Chui i Sammo Hunga, choć z powodu większej obecności elementów nadnaturalnych czasami posiłkujące się sporą ilością cięć montażowych, są nader pomysłowe i zróżnicowane. Oglądamy tu pojedynki na miecze, atakowanie kapeluszami, uderzanie biczami, cięcia wachlarzami etc.; wykorzystanie niecodziennego oręża jest tutaj zjawiskiem naturalnym, a klasyczne dla wuxia siłowanie się na zdolności przed walką (w tym też w scenach karczmianych), jak zawsze prezentuje się świetnie. Na uwagę zasługuje także słodko-gorzki finał filmu. Zalety te przełożyły się na sukces komercyjny The Twelve Gold Medallions, zarabiającego prawie milion i czterysta czterdzieści jeden tysięcy hongkońskich dolarów.
Największą wadą jest tutaj wątek romantyczny; nie tylko do bólu przewidywalny, lecz podobnie do innych wątków romantycznych z produkcji Shaw Brothers także i tutaj kobieta zaprezentowana jest jako dość irytująca osoba, która nigdy nie czeka na wyjaśnienia, tylko decyduje o wszystkim na podstawie pierwszego wrażenia, co sprawia, że prezentuje się w najlepszym wypadku jako naiwna, w najgorszym jako zupełnie głupia. Poza tym wyjątkiem oraz wspomnianymi problemami w pokazaniu zdolności wszystkich wojowników, The Twelve Gold Medallions stanowi udany, promujący patriotyczne wartości film wuxia, idealny dla wszystkich miłośników gatunku.
A Cause to
Kill
Sha
ji
reżyseria:
Mitsuo Murayama
scenariusz: Ching Doe
studio: Shaw
Brothers
premiera: 15.01.1970
Obsada: Ivy Ling Po, Shan Guan, Lisa Chiao, Chung-Hsin Huang, Ming Kao i inni.
A Cause to Kill to shawowski remake M jak morderstwo (Dial M for Murder, 1954) Alfreda Hitchcocka. Jedyną fabularną różnicą jest zmiana ról: u Murayamy to żona planuje śmierć męża, który zdradził ją z pisarką, a nie odwrotnie. Poza tym akcja przebiega niemal identycznymi torami, jak u Hitchcocka, choć w hongkońskiej produkcji podkreślono moralistyczną puentę dotyczącą małżeńskiej niewierności.
Stylistycznie produkcja prezentuje się podobnie do innych ówczesnych kryminałów studia z Raw Passions na czele. Nie brak tu zabaw kolorem, kojarzących się nie tylko z kinem japońskim (co nie dziwi biorąc pod uwagę wybór reżysera), ale również z włoskim. Stylistycznie produkcja nasuwa zresztą liczne skojarzenia z włoskim kinem gatunkowym. Momentami psychodeliczne oświetlenie, zbliżenia na skórzane rękawiczki i wybór muzyki żywo przypominają produkcje spod znaku kina giallo. Sprawia to, że mimo znajomej fabuły A Cause to Kill wciąż ogląda się z zainteresowaniem, choć w ostatnich aktach twórcom zaczyna brakować pomysłów, przez co brak w nich formalnych zabaw. Zaletą są tu również aktorzy, szczególnie Ling Po i Chiao prezentujące, choć wewnętrznie skonfliktowane, to ostatecznie silne postaci kobiece. Produkcja oczywiście ustępuje pod wieloma względami klasykowi Hitchcocka, lecz sądzę, że dla miłośników kina gatunkowego nie tylko z Hongkongu powinna stanowić nader interesującą pozycję.
The Winged
Tiger
Cha
chu hu
reżyseria
i scenariusz: Chiang Shen
choreografia scen akcji:
Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera:
18.02.1970
Obsada: Hung-Lieh Chen, Feng Tien, Angela Yu Chien, Annette Sam, Mian Fang, Pin-Ao Wei, David Chiang, Hon Law, Tin-Hei Tong, Lui Cheng i inni.
Hung-Lieh Chen, w jednej ze swoich najlepszych kreacji jako Latający Bohater Jiou Ru, wyrusza z misją odnalezienia manuskryptu zmarłego mistrza Świata Sztuk Walki w celu udzielenia wglądu do niego wszystkim zainteresowanym. Jeśli jednak jego zadanie się nie powiedzie i sekrety manuskryptu wpadną w niepowołane ręce, wtedy los ludzi na całym świecie będzie zagrożony. Aby plan Latającego Bohatera się powiódł musi on wpierw pokonać tytułowego Skrzydlatego Tygrysa (Lui Cheng) – mistrza posiadającego fragment manuskryptu, następnie przybrać jego tożsamość, po czym zinfiltrować dom Króla Hadesu, złego mistrza Yina (Feng Tien). Problemy powoduje fakt, że Skrzydlaty Tygrys miał poślubić córkę Yina, piękną Cai Fa Yin (Angela Yu Chien); ta zakochuje się w impostorze, który także nie potrafi pozostać całkowicie obojętnym na jej wdzięki. Nie pomaga mu również fakt przebywania w posiadłości innych potężnych wojowników, planujących zdobyć manuskrypt dla siebie; wśród nich znajduje się Jadeitowa Twarz Sheng Bai Yun, w którego wcielił się David Chiang.
Przy okazji omawiania produkcji z przełomu lat 60. i 70. wielokrotnie wspominam o repetycji pomysłów i stagnacji, w którą wpadło kino wuxia ze studia Shaw Brothers. The Winged Tiger wraz z kilkoma innymi produkcjami z 1970 roku udowadnia jednak, że wciąż w ramach zaproponowanego przez Shawów szablonu można było stworzyć interesujące pozycje. Omawiany film z pewnością nie jest osiągnięciem na miarę najsłynniejszych dokonań Cheh Changa ani, tym bardziej, Kinga Hu, lecz stanowi nader udany przykład rozrywkowego kina wuxia, gdzie wszystkie części składowe są dozowane w idealnych niemal proporcjach. Intryga jest ciekawa i oferuje kilka zwrotów akcji, relacje między postaciami są żywo zarysowane, a wątki romantyczne – choć wciąż niemal identyczne, jak w innych ówczesnych filmach – nie próbują wybić się na pierwszy plan. Zaletą jest również udana synteza klasycznych tropów kina wuxia, takich jak źli mistrzowie, tajemny manuskrypt, praworządny bohater czy pomieszczenie najeżone pułapkami.
Oczywiście, po The Winged Tiger sięga się przede wszystkim ze względu na zawarte w nim sceny sztuk walki – te również nie zawodzą. Jak wskazują przydomki postaci z pierwszego akapitu oraz sam tytuł filmu, mamy tu do czynienia z mnóstwem powietrznych akrobacji wplecionych w klasyczne sekwencje pojedynków. Dzięki temu nie tylko wyróżniają się na tle ówczesnych wuxia, lecz są niezwykle emocjonujące i efektowne. Duża w tym zasługa montażu, który – w przeciwieństwie do niejednej produkcji – nie próbuje sztucznie zwiększyć prędkości walk irytującymi cięciami. Ponadto twórcy zadali sobie trud pokazania niemal wszystkich akrobacji, a nie sugerowania najbardziej ekstrawaganckich z nich montażowymi sztuczkami, co również zasługuje na pochwałę. The Winged Tiger stanowi tym samym jedną z przyjemniejszych produkcji Shaw Brothers, którzy mimo szybkiej eksploatacji typowej dla wuxia tematyki, wciąż potrafią ją zaprezentować w atrakcyjny sposób.
Whose Baby is
in the Classroom?
aka Whose
Baby's in the Classroom?
Nu
xiao chun se
reżyseria
i scenariusz: Umetsugu Inoue
studio: Shaw Brothers
premiera:
18.02.1970
Obsada: Peter Chen, Ching Li, Ou-Yang Sha-Fei, Wei-Ling Chin, Mei Yi, Sai Ding, Yun Shen i inni.
A teraz coś z zupełnie innej beczki. Whose Baby's in the Classroom? to połączenie romantycznej komedii z musicalem, za który odpowiada japoński reżyser Umetsugu Inoue. Oczywiście produkcja stanowczo odstaje charakterem od omawianych tu filmów, a jej inkluzja tutaj jest spowodowana właściwie tylko tym, że jestem fanem Ching Li, która gra tu główną rolę u boku Petera Chena. Chen wciela się tu w nieco pokracznego, lecz posiadającego serce ze złota chemika Fenga Chen Tzu. Sfrustrowany życiem dostaje od lekarza jedną poradę: znalezienia sobie partnerki życiowej. Zamiast partnerki Tzu znajduje jednak porzuconego niemowlaka i nie mając serca oddać go do domu dziecka, postanawia sam się nim zaopiekować. Aby zarobić na utrzymanie zatrudnia się jako nauczyciel chemii w żeńskiej szkole, gdzie dostaje zakwaterowanie, w którym - oczywiście - nie można przetrzymywać małych dzieci. W tej samej szkole pracuje także nazywana przez uczennice Skałą, Helen Li (Ching Li), twarda zastępczyni dyrektorki i dawna sympatia Tzu, skrywająca kobiecość pod nijakimi ubraniami i zbyt dużymi okularami.
Zgodnie z przewidywaniami widza wątek romantyczny zakwitnie między protagonistami w pełni, a ukrywanie przed szkołą dziecka oraz ciekawskie, acz bardzo miłe uczennice doprowadzą do komedii pomyłek. W międzyczasie nie zabraknie też kilku numerów wokalnych. Whose Baby's in the Classroom? to solidnie zrealizowany film, lecz na dzisiejsze standardy wydaje się zbyt naiwny oraz tradycyjny w przekazie. W kwestii komedii jedynie jeden żart sprawił, że wybuchłem śmiechem, resztę czasu spędziłem bez większych emocji, acz bijąca z ekranu pozytywna energia sprawiła, że nie mam serca zanadto krytykować produkcję. Jako komercyjny produkt swoich czasów sprawdza się znakomicie, a czas spędzony z Li nigdy nie jest przecież czasem straconym.
Lady of
Steel
Huang
jiang nu xia
reżyseria:
Meng-Hua Ho
scenariusz: Jen Liang
choreografia scen akcji:
Siu-Chung Leung
studio: Shaw Brothers
premiera: 27.02.1970
Obsada: Pei-Pei Chen, Hua Yueh, Chung-Hsin Huang, Mian Feng, Jackie Chan i inni.
Gwiazda kina wuxia Pei-Pei Cheng tym razem wciela się w osieroconą przez brutalnych przestępców Ying Qi Fang, którą przez przypadek odnajduje mistrz sztuk walki. Wytrenowana, po latach zostaje wysłana z misją wsparcia rebelii przeciw wysoko postawionym zdrajcom narodu. Prędko wychodzi na jaw, że wśród rebeliantów znajduje się szpieg i zarazem morderca jej rodziców. Zanim będzie mogła dokonać słusznej zemsty, dziewczyna z powodu podrobionych dowodów sama zostaje uznana za zdrajczynię, a jej jedynym sprzymierzeńcem okazuje się być potężny lider klanu żebraków Shang Yi Qin (Hua Yueh).
Film – choć posiada kilka całkiem sprytnych zwrotów fabularnych – trudno określić inaczej niż średni. Choreografie walk są niezbyt wyszukane, co jednak nie jest wielkim zaskoczeniem. Mimo posiadania gwiazdorskiego statusu w kinie sztuk walki nie ma wiele produkcji, w których zachwyciłbym się scenami akcji z udziałem Cheng. Jako że jest ich w Lady of Steel dość sporo i stanowią one tutaj główną, choć momentami wątpliwą atrakcję, zdecydowanie zmniejszają przyjemność z seansu. Fabuła jest przewidywalna i opiera się na utartych schematach, choć finalne starcie w zmiennych kolorach sztucznych ogni prezentuje się niewątpliwie atrakcyjnie pod względem wizualnym. Poza nim, produkcja nie ma zbyt wiele do zaoferowania i stanowi raczej kolejny przykład przesytu rynku kinem wuxia, który to gatunek znalazł się w potrzebie zastrzyku nowych pomysłów i nowej energii.
The
Bravest Revenge
Wu lin long hu dou
reżyseria:
Lung Chien
scenariusz: Goh Tin
choreografia scen akcji:
Chuan-Ling Pan i Chun-Loi Wong
studio: Union Film i International
Film Production
premiera: ??.??.1970
Obsada: Polly Shang-Kuan, Peng Tien, Yuan Yi, Chi Ma, Chung-Shan Wan, Bo-Leung Chan, Han Hsieh i inni.
Kolejna produkcja wuxia z tajwańskiego Union Film prezentuje klasyczną historię zemsty czwórki bohaterów za śmierć ich ojca/nauczyciela z rąk okrutnego mistrza sztuk walki i lidera zorganizowanej grupy przestępczej w jednym. Aby nieco rozbudować prostą fabułę, Tin i Chien posiłkują się tokiem narracji zaczerpniętym z tzw. nowej szkoły wuxia, czyli oferują dość epizodyczną strukturę zdarzeń z pobocznymi, krótkimi wątkami oraz wprowadzają elementy shenguai, choć w dość skromnej ilości i zwykle ograniczone do potężnego oręża, którym włada złoczyńca oraz Miecza Słońca, który muszą odnaleźć protagoniści.
Czwórkę naszych bohaterów stanowią:
Fang-Yi Shi (Polly Shang-Kuan) – posługująca się dwoma krótkimi ostrzami wojowniczka o błyskawicznej prędkości, przenikliwym spojrzeniu i uroczym uśmiechu.
Yu-Long Shi (Chi Ma) – najstarszy w grupie i najmniej skory do nieprzemyślanego działania mistrz miecza, który palcami przebija nawet najtwardsze skały.
Yi-Feng Zhu (Chung-Shan Wan) – smukłej budowy szermierz, który tak samo jak mieczem, potrafi posługiwać się pieniędzmi i kontaktami z władzami aby znaleźć ludzi gotowych do walki z wrogiem.
Fei Shan (Han Hsieh) – posługujący się ciężkim mieczem z łańcuchem, potrafiący chodzić po wodzie najbardziej emocjonalny wojownik z naszej żądnej zemsty czwórki.
Razem stawią czoła niezwykle potężnemu i przebiegłemu okrutnikowi Mu-Tien Chao (Yuan Yi) i jego chmarze pomagierów. Żeby go pokonać muszą nie tylko wykazać się niesamowitymi zdolnościami, ale też przejść przez komnaty trucizn i ognia. Na szczęście odnajdują oni wsparcie w postaci szlachetnego bohatera Ying-Che Tsaia (Peng Tien), zwanego Królem Miecza szermierza, który nie tylko chce pokonać Chao, lecz również zna lokację Miecza Słońca.
Produkcja pędzi z fabułą dość szybko, nie przejmując się zbytnio pokazywaniem czegoś więcej niż scen przed, w trakcie i po walce. Jeśli między kolejnymi starciami dzieje się coś ciekawego, zostaje to widzowi przedstawione w narracji z offu, wyjaśniającej prędko jak doszło do tej czy innej potyczki. Wyjątkiem jest poboczny wątek poszukiwania Miecza Słońca oraz kilka scen dialogów, bez których nie wiedzielibyśmy o postaciach praktycznie nic. Wszystko to sprawia, że The Bravest Revenge jest po brzegi wypełniony sekwencjami sztuk walki, co z pewnością zadowoli każdego fana oldschoolowych wuxia, a zanudzi wszystkich innych. Choreografie są dość zróżnicowane, lecz byłem mocno zawiedziony faktem, że bohaterowie poza wstępnym popisywaniem się interesującymi zdolnościami nigdy później z nich nie korzystają. Nie ma zatem scen walki na wodzie, przebijania skał czy korzystania z Pocisku Matka-Syn, co jest sporym zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że zdolności te były wykorzystane w początkowych partiach produkcji do wzbogacenia charakteryzacji postaci oraz odróżnienia ich od siebie. Niestety po introdukcjach stylów wszyscy zaczynają walczyć podobnie, za wyjątkiem Fang-Yi, która dzięki korzystaniu z dwóch krótkich mieczy otrzymuje nieco odmienny styl choreografii od reszty. Poza tym nie da się ukryć, że walki są momentami dość archaiczne, lecz nie da się także nie pochwalić pomysłowego korzystania z linek czy świetnego starcia Chao z chmarą policjantów: w kilka minut wybija kilkudziesięciu stróżów prawa, pokazując się jako ekstremalnie potężny wojownik. Co więcej, film zaskakująco często styka bohaterów z głównym antagonistą, który co raz spuszcza im łomot, sprawiając, że powoli ich liczba się zmniejsza.
The Bravest Revenge to utrzymana w klasycznym dla okresu powstania produkcji stylu wuxia z solidną obsadą, interesującymi choreografiami oraz prędkim tokiem narracji. Nie można uznać filmu za wybitnego przedstawiciela gatunku, lecz uważam, że każdy jego fan zdecydowanie powinien odszukać produkcję i przekonać się jak wygląda ta najodważniejsza z zemst.
The
Grand Passion aka Flames of Vengeance
Lie
huo
reżyseria i scenariusz: Shih-Ching Yang
choreografia
scen akcji: Yao-Kun Pan
studio: Union Film
premiera: ??.??.1970
Obsada: Polly Shang-Kuan, Chien Tsao, Ying Pai, Tian Miao, Chung-Shan Wan, Chun Shih, Ping-Yu Chang, Han Hsieh i inni.
The Grand Passion to dość interesujący przykład kina wuxia z Tajwanu, który prócz obsady złożonej z największych gwiazd Union Film (minus Feng Hsu, która miała pojawić się w filmie, ale ostatecznie widać ją tylko w materiałach promocyjnych) może się także poszczycić pomysłowym wykorzystaniem inspiracji z Dragon Inn Kinga Hu. Zamiast bowiem skupiać się – jak czyniło to większość twórców, nawiązujących do klasyka Hu – na scenach karczmianych, Yang wykorzystuje charakteryzujące te sceny niedopowiedzenia i ukrywanie intencji postaci do przedstawienia historii o próbach przemytu dokumentu, potrzebnego w walce przeciw dyktatorskiej władzy. Choć więc główny wątek jest jednym z częstszych w kinie wuxia, to jego zaprezentowanie sprawia, że wzbudza on zainteresowanie widza nie do końca pewnego komu może ufać.
Niestety, im głębiej wchodzimy w intrygę tym mniej zagmatwana się ona staje, ponadto aby utrzymywać suspens Yang nie omieszka zmusić zarówno bohaterów, jak i antagonistów do popełnienia kilku rażących głupot. Powoduje to stopniowe tracenie uwagi widza, lecz dzięki dość udanym wprowadzeniu i pierwszej połowie produkcji do finału dociera się bez większych trudności. Minusem jest tu również fakt, że jeśli widz zacznie zastanawiać się nad fabułą, wtedy dość wcześnie odgadnie jej przebieg, co znacznie osłabi przyjemność z seansu.
W kontekście scen akcji, The Grand Passion prezentuje typowe wykonanie dla większości produkcji z Union Film. Nie mając tak utalentowanych choreografów jak konkurencja z Hongkongu, twórcy z Tajwanu przykładali większą wagę do zdjęć i montażu, co sprawia, że sekwencje sztuk walki wyglądają często atrakcyjnie wizualnie, lecz jeśli dane starcie jest jednym z dłuższych, wtedy wkrada się do niego monotonia.
Stąd też, produkcja równoważy liczne zalety niemniej licznymi wadami. Dla fanów wuxia, a przede wszystkim wuxia z Tajwanu, jest ona – wydaję mi się – warta rekomendacji. Mimo małej oryginalności, kilku niepotrzebnych dłużyzn i niewyszukanej choreografii scen akcji jest to solidnie wykonany film z gatunku.
Brothers
Five
Wu
hu tu long
reżyseria:
Wei Lo
scenariusz: Kuang Ni i Wei Lo
choreografia scen akcji:
Sammo Hung i Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera:
26.03.1970
Obsada: Pei-Pei Cheng, Lieh Lo, Yu Chang, Hua Yueh, Han Chin, Yuen Kao, Feng Tien, Little Unicorn, Hsieh Wang, Sammo Hung, Feng Ku i inni.
Wei Lo powraca z filmem pełnym wymyślnych scen sztuk walki, obecnych tu dzięki mistrzowskim niemal choreografiom Sammo Hunga i Simona Chui. Sceny akcji połączone są niestety nadzwyczajnie wręcz pretekstową fabułą i kilkoma nader kuriozalnymi pomysłami. Wojowniczka Hsing-Kung Yen pomaga zjednoczyć się 5 braciom rozdzielonym za wczesnego dzieciństwa, aby mogli zemścić się na grupie złoczyńców odpowiedzialnych za zabójstwo ich ojca. Zadanie byłoby dla dziewczyny praktycznie niemożliwe do spełnienia, gdyby nie fakt, że każdy z braci zdążył już – zupełnym przypadkiem – wejść w konflikt z zabójcami jeszcze zanim dowiedział się o tajemnicy z przeszłości. Dzięki temu nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności niedługo później będą mogli razem trenować specjalną sztukę walki, która – zrządzeniem losu – została stworzona na pięć osób.
Scenariusz zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną Brothers Five. Twórcy zresztą niezbyt nawet starają się udawać, że jest inaczej; każdy pomysł fabularny ma na celu jedynie wprowadzenie kolejnej sceny walki. Te zaś wypadają zdecydowanie udanie, tym bardziej, że Cheng nie bierze udziału w najważniejszych starciach. Spodziewanym, lecz jakże udanym pomysłem jest ten, że każdy z braci jest mistrzem walki innym orężem: mieczem, ostrzem w kształcie pędzla do kaligrafii, młotem kowalskim, metalową obręczą-kapeluszem (którym rzuca, jak później czynić to będzie Kung Lao w serii gier Mortal Kombat) i biczem w tandemie z rzucanymi sztyletami. Kiedy zaś sytuacja robi się naprawdę groźna bracia wskakują na siebie i jako „jedno ciało” gromią przeciwnika w niezamierzenie kuriozalnych scenach.
Film powinien zadowolić wszystkich miłośników oldschoolowych wuxia, którzy szukają w produkcjach różnorodnych starć. Choreografia jest interesująca, dynamika spora, więc pod tym względem Brothers Five nie zawodzi. Jest też sporo znajomych twarzy wśród bohaterów z Pei-Pei Cheng, Lieh Lo, Hua Yueh i Yuen Kao na czele. W mniejszej roli widz odnajdzie też młodziutkiego choreografa Sammo Hunga.
The Wandering
Swordsman
You
xia er
reżyseria:
Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
choreografia scen akcji:
Cheung-Yan Yuen i Siu-Pang Chan
studio: Shaw Brothers
premiera:
02.04.1970
Obsada: David Chiang, Lily Li, Lui Cheng, Pei-Shan Chang, Kuang-Yu Wang, Bolo Yeung, Tung Li i inni.
David Chiang powraca w klasycznej dla siebie kreacji jako pełny ideałów młodzieniec, którego naiwność okazuje się zgubna w merkantylnym świecie. W podobnej kreacji, jak w niedawnym Have Sword, Will Travel i z nawiązaniami do postaci odgrywanych w filmach Changa przez Yu Wanga, Chiang wciela się tu w tytułowego szermierza o niezwykłych zdolnościach sztuk walki. Spotykamy go gdy śledzi i podsłuchuje złodziei, bezszelestnie sunąc nad nimi w powietrzu. Po zapoznaniu się z ich planem kradzieży, ostrzega ich by nie popełniali przestępstwa, co czyni w charakterystycznej dla wuxia karczmie. Po tym, jak złoczyńcy i tak dokonują kradzieży zabiera im cały łup, po czym oddaje go przypadkowo spotkanym wieśniakom, którym powódź zniszczyła dobytek, samemu zostając bez grosza przy duszy. Brak pieniędzy zmusza go do ponownego ich zdobycia; niestety, mimo szczerych chęci prowadzenia honorowego konduktu nieświadomie wplątuje się w sieć przestępczych intryg.
Otwartość oraz zaciekawienie protagonisty wobec zachodzących wokół niego wydarzeń każe postrzegać go jako idealistę, ale również naiwnego młodzieńca, nieprzygotowanego na ilość kłamstw i oszustw napotykanych w życiu. Jego postrzeganie świata staje się zatem na przestrzeni filmu coraz bardziej krytyczne, lecz swoje cierpienie ukrywa za ironicznym uśmiechem, pomagającym mu udawać beztroski charakter. Gdy daje się zaplątać w samym centrum intrygi klanu złodziejskiego, planującego wykraść pieniądze transportowane dla armii, staje się celem bohaterskiego klanu praworządnych szermierzy. Nie będąc świadomym tożsamości żadnej ze stron konfliktu, Wędrujący Szermierz początkowo pomaga raz jednej, raz drugiej stronie ostatecznie ściągając na siebie chęci zabicia go z obu.
Mimo że The Wandering Swordsman nie jest najwybitniejszym osiągnięciem Changa jest to zdecydowanie warty uwagi film dla wszystkim miłośników wuxia. Nie tylko mamy tu do czynienia z interesującą fabułą z ledwo tylko zarysowanym wątkiem romantycznym i klasycznymi dla Changa finałem oraz sprawną reżyserią i udaną kreacją jednej z największych gwiazd hongkońskiego kina akcji Davida Chianga, lecz także z pomysłowymi i bardzo dynamicznymi choreografiami. Złodziejski klan wypełnia całkiem spora ilość złych mistrzów, a to oznacza sporą różnorodność stylów walki i używanego oręża, co zawsze stanowi zaletę w przypadku kina sztuk walki.
Secret
Agent Chung King No. 1 aka Secret Agent
Chungking No. 1 aka Secret Agent Chung King
001
Zhongqing yi hao
reżyseria: Che-Fu
Liang
scenariusz: Chun Ku i Feng Shi
studio: Tai Lien Film
Co.
premiera: 04.04.1970
Obsada: Shan Guan, Hsiao-Yen Chang, Hui-Mei Chen, Bi-Yun Lu, Yueh Sun, Shih Chin, Wang Wai, Chun Ku i inni,
Secret Agent Chung King No. 1 to tajwański film szpiegowski, którego akcja rozgrywa się podczas okupacji Chin przez Japonię. Głównymi bohaterami są dwóch mężczyzn i dwie kobiety, będących członkami podziemnego ruchu oporu walczącego z okupantem. Ich tajemniczym liderem jest tytułowy agent Numer 1, który od czasu do czasu przysyła im rozkazy, samemu przebywając w ukryciu. Fabularnie film skupia się na śledztwie prowadzonym przez japońskich agentów i oficerów, poszukujących bohaterów. Ci zaś zmuszeni są co jakiś czas infiltrować bazy wroga w celu wykradzenia obciążających dowodów czy wydostania swoich sprzymierzeńców. Jako taka, produkcja posiada dość epizodyczną strukturę, scaloną raczej działalnością Japończyków niż członków ruchu oporu.
Secret Agent Chung King No. 1 wyraźnie nie należy do grona pozycji wysokobudżetowych, lecz dzięki kręceniu sporej ilości scen w lokacjach udaje mu się ustrzec wzbudzania wrażenia nazbyt taniej produkcji. Śledztwo i działania postaci są tu przedstawione w duchu realistycznym, co może być o tyle zaskakujące, iż tytuł zdaje się sugerować inspiracje przygodami agenta 007. Oczywiście nie brak pewnego naginania realizmu, zwykle poprzez dziwaczne decyzje niektórych postaci, czasem decydujących się na jakiś kuriozalnie nieprzemyślany krok, tylko by wzbudzić większe poczucie zagrożenia. Poza tym jeden z japońskich agentów wykorzystuje w swojej działalności podziemne cele; te mogą się nieco kojarzyć z kryjówkami łotrów stawiających czoła Bondowi. Dominuje jednak realistyczne przedstawienie akcji, pełne podchodów i dość interesująco zarysowanych działań Japończyków nie sprawiających wrażenia ani zbyt głupich, ani zbyt barbarzyńskich, co wyróżnia produkcję na tle podobnych jej z Hongkongu. Fabuła w okolicach połowy czasu trwania niestety popada w mały chaos. Liang stara się zaprezentować głębszy portret psychologiczny postaci drugoplanowej w sprawiających wrażenie sztucznie doklejonych scenach. Nie odnosi tym samym większego sukcesu, a jedynie niezamierzenie wskazuje na osobę, która nie ukończy filmu przy życiu. Zaprezentowana historia nie należy też do nazbyt zaskakujących, szczególnie łatwo domyśleć się można tożsamości tytułowego agenta, która jest niespodzianką zachowaną na finał produkcji.
Secret Agent Chung King No. 1 posiada w kontekście przesłania przede wszystkim wykładnię patriotyczną, która w dużej części zastępuje psychologizację czwórki bohaterów. Choć wspomina się o ich miłościach czy życiu prywatnym, dominuje ich całkowite oddanie dla sprawy, a kwestie uczuciowe traktowane są instrumentalnie do pokazu odrzucenia prywatnego szczęścia na rzecz dobra narodu. Jak jeden z bohaterów stwierdza: „Nie ma uczuć, jest tylko lojalność”. W ten sposób produkcja propaguje kolektywną walkę z wrogimi siłami i pozbycie się wszelkiego faworytyzmu. Zbliża się tym samym do rejonów zajmowanych przez kino propagandowe, co w naturalny sposób upraszcza charaktery i fabułę, aby pozwolić w pełni wybrzmieć prostej i zaprezentowanej w łatwy do zrozumienia sposób puencie. Mimo to, dzięki dość interesująco zaprezentowanej rywalizacji obu stron i solidnej grze aktorskiej filmu nie można uznać za nieudany, a raczej za średni. Sądzę jednak, że także za warty poznania przez fanów tajwańskiego kina gatunkowego.
The Golden
Knight
aka Nine
Golden Knights
Jin
yi da xia
reżyseria
Griffin Yueh
scenariusz: Fung Wong, Yat-Fong Yip
choreografia
scen akcji: Kuo Han
studio: Shaw Brothers
premiera: 14.04.1970
Obsada: Lily Ho, Yuen Kao, Mei-Sheng Fan, Pei-Pei Shu, Liu Hong, Miao Ching, Feng Ku, Sammo Hung i inni.
Kolejna klasyczna dla Shaw Brothers wuxia zabiera widza w poszukiwanie zamaskowanej postaci wykradającej manuskrypty nauczające potężnych zdolności sztuk walki. Prędko się jednak okazuje, że kradzieże są częścią skomplikowanej intrygi tajemniczego mistrza.
The Golden Knight ma zadatki na prawdziwie intrygujący film wuxia, lecz poprzez pospieszną realizację, liczne potknięcia narracyjne w ostatnich aktach, niezbyt wyróżniające się kreacje aktorskie z wyjątkiem solidnej jak zawsze Ho oraz wyjątkowo rozczarowującą choreografię scen sztuk walki pozostaje w pamięci raczej jako produkcja o dość ciekawej intrydze, która padła ofiarą mniej niż przyzwoitego potraktowania. Warto tu zwrócić uwagę jednak na pomysły ze zmienianiem tożsamości, które do tej pory pojawiały się prymarnie w fantastykach studia. Źli mistrzowie sztuk walki ochoczo korzystają tu z masek zmieniających ich wygląd czy też z wyciętych – w scenach rodem z kina grozy – twarzy przeciwników, przybierając cudze tożsamości. Po film mogą sięgnąć też miłośnicy Sammo Hunga, jako że pojawia się on tu w nieco większej roli niż zwykle.
Heads for
Sale
Nu
xia mai ren tou
reżyseria:
Walter Chung
scenariusz: Yat-Fong Yip
studio: Shaw
Brothers
premiera: 06.05.1970
Obsada: Lisa Chiao, Leung Chan, Hsieh Wang, Helen Ma, Yan-Yan Chen, Mei-Sheng Fan, Miao Ching i inni.
Kolejna typowa wuxia z ekstremalnie pretekstową fabułą. Z powodu nieporozumienia młoda mistrzyni sztuk walki atakuje swojego ukochanego, po czym wściekła odjeżdża w siną dal. Młody mistrz udaje się na jej poszukiwania, podczas gdy kobieta wplątuje się w walkę z okolicznym gangiem, któremu przewodzi zły mistrz, tylko czekający na okazję by zemścić się na ukochanym dziewczyny.
Film co kilka scen wrzuca bohaterów w kolejne sytuacje, z których jedynym wyjściem jest walka, a żeby było jej jeszcze więcej, to co pewien czas – niezbyt przejmując się ciągiem przyczynowo-skutkowym – Yip i Chung dorzucają kolejne postaci w osobie różnorakich mniejszych lub większych mistrzów, tylko po to, aby bohaterowie mieli kogo ciąć. Fabularnie więc produkcja prezentuje się dość rozczarowująco i nijako. Negatywnego wrażenia nie poprawia fakt, że przez sporą część czasu protagonistka jest irytującą postacią. Winni za ten stan rzeczy są autorzy scenariusza, którzy zmusili ją do skrajnie nieraz głupich zachowań jedynie w celu sztucznego przedłużenia konfliktu. Ponadto tytułowych „głów na sprzedaż” – teoretycznie jednej z głównych atrakcji – jest tylko jedna i pojawia się tylko w jednej krótkiej scenie. Sama głowa też nie jest szczególnie dla fabuły istotna.
Tak też, Heads for Sale po operowym wstępie, prędko przeradza się w mało ambitne kino sztuk walki. Trzeba jednak przyznać, że wyraźnie widać, że twórcy włożyli sporo pracy w choreografie kolejnych starć. Walki są dynamiczne, postaci silne, dzięki czemu po ich ciosach i rzutach przeciwnicy przelatują przez całe pokoje i niszczą wystroje wnętrz. W ruch idzie też sporo różnego oręża oraz ukrytych, niehonorowych broni, choć ostatecznie wszystko – jak przystało na rasowe kino wuxia – zostanie zdecydowane za pomocą miecza. Heads for Sale nie oferuje zatem zbyt wiele w kontekście fabularnym i nie ma szans na zainteresowanie osób nie przepadającym za gatunkiem. Miłośnicy klasycznego wuxia, a nadto miłośnicy Shaw Brothers powinni jednak docenić pomysłowe choreografie.
Vengeance!
Bao
chou
reżyseria:
Cheh Chang
scenariusz: Cheh Chang i Kuang Ni
choreografia scen
akcji: Kai Tong i Cheung-Yan Yuen
studio: Shaw Brothers
premiera:
14.05.1970
Obsada: David Chiang, Lung Ti, Ping Wang, Alice Au, Feng Ku, Chi-Hing Yeung, Ching-Ho Wong i inni.
Vengeance! jest nie tylko jednym jednym z najlepszych i pierwszych filmów kung fu z katalogu Shaw Brothers oraz potwierdzeniem, że Cheh Chang był reżyserem, potrafiącym tworzyć na wysokim poziomie i z oszałamiającą wręcz prędkością, lecz również jest jedną z ważniejszych produkcji hongkońskiego kina gatunkowego w ogóle. Warto przy okazji wspomnieć więc, że Chang za Vengeance! otrzymał nagrodę dla najlepszego reżysera podczas 16. gali Asian Film Festival, produkcja została tam też uznana za najlepszy film, a odgrywający główną rolę David Chiang otrzymał wyróżnienie dla najlepszego aktora.
Akcja produkcji rozgrywa się w 1925 roku w bliżej nieokreślonej miejscowości w Chinach. Pierwszym bohaterem, jakiego wprowadza Chang jest aktor pekińskiej opery i mistrz sztuk walki w jednym Guan Yu Lou (Lung Ti). Pod jego nieobecność, niewierna żona romansuje z podstępnym mistrzem sztuk walki (lecz o raczej wątpliwych zdolnościach) z miejscowej szkoły. Kobietę upatrzył sobie także miejscowy generał, więc skorumpowani oficjele wraz z mistrzem (Feng Ku) decydują się ją oddać w ręce wojskowego, celem zapewnienia sobie przychylności władz. Wpierw muszą jednak zabić Yu Lou; w tym celu zapraszają go do restauracji, gdzie rzuca się na niego cała chmara uzbrojonych złoczyńców, zabijająca go w wyjątkowo ekspresyjnej i brutalnej sekwencji, godnej finału niejednej produkcji kung fu. Dla Changa jest to zaledwie początek: oto bowiem do miasta przybywa przepełniony palącym pragnieniem zemsty brat zamordowanego – Guan Xiao Lou (David Chiang).
Reżyser sięga w filmie po trzy inspiracje, których połączenie wyróżnia go na tle konkurencji i wynika mocnym, nowatorskim podejściem do gatunku. Jako pierwsza ujawnia się inspiracja pekińską operą. You Lou zostaje wprowadzony poprzez operowy spektakl, ale to zaledwie początek nawiązań. Chang zapożyczył z pekińskiej opery jakże pamiętny wizerunek wybebeszonego bohatera. I choć jest to dość częsty widok zarówno w operze, jak i filmach reżysera, tutaj nie jest umieszczony tylko ze względów stylistycznych, lecz bezpośrednio odnosi się on do sztuki Jiepai guan (Brama na granicy), której protagonista Luo Tong zostaje ciężko ranny w podbrzusze; zawiązuje je aby powstrzymać wypadające wnętrzności i kontynuuje walkę aż do tragicznego końca. Zanim dojdzie do jego własnej tragicznej śmierci, Yu Lou zostaje przedstawiony właśnie podczas odgrywania sceny śmierci Tonga na deskach operowych, równocześnie zapowiadając własną śmierć w restauracji. Chang fabularne powiązania podkreśla też w samej scenie morderstwa, pokazując ją na przemian z cięciami do wcześniejszego występu Yu Lou – tym razem dla zwiększenia efektu zaprezentowanego w slow motion. Chang tworzy zatem tu pomost między historycznymi, wręcz mitycznymi tradycjami wuxia a niemal zupełnie realistycznym kierunkiem, jaki obiera w Vengeance!.
Pojawienie się Xiao Lu i następujące później polowanie na morderców, uzyskanie pomocy atrakcyjnej kobiety, walka z wynajętym zabójcą oraz konieczność połączenia sił z jednym ze złoczyńców to przerobione wątki, pochodzące z drugiej inspiracji. Chang parafrazuje tu bowiem fabułę Point Blank (John Boorman, 1967), przez co Vengeance! do pewnego stopnia można traktować jako luźny remake brytyjskiego klasyka. Nie było to oczywiście novum u reżysera, który wcześniej silnie przerobił fabułę Trzech wyjętych spod prawa samurajów (Sanbiki no samurai, Hideo Gosha, 1964) na potrzeby kina wuxia. Synteza tradycji chińskich i wpływów zachodnich wynikła nowatorskim podejściem do gatunku i odciśnięciem niezatartego śladu na jego historii.
Dlaczego jednak Vengeance! uznaje się za tak istotny film dla gatunku? Odpowiedzi na to pytanie trzeba szukać w trzeciej inspiracji, czyli inspiracji historycznej, która sprawiła, że Chang przeniósł akcję produkcji do okresu Republiki Chińskiej (1911-1949), a ściślej do podzielonego, gwałtownego czasu I wojny domowej (1924-1927). Zrobił tak, gdyż całkiem słusznie zauważył, że gatunek wuxia wpadł w sidła repetycji i klisz, z których nie jest w stanie się wyzwolić. Chang zaczął tym samym sięgać po nowe pomysły, wynikające zarówno ciekawymi propozycjami w samym gatunku wuxia, jak również daleko poza nim, czego przykładem był choćby wcześniejszy, świetny Dead End. Dead End nie przyniósł jednak rewolucji, która stała się za sprawą Vengeance!.
Wybranie czasu akcji, czyli wspomnianego okresu Republiki Chińskiej w latach 20., było jednym z głównych czynników odpowiadających za tę rewolucyjność. Okres podziału kraju, wewnętrznych kłótni i wiszącego w powietrzu zbrojnego konfliktu okazał się atrakcyjny szczególnie z dwóch powodów. Po pierwsze – niczym ninkyo (yakuza) eiga w Japonii – oferował pomost między fantastycznymi (szczególnie w Chinach i Hongkongu) fabułami produkcji osadzonych w dalekiej przeszłości, a współczesnym kinem cechującym się realistycznym podejściem. Ponadto jako czas intryg, zdrad i korupcji stanowił doskonałe tło dla niemoralnych złoczyńców i problemów protagonistów z odnalezieniem się w świecie pełnym szarości oraz przenoszeniem ich trosk na ówczesne problemy społeczne.
Po drugie pozwoliło to na ponowne zwiększenie realizmu i przemocy. Choć Chang jest znany z brutalnych walk obecnych w produkcjach wuxia, w Vengeance! sięgnął nowych wyżyn, dodatkowo wyróżniających jego kino na tle ówczesnych propozycji. Chiang nie pojawia się tu uzbrojony w miecz, aby wygłosić formułkę o moralności czy patriotyzmie, po której roznosi w pył chmarę bezimiennych wojowników w ciągu kilku chwil. Tym razem przystępuje od razu do działania, wiedząc, że od pewnej śmierci mogą go uratować tylko zimna krew i szybkie działanie. Żeby pokonać nawet dwóch atakujących go zbirów w brudnej toalecie musi wytężyć wszystkie swoje siły, a i tak nie wychodzi z walki bez obrażeń. W kontekście scen akcji, począwszy od pamiętnej sekwencji zgonu Yu Lou aż do finalnego starcia w posiadłości skorumpowanego bogacza, gdzie w ruch idzie także broń palna, pojedynki są krwawe i zupełnie wyniszczające dla wszystkich zaangażowanych, co doskonale wyraża Chiang sprawiający wrażenie, jakby znajdował się w permanentnym stanie załamania.
Podobnie, jak za pomocą Jednorękiego szermierza Chang wywarł niesłabnący po dziś wpływ na wuxia, tak za pomocą Vengeance! wpłynął na rozwój kina kung fu. Po sukcesie produkcji, osadzanie akcji w okresie Republiki Chińskiej i – nieco później – we współczesności stało się nader częstym zabiegiem, nastąpił kolejny etap zwiększania realizmu scen akcji i coraz rzadziej potrzebowano dodatkowego oręża poza ciałem wojownika. Stopniowo tradycje wuxia przechodziły do odwrotu, a na pierwsze miejsca box office'u już rok później powróciło odrzucone niespełna 15 lat temu kung fu. Vengeance! utorowało tym samym drogę niezliczonym filmom sztuk walki, w tym produkcjom z Brucem Lee, które chętnie korzystały z szablonu wypracowanego przez Changa, rozprzestrzeniając go na cały świat.
Wraz z doskonałym aktorstwem jednego z moich ulubionych gwiazdorów kina sztuk walki Davidem Chiangiem, doskonałą reżyserią Changa, świetnymi choreografiami autorstwa Kai Tonga i Cheung-Yan Yuena Vengeance! stanowi nie tylko zajmującą opowieść o zemście, honorze i poszukiwaniu moralności w zepsutym świecie, lecz również jest filmem, który na stałe zmienił oblicze hongkońskiego kina sztuk walki.
Wrath of the
Sword
Nu
jian kuang dao
reżyseria:
Ma Wu
scenariusz: Die-Yi Chen
choreografia scen akcji: Ma
Wu
studio: Ming Xing Film Company
premiera: 28.05.1970
Obsada: Ching Tang, Pei-Pei Shu, Kin Sek, Nan Chiang, Ping-Ao Wei, Sammo Hung i inni.
Będący klapą w hongkońskim box officie Wrath of the Sword stanowi przyzwoity, acz mało oryginalny film wuxia, którego wynik finansowy można uznać zarówno za rezultat wybrania niefortunnej daty premiery (niedługo po filmie Cheh Changa Vengeance!), jak i braku odpowiedniej promocji, na którą mniejsze studio Ming Xing zwyczajnie nie miało tyle funduszy co Shaw Brothers.
I mimo że Wrath of the Sword nie pochodzi z tego słynnego hongkońskiego studia, to z łatwością można byłoby go uznać za typowy, naprędce sklejony przykład shawowskiego wuxia, wydanego między bardziej prestiżowymi produkcjami. Film ma bowiem mnóstwo punktów wspólnych z propozycjami Shaw Brothers: obsada składa się prymarnie z shawowskich aktorów, reżyserem jest Mu Wa, pracujący wcześniej jako asystent Cheh Changa, nawet ścieżka dźwiękowa jest podobna i korzysta z wyciętych motywów z muzyki autorstwa Ennio Morricone czy bondowskich produkcji.
Fabularnie Wrath of the Sword także nie sili się na oryginalność. Ot, kolejna młoda wojowniczka, imieniem Ying Bai (Pei-Pei Shu) rusza z misją zemsty na bandytach, którzy zabili jej rodzinę. I tak też produkcja przeradza się w serię sekwencji akcji – wykonanych na zadowalającym, lecz niezbyt wysokim poziomie – i sekwencji karczmianego siłowania się na zdolności sztuk walki, znanych z filmów Hu. Te ostatnie prezentują się dosyć pomysłowo, przez co stanowią jedną z głównych atrakcji.
My
Son
Chun huo
reżyseria i scenariusz: Chen
Lo
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.06.1970
Obsada: Yu Wang, Margaret Hsing, Ching Tong, Feng Tien, Jing Lin, Feng Ku, Ma Wu, No Chai, Dean Shek, Chung Wong i inni.
My Son Chena Lo to produkcja, jawiąca się niczym ogniwo łączące film Cheh Changa Dead End z jego późniejszymi The Delinquent oraz – w większym stopniu – Generation Gap. Yu Wang wciela się tu w typ postaci, z których niebawem zasłynie David Chiang, tj. idealistycznego młodzieńca o dobrym sercu, który w merkantylistycznym świecie hedonistycznego i chciwego Hongkongu nie jest w stanie się odnaleźć, a jego frustracje i wściekłość powodowane spotykaną na każdym kroku niesprawiedliwością niechybnie będą kulminować w brutalnym, tragicznym finale.
Kuo-Liang Yang (Yu Wang) to młody chłopak, którego ojciec (Feng Tien) jest policyjnym detektywem. Matka chłopaka tragicznie zmarła przed pięcioma laty, za co Yang obwinia zawsze nieobecnego w domu ojca. Mający w posiadaniu pieniądze zostawione mu przez matkę oraz serce pełne smutku i frustracji, Yang spędza czas w towarzystwie spod ciemnej gwiazdy, wdając się w liczne bijatyki. Pewnego wieczora, podczas powrotu do domu natyka się na grupkę zbirów próbujących zgwałcić przypadkowo napotkaną dziewczynę. Yang ratuje ją przed opresją, a następnego dnia przypadkiem spotyka na cmentarzu. Jak się okazuje dziewczyna nazywa się Mei-Lin (Margaret Hsing), a jej los jest o wiele tragiczniejszy od losu protagonisty: żyje w ubóstwie, jej matka nie żyje od trzech lat, babcia jest schorowana i niewidoma, ojciec ją porzucił, a młodsza siostra Mei-Ying (Ching Tong) musi za dnia sprzedawać sztuczne kwiaty zamiast uczęszczać do szkoły. Lo wykorzystuje postać dziewczyny aby nakreślić żywy i przejmujący obraz niższych warstw społecznych Hongkongu, które próbują związać koniec z końcem bez uciekania się do przestępczości. Oczywiście, jest to portret tragiczny, jako że z biedy istnieją - przynajmniej wg filmu - tylko dwa wyjścia: pozbycie się moralności lub śmierć. Tę pierwszą drogę Lo przedstawia na przykładzie pojawiającego się od czasu do czasu w produkcji drobnego przestępcy Davida (Ma Wu), który to wypowiada podsumowującą hongkońskie życie kwestię: „Zapomnij o moralności, liczą się tylko pieniądze”.
Yang pochodzi z uprzywilejowanej pozycji, lecz z powodu braku dobrych relacji z ojcem oraz chęci pomocy Mei-Lin na przestrzeni filmu stopniowo traci wszystkie oszczędności, a jego młodzieńcza naiwność i kurczowe przywiązanie do mieszanki moralności i dumy sprawiły, że nie był w stanie zabezpieczyć finansowo swojej przyszłości. W świecie, gdzie o znalezienie pracy jest niezwykle ciężko, popycha to zarówno jego, jak i Mei-Lin do sprzedaży własnego dobytku, pracy w podejrzanych barach czy uprawiania hazardu. Staczanie się w otchłań mrocznego podbrzusza miasta nigdy oczywiście nie wychodzi nikomu na korzyść. Tutaj symbolem najpodlejszej strony nowoczesnego Hongkongu jest Piao Chen (Feng Ku), bogaty i zepsuty do szpiku kości złoczyńca, który ostatecznie potwierdzi kierunek zmierzania bohaterów w stronę przepaści.
W momencie premiery My Son z pewnością prezentował się dość nowatorsko. Doskonale potrafi uchwycić troski ówczesnej młodzieży, pozostając w ciągłym kontakcie z nękającymi ją problemami społecznymi, z których wiele niestety wciąż pozostaje aktualnymi. Obraz tętniącej energią i przemocą współczesności jest też uzupełniany scenami w klubach, barach czy ulicach pełnych neonów; nie brak tu także widoku roztańczonej młodzieży oraz licznych przerw na piosenki, czasem ironicznie komentujące zastaną rzeczywistość, czasem odzwierciedlające smutki i marzenia bohaterów. Oczywiście, wszystko, co możemy obejrzeć w My Son zostało później przedstawione w atrakcyjniejszy sposób przez Cheh Changa we wspomnianym Generation Gap. Stąd też dla współczesnego widza, który zapewne przed dotarciem do omawianej produkcji zdążył zapewne poznać słynniejsze dokonania Changa, My Son będzie filmem niemal zupełnie przewidywalnym, przez co nieco nużącym. Jednak jeśli patrzymy na niego w kontekście czasu powstania jest to niewątpliwie interesujące i nowoczesne podejście, łączące dramat z kinem akcji, przy okazji też przewidujące niektóre z trendów kina kung fu.
W kontekście scen akcji, My Son nie prezentuje się szczególnie interesująco, lecz należy pamiętać, że produkcja przede wszystkim jest dramatem. Mimo tego pojawi się więcej niż kilka starć na pięści, gdzie Yang stanie do walki z różnymi bandziorami, zwykle chcącymi seksualnie wykorzystać Mei-Lin. Walki są utrzymane w kluczu realistycznym i gdy Yang mierzy się z czterema czy pięcioma przeciwnikami naraz, to nie ma szans na wygraną, co sprawia, że nieraz kończy bijatykę na pozycji przegranego. Początkowo w scenach akcji wadzi nieco praca kamery, filmująca wszystko z bardzo bliska, przez co ciężko rozpoznać co się dzieje i kto zadaje jakie ciosy. Później sceny akcji robią się bardziej przejrzyste i rozbudowane, przez co – biorąc pod uwagę rok powstania produkcji – należy je uznać za udane.
My Son jest zatem filmem, który warto polecić miłośnikom produkcji Cheh Changa rozgrywających się w teraźniejszości oraz syntez dramatów z kinem akcji. Film Chena Lo to prekursorska pozycja z charyzmatyczną obsadą i przemyślaną oprawą audiowizualną, co sprawia, że ma szansę trafić do widzów nie tylko zainteresowanych hongkońskim kinem gatunkowym.
Swordswomen
Three
Jiang
hu san nu xia
reżyseria
i scenariusz: Chiang Shen
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu
i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.08.1970
Obsada: Essie Lin, Yi Shen, Lieh Lo, Yu Chang, Violet Pan, Chung-Hsin Huang, Mian Fang, Wai Liu, David Chiang i inni.
Mimo tytułu, w rzeczywistości trzy dumnie prezentujące się na plakacie wojowniczki nie zawsze znajdują się w centrum akcji, co więcej nawet finalny pojedynek z głównym antagonistą odbywa się bez ich udziału. Jest to do pewnego stopnia zaletą produkcji, gdyż aktorki wyraźnie ustępują tu fizycznymi zdolnościami aktorom, przez co walki z ich udziałem prezentują się po prostu gorzej. A walki są tutaj – ponownie – jedynym motorem napędzającym film. Aby je pokazać wymyślono pretekstową, wyrugowaną z wszelkiej oryginalności, ale i satysfakcjonującą fabułę. Otóż zły i podstępny wojownik Chu Tien-Hsing (jak zwykle brawurowy Lieh Lo) pragnie, aby jego klan został uznany za mistrzów Świata Sztuk Walki. W tym celu wykorzystuje fakt, że jest zaręczony z najmłodszą z tytułowych wojowniczek aby wykraść z jej posiadłości potężny miecz, którego jedna strona działa jak magnes, przez który przeciwnicy nie mogą używać w walce metalowego oręża. Wraz z trzema okrutnikami, tajemniczym Bezcienistym (zdeformowany, zawsze zamaskowany zabójca) i szpiegiem u rodziny Hsu – obecnych mistrzów Świata Sztuk Walki – Tien-Hsing powoli zbliża się do celu. Przeciw niemu stają do walki syn mistrza Hsu (Chang Yu) i trzy żądne zemsty kobiety.
Mimo wyraźnej pretekstowości scenariusza, Shen zmienia tory fabularne na tyle prędko, by w pełni zająć uwagę widza, ale nie na tyle szybko by wynikało to niepotrzebnym chaosem. Fabuła składa się z kilku następujących po sobie planów pokonania złego Tien-Hsinga i ich mniej lub bardziej udanych realizacji. Równocześnie oglądamy także powolne spełnianie się zamierzeń samego złoczyńcy. Oprócz Tien-Hsinga ciekawą postacią jest tutaj też Bezcienisty, w którego – gdy ma on założoną maskę – wciela się aktorka, co tym razem zostaje wykorzystane fabularnie, choć w dość kuriozalny sposób. Większość planów bohaterów nie wiedzie się zbyt dobrze, co pozwala na podtrzymanie suspensu, częstsze zmiany scenerii oraz większą ilość scen akcji. Te zaś prezentują się bardzo przyzwoicie; choreografie scen sztuk walk są tu autorstwa słynnych Chia-Liang Liu oraz Kai Tonga i jak zwykle nie zawodzą. Szczególnie udany jest finalny pojedynek w bambusowym lesie. Oczywiście został nagrany w studiu, więc rozmachu na miarę Dotyku zen tu brak, lecz w połączeniu z niemożnością używania normalnej broni przeciw Tien-Hsingowi umiejscowienie akcji oferuje sporo ciekawych rozwiązań. Swordswomen Three to zatem zdecydowanie warty obejrzenia dla wszystkich fanów gatunku film wuxia, lecz – jak zwykle w takich przypadkach bywa – film, który raczej nie ma szans zainteresowania innych widzów.
The Heroic
Ones
aka 13
Fighters
aka Shaolin
Masters
aka 13
Sons of Yellow Dragon
Shi
san tai bao
reżyseria:
Cheh Chang
scenariusz: Cheh Chang i Kuang Ni
choreografia
scen akcji: Chia-Liang Liu, Kar-Wing Lau i Kai Tong
studio: Shaw
Brothers
premiera: 14.08.1970
Obsada: David Chiang, Lung Ti, Feng Ku, Sing Chan, Han Chin, Chia-Wen Pao, Wai Lo, James Nam, Gong Lau, Tuan Sung, Lily Li, Cliff Lok, Bolo Yeung i inni.
The Heroic Ones nie sposób określić inaczej, jak superprodukcję; film był nie tylko jednym z najdroższych przedsięwzięć Shaw Brothers w 1970 roku, ale i jednym z najdroższych w całej filmografii zarówno studia, jak i Changa. Jej budżet wyniósł ogromną na tamte czasy kwotę dwóch i pół miliona hongkońskich dolarów, które zostały wydane na największą ilość scenografii i kostiumów stworzonych na potrzeby jakiejkolwiek dotychczasowej produkcji studia. Aby podkreślić wyjątkowość filmu i zbudować wokół niego otoczkę jeszcze bardziej wyjątkowego dzieła nakręcono i pokazywano w kinach także dokument z jego realizacji, a nawet zorganizowano mecz koszykówki pod nazwą Heroic Ones z gwiazdami filmu. Wszystko to sprawiło, że produkcja osiągnęła spektakularny sukces w Azji, gdzie zresztą cieszy się dobrą renomą po dziś dzień.
Mając tak ogromne zasoby finansowe Chang mógł pozwolić sobie na większy niż kiedykolwiek wcześniej spektakl dotyczący jego ulubionych tematów, takich jak lojalność, honor i zdrada, prezentując sceny dramatyczne, batalistyczne oraz romantyczne zawarte w wątkach wybrzmiewających nierzadko tragicznymi finałami. Mając do dyspozycji więcej postaci niż w poprzednich filmach, reżyser i współscenarzysta w jednym zdecydował się przedstawić bardziej rozbudowaną fabułę, co z kolei wynikło wydłużeniem czasu produkcji do wtedy nader rzadkich w studiu ponad dwóch godzin. Oczywiście nie może być mowy o tworzeniu zapierającego dech w piersi filmu wuxia bez przygotowania zapierających dech w piersi scenach akcji. Za te odpowiadali tu niezawodni Chia-Liang Liu, Kar-Wing Lau i Kai Tong. Stworzyli oni choreografie nie tylko emocjonujących pojedynków, lecz także starć całych armii, kontrolując setki statystów i niewiele mniej koni. Oczywiście nie zabrakło tu klasycznych dla reżysera scen przemocy, więc brutalne śmierci czy oderwane kończyny także znajdą tu swoje miejsce.
Akcja filmu rozgrywa się w IX wieku, kiedy to stolica Chang'an została przejęta przez antyrządową armię dowodzoną przez Huanga Chao. Wierny dynastii Tang Li Keyong otrzymuje zadanie stłumienia rebelii; wraz z nim do walki rusza 13 generałów, między którymi nie brak konfliktów. Żywe relacje między postaciami, świetne aktorstwo i oszałamiające sceny akcji sprawiły, że The Heroic Ones osiągnął sukces zgodny z zamierzeniami twórców, dzięki czemu Chang dostawał do realizacji shawowskie superprodukcje przez kolejne 7 lat, aż do zmian na rynku, które sprawiły, że podobne filmy przestały być opłacalne. Obecnie produkcja pozostaje jednym z najważniejszych osiągnięć w historii studia i jako taka jest obowiązkową pozycją dla każdego miłośnika kina wuxia.
The
Enchanting Ghost
Gui
wu li ren
reżyseria:
Hsu-Chiang Chou
scenariusz: ?
studio: Shaw Brothers
premiera:
20.08.1970
Obsada: Mei-Yao Chang, Li-Hua Yang, Fu-Sheng Tsui, Ming Lui i inni.
The Enchanting Ghost wyróżnia się na tle ówczesnego katalogu ze studia Shaw Brothers jako horror wyraźnie inspirowany japońskimi filmami kaidan, choć swoją fabułę opierający o prozę Pu Songlinga . Stylistycznie produkcja budzi przede wszystkim skojarzenia z propozycjami ze studia Shintoho, szczególnie tymi w reżyserii Nobuo Nakagawy ze wskazaniem na słynną Opowieść o duchu z Yotsui (Tokaido Yotsuya kaidan, 1958).
Drugim, co zwraca na siebie uwagę podczas oglądania filmu jest obsadzenie w jednej z głównych ról Yang Li-Hua. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wciela się ona tutaj w młodego uczonego mężczyznę. Szczerze mówiąc przez dłuższy czas sądziłem, że wybór aktorski zostanie wykorzystany fabularnie (np. opętany przez żeńskiego ducha uczony zacznie nabierać kobiecych rysów), lecz nic takiego nie ma tu miejsca. Dopiero przyjrzenie się bliżej postaci aktorki wyjaśnia kastingową decyzję. Otóż pochodząca z Tajwanu Yang była wielką gwiazdą gezaixi, tajwańskiej opery, gdzie specjalizowała się m.in. w odgrywaniu męskich ról. Rzadko pojawiała się w filmach, toteż jej obsadzenie można traktować jako swoistego gościa specjalnego w studiu, co z pewnością pomogło produkcji zyskać więcej widzów, jeśli nie w ogóle, to na pewno w Tajwanie. W The Enchanting Ghost wciela się ona w młodego, biednego uczonego wygnanego z domu przez złego wujka i skorumpowanego oficjela. Nie mając gdzie mieszkać, zatrzymuje się on w uważanej za nawiedzoną posiadłości. Po kilku spotkaniach z „duchem” okazuje się, że w rzeczywistości natrafił na piękną dziewczynę, która ukryła się w domostwie wraz z umierającą matką po tym, jak zostały zaatakowane przez bandytów. Młoda para postanawia się pobrać, lecz zamiast szczęścia zaznają tylko tragedię. Z powodu plotek oskarżających dziewczynę o bycie duchem oraz ponieważ uczony ma zamiar wstąpić na drogę prawną przeciw swojemu wujkowi problemy zaczynają się piętrzyć przed zakochanymi.
Chou przez długi czas tworzy film, mający na celu trzymać widza w niepewności, co do tożsamości dziewczyny, co raz powtarzając pytanie czy jest ona duchem czy też prawdziwym człowiekiem. Przy pierwszym spotkaniu z produkcją kilka razy można się zastanowić nad tą kwestią, co jest niewątpliwą zaletą. Niestety, ciągłe trzymanie się pojedynczego problemu znacząco spowalnia akcję, przez co tak naprawdę niemal ponad połowa filmu nabiera charakteru wstępu do właściwej historii. Pozbawiony wyraźnego fabularnego kierunku oraz szybko porzucający horrorowy anturaż The Enchanting Ghost stopniowo zaczyna nużyć, a fakt, że zarówno mężczyzna i kobieta są grane przez aktorki wprowadza tu niepotrzebny dysonans*; nie tylko mężczyzna wydaje się bardziej kruchy niż żona, ale i nie może być mowy o jakichkolwiek zbliżeniach między nimi. Zamiast tego ich romans jest niesamowicie ckliwym, lecz zaprezentowanym na pół gwizdka pretekstem fabularnym do ostatniego aktu, w którym Hsiang przechodzi w rasowy, choć zdecydowanie anachroniczny horror zawierający na domiar złego kilka wyjątkowo nietrafionych scen. Fabuła nabiera tępa właściwie na ostatnie niespełna 20 minut, gdy dojdzie do gwałtu, otrucia i – w końcu – pojawienia się żądnego zemsty ducha, którego modus operandi jest identyczny, jak aktywności duchów ze wspomnianych filmów kaidan. Jest to jednak zbyt mało, żeby uznać The Enchanting Ghost za produkcję udaną. Raczej stanowi ona ciekawostkę dla poszukiwaczy starszych horrorów z Azji.
* WIELKI SPOILER: Po prawdzie, obsadzenie Chang być może pełni tu jakąś funkcję. Fakt, że uczony jest niewprawiony w sztukach walki i jest tak kruchy sprawia, iż – na jakimś poziomie przynajmniej – bez obrazy dla męskich protagonistów można go zaprezentować jako na tyle naiwnego, że daje się z łatwością podejść przeciwnikom i nie tylko nie jest w stanie uratować swojej żony, ale nie może nawet wymierzyć sprawiedliwości po jej śmierci; poza tym jest zupełnym przeciwieństwem wojowników zamieszkujących lwią część produkcji Shaw Brothers, co pozwala dodatkowo wyróżnić The Enchanting Ghost i jego bohatera spośród propozycji studia. PO WIELKIM SPOILERZE.
A Taste of
Cold Steel
aka The
Purple Sword
Wu
lin feng yun
reżyseria:
Griffin Yueh
scenariusz: Baat-Yat Wong
choreografia scen akcji:
Simon Chui
studio: Shaw Brothers
premiera: 16.09.1970
Obsada: Yu Chang, Ching Yau, Essie Lin, Pei-Pei Shu, Ching-Hsin Huang, Feng Ku, Ma Wu, Liu Hong, Simon Chui, Mian Fang, James Tin, Sammo Hung i inni.
Typowy przedstawiciel wuxia z Shaw Brothers; film rozpoczyna się nakreśleniem tragicznej historii, w wyniku której trzy siostry i ich kuzyn muszą wyruszyć do walki z wrogami rodziny. Stawką jest nie tylko honor w Świecie Sztuk Walki, lecz również potężny Purpurowy Miecz. Ich wróg zawiązuje sojusz z brutalnymi Pięcioma Tygrysami, którzy nie tylko przejmują kontrolę nad orężem, ale i nad całą przestępczą organizacją, tym samym wyrastając na głównych antagonistów produkcji. Co więcej, bandyci porywają jedną z sióstr, przez co reszta bohaterów musi prędko wymyślić plan zaatakowania bazy wroga.
Nie licząc sadystycznych skłonności złoczyńców A Taste of Cold Steel niezbyt zapisuje się w pamięci widza, który wchłonął już większość dotychczasowym propozycji studia. Fabuła nie jest nazbyt pomysłowa, a logiczne potknięcia znane z poprzednich produkcji Shaw Brothers są obecne także i tutaj. Większość scen akcji choć prezentuje się zadowalająco, to pozbawione są większej innowacyjności. Mimo to warto zauważyć, że są one tu filmowane za pomocą dłuższych niż zwykle ujęć; stopniowo również stają się coraz bardziej dynamiczne, aż w ostatnich 15 minutach – gdy do filmu zostaje w doskonale zaaranżowanej scenie wprowadzony ostatni z mistrzów sztuk walki – eksplodują zdecydowanie świetnymi starciami. Finalne walki są tu niewątpliwie największą atrakcją i zdecydowanie poprawiają ogólne wrażenie. Tym samym, mimo że tak naprawdę warty uwagi jest tutaj jedynie ostatni kwadrans, to uważam produkcję za wartą poznania. Warto też dodać, że A Taste of Cold Steel jest sequelem Rape of the Sword z 1967 roku. Nie znajdziemy tu jednak kontynuacji jakichkolwiek wątków z poprzedniego filmu, a jedynie powrócą znajomi złoczyńcy, tym razem jednak w zupełnie nowym otoczeniu.
Prosperous
of Family
San niang jiao zi
reżyseria i
scenariusz: Shan-Hsi Ting
choreografia scen akcji: Tien-Lung
Yu
studio: Union Films
premiera: 24.09.1970
Obsada: Tinny Ng, Yeh Tien, Lung Yau, Hong Li, Hsiang-Ting Ko, Julie Lee, Fang Fang, Tien-Lung Yu, Chung-Shan Wan, Su Han, Shih Chin, Yu-Min Ko, Jun Lei, Yau Joh i inni.
Prosperous of Family to pierwsza oglądana przeze mnie propozycja z tajwańskiego studia Union, która nie wzbudziła we mnie natychmiastowych skojarzeń z Karczmą smocze wrota Kinga Hu. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że produkcja Tinga jest po pierwsze dramatem osadzonym w czasach historycznych, a dopiero później filmem wuxia. W rzeczy samej, jeśli ktoś zabierze się za oglądanie filmu w oczekiwaniu na liczne sceny akcji, to się srodze zawiedzie. W Prosperous of Family znalazło się bowiem miejsce dla ledwie kilku większych sekwencji scen sztuk walki, brak tu ponadto pojedynków, a same choreografie są dość archaiczne. Zamiast na nich bowiem, ten trwający ponad 103 minuty film, skupia się prymarnie na wątkach dramatycznych, prezentując nieco naiwną, nieco wzruszającą i mocno moralizatorską opowieść o wychowaniu dziecka w zgodzie z konfucjańskimi ideałami (choć sądzę, że zaprezentowany tu model wychowania można współcześnie określić jako „wychowanie bezstresowe”).
Akcja Prosperous of Family zaczyna się, gdy pan domu – honorowy, dobry, przystojny i bogaty Tzu-Chi Hsueh (Yeh Tien) – wyrusza na trzymiesięczną podróż. W początkowych partiach filmu Ting udanie przedstawia wszystkie główne postaci dramatu. Są nimi ekstremalnie rozwydrzony, gryzący innych syn Hsueh o imieniu Chigo (Lung Yau; w napisach angielskich w posiadanym przeze wydaniu DVD jest on podpisany jako Eago, lecz nikt w filmie tak go nie nazywa, na HKMDB widnieje zaś po prostu jako „dziecko”, stąd korzystam ze swojego słuchu przy wyborze imienia), dwie kłamliwe, dwulicowe żony Hsueh: Chang (Hong Li) i Liu (Julie Lee), jego pochodzącą z niższych sfer trzecia i na wskroś dobra żona Wang (Tinny Ng), jego wierny sługa Bao Hsueh (Hsiang-Ting Ko) i spiskujący z dwiema wzajemnie oszukującymi się żonami podstępny sługa (Su Han). Pan domu pragnie aby wychowaniem jego syna zajęła się Wang, lecz dwie starsze żony skutecznie zatruwają umysł chłopaka i wspólnie znęcają się nad dziewczyną o złotym sercu, nie przejmując się niczym innym, jak materialnymi zyskami.
W międzyczasie Hsueh i jego świta zostają zaatakowani podczas podróży przez bandytów. Z zasadzki jedynie stary sługa wraca do posiadłości. Sam Hsueh został porwany, lecz z powodu pomyłki w określaniu tożsamości jednego z zabitych żołnierzy wszyscy sądzą, że zginął. Dwie żony są zadowolone, że spadkobiercą majątku zostanie chłopak, którego kontrolują, lecz ich plany psuje pojawienie się bandytów, którzy żądają okupu za życie Hsueh; jeśli okup nie zostanie dostarczony, wtedy Hsueh zginie, a cała posiadłość zostanie spalona. Dwie żony decydują się – każda osobno – uciec z majątkiem; w tym celu kontaktują się z podstępnym sługą, który sam kradnie pieniądze i ucieka z kochanką. Zostaje jednak zabity przez bandytów, którzy myślą – i tę informację przekazują Hsueh – że zabili jego trzecią żonę. Ta w rzeczywistości ratuje z płonącej posiadłości Chigo i wraz ze starym sługą oraz dobrą służką Hsiang Hsia (Fang Fang) – mimo doskwierającej im od teraz biedy – postanawia go wychować na dobrego mężczyznę. I tak dotarliśmy do głównego wątku.
Produkcja proponuje tradycyjny model wychowania dziecka, w którym matka (czy też zastępcza matka; w produkcji wyraźnie bowiem dominuje pogląd, że rodzona matka nie musi być uznawana za prawdziwą matkę) niemal całkowicie poświęca się dla dziecka, aby to wyrosło na dobrego, zdolnego człowieka. A że Chigo jest wyjątkowo złośliwym chłopcem, to Wang przejdzie przez całą paletę cierpień, lecz wszystkie dzielnie zniesie jak na prawdziwą samopoświęcającą się matkę przystało, zapominając o swoim życiu i swoich pragnieniach poza pragnieniem dobrego wychowania dziecka. Pod tym względem film można uznać niemal za propagandowy w kontekście tradycyjnych, konfucjańskich wartości. Prosperous of Family wyraźnie pokazuje, że trzymanie się tychże wartości prowadzi ostatecznie do osiągnięcia pełni szczęścia. Toteż w dość naiwny sposób po serii katastrof i cierpień, produkcja pod koniec skręca w serię nagłych szczęśliwych zakończeń dla wszystkich pozytywnych (a nawet niektórych negatywnych) postaci, wskazując, że droga przez ciernie faktycznie prowadzi do gwiazd. Te naiwność i nachalność fabularna w kontekście promocji wybranych wartości są tu zdecydowanie największymi wadami.
Równocześnie jest to też produkcja, która została rozpisana narracyjnie bez większych zgrzytów, co sprawia, że ogląda się ją ze sporym zaciekawieniem i bez poczucia znużenia. Ting z łatwością łączy elementy dramatyczne z lekką komedią, wzbogacając wszystko scenami sztuk walki oraz okazjonalnym skręcaniem w mroczniejsze tematy, jak w scenie, gdzie Wang zostaje zaatakowana z zamiarem jej zgwałcenia przez lokalnego rzeźnika. Stąd też, mimo kilku wad i znacznych uproszczeń Prosperous of Family jest przyjemną i solidnie zrealizowaną pozycją, acz kierowaną raczej do miłośników dramatów niż fanów rasowych produkcji wuxia.
Valley of the
Fangs
E
lang gu
reżyseria:
Walter Chung
scenariusz: Baak-Yat Wong
choreografia scen akcji:
Kar-Wing Lau
studio: Shaw Brothers
premiera: 06.10.1970
Obsada: Lieh Lo, Ching Li, Leung Chan, Hsieh Wang, Lui Cheng, Xiu Shi i inni.
Tym razem śledzimy losy matki (Xiu Shi) i córki (Ching Li), które udając uliczne artystki przemierzają Chiny w celu przekazania Tarczy Uniewinnienia cesarzowi. Stanowi to bowiem jedyny sposób na uniknięcie kary śmierci przez ich męża/ojca, praworządnego oficjela niesłusznie skazanego przez złego ministra, który zatruł umysł młodego cesarza i wysłał swoich wojowników w poszukiwaniu kobiet. Te na szczęście zyskują enigmatycznego obrońcę w osobie wędrującego szermierza (Lieh Lo). Po licznych potyczkach, zabawach w kotka i myszkę oraz scenach, w których urocza Ching Li zaprezentuje swoje umiejętności wokalne akcja w końcu przenosi się do tytułowej doliny, gdzie rozegra się niejedno starcie, dojdzie do licznych podchodów, postacie będą zastraszać się nawzajem swoimi wpływami w państwie, a jak te zawiodą to będą się uciekać do nocnych ataków z zaskoczenia.
Valley of the Fangs przedstawia bardzo dobrze skrojoną fabułę, pełną akcji, ale też i udanego trzymania w napięciu oraz przestojów, które nie burzą toku narracji, a stanowią jego uzupełnienie. Świetnie zagrany przez jedne z najsłynniejszych gwiazd studia film może poszczycić się także jednymi z największych planów zdjęciowych stworzonych pod gołym niebem w historii Shaw Brothers oraz doskonałym finałem przedstawionym w jednej z najlepiej zrealizowanych potyczek szermierczych w studiu. Tym samym jest to jedna z najbardziej wartych uwagi produkcja wuxia z tego okresu.
The Arch
Dong
fu ren
reżyseria
i scenariusz: Cecille Tong
studio: Film Dynasty
Productions
premiera: 14.10.1970
Obsada: Lisa Yu, Roy Chiao, Hilda Chow, Lee Ying, Man Sau, Leung Yui i inni.
The Arch to film wyjątkowy niemal pod każdym względem. Hongkońskie kino w latach 60. było praktycznie w całości zorientowane na walory eskapistyczne – oczywiście Cheh Chang czy King Hu przemycali większe ambicje, a Story of a Discharged Prisoner zawierał zdrową dawkę społecznej krytyki, lecz nie da się ukryć, że przede wszystkim były to filmy rozrywkowe, w dodatku prezentowane z męskiego punktu widzenia, nawet jeśli bohaterkami sporej części wuxia czy imitacji przygód Jamesa Bonda były kobiety. W tym otoczeniu pojawiła się Cecille Tong, która zadebiutowała jako reżyserka, autorka scenariusza, producentka, a nawet epizodyczna aktorka w The Arch – artystycznej, zaprezentowanej z kobiecej perspektywy produkcji, która niemal samodzielnie wyznaczyła nowe trendy hongkońskiego kina na kolejną dekadę, wywierając ogromny wpływ m.in. na tajwańskie kino nowej fali.
Tytułowy „łuk” jest monumentem wznoszonym z dekretu cesarskiego osobie, która wykazała się szczególnymi wartościami społecznymi i stanowi moralny przykład do naśladowania. Monument ten jest nie tylko ogromnym wyróżnieniem, lecz wiążą się z nim też powszechne poważanie i znaczna poprawa statusu materialnego. Na to szczególne wyróżnienie oczekuje pani Dong (Lisa Lu*), nauczycielka, która mieszka w szkolnej posiadłości wraz ze starszą i podupadającą na zdrowiu matką (Man Sau), atrakcyjną córką Wei-Ling (Hilda Chow) oraz pomagającym w codziennych pracach Zhangiem (Lee Ying). Jako że zamieszkała przez nich wioska jest zagrożona atakami bandytów, osiedlają się w niej żołnierze pod dowództwem generała Yang Kwana (Roy Chiao), który zamieszkuje w budynku szkolnym. Przystojny i dobrze wychowany generał wzbudza niemal natychmiastową sympatię zarówno pani Wong, jak i jej córki.
Tong skupia się niemal wyłącznie na trójkącie romantycznym, przedstawiając go nadzwyczaj subtelnie. Delikatne gesty, przypadkowe zetknięcia rąk, zakamuflowane podchody zajmują większą część uwagi przez około połowę czasu trwania filmu. Pani Dong by pozostać wierną swojej moralności – w dużej mierze narzuconej społecznie – zdusza w sobie uczucie miłości, podczas gdy jej córka postępuje przeciwnie. Gdy w wiosce ludzie zauważają romans Wei-Ling z generałem, pani Dong konfrontuje się z córką, która sfrustrowana stwierdza, że nie ma zamiaru przejmować się, co sądzą inni o jej zachowaniu. Dla pani Dong jedynym wyjściem jest zaaranżowanie małżeństwa z generałem, co też ma miejsce. Wei-Ling wyprowadza się z domu, niedługo potem umiera matka pani Dong, a ona sama – przebywając w samotności i targana sprzecznymi emocjami – zaczyna przeżywać załamanie psychiczne.
Tong stwierdziła, że film opisuje „wewnętrzne uczucie kobiety”, a jej zduszenie przez narzuconą z zewnątrz moralność wchodzi w krytyczny dyskurs z zastaną rzeczywistością pozafilmową i wpisuje się w trwającą wtedy kulturową rewolucję. Artystyczne zapędy reżyserki oraz społeczny komentarz okazały się tym samym zbyt niepokojące dla władz, które zakazały wyświetlania filmu. Mimo to był on pokazywany poza oficjalnym obiegiem, wywierając szczególne wrażenie na tzw. filmowcach piątego pokolenia (kończących akademię filmową w Pekinie w 1982 roku), w tym takich mistrzów kina, jak Yi-Mou Zhang czy Kaige Chen.
The Arch był w dużej mierze kręcony w otwartych przestrzeniach Tajwanu, co pozwoliło zarówno na stworzenie licznych odniesień do natury, w tym natury człowieka, jak również na uniknięcie klaustrofobicznego uczucia czy wrażenia sztuczności. Dodatkowej atrakcyjności dodaje fakt, że zdjęcia nieraz zapierają dech w piersiach i pokazują głęboko przemyślaną wizualną strukturę produkcji. Nie jest to zaskoczeniem, jako że ich autorem był Subrata Mitra, najszerzej znany jako zdjęciowiec współpracujący z bengalskim reżyserem Satyajitem Rayem. Nie tylko jednak zdjęcia, ale i montaż jest tu wart uwagi. Im większe emocje targają postaciami tym szybsze stają się cięcia; ten prosty trik został tu jednak dodatkowo wzbogacony zachodzącymi na siebie obrazami, zapętlonymi fragmentami scen, zaburzeniem topograficznego porządku – wszystkie te zabiegi zostały wykorzystane w sposób mistrzowski, bez zbytniej przesady, lecz w chwilach największych kryzysów doskonale przekazują emocjonalny chaos, uporczywie powracające wyrzuty sumienia, żal za niespełnionymi szansami, równocześnie wzbudzając zachwyt widza. Poza tymi scenami Tong zdecydowanie preferuje unikanie cięć na rzecz pomysłowego wykorzystania zbliżania i oddalania kamery, pozwalającego postaciom znikać lub pojawiać się w kadrze; ten zabieg ma także dodatkową funkcję, wskazującą na zmiany emocjonalne postaci i/lub stosunek wobec innych. Przejścia między scenami są zaś realizowane z pomocą powolnego zanikania obrazu, nakładającego się na obraz z kolejnej sceny. To właśnie dzięki swojej technicznej stronie, The Arch z klasycznego u rdzenia dramatu o niespełnionej miłości przeradza się niemal w rasowe kino eksperymentalne, idealne do wyrażenia stanu umysłowego osoby w pułapce swoich myśli i społecznych konwenansów, niezdolnej do pogodzenia się z naturą i tracącą poczucie rzeczywistości.
Odmienność The Arch od reszty ówczesnego kina z Hongkongu czy Chin i Tajwanu nie jest przypadkowa jeśli pamięta się, że Tong w przeciwieństwie do tamtejszych filmowców (jej pokolenie uczyło się fachu oglądając prymarnie sowieckie kino), kształciła się w Ameryce, gdzie miała możliwość poznawania filmów z całego świata. Jej ulubionym reżyserem został wspomniany Satyajit Ray, stąd też nie dziwi obecność Mitry na planie ani podobieństwa ze stylem Raya i niemal skrajna odmienność od czegokolwiek zrealizowanego do tej pory w Hongkongu i Chinach.
Niestety nie jest to film pozbawiony wad. Fakt, że jest to reżyserski debiut objawia się w nierównym tempie narracji; szczególnie do momentu zawarcia małżeństwa przez Wei-Ling wydaje się, że Tong nie jest zbyt pewna, kto jest prawdziwym protagonistą. Zdecydowanie większą wadą jest natomiast ścieżka dźwiękowa, oferująca powtarzające się melodie, obecne przez niemal cały czas trwania filmu, w dodatku zagrane na jednym instrumencie. Nużąca muzyka, czasem zbyt silnie odstająca od wizualnych osiągnięć psuje nieco odbiór, co zauważyła sama reżyserka, stwierdzająca po latach, że zdecydowanie zmieniłaby ścieżkę dźwiękową na bardziej zróżnicowaną.
Wady te nie są na tyle duże, by The Arch można było uznać za coś innego niż wizualnie perfekcyjne dzieło o wyjątkowej wadze historycznej. Tong i jej doskonały debiut – obecnie nieco zapomniany – jest pozycją, którą nie tylko miłośnicy kina z Hongkongu, ale miłośnicy kina jako takiego powinni zdecydowanie obejrzeć.
* Dla Lisy Yu Yan była to pierwsza mandaryńskojęzyczna produkcja w jej karierze. Urodzona w Szanghaju w 1927 roku aktorka, wyjechała w wieku 20 lat do Stanów Zjednoczonych, gdzie uczyła języka chińskiego, pracowała jako reporterka oraz prowadziła audycję radiową. Uczyła się też aktorstwa w Pasadena Playhouse, co doprowadziło ją do przełomu w karierze, gdy zagrała w The Mountain Road (Daniel Mann, 1960). Zaproszona do Hongkongu przez tamtejszych reżyserów oraz studio Shaw Brothers wróciła do kraju, gdzie zagrała w The Arch, zdobywając za ten film nagrodę dla najlepszej aktorki podczas Golden Horse Awards w Tajwanie, nagrodę tę zdobyła też później za rolę w The Empress Dowager (Qing guo qing cheng, Han Hsiang Li, 1975), otrzymała również nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej za The 14 Amazons (Shi si nu ying hao, Kang Cheng, Shao-Yung Tung, 1972).
The
Secret of the Dirk
Da
luo jian xia
reżyseria: Tseng-Hung Hsu
scenariusz:
Fong Yat
choreografia scen akcji: Kai Tong
studio: Shaw
Brothers
premiera: 24.10.1970
Obsada: Li Ching, Yu Chang, Helen Ma, Feng Tien, Pei-Pei Shu, Hsieh Wang, Cliff Lok, Mian Fang, David Chiang i inni.
Film jest kolejną, mało pomysłową – szczególnie w kwestii fabuły – produkcją wuxia. Tym razem obserwujemy losy potomkini klanu Ming, która ma za zadanie odzyskać rodzinny skarb. W tym celu musi odszukać dziewczynę imieniem Qing Qing. Na tropie skarbu jest również gang Czarnego Tygrysa, który porywa Qing Qing, lecz po drodze do bazy porywacze natrafiają na tajemniczego, heroicznego szermierza, który decyduje się zainterweniować w słusznej sprawie.
The Secret of the Dirk wiedzie widza znajomymi ścieżkami produkcji ze studia Shaw Brothers, przez co wszystkie zwroty fabularne są przewidywalne, a złoczyńców – nawet tych udających herosów – rozpoznamy z łatwością. Siła filmu, podobnie jak wielu z gatunku, zostaje przerzucona na sceny sztuk walki, szczególnie te z heroicznym szermierzem, który korzysta w walce z czterech mieczy naraz. Czasem widać, że ciosy sprawiają aktorowi trudność i w rzeczywistej walce raczej przypadłaby mu rychła śmierć, lecz The Secret of the Dirk znacząco poprawia choreografie i montaż w widowiskowym i dość emocjonującym finale, pełnym efektownych starć, skutecznie niwelujących zły smak niektórych z wcześniejszych ataków.
The Iron
Buddha
Tie
luo han
reżyseria:
Jun Yan
scenariusz: Hiu-Wong Sung
choreografia scen akcji:
Sammo Hung i Kuo Han
studio: Shaw Brothers
premiera: 12.11.1970
Obsada: Yun Ling, Ying Fang, Chung-Hsin Huang, Hung-Lieh Chen, Sammo Hung i inni.
Chung-Hsin Huang pojawia się tu w jednej ze swoich najbardziej zapadających w pamięć kreacji jako morderca, gwałciciel i sadysta w jednym. Wciela się w Hsiao Tien Tsuna, złoczyńcę mszczącego się na mistrzu sztuk walki, który dwa lata wcześniej wymierzył mu karę za próbę zgwałcenia atrakcyjnej niemowy. Tsun w odwecie gwałci córki mistrza, zabija go i tnie trującym ostrzem jego uczniów. Gdy o sprawie dowiaduje się Luo Han – jedyny nieobecny podczas masakry adept sztuk walki, postanawia się zemścić. Okazuje się jednak, że trujące ostrze Tsuna może pokonać tylko jedno oręże. Han udaje się na jego poszukiwania, po drodze walcząc z grupą bandytów.
Nie licząc dość przejaskrawionego portretu złoczyńcy, który zdaje się dokonywać mordów i gwałtów dla samej przyjemności, The Iron Buddha nie oferuje zbyt wiele. Film prędko przesuwa się w rejony typowych dla Shaw Brothers fabuł z licznymi zbiegami okoliczności na czele. Na tym etapie znajomości z gatunkiem, nie sądzę by jakikolwiek widz był zaskoczony nagłymi zwrotami akcji, co powoduje, iż produkcja staje się nieco nużąca.
Na uwagę zasługuje za to ścieżka dźwiękowa, oprócz wyciągniętych z katalogu studia motywów muzycznych (niektóre melodie zostały nagrane jeszcze w latach 60. i w celu oszczędności wykorzystywane były w kolejnych filmach przez wiele lat, podobnie zresztą jak scenografie), pojawiają się też motywy stojące gdzieś między pekińską operą a spaghetti westernem, stanowiące bardzo przyjemne urozmaicenie. Niestety niezbyt zadowalająco wypadają choreografie scen walk, za które odpowiada m.in. Sammo Hung. Mimo że w teorii dość interesujące, to z powodu licznych cięć, korzystania z fast-motion i innych trików większość starć wypada nieprzekonująco i rozczarowuje.
The
Chinese Boxer
aka
Hammer
of God
Long
hu dou
reżyseria
i scenariusz: Yu Wang
choreografia scen akcji: Kai Tong
studio:
Shaw Brothers
premiera: 27.11.1970
Obsada: Yu Wang, Lieh Lo, Ping Wang, Hung Chiu, Mian Fang, Lui Cheng, Jason Pai i inni.
Jak pisałem już wcześniej Yu Wang postanowił zrezygnować z pracy w studiu Shaw Brothers w 1969 roku, m.in. w poszukiwaniu większej swobody oraz, posiadając niezaprzeczalny status gwiazdy kina akcji, przejąć większą kontrolę nad produkcjami ze swoim udziałem. Zanim to jednak mogło nastąpić musiał skończyć współpracę ze studiem, w którym osiągnął sukces. Po problemach natury prywatnej i aktorskiej przerwie w 1969 roku, Wang wrócił do Shaw Brothers z impetem jako aktor, reżyser i scenarzysta The Chinese Boxer. Tym razem jednak nie został bohaterem wuxia, lecz przejaskrawionego kina kung fu. Wang wyraźnie wyczuwał zmieniające się już wtedy trendy w kinie sztuk walki i zrobił zdecydowany krok w kierunku nurtu kung fu, słusznie przewidując, że niebawem wyprzedzi on popularnością produkcje wuxia.
The Chinese Boxer jest pod wieloma względami prekursorem późniejszych filmów Wanga, szczególnie kultowych One-Armed Boxer i The Master of the Flying Guillotine. Wang wciela się tutaj w ucznia kung fu, którego szkoła zostaje zaatakowana przez mistrza jūdō. Produkcja tym samym szybko pokazuje, że będzie korzystać z animozji między Chinami i Japonią, wykorzystując do tego celu klasyczne zagadnienie: czyje sztuki walki są lepsze. Oczywiście czynić to będzie w przejaskrawiony i czysto kinowy sposób, oraz z nieco nacjonalistycznym zacięciem. Mistrzowi wspomnianej szkoły udaje się pokonać nieproszonego judokę, lecz ten poprzysięga zemstę i miesiąc później przybywa z japońskimi wojownikami, którym przewodzi niesamowicie potężny mistrz (Lieh Lo) mitycznej sztuki walki: karate. Japończycy szybko i brutalnie rozprawiają się ze wszystkimi uczniami naraz, po czym przejmują kontrolę nad całym miasteczkiem. Protagonista cudem przeżywa ich atak, po czym rozpoczyna trening pod kątem walki przeciw karate. Tymczasem złoczyńcy – żeby było ciekawiej – ściągają do miasta mistrzów kendō.
Japońskie style, jak i sami Japończycy, są tutaj traktowane nadzwyczaj stereotypowo. Warto być może już teraz więc napisać: The Chinese Boxer mimo sporej przemocy i braku scen komediowych nie jest bynajmniej filmem poważnym. To przejaskrawione kino akcji, z ciosami wynikającymi złamaniami, utratą oczu, kuriozalnie obfitym krwawieniem i porozwalanymi dachami. Lo musiał mieć niezły ubaw wcielając się w karykaturalnie brutalnego Japończyka, przejmującego się tylko pokonaniem wroga i pieniędzmi. Zarówno gdy wkurzony wrzeszczy na całe gardło i rozwala ściany i sufity, jak i wtedy gdy w spokoju, ale zawsze z przesadną sztucznością słucha innych – mistrz karate w wykonaniu Lo permanentnie skupia na sobie uwagę, co sprawia, że jest jednym z bardziej zapadających w pamięć czarnych charakterów w kinie kung fu.
Ale nie samymi sztukami walki The Chinese Boxer żyje. W filmie widać świetne użycie zmodyfikowanych wystrojów studia Shaw Brothers, najsilniej ujawniające się w początkowych scenach na gwarnym targu. Wang również pokazuje się w nich jako dobry reżyser, przedstawiając wstęp pełen szybkich cięć oddających chaos na ulicy oraz nastrój towarzyszący nieznanej widzom postaci, kroczącej pewnym krokiem i wzbudzającej strach w mijanych dzieciach. Na wspomnienie zasługuje również spotkanie z mistrzami kendō. Sfilmowane w scenach stylizowanych na japońską chanbarę, wśród wysokich traw na łące z jednej i z murem po drugiej stronie oraz wzbogacone padającym śniegiem starcie przedstawia nie tylko walkę na miecze, lecz także pojedynek na rzucane ostrza, będący wyraźnie westernowego pochodzenia.
The Chinese Boxer to sprawnie zrealizowany, choć mocno groteskowy i czasem z niedomagającymi choreografiami film kung fu. Pomysłowy, dynamiczny, brutalny, w sporym stopniu prekursorski w zestawianiu ze sobą sztuk walki z różnych krajów, stanowiący pozycję, jaką każdy szanujący się fan ogólnie pojętego kina akcji, a szczególnie sztuk walki, powinien obejrzeć.
The Singing
Killer
Xiao
sha xing
reżyseria:
Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni, Kang-Chien Chiu
choreografia
scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw
Brothers
premiera: 22.12.1970
Obsada: David Chiang, Ping Wang, Sing Chan, Tina Chin Fei, Dean Shek, Feng Ku, Stanley Fung, Lung Ti i inni.
W 1969 roku niepowstrzymany Cheh Chang wyreżyserował komediowo-muzyczny film akcji pt. The Singing Thief z popularnym piosenkarzem Jimmym Lin Chongiem debiutującym w roli głównej. Wbrew oczekiwaniom studia produkcja nie osiągnęła większego sukcesu, niezbyt zadowolony z niej był również sam reżyser. Nie pomogło, że Lin okazał się być nader kiepskim aktorem, na domiar złego również jego śpiewanie trzeba było zdubbingować z pomocą innego wokalisty. Chang zdecydował więc, żeby błędy poprawić i do pomysłu powrócił niecały rok później. Po zmodyfikowaniu scenariusza, usunięciu komediowego tonu i obsadzeniu gwiazdy wuxia i kung fu Davida Chianga w roli głównej (i z gościnnym udziałem Lunga Ti), reżyser stworzył The Singing Killer – tym razem osiągając kasowy sukces.
Johnny to bardzo popularny piosenkarz, mający za sobą karierę profesjonalnego złodzieja. Od wielu lat zakochany jest w dziewczynie imieniem Lily, lecz po zerwaniu ze starym życiem stracił z nią kontakt. Pewnego dnia otrzymuje od niej list z prośbą o spotkanie; bohater pędzi w umówione miejsce, lecz czekają tam na niego tylko jego dawni kompani z przestępczych czasów. Na wieść, że Lily jest wykorzystywana jako prostytutka, Johnny zgadza się zrobić dla nich kopie klucza do sejfu swojego menadżera. Niestety wpada w pułapkę, złodzieje nagrywają jego czyn i wykorzystują film aby szantażować Johnny'ego i zmusić go do pomocy w rabunku sklepu jubilerskiego. Nasz bohater oczywiście nie ma zamiaru dać się wykorzystać, jednak czy uciekając równocześnie przed gangsterami, jak i policją ma jakieś szanse?
Mimo zdecydowanie lepszego wykonania od The Singing Thief oraz faktu, że Chiang jest zdecydowanie lepszym aktorem od Lina (może z wyjątkiem scen, w których udaje, że śpiewa), The Singing Killer również jest filmem dalekim od doskonałego. Choć sceny w ówczesnych klubach, klasyczne dla Shaw Brothers palety kolorów oraz świetna obsada są zdecydowanymi zaletami, produkcja cierpi z powodu licznych logicznych potknięć. Zachowanie Johnny'ego jest często idiotyczne, zamiast rozwiązywać napotykane problemy sam daje się zapędzić w pułapkę. Późniejsze policyjne śledztwo, plan przywódcy gangsterów, a nawet zachowania ochroniarzy sklepu jubilerskiego są nierzadko pozbawione sensu. Fabuła jest zbyt często sztucznie popychana do przodu, kosztem inteligencji postaci. Widzom nie przepadającym za ówczesną muzyką popularną z Hongkongu zapewne również doskwierać będą sceny muzyczne, których tutaj też nie brak.
Na szczęście – jak wspominałem – aktorsko film wypada świetnie. Na uwagę zasługują szczególnie postaci kobiece. W Lily wcieliła się Ping Wang, podczas gdy skrycie zakochaną w protagoniście członkinię dawnego gangu Johnny'ego, zagrała Tina Chin Fei, jedna z moich ulubionych żeńskich gwiazd studia. Lung Ti choć dumnie wymieniony w czołówce, w rzeczywistości pojawia się tylko w krótkiej scence i oprócz wypowiedzenia jednej kwestii nie robi nic ponadto. Sprawna reżyseria Changa w połączeniu z doborową obsadą i przyzwoitymi scenami akcji – szczególnie w finale produkcji – pozwalają na w miarę przyjemne spędzenie czasu z filmem. Jest on szczególnie polecany fanom Chianga, ale i każdy miłośnik oldschoolowego kina od Shaw Brothers powinien tu znaleźć coś dla siebie.
Autor: Mateusz R. Orzech.
Komentarze
Prześlij komentarz