Przejdź do głównej zawartości

Hongkong i okolice - 1967

Angel with the Iron Fists
Tie guan yin
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Wai Shih
studio: Shaw Brothers
premiera: 11.01.1967

Obsada: Lily Ho, Fanny Fan, Tina Chin-Fei, Tang Ching, Wei Lo, Mei-Sheng Fan, Feng Ku i inni.

Wei Lo w latach 1966-67 konsekwentnie realizował popularne produkcje w stylu filmów o Jamesie Bondzie. O ile jednak The Golden Buddha stanowi dość prostą imitację, o tyle w Angel with the Iron Fists Lo dokonuje transpozycji, która – być może – jest wynikiem popularności wuxia z kobiecymi xia w roli głównej. W filmie bowiem zostaje widzom przedstawiona tajna agentka (Lily Ho), stanowiąca żeńską wersję 007. Rozpoczyna ona swoją misję udając kochankę słynnego przemytnika, co stanowi dla niej furtkę do infiltracji organizacji przestępczej.

Stylistycznie Angel with the Iron Fists prezentuje się, co nie jest zaskoczeniem, bardzo podobnie do The Golden Buddha, zarówno w kontekście narracji, zdjęć, muzyki, jak i motywów fabularnych. Nawet złowroga organizacja funkcjonuje na niemal identycznych zasadach, co Gang Szkieletów i również nie brak jej cech kiczowatych superzłoczyńców, nadających shawoskim imitacjom Bonda nieco campowego charakteru. Oczywiście, najciekawszym zabiegiem twórców jest odwrócenie płci postaci, co zdecydowanie dodaje produkcji uroku i nawet jeśli kobiece wojowniczki nie są nowością w hongkońskim i chińskim kinie, to i tak stanowi to nutę oryginalności na tle ówczesnych propozycji. Co więcej, nie tylko bohaterką jest kobieta, kobieta jest także przywódcą przestępczej organizacji. Mężczyźni schodzą tu na drugi plan i zwykle stają się, choć kluczowymi, to jednak narzędziami w rękach kobiet.

Oprócz tej zmiany, która wychodzi produkcji tylko z korzyścią, zdecydowanie poprawiono scenariusz. Jako że jest on dość podobny do The Golden Buddha skupiono się na usunięciu irytujących potknięć logicznych oraz wzbogacono bohaterów o realistyczne motywacje, dzięki czemu widz jest wciągnięty w intrygę z dużo większą skutecznością. Pokazano też, że gra toczy się o naprawdę pokaźną stawkę, na szali mamy tym razem międzynarodowe bezpieczeństwo, a nie tylko ukryty skarb. Ulepszono również sceny walk, które przestały razić tak ekstremalną sztucznością. Zachowano natomiast klasyczne elementy bondowskiej fabuły: jest kuriozalna organizacja z tajną bazą i jakże licznymi odgałęzieniami a la Spectre, agenci i złoczyńcy korzystają z mnóstwa gadżetów, a u boku pięknej agentki nie brak przystojnych mężczyzn. Angel with the Iron Fists stanowi tym samym nie tylko jeden z ciekawszych klonów Bonda, ale i interesujący film sam w sobie.

That Man in Chang-an
Meng mian da xia
reżyseria: Jun Yan
scenariusz: Shan-Hsi Ting
studio: Shaw Brothers
premiera: 18.02.1967

Obsada: Ying Fang, Jin-Kyu Kim, Alison Chang Yen, Nou-Sik Park, Ming Chiu, Seong-Ho Choe i inni.

Oto Zamaskowany Człowiek rusza na pomoc uczciwemu lordowi, zaatakowanemu przez złego i skorumpowanego generała. Niestety, dworskie zdrady sprawiają, że złoczyńca prędko przejmuje wszelką władzę i na nic zdają się próby jego zatrzymania. Córka lorda wraz ze służką-wojowniczką decydują się uciec z tego siedliska zła i odnaleźć pomoc, jednak ich plany również zostają pokrzyżowane, a one same ranne. Z pomocą przychodzi im legendarny lekarz i alchemik, którego zachowanie wydaje się być co najmniej podejrzane. Nie ufając mu, kobiety wymykają się do Chang-an z dowodami zdrady generała, lecz ponownie los im nie sprzyja: zostają schwytane przez oddziały złoczyńcy. W międzyczasie Zamaskowany Człowiek formuje w mieście ruch oporu przeciw nowemu władcy, a tajemniczy lekarz/alchemik przybywa na dwór, gdzie zaczyna tworzyć dla złego generała złoto potrzebne do wynajęcia armii barbarzyńców.

That Man in Chan-an jest kolejnym filmem nieśmiało wskazującym na połączenie sfery militarnej ze sferą intelektualną jako cesze idealnego wojownika oraz, co za tym idzie, pożądanej w społeczeństwie. Początkowo Yan przedstawia obie części charakteru bohatera osobno, stopniowo łącząc je i w ten sposób budując pełny obraz wojownika. W tym celu obficie korzysta z popularnego – również w kinie wuxia – motywu podwójnej tożsamości, obecnie zwykle kojarzonego z filmami czy komiksami superbohaterskimi. Zamaskowany Człowiek – bo taki, niezbyt pomysłowy pseudonim posiada protagonista – w czarnym kostiumie sieje strach wśród przestępców i zachwyt wśród ludzi praworządnych. Poza maską zaś, niczym Superman za czasów, gdy wcielał się w niego Christopher Reeve, udaje fajtłapowatego człowieka. W przeciwieństwie jednak do Clarka Kenta swój mało heroiczny portret uzupełnia niezdrową fascynacją kobietami i alkoholem. Yan z wyczuciem prowadzi wątki związane z sekretną tożsamością Zamaskowanego Człowieka, księżniczką i jej służką, lecz niestety zbyt prędko odsłania tożsamość bohatera (choć faktem jest, że od samego początku widz domyśla się, kto nim jest). Wiele wątków zostaje ponadto urwanych bez wyraźnego ich zakończenia. Choć pojedynki wypadają zwykle dość archaiczne, to warto zwrócić uwagę na nakręconą mastershotem sekwencję starć w podziemnych komnatach tortur i w więzieniu, uzupełnioną tłem muzycznym w formie rytmicznych bębnów. Film też posiada bardzo przyjemne sceny komediowe, co również sprawia, że choć nie brak tu wad, That Man in Chang-an stanowi przyjemny i warty obejrzenia przykład kina wuxia z drugiej połowy lat 60.

Madam Slender Plum aka Under the Spell of Love
Yu hai qing mo
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Lu Cheng
studio: Shaw Brothers
premiera: 23.02.1967

Obsada: Diana Chang, Jenny Hu, Paul Chang, Wei Lo, Ching Yip, Angela Yu Chien, Feng Tien i inni.

Madam Slender Plum rozpoczyna się w konwencji kryminału, od sceny zabójstwa nieznanego nam mężczyzny (Paul Chang) przez kobietę (Diana Chang). Niedługo później zastajemy zabójczynię w towarzystwie policji. Detektyw prosi ją o wyjaśnienie zajścia i w ten sposób rozpoczyna się retrospekcja, stanowiąca główną część filmu. Kryminalna u rdzenia zagadka jest tu w rzeczywistości narzędziem do stworzenia dramatu. Dramatu z początku dość zaangażowanego społecznie; zmienna gospodarka ówczesnego Hongkongu oraz oszustwa w przemyśle doprowadziły do załamania się ówczesnego przemysłu budowlanego, co odbiło się negatywnie na bogatej rodzinie Wangów. W dzień urodzin starszej z córek, rozwydrzonej i nie rozumiejącej ciężaru życia Lilian (Jenny Hu), wybucha kłótnia, kończąca się tragicznym wypadkiem, w którym ginie najmłodsza z córek, imieniem Yu Lan (Ching Yip). Głowa rodziny, biznesmen Xue Bin (Wei Lo) targany wyrzutami sumienia zarówno z powodu śmierci córki, jak i utraty majątku ucieka z domu i już do niego nie wraca. Los – teraz już dwuosobowej rodziny – spoczywa na barkach Xiu Mei (Diana Chang), ta jednak nie posiadając edukacji ani doświadczenia w jakimkolwiek zawodzie nie może odnaleźć pracy. Ostatecznie przełyka resztki honoru i zatrudnia się jako kelnerka. Niedługo później spotyka swoją sympatię z młodości, podstępnego Chen Shang Yuana (Paul Chang), który widząc, że wierność Xiu Mei wobec nieobecnego męża jest nienaruszalna, postawia uwieść Lilian (i przy okazji sięgnąć po rodzinny majątek Wangów).

Społeczny wątek filmu niestety szybko przemienia się w stereotypową produkcję, która poza solidną grą aktorską nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Madam Slender Plum to sprawnie wykonany shawowski dramat, w którym rozwydrzone dzieci uczą się życia, żony pozostają na zabój wierne mężom, a każdy, kto próbuje wedrzeć się w rodzinne szczęście zostanie przykładnie ukarany. Tym samym jest to dość przewidywalna i momentami mało realistyczna produkcja, jako że dość trudno było mi zaakceptować postępowanie Xiu Mei, tym bardziej, że na ekranie Diana Chang i Wei Lo jako para są pozbawieni jakiejkolwiek chemii i zwyczajne w ich związek, a tym bardziej jej miłość ciągnącą się przez dwa lata po odejściu męża ciężko jest uwierzyć. Ciekawym pomysłem było natomiast obsadzenie Paula Changa w negatywnej roli. Wcześniej poznaliśmy go w heroicznych kreacjach, jak w quasi-bondowskim The Golden Buddha; tutaj z powodzeniem dowodzi, że w roli oportunistycznego oszusta nie wypada ani trochę gorzej niż w kreacji bohaterskiego twardziela. Warto dodać, że w epizodycznej roli pojawia się tu także shawowska piękność Angela Yu Chien.

Madam Slender Plum nie jest też oryginalnym pomysłem studia, jest to w rzeczywistości remake Mildred Pierce (Michael Curtiz, 1945), jednak o wiele bezpieczniejszy, z córką, która tak naprawdę nie jest zła i z mrokiem, który nigdy nie jest naprawdę mroczny. Ostatecznie jest to film, który pozbywa się ze scenariusza wszystkiego, co mogłoby by sprawić, że produkcja stałaby się intrygująca. Zamiast tego woli pozostać grzecznym dramatem, przez co Madame Slender Plum prędko traci swój urok, a wraz z nim możliwości większego zainteresowania widza.

The Trail of the Broken Blade
Duan chang jian
reżyseria i scenariusz: Cheh Chang
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 04.03.1967

Obsada: Yu Wang, Chong Kiu, Chin Ping, Lisa Chiao, Ping-Ao Wei, Mei-Sheng Fan, Feng Tien, Ma Wu i inni.

Kultowy Yu Wang w swojej kolejnej kreacji w kinie wuxia wciela się w wojownika, który musi porzucić swoją ukochaną z powodu politycznych rywalizacji i ukryć się w małej wiosce, gdzie zatrudnia się jako pomocnik w stajni. Jego ukochana nigdy jednak o nim nie zapomniała i po tym, jak pewien odważny szermierz (Chong Kiu) uratował jej życie, gdy została zaatakowana przez brutalny gang, wyjawia zbawcy swoje troski. Szermierz uznaje, że honorowym wyjściem będzie odnalezienie ukrywającego się wojownika. Gdy się jednak na niego natyka, ten tak dobrze udaje zwykłego chłopa, że nie tylko zmyla szermierza, lecz również zawiera z nim wielką przyjaźń. Sprawy prędko się komplikują, gdy mistrzowie sztuk walki z gangu, z którym nie tak dawno walczył szermierz wyruszają z misją krwawej zemsty.

The Trail of the Broken Blade choć kontynuuje trendy Changa zapoczątkowane w jego poprzednich filmach, o których będzie mowa przy okazji omawiania Jednorękiego szermierza oraz Zamachowca, stworzył tu niezbyt interesujący film wuxia. Prócz udanych i dość pomysłowych scen walk oraz typowego dla nowej szkoły wykorzystania pułapek, The Trail of the Broken Blade prezentuje się, obok The Silent Swordsman, najsłabiej na tle przedstawionych tu filmów z 1967 roku z powodu licznych, irytujących zbiegów okoliczności, jakich pełno jest w scenariuszu. Chiny prezentują się tu niczym kraj o wielkości jednego, niewielkiego miasteczka, w którym wszyscy odnajdują się bez większych trudności. Kuriozalna jest scena po tym, jak z wioski, gdzie ukrywa się wojownik ucieka młoda, zakochana w nim dziewczyna i na moment zatrzymuje się w opuszczonej świątyni. Tam – przez przypadek – spotyka pokonanego wcześniej przez obu szermierzy członka gangu. Jak się okazuje uciekł on w tym samym kierunku; jakby tego było mało, ukochana głównego bohatera, po wieloletnim okresie oczekiwania nagle decyduje się ruszyć na jego poszukiwania i pierwszym miejscem do jakiego dociera jest ta sama świątynia; co więcej przybywa do niej w samą porę by spotkać się z pozostałymi odpoczywającymi tam osobami. Film, podobnie jak wiele z tego okresu, wypada najlepiej w scenach, gdy wojownicy próbują sprawdzać wzajemne zdolności oraz podczas walk. Niestety i te nie przewyższają w żadnym aspekcie wielu choreografii z innych ówczesnych produkcji, przez co The Trail of the Broken Blade wypada jako jedna z mniej interesujących propozycji ze studia. Jest to nieco zaskakujące, gdyż Chang zrealizował ją niedługo po intrygującym The Magnificent Trio i tuż przed dwoma majstersztykami wuxia, do których przejdziemy za moment.

Black Falcon
Hei ying
reżyseria i scenariusz: Kao-Mei Tai (Takumi Furukawa)
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.04.1967

Obsada: Paul Chang, Jenny Hu, Margaret Tu, Hsieh Wang, Feng Tien, Feng Ku, Meng Tien, Helen Ma, Shirley Wong, Shen Yuan i inni.

Black Falcon to kolejna z shawowskich imitacji przygód Jamesa Bonda, jakie były ówcześnie popularne wśród hongkońskiej widowni. Ponownie w ichnią wersję agenta wciela się Paul Chang, który tym razem gra Shih Chieh Changa. Jest to przy tym jedyny z bondowskich filmów ze studia Shawów (a przynajmniej jedyny, jaki do tej pory widziałem), w którym nazwisko agenta 007 zostaje przywołane i wiemy, że akcja rozgrywa się w tym samym świecie, co brytyjskie produkcje. W jednej ze scen – aby uspokoić dziewczynę podejrzewającą go o niecne zamiary – Chang informuje ją, że James Bond jest jego zaprzysiężonym bratem; co jest nieco kuriozalnym pomysłem, gdyż nazwisko tajnego brytyjskiego agenta nie powinno być chyba znane młodej chińskiej dziewczynie spędzającej czas na tańcach, malowaniu w swojej pracowni oraz spotykaniu się z chłopakami.

Tytułowy Czarny Sokół to organizacja przestępcza, której przewodzi tajemniczy pan Tan. Od długiego czasu nikt go jednak nie widział, a jego rozkazy są przekazywane przez femme fatale Mei Hu (Margaret Tu), która z kolei przekazuje je dwóm najważniejszym członkom organizacji. Jednym z nich jest ambitny i podstępny mężczyzna z blizną (jego imię nigdy nie zostaje podane), w którego wciela się znany wszystkim widzom Shaw Brothers Hsieh Wang. Wśród członków organizacji pojawia się też młody Feng Ku jako niezbyt rozgarnięty bandzior Zhong Jiang. Chang dostaje zlecenie odnalezienia Tana i odkrycia tajemnic Czarnego Sokoła. Zaczyna swoją misję od nawiązania romansu z piękną córką Tana Julie (Jenny Hu) z nadzieją, że ta zaprowadzi go do celu. Nie wie jednak, że przestępcza organizacja zna jego tożsamość i zastawiła na niego liczne pułapki.

Film jest remakem Agent 3S3: Passport to Hell (Agente 3S3: Passaporto per l'inferno) Sergio Sollimy, produkcji eurospy z 1965 roku, która także powstała na fali popularności przygód Jamesa Bonda i która cieszyła się sporą popularnością w Hongkongu. Shawowski film jest niestety charakteryzowany licznymi wadami. Największą z nich jest ekstremalna i trudna do zaakceptowania nieskuteczność złoczyńców w walce z bohaterem. Mają oni mnóstwo okazji by go wykończyć, a zamiast tego wcielają w życie podstępne plany, przeprowadzają nader nieudane przeszukiwania apartamentu, w którym Chang się ukrywa, a gdy strzelają z broni palnej mają problemy z trafieniem do celu znajdującego się niespełna dwa metry od nich. Oczywiście, jak przystało na quasi-bondowską organizację, Czarny Sokół posiada tajną, podziemną bazę z pomieszczeniem na międzynarodowe zebrania, upiększoną swoim logo oraz laserową pułapką.

Mimo wad, prędkie tempo narracji i filmowanie scen akcji w sporych zbliżeniach, dość udanie ukrywających niedostatki choreograficzne, w połączeniu ze zwrotami fabularnymi i kilkoma lekko humorystycznymi scenami sprawiają, że pierwsze 50 minut filmu mija szybko i w miarę przyjemnie. Późniejsze 40 minut niestety cechuje się coraz większym bałaganem fabularnym, który w połączeniu z licznymi archaizmami i zupełnie nonsensownym finalnym planem złoczyńców powoduje raczej znużenie niż zaciekawienie akcją.

Film należy za to pochwalić za udaną ścieżkę dźwiękową, przyjemną stylistykę pop artu oraz udane kreacje aktorskie, choć Paul Chang wydaje mi się nieco za mało charyzmatyczny w roli pseudo-Bonda; prywatnie zawsze uważałem, że ciekawiej w tej kreacji prezentowałby się młody Hua Yueh.

The Sword and the Lute
Qin jian en chou
reżyseria: Tseng-Hung Hsu
scenariusz: Chiang Shen
studio: Shaw Brothers
premiera: 21.04.1967

Obsada: Chin Ping, Yu Wang, Ivy Ling Po, Hua Yueh, Lieh Lo, Margaret Hsing, Petrina Fung (Bo-Bo Fung), Pang Pang, Lily Ho i inni.

The Sword and the Lute stanowi zakończenie trylogii, na którą składają się również omawiane wcześniej Temple of the Red Lotus oraz The Twin Swords. Wprowadzony w jednej ze scen poprzedniego filmu wątek potężnej broni w formie lutni zajmuje w finale centralną pozycję. Produkcja rozpoczyna się, gdy para bohaterów (Chin Ping i Yu Wang) z poprzednich części zostaje zaatakowana przez zgraję bandytów. By się ratować mężczyzna korzysta z pomocy lutni, którą przewozi celem jej zniszczenia Niepokonanym Mieczem rodziny Gan. Jeden z bandytów decyduje się śledzić parę i wykorzystuje chwilę ich nieuwagi, by ukraść broń. Następnie akcja przenosi się do bazy złoczyńców: klanu Latającego Tygrysa. Okazuje się, że jeden z synów mistrza klanu (Pang Pang) jest ciężko chory z powodu trafienia lutnią i jeśli w ciągu 5 dni nie zostanie podane mu antidotum umrze. Jedynym lekarstwem na trafienie lutnią jest jednak specjalny klejnot rodowy Siedem Gwiazd rodu Shen. Latający Tygrys atakuje zatem posiadłość Shenów i zabija wszystkich prócz młodego mistrza (Hua Yueh), którego porywają i torturują. Gdy ten nie daje się złamać, ranią go lutnią, po czym udająca nawrócenie na drogę dobra córka mistrza klanu pomaga mu w ucieczce. Shen nie jest świadom, że najlepsi z Latającego Tygrysa podążają jego śladem, aby posiąść Siedem Gwiazd. Ranny mistrz spotyka niebawem młodziutką Hsiao Ling (Petrina Fung), członkinię rodu Gan i właścicielkę Niepokonanego Miecza. Sprawy się komplikują, gdy do Shena i Ling dołącza tajemniczy mężczyzna (Lieh Lo). Choć twierdzi, że jego pomoc jest powodowana jedynie chęcią zarobku, szybko się okazuje, że za stoickimi pozorami skrywają się niebagatelne zdolności sztuk walki oraz niejasne intencje. Para, której skradziono lutnię próbuje tymczasem dogonić Shena i zapobiec nadchodzącej tragedii.

Choć powyższy akapit jest dość długi, stanowi jedynie opis zawiązania akcji, która pełna jest pobocznych wątków. Twórcom na szczęście udaje się je zebrać w zgrabną całość, nie wzbudzającą zagubienia widza. Niestety centralni bohaterowie poprzednich części trylogii zostają zepchnięci na daleki drugi plan, przez co film traci silnych protagonistów. Jest to dość duża wada, jako że rozłożenie akcji na wiele postaci nie sprzyja odczuwaniu więzi z żadną z nich. Ponadto, Hsu znacząco zmniejsza powagę całości. Przede wszystkim zakrapia produkcję jeszcze większą ilością motywów shenguai niż poprzednio, lecz czyni to nie z powodu prób artystycznego wykorzystania stylistyki pozwalającej wykraczać poza realistyczną prezentację akcji, lecz w celu kreacji czysto eskapistycznej rozrywki. Umila ją scenami komediowymi oraz familijnymi, wynikiem czego produkcja prezentuje się nader archaicznie na tle ówczesnego katalogu Shaw Brothers.

Hsu umieszcza również wiele scen, w których dziewczynka z rodu Gan zajmuje centrum uwagi. Jej rozprawianie się z bandytami, niezwykłe zdolności szermiercze oraz niesamowita umiejętność wykrywania kłamstw innych wypadają o tyle infantylnie, co nierealistycznie. Wiąże się to również z niezbyt udanymi, anachronicznymi choreografiami. Największymi zaletami (oprócz gwiazdorskiej obsady oczywiście) są sceny prób kradzieży, w których trzy strony konfliktu próbują nawzajem się przechytrzyć w zaskakująco sprawnie trzymających w napięciu, przeciąganych w czasie sekwencjach.

Sweet is Revenge
Da xia fu chou ji
reżyseria: Chia-Hsiang Wu
scenariusz: Kang Cheng
studio: Shaw Brothers
premiera: 31.05.1967

Obsada: Hua Yueh, Ching Li, Miao Ching, Hung-Lieh Chen, Ying Lee, Angela Yu Chien, Chia-Hsiang Wu, Fan Ho, Feng Ku i inni.

Sweet is Revenge należy do grona shawowskich produkcji opowiadających o szlachetnych złodziejach, okradających bogatych, złych i skorumpowanych, a skradzione kosztowności przekazujących potrzebującym. Akcja filmu rozgrywa się na początku XX wieku i jej głównym bohaterem jest Pao Xiao (Hua Yueh), były cyrkowy akrobata, który obecnie wykorzystuje swoje zdolności jako Zamaskowany Bandyta. Postanawia okraść skorumpowanego i wpływowego komandora Quan Xi Zhenga (Miao Ching), co też mu się udaje w otwierającej film sekwencji. Oczywiście komandor nie jest zadowolony z powodu utraty pieniędzy, a jego piękna żona (Angela Yu Chien) z utraty klejnotów. Do akcji wkraczają inspektor Bu Yun Ma (Ying Lee) i jego podstępny syn Qian-Li Ma (Hung-Lieh Chen), którzy obmyślają pułapkę na protagonistę. Młody Ma jednak prędko pogoń za przestępcą wymienia na pogoń za ukochaną Dan-Ping Wang (Ching Li). Ta jest jednak zaręczona z biednym, szlachetnym doktorem Davidem Li (Fan Ho, który w tamtych czasach był bardziej znany jako fotograf erotyczny). Ma obmyśla zatem plan wrobienia Li we współpracę z Zamaskowanym Bandytą.

Produkcja przede wszystkim skupia się na planach i podchodach różnych postaci: Zamaskowany Bandyta dokonuje kilku efektownych kradzieży, po czym wciela w życie odważny plan zinfiltrowania domu komandora i zniszczenia skorumpowanych władz od środka. Sprawia to, że produkcja wygląda niczym podstawa fabularna późniejszego The Lizard (1972) Yuena Chora, gdzie Hua Yueh ponownie wcieli się w zamaskowanego, szlachetnego rabusia; choć poprowadzony odmiennie, to rdzeń fabularny pozostał praktycznie ten sam. Sweet is Revenge w swoim przedstawieniu wątków jest nieco chaotyczny i w dużej mierze opiera się na popularnych w hongkońskim kinie zdolnościach przebierania się protagonisty za inne osoby, co skutecznie pozwala mu oszukiwać swoje ofiary. Te nie są też szczególnie przebiegłe: skorumpowani przedstawiciele władz militarnych są dość tępi i bojaźliwi, co sprawia, że nie stają się oni w oczach widza realnym zagrożeniem dla niezwykle przebiegłego i inteligentnego Xiao, nawet kiedy wydaje się, że mają nad nim przewagę. To wrażenie niezniszczalności protagonisty uzupełnia też dość lekki ton produkcji, nieraz uderzającej w nienachalnie komediowe tony, ironiczne dialogi czy przedstawienie władczego komandora jako zupełnego pantoflarza. Ta ostatnia cecha dość ciekawie uzupełnia jednowymiarowy charakter postaci. Prezentacja jego związku małżeńskiego jako szczęśliwego – w połączeniu z komediowymi scenkami z udziałem komandora – sprawia, że nabiera on kilku niemal pozytywnych cech. Ponadto pozwala to Angeli Yu Chien na pokazanie się w nieco bardziej charyzmatycznej kreacji jako kobiety o silnym charakterze, stojącej w opozycji do będącej klasyczną damą w potrzasku Wang, w którą wciela się utalentowana Ching Li; obu aktorkom nie dano tu jednak niestety możliwości pokazania pełni swoich zdolności.

Sweet is Revenge będzie rozczarowaniem dla widzów szukających scen sztuk walki, bowiem sceny akcji nie są tu nader częste, a gdy się już pojawiają to skupiają się na pościgach i okazjonalnych strzelaninach. Na niekorzyść produkcji przemawiają jednak sztuczne powiązanie głównego wątku z losem Wang, jednowymiarowe postaci oraz niezbyt udane wykorzystanie potencjału aktorskiego żeńskich gwiazd. Mimo tego produkcję trudno uznać za nieudaną. Szybkie tempo narracji, miks elementów komediowych z czasem dość mocno sadystycznymi oraz świetna obsada są bowiem jej niezaprzeczalnymi zaletami. Sądzę zatem, że każdy fan starszego kina akcji i opowieści o szlachetnych złodziejach powinien Sweet is Revenge obejrzeć z przyjemnością.

Asia-Pol aka Asia-Pol Secret Service
A chow bei mat ging chaat
reżyseria: Akinori Matsuo
scenariusz: Iwao Yamazaki
studio: Shaw Brothers / Nikkatsu
premiera: 26.06.1967

Obsada: Yu Wang, Ying Fang, Jo Shishido, Ruriko Asaoka, Pei-Shan Chang, Sam Yuen, Kaku Takashina, Tomoko Hamagawa i inni.

Asia-Pol jest potwierdzeniem, że shawowskie imitacje przygód Jamesa Bonda i mokukoseki eiga z Nikkatsu (a nawet Nikkatsu akushion, kino akcji ze studia Nikkatsu z końca lat 50. i z lat 60.) łączyło dość sporo. Film został wyreżyserowany przez Japończyka Akinoriego Matsuo, który stylistycznie wpasował się bardziej w styl Shaw Brothers niż Nikkatsu. Mając do dyspozycji spory budżet i popularnych aktorów z obu studiów stworzył bodaj najciekawszą produkcję inspirowaną przygodami Jamesa Bonda, w jaką zamieszani byli Shawowie. W przeciwieństwie bowiem do wizji Weia Lo Matsuo unika zbytniego kiczu i stara się nadać Asia-Pol poważny charakter.

W głównego bohatera wciela się gwiazdor Yu Wang w przededniu osiągnięcia gwałtownego wzrostu sławy, jaki nastąpi dzięki nadchodzącym filmom wuxia z jego udziałem. Gra on Chińczyka wychowanego w Japonii i zarazem członka tytułowego Azjapolu, azjatyckiej wersji Interpolu. Jego zadaniem jest schwytanie mieszanej krwi gangstera George’a, który choć jest członkiem międzynarodowej organizacji przestępczej, to w rzeczywistości próbuje wcielić w życie swój prywatny, szalony plan całkowitej destabilizacji japońskiej gospodarki. Rola złoczyńcy przypadła w udziale kultowemu właścicielowi najbardziej charakterystycznych policzków w historii kina Jo Shishido, znanego przede wszystkim z produkcji Seijuna Suzukiego, lecz który ma także na koncie liczne role w bardziej klasycznych dla ówczesnego katalogu Nikkatsu propozycjach. W Asia-Pol pojawiają się też popularne i atrakcyjne panie: Hongkong reprezentuje Ying Fang, a Japonię Ruriko Asaoka.

Międzynarodowa ekipa filmowa wynikła międzynarodową intrygą, dzięki której odwiedzamy Japonię, Hongkong i Manilę. Asia-Pol bardzo sprawnie łączy elementy rodem z produkcji o 007 z azjatyckimi motywami. Pojawiają się tu więc mnogie gadżety, piękne kobiety i twardzi agenci po obu stronach konfliktu, a także, choć pod koniec nieco naciąganych, to sprawnie zrealizowanych scen akcji. Jako że film podchodzi do tematu w miarę poważnie, nie ma tu kolorowych świateł w podziemnych bazach, laserowych pułapek czy pstrokatych kostiumów szefów międzynarodowych konglomeracji zła, z drugiej strony być może po prostu wystarczyły policzki Shishido. Wszystko to sprawia, że Asia-Pol prezentuje się bardzo zadowalająco i przewyższa poziomem wykonania niejeden film o Jamesie Bondzie.

The King with My Face aka An Emperor with Iron Mask
Tie tou huang di
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Lau-Chiu Wong i Die-Yi Chen
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.07.1967

Obsada: Young-Kyun Shin, Ching Li, Yi Shen, Seung-Ho Kim, Chung-Hsin Huang, Miao Ching, Lo Shum, Lily Li, Mei-Sheng Fan i inni.

Historia człowieka w żelaznej masce, czyli uwięzionego w lochach XVII wiecznej Francji nieznanego mężczyzny rozbudzała wyobraźnię poetów, pisarzy, reżyserów, malarzy i innych artystów z całego świata. Dominującą teorią w ich dziełach była ta, twierdząca, że osadzony był w rzeczywistości bratem lub – jak twierdził Alexandre Dumas – bratem bliźniakiem króla Ludwika XIV. Do kin opowieść o uwięzionym bliźniaku władcy po raz pierwszy trafiła już w 1909 roku, kiedy to premierę miał The Iron Mask (La maschera di ferro, Oreste Mentasti). Kolejne produkcje rozsławiły historię na tyle, że w końcu zainteresowali się nią także twórcy z Shaw Brothers. W hongkońskiej wersji król Ludwik XIV został zastąpiony zepsutym do szpiku kości cesarzem Waiem Hungiem (Young-Kyun Shin), korzystającym ze wszystkich uroków władzy zupełnie nie przejmując się losem narodu. Państwo pod jego rządami popada w biedę, szerzy się korupcja, a władca przejmuje się tylko swoją konkubiną Chin Gi (Yi Shen), podejmującą część decyzji za samego cesarza, chętnego ciąć mieczem każdego kto choćby krzywo na Gi spojrzy. Ich ostatnim pomysłem jest stworzenie potężnego zamku dla konkubiny, którego budowa ma zostać ukończona – za cenę życia i pól uprawnych obywateli – w ciągu sześciu miesięcy. Żołnierze podczas porywania ludzi do pracy niechcący jednak natykają się na An Shinga (ponownie Shin), młodego mężczyznę, stawiającego im opór. Skorumpowany minister Tsu Yuan Wan (Chung-Hsin Huang) prędko zauważa, że Shing jest w rzeczywistości bliźniakiem cesarza i prawowitym władcą tronu; nie chcąc tracić swojej pozycji decyduje się go zatem potajemnie zabić. Sytuację w porę spostrzega inny minister, praworządny Po Bei Tau (Seung-Ho Kim), który przekazuje informację o Shingu cesarzowi. Jako że do królestwa przybywa niebawem księżniczka Qi Kue (Ching Li), cesarz decyduje się – w obawie przed atakami rebeliantów – korzystać z brata jako swojego sobowtóra, lecz gdy Kue i Shin zakochują się w sobie, rozkazuje uwięzić swojego bliźniaka, a jego twarz zasłonić żelazną maską.

The King with My Face jest typowym dworskim dramatem ze studia Shaw Brothers, w którym nie brak intryg, pięknych kobiet oraz zepsutej, niemoralnej władzy, której stawiają czoła praworządni bohaterowie, czekający tylko na okazję do ataku. Gdy takowe się nadarzą, wtedy pojawiają się w filmie okazjonalne sceny akcji; te choć nie są zrealizowane z choreograficznym rozmachem znanym z shawowskich wuxia, to udanie wzbogacają formułę oraz znaną nam fabułę. W kontekście technicznym produkcja jest zresztą wykonana na bardzo wysokim poziomie w każdym aspekcie. Ho był bardzo solidnym reżyserem i jego wyczucie narracyjne sprawia, że film ogląda się bez znużenia i z zainteresowaniem; brak tu jakichkolwiek przestojów, kostiumy i scenografia zapewniają wizualną różnorodność, a kamera jest ustawiona tak by zawsze pokazywać przemykające czy zbliżające się postaci na drugim planie, co pomaga w podkreśleniu wszechobecnych intryg.

Bardzo udanie wypadają także aktorzy. Większość z nich wcieliła się w typowe dla siebie kreacje, największą uwagę zaś skupiają postaci negatywne, dzięki większej palecie pokazywanych emocji. Postaci pozytywne są klasycznie zaprezentowane jako tłumiące uczucia, co sprawia, że czasem znikają w cieniu bardziej energicznych kreacji czarnych charakterów. Wśród nich prezentuje się bardzo udanie Huang w roli aktywnego złoczyńcy. Shen tymczasem jako zdemoralizowana kochanka cesarza otrzymuje wiele scen, w których Ho pozwala jej zająć centralną pozycję. Największe pole manewru otrzymał oczywiście Shin, wcielający się zarówno w złego, chytrego, miłującego się w cielesnych uciechach i okrutnego cesarza, jak i w jego zupełne przeciwieństwo. I choć jego romans z Li nie wypada na ekranie nadto przekonująco, to nie można zaprzeczyć, że jest to udana kreacja. Ching Li wciela się natomiast w kolejną piękną niewiastę, która bardziej niż aktywną bohaterką, jest dekoracją filmu. Mimo tego, dzięki jej nienagannej grze aktorskiej i wyjątkowej urodzie zawsze zatrzymuje wzrok widza. Jej status gwiazdy powoduje również, że Ho dość często zatrzymuje na niej dłużej kamerę pozwalając jej tym samym na stworzenie pełniejszego obrazu księżniczki, a w późniejszych partiach pozwala jej nawet na moment włączyć się do akcji.

Mimo posiadania licznych zalet, The King with My Face jest niewątpliwie komercyjną produkcją i jako taka przedstawia sporo fabularnych uproszczeń, klasyczny czarno-biały podział w kwestiach moralnych i nierealistycznie przejaskrawione postaci zarówno pozytywne, jak negatywne. Stąd też należy film traktować raczej jako eskapistyczne, kostiumowe kino o moralizatorskim zacięciu, lecz mimo to kino zrealizowane na wysokim poziomie, prezentujące wysokie standardy największego ówcześnie studia w Hongkongu.

Inter-Pol aka Interpol aka Special Agent 009
Te jing 009
reżyseria i scenariusz: Kō Nakahira
studio: Shaw Brothers
premiera: 12.07.1967

Obsada: Ching Tang, Margaret Tu, Yi Shen, Pei-Shan Chang, Kwan Lee, Feng Ku, Lily Ho, Tina Chin Fei, Shirley Wong, Little Unicorn i inni.

Inter-Pol jest pierwszym z czterech filmów, jakie Kō Nakahira wyreżyserował dla Shaw Brothers. Nakahira jest oczywiście najszerzej kojarzony z filmu taiyozoku Zepsuty owoc (Kurutta kajitsu, 1956), przedstawiającego – na tamte czasy – wstrząsający obraz powojennego japońskiego młodego pokolenia, kierującego się w życiu hedonizmem i nie przejmującego się tradycyjnymi wartościami. Jego debiutancka produkcja w studiu braci Shaw nie stanowi jednak ani prowokacyjnej, ani też nazbyt ambitnej pozycji, jest bowiem kolejnym przykładem popularnych wtedy imitacji przygód Jamesa Bonda.

Tym razem bohaterem jest agent opatrzony numerem 009, Tianhong Chen (Ching Tang), który zostaje przez swoich przełożonych wysłany do Hongkongu aby rozwikłać sprawę śmierci jednego z agentów Interpolu. Na miejscu 009 natyka się na międzynarodową organizację przestępczą, parającą się drukowaniem fałszywych banknotów, przemytem samochodów i morderstwami.

W przeciwieństwie do podobnych filmów Weia Lo, Nakahira proponuje nieco bardziej realistyczne podejście do tematu. Brak tu zatem pokrętnych planów złoczyńców, ubranych w kuriozalne stroje i wydających rozkazy z futurystycznej kryjówki. Organizacja przestępcza jest utrzymana niemal całkowicie w kluczu realistycznym, podczas gdy 009 – mimo że zachowuje wszystkie charakterystyczne cechy Bonda – blisko współpracuje z policją, bez pomocy której nie miałby szans na rozwikłanie sprawy. Nie oznacza to jednak, że brak tu pewnych umowności, szczególnie widocznych w licznych zbiegach okoliczności popychających fabułę do przodu. Część z nich wiąże się z faktem, że Chen jest wielkim kobieciarzem. Wśród jego podbojów zaś prym wiedzie wokalistka z klubu należącego do złoczyńców, imieniem Pingping Zhou (Yi Shen). W ostatnich scenach zastąpi ją zaś gościnnie pojawiająca się w produkcji wschodząca gwiazda studia Lily Ho. Protagoniście pomaga też miejscowy kieszonkowiec Mao Huang (Kwan Lee), który na początku – sądząc, że Chen jest zawodowym hazardzistą – chce stworzyć przestępczy duet z bohaterem, lecz później, z nieznanych powodów, zostaje na okres całej walki ze złoczyńcami. Mimo że w dużej mierze funkcjonuje on jako comic relief, pełni dość istotną dla fabuły rolę i przynajmniej kilkukrotnie jego pomoc okazuje się być nieoceniona, co uznaję za spory plus.

Przywódcą organizacji jest kobieta, której imienia nigdy nie poznajemy, a w którą wcieliła się Margaret Tu. Wcześniej zagrała ona podobną rolę w Black Falcon Takumiego Furukawy. Margaret Tu (Chuan Tu) zadebiutowała jako aktorka w 1958 roku, mając szesnaście lat, w komedii The Magic Touch (Miao shou hui chun, Han-Hsiang Li). Szybko zyskała sporą popularność, szczególnie dzięki roli w How To Marry a Millionaire (Kuang lian, Ching Doe) w 1960 roku. Ze względu na swój styl życia zyskała przydomek „Dzikiej dziewczyny”. Niestety, pod koniec lat 60. zaczęły się jej kłopoty, zarówno w życiu prywatnym, jak zawodowym. Sława Tu zaczęła z wolna gasnąć, a jej małżeństwo z hongkońskim bogaczem okazało się zupełnie nieudane. Jak głoszą wieści Tu sekretnie była homoseksualna lub biseksualna. Ostatecznie, w 1969 roku, w wieku zaledwie 27 lat aktorka popełniła samobójstwo wraz z kobietą, która prawdopodobnie była jej kochanką.

Jej rola w Inter-Pol jest z pewnością jedną z większych zalet produkcji, która – w gruncie rzeczy – jest niczym więcej jak przyjemnym akcyjniakiem w starym stylu. Jest zdecydowanie produktem swoich czasów, kojarzącym się bardziej z kinem eurospy niż z pozycjami, które zwykle przychodzą do głowy, gdy myśli się o Hongkongu. Jako taki zainteresuje pewnie fanów quasi-bondowskich filmów oraz nieposkromionych poszukiwaczy starszych produkcji kina akcji i szpiegowskiego.

The Dragon Creek
Long hu gou
reżyseria i scenariusz: Griffin Yueh
studio: Shaw Brothers
premiera: 14.07.1967

Obsada: Pei-Pei Cheng, Han Chin, Essie Lin Chia, Chi-Ching Yang, Ho Lee, Feng Ku, Lily Li, Violet Pan i inni.

W małej wiosce dochodzi do zabójstwa starszego mężczyzny. Tuż przed śmiercią zdążył on jednak napisać imię swojego zabójcy – syna zarządcy wioski. Nic to nie daje, gdyż ów zarządca niszczy notkę i pokazuje publicznie jej podrobioną wersję, wskazującą jako winnego morderstwa znanego w okolicy rabusia. Jedyną osobą, która mu się przeciwstawia jest młoda córka (Pei-Pei Cheng) zmarłego. Zmuszona czekać z zemstą na powrót swojego starszego brata, nie może zdusić w sobie gniewu i coraz silniej antagonizuje wrogów rodziny. Tymczasem jej brat zmierza do wioski w towarzystwie bogatego kupca i jego córki, z którą nawiązuje romans.

The Dragon Creek wykorzystuje wątek kryminalny w bardzo nikłym stopniu, produkcja jest raczej wyrazem poszukiwań nowych pomysłów, wciąż niestety zamkniętych w nader archaicznej formie. Nie dość, że tożsamość mordercy jest ujawniona na samym początku, to intryga związana z okolicznym rabusiem jest przeprowadzona praktycznie w tle i dowiadujemy się o jej rozwijaniu z dialogów. Zbyt dużą część filmu zajmuje ckliwy wątek romantyczny, przedstawiony zgodnie z typowym szablonem i wzbogacony o sceny śpiewane nawiązujące do popularnych wtedy filmowych oper. Kilka ładnych krajobrazów, znajome twarze w obsadzie oraz wyraźne próby ewolucji Shaw Brothers to największe zalety tej w gruncie rzeczy rozczarowującej produkcji.

Jednoręki szermierz
One-Armed Swordsman
Dubei dao
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Cheh Chang i Kuang Ni
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 26.07.1967

Obsada: Yu Wang, Lisa Chiao, Feng Tien, Violet Pan, Chi-Ching Yang, Ti Tang, Feng Ku i inni.

Jednoręki szermierz jest jednym z największych klasyków ze studia Shaw Brothers, jednym z najważniejszych filmów wuxia w historii gatunku, okazał się ogromnym sukcesem kasowym i pierwszą produkcją, która przekroczyła milion hongkońskich dolarów zarobków z wyświetlania, a po latach zajęła 36. miejsce na liście najlepszych filmów z Hongkongu wg TimeOut Hongkong. Jako taki Jednoręki szermierz jest również jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym filmem w reżyserii Cheh Changa, czołowego reżysera z Shaw Brothers, który tą produkcją przypieczętował swoją pozycję w studiu oraz niechybnie wpłynął na kino sztuk walki oraz kino akcji w ogóle.

Bohaterem filmu jest młody wojownik Fang Kang (Yu Wang), który będąc niskiego pochodzenia jest okrutnie traktowany przez pozostałych uczniów swojego mistrza oraz jego córkę (Lisa Chiao). Ich znęcanie się nad Kangiem kulminuje odcięciem mu ręki przez arogancką dziewczynę. Cudem odratowany przez wieśniaczkę młodzieniec, po powrocie do sił powoli zapomina o przeszłości, wiąże się z kobietą, a także zaczyna trenować sztukę walki, jaką opracował dla swoich warunków. Gdy jednak życie jego dawnego mistrza znajduje się w niebezpieczeństwie, postanawia po raz ostatni wrócić do Świata Sztuk Walki.

Jednoręki szermierz, gdy tylko zawitał w kinach z miejsca stał się przebojem. Stało się to częściowo dzięki świetnej choreografii scen szermierczych autorstwa przyszłego reżysera Chia-Liang Lunga, który choć wcześniej tworzył intrygujące sekwencje walk w filmach Changa, tutaj przeszedł samego siebie. Akcja uzupełniana jest doskonałą fabułą oraz artystycznymi ambicjami, częściowo inspirowanymi pekińską operą, częściowo japońską chanbarą, a częściowo amerykańskimi i włoskimi westernami. Chang kontynuuje tutaj proces, który zauważyć można już w The Magnificent Trio – poprzez wykorzystywanie cech opery oraz kina z innych krajów, głównie japońskiego, tworzy nową jakość w gatunku wuxia. Tym razem jednak nie mamy do czynienia z remakiem, lecz całkowicie nową propozycją, która z niesamowitym wyczuciem wzbogaca hongkońską kinematografię bez możliwości oskarżenia Changa o bezmyślne kopiowanie innych twórców.

Chang przede wszystkim nadaje Jednorękiemu szermierzowi ciężaru, jakiego próżno szukać w większości ówczesnych i wcześniejszych produkcjach wuxia z Hongkongu i Chin. Zaczyna od ogromnego ciosu w protagonistę, już po pierwszych piętnastu minutach traci on rękę i tylko przypadek sprawia, że uchodzi z życiem. Ustanawia go to na podobnej ścieżce, co licznych, okaleczonych bohaterów filmów chanbara, jak Zatoichi (ślepota) czy Sazen Tange (brak ręki i oka). To powiązanie będzie zresztą potwierdzone w przyszłości, gdy Jednoręki Szermierz i Zatoichi spotkają w Zatoichi Meets the One-Armed Swordsman (Shin Zatōichi: Yabure! Tojin-ken, 1971) Kimiyoshiego Yasudy. Tragizm bohatera jest cechą, która nadaje mu psychologicznej głębi, wskazując przy tym na cielesność gatunku, skupiającego się na ciele wojownika jako elementarnej składowej wuxia, oraz pozwala mu na pokonanie własnych słabości, dzięki czemu otrzymuje on cechy tzw. yang gang, niezłomnej/zagorzałej męskości, głównego wyróżnika, jakiego swoim bohaterom chciał nadać Chang, w ten sposób m.in. odcinając „nową szkołę” kina wuxia od poprzednich, bardziej eskapistycznych i fantazyjnych dokonań.

Również w kwestii dialogów oraz ogólnego potraktowania tematu wojowników produkcja cechuje się licznymi podobieństwami do chanbar, krytycznie komentujących kodeks bushido czy życie wojownika jako takiego. Pierwszymi skojarzeniami są produkcje takich reżyserów, jak Kenji Misumi czy Kazuo Mori, ale można również niektóre z wypowiedzi skojarzyć nawet z kinem Masakiego Kobayashi. Partnerka bohatera wielokrotnie stwierdza, że życie wojownika jest bezsensownym pasmem śmierci i zemsty. Umiejętność sztuk walki prowadzi tylko do kolejnych pojedynków, które kończą się zwykle tragicznie; honor szermierza, jego starania się o dobro szkoły i mistrza są w rzeczywistości mentalnym więzieniem, pozorem, który nadaje atrakcyjne, uwodzicielskie określenia na przemoc, cierpienie i zabijanie. Tak jak Misumi sprowadził kodeks bushido do jednego zdania Kyoshiro Nemuriego: „Wyciągasz miecz, zabijasz, chowasz miecz”, tak Chang sprowadza życie wojownika/adepta sztuk walki do niekończącej się rywalizacji o dominację w świecie sztuk walki, która ostatecznie jest w stanie przynieść tylko zmęczenie, śmierć bliskich i/lub własną oraz brak możliwości spełnienia marzeń czy podążania za ludzkimi pragnieniami. Temat, który Chang będzie pełniej prezentował w swoim następnym filmie, Zamachowcu.

Oczywiście, Chang nie czyni tutaj kalki filmów samurajskich. Raczej wskazuje na los, tragizm i ból inherentne w życiu wojownika, podkreśla niesprawiedliwe traktowanie ludzi przez świat oraz konieczność pokonywania słabości. Podobieństwo do szermierzy z Japonii tylko potwierdza uniwersalny charakter Jednorękiego szermierza. Nieuczciwe walki, jakim stawiać muszą czoło postaci pozytywne stanowią zresztą nie tylko o podobieństwie do kina samurajskiego, ale też do spaghetti westernów, z nimi też kojarzy się przystępowanie do kolejnych pojedynków, które znajduje się gdzieś na granicy wstępów do walk z westernów, chanbary i pekińskiej opery.

Chang tym samym z wielką wprawą łączy tu zapożyczone elementy z rodzimymi, jakże znajomymi produkcjami wuxia. Niezależnie bowiem od ilości zewnętrznych inspiracji, to nadal jest film o mistrzach sztuk walki, szkołach z potężnymi wojownikami na czele, z wymyślnymi stylami walk oraz jakże chińskimi pułapkami i tajnymi broniami. Jednoręki szermierz stanowi tym samym nową jakość w hongkońskiej kinematografii; jest filmem, który nadaje eskapistycznemu gatunkowi realizmu fizycznego i psychologicznego, zdzierającego quasi-mitologiczną maskę z bezproblemowego życia mistrzów sztuk walki. Pełen ambicji wykraczających poza rozrywkowe kino, staje na równi z uznawanymi na świecie filmami japońskimi, włoskimi i amerykańskimi. Wskazuje, że wuxia to festiwal ciał i jego ruchów, stąd też to na ciele skupiają się największe rany, ale też najłatwiejsze do współodczuwania przez widza ceny, jakie płacić należy za wstąpienie na ścieżkę sztuk walki.

The Cave of the Silken Web
Pan si dong
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Kang Cheng
studio: Shaw Brothers
premiera: 21.08.1967

Obsada: Lung-Cheung Chow, Fan Ho, Pang Pang, Shun Tien, Liang-Hua Liu, Angela Yu Chien, Yi Shen, Helen Ma, Shirley Wong, Mung Tin, Ching Yau, Ti Tang, Lo Shum, Wai Ng i nikt więcej.

Trzecia część tetralogii na podstawie Wędrówki na Zachód, kontynuuje dwa filmy z 1966 roku, lecz w przeciwieństwie do nich pozbawiona jest epizodycznej struktury i przedstawia jedną historię. Drugą różnicą względem poprzednich produkcji jest fakt, że do roli Króla Małp niestety nie powrócił Hua Yueh i został zastąpiony przez Lung-Cheung Chowa. Na szczęście w sporej ilości makijażu i, przede wszystkim, z podobnymi ruchami nie odróżnia się zbyt mocno od Yueh, dzięki czemu zmiana aktora mocno nie razi. W pozostałych wędrowców wcielają się ponownie Fan Ho, Pang Pang i Shun Tien. Jednak w The Cave of the Silken Web przed większą część filmu grają oni drugie skrzypce, podczas gdy na pierwszym planie znajdują się złoczyńcy. Są nimi 7 seksownych sióstr, które mimo że są pajęczymi demonami, to w przeciwieństwie do męskich zwierzęcych demonów z tetralogii, zachowują w pełni ludzki wygląd. Kontynuując musicalowy charakter produkcji, demoniczne siostry co jakiś czas także uwodzicielsko tańczą i śpiewają. Aby prezentowały się jak najatrakcyjniej na ekranie, ich stroje odsłaniają prawie całe nogi aktorek. Te części ciała – zdaje się – najbardziej upodobał sobie reżyser. Niektóre sceny bowiem wyraźnie skupiają się na nogach danej aktorki. Jako przykład przywołam tę, w której męska postać leży, podczas gdy jedna z sióstr stoi obok; kamera wtedy jest zwrócona w stronę leżącego mężczyzny, lecz na pierwszym planie znajdują się nogi, w tej akurat scenie, Angeli Yu Chien. A skoro już o niej wspominam, to przyznam szczerze, że nie przypominam sobie, żeby Chien wyglądała w jakimś filmie tak dobrze, jak tutaj, więc myślę, że można pochwalić Meng-Hua Ho za wypełnienie planu atrakcyjnego zaprezentowania kusicielskich demonic w stu procentach. Równocześnie poświadcza to też raczej przedmiotowe wykorzystanie aktorek w filmie, przede wszystkim jako ładnych twarzy, co też wyraźnie wskazuje, że produkcja jest kierowana do męskiej części widowni. Oprócz Angeli Yu Chien, w pozostałe siostry wcielają się Liang-Hua Liu, Yi Shen, Helen Ma, Shirley Wong, Mung Tin oraz Ching Yau.

Fabuła filmu nie należy do skomplikowanych, choć dzieje się w niej sporo i posiada ona niejeden zwrot akcji. 7 demonicznych piękności postanawia zjeść mnicha Tanga i wymyśla podstęp, mający na celu jego porwanie. Podstęp się udaje, gdyż sieci śpiewających pajęczych kusicielek są nie tylko niezniszczalne, lecz i zabójcze. Król Małp musi więc wykorzystać przeciw rywalkom swoją inteligencję i finguje swoją śmierć, by w ukryciu realizować swój plan. Tymczasem inny z uczniów Tanga rusza po artefakt, jako jedyny zdolny rozprawić się z sieciami ponętnych pajęczyc. Sprawy się komplikują, gdy do akcji włącza się zły goblin (Ti Tang), także pragnący zjeść Tanga.

Ho popycha akcję ze sporą prędkością, oferując taneczne, teatralne (z adekwatną muzyką, przez co teatralność filmu liczę in plus) sekwencje scen akcji oraz muzyczne kawałki. Jako że dzieje się tu sporo, a aktorzy prezentują się dość charyzmatycznie produkcja zupełnie nie nuży, wręcz przeciwnie, ogląda się ją z niemałym zaciekawieniem. Równocześnie jej infantylność, kiczowatość i archaiczność nie pozwalają uznać The Cave of Silken Web za wiele więcej niż nieco kuriozalną rozrywkę ze studia Shaw Brothers, potwierdzającą, że mimo przechodzenia w realistyczn(iejsz)e kino, infantylne fantastyki nieprzerwanie pojawiały się w katalogu tego legendarnego studia.

The Thundering Sword
Shen jian zhen jiang
reżyseria: Tseng-Hung Hsu
scenariusz: Chiang Shen
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.09.1967

Obsada: Pei-Pei Cheng, Yu Chang, Pei-Pei Shu, Lieh Lo, Ma Wu, Mian Fang, Hung-Lieh Chen, Feng Tien, Feng Ku, Li Ching i inni.

Film rozpoczyna się wraz z przebudzeniem z medytacji mistrza sztuk walki, który postanawia wysłać dwóch swoich najlepszych uczniów w poszukiwaniu tytułowego miecza. Stanowi on bowiem potężną broń i jeśli wpadnie w ręce zła, stanie się narzędziem zagłady. Mistrz pragnie zniszczyć oręż, choć obecnie jeszcze nie wie, w jaki sposób. Pierwszy z uczniów podczas wędrówki spotyka nieszanującą ludzkiego życia mistrzynię z innej, niegodziwej szkoły – również szukającej miecza. Kobieta zakochuje się w przystojnym adepcie sztuk walki, jednak duma nie pozwala jej na wyznanie uczucia. Drugi z uczniów znajduje pełen pułapek grobowiec, a w nim tytułowy oręż. Gdy wychodzi na zewnątrz zostaje zaatakowany i otruty przez wspomnianą mistrzynię, która zabiera miecz. Gdy jednak spostrzega, że otruła mężczyznę z tej samej szkoły, do jakiej należy jej ukochany, zabiera rannego do firmy transportowej, by ta zwróciła go do jego szkoły zanim umrze. Ci po drodze zostają zaatakowani przez innych wojowników szukających miecza, którzy okaleczają pechowego ucznia i zabierają jego notatki. W zemście za niedopilnowanie transportu, kobieta atakuje i zabija niemal wszystkich z firmy. Pech chce, że w okolicy akurat przebywa pierwszy z uczniów, przez co na niego padają podejrzenia o dokonanie masowego morderstwa. Rozdarty między rodzącą się miłością, obowiązkiem, dwiema szkołami i poszukiwany za zbrodnie, których nie dokonał próbuje wszystko wyjaśnić i uratować swój związek, nie wiedząc, że winnym, którego szuka jest jego ukochana.

The Thundering Sword to film czerpiący mnóstwo inspiracji z literatury nowej szkoły wuxia, lecz wywołujący bardzo ambiwalentne odczucia. Z jednej strony stanowi produkcję z wartką akcją, ciekawą paletą postaci oraz intrygującym motywem przewodnim, z drugiej nagromadzenie postaci, które pojawiają się często tylko epizodycznie, a i tak mają ogromne znaczenie dla fabuły, nadmierna ilość przypadków i pretekstów oraz zbyt obfite dialogi o wyjątkowo nieraz ekspozycyjnej naturze skutecznie negują zalety. Wśród nich, największą jest zdecydowanie próba nadania ciężaru licznym zgonom, do jakich dochodzi nie tylko w tej produkcji, ale i w filmach wuxia w ogóle. Już podczas pierwszego spotkania między przyszłymi zakochanymi, mężczyzna zwraca uwagę, aby nie zabijać pochopnie innych i szanować ludzkie życie. Liczba zgonów w produkcjach wuxia jest zwykle ogromna i mistrzowie najczęściej zupełnie nie przejmują się faktem, że anonimowi dla widza strażnicy czy osoby niekoniecznie z własnej winy włączone w konflikt w liczbie większej niż 20, 30 czy nawet więcej stracą życie podczas pojedynczej potyczki. Brak szacunku dla życia innych poza najbliższymi jest zresztą cechą nie tylko negatywnych postaci w tego typu filmach, choć zwykle cechą przemilczaną. W The Thundering Sword, choć do zabójstw również dochodzi dość często, to tym razem niosą one za sobą poważne konsekwencje. Rodziny zmarłych szukają sprawiedliwości, prowadzone są przepychanki między szkołami i wojownikami w celu znalezienia winnych i ich ukarania, pochopne zabójstwa są przyczyną wyrzutów sumienia, braku możliwości odnalezienia szczęścia oraz smutku.

Choć z licznymi wadami, film stanowi zatem krok naprzód w filmografii Hsu, szczególnie pod względem fabuły, rewizjonistycznego charakteru oraz odcinania się od infantylności jego wcześniejszych produkcji. Szkoda tylko, że problematyczna kwestia zabijania innych pod koniec okazuje się być prymarnie narzędziem do skomplikowania romantycznych relacji dwójki bohaterów. To ona okazuje się być najważniejsza w filmie, przez co wina za zbrodnie jest poniekąd traktowana jako wstydliwy sekret o podobnej wadze, co zdrada partnera czy problem pochodzenia. Ostatecznie to nie faktem zabicia niewinnych, lecz faktem, że zabicie ich nie pozwala parze być szczęśliwej przejmują się twórcy produkcji. The Thundering Sword tym samym, poza ciekawym pomysłem wyjściowym i sprawną realizacją, kończy się dla widza uczuciem zawodu, a nie satysfakcji.

The Story of a Discharged Prisoner aka Upright Repenter
Ying xiong ben se
reżyseria i scenariusz: Patrick Lung
choreografia scen akcji: Kar-Wing Lau i Lun-Suen Chan
studio: Kong Ngee
premiera: 13.09.1967

Obsada: Patrick Tse, Kin Sek, Gei Mak, Patrick Lung, Tsai-Chung Chan, Wai Wong, Patsy Ka i inni.

The Story of a Discharged Prisoner jest ambitnym, brudnym, moralnie niejednoznacznym, zrealizowanym w czerni i bieli dramatem z elementami kryminału i kina akcji. Opowiada o tytułowym bohaterze Lee Cheuk-hongu, który opuszcza mury więzienia po to tylko, aby znaleźć się wśród społeczeństwa, które już dawno wydało na nim wyrok, przez co powrót do normalnego życia staje się dla niego zupełnie niemożliwy. Jest to wczesny przykład tego, co zwykło się uznawać za klasyczne kino akcji z Hongkongu, jakie rozpropaguje w przyszłości m.in. John Woo. Nie dziwi więc, że The Story of a Discharged Prisoner jest jednym z najbardziej wpływowych filmów na twórczość Woo, który choć zaczynał jako asystent Cheh Changa, a karierę reżysera rozpoczął od kina kung fu i wuxia, niebawem skierował wzrok na współczesne organizacje przestępcze i spektakularne sceny akcji. Jeden z bardziej znanych filmów Woo, Byle do jutra (Ying hung boon sik, 1986) jest w dużej mierze inspirowany właśnie The Story of a Discharged Prisoner.

Omawiana produkcja jest przykładem kina kantońskiego i powstała w okresie, gdy hongkońskie kino było już zdominowane przez produkcje mandaryńskie. Aby bronić swojej pozycji w czasach ataku ze strony konkurencji wyposażonej w większe budżety i lepiej rozwinięte sieci dystrybucyjne, kantońscy filmowcy ruszyli w kierunku filmów osadzonych we współczesności i prezentujących odważniejszy oraz krytyczny pogląd na otaczającą rzeczywistość. To właśnie z tej tendencji społecznego, realistycznego kina wywodzą się, a nawet uznawani są za jego instygatorów, Yuen Chor – przyszły reżyser licznych wuxia dla Shaw Brothers – i Kong Lung, reżyser The Story of a Discharged Prisoner, filmu, wpisującego się w ten realistyczny, krytyczny nurt. Uznaje się jednak, że choć interesującym i wyróżniającym się na tle konkurencji, ich filmom nie udało się niestety zrewitalizować ówczesnego kina kantońskiego; mimo to stały się inspirującymi pozycjami dla przyszłych twórców, szczególnie tych tworzących w latach 80.

The Story of a Discharged Prisoner przedstawia los mężczyzny, po którego wyjściu z więzienia upomina się świat przestępczy. Były więzień próbuje jednak znaleźć uczciwe źródło zarobku i wyjść na prostą. Nie jest to bynajmniej łatwe, stygmatyzujący pobyt w ośrodku penitencjarnym sprawia, że jest na radarze policji, nie może podjąć poważnych prac, jest traktowany z daleko posuniętą nieufnością, odwraca się od niego rodzina, a dawni znajomi sprzed pobytu w więzieniu ułożyli sobie życie i nawet jeśli chcą, to nie są w stanie mu pomóc. Gdy już wydaje się, że ma szanse uniknięcia tragicznego losu, przestępcza organizacja w zemście za odrzucenie jej propozycji dołączenia do niej rozpoczyna zakrojoną na szeroką skalę próbę zniszczenia Cheuk-hongowi życia, tak by nie pozostało mu nic innego, jak wrócić na ścieżkę przestępczości.

Prymarnie produkcja stanowi gorzką krytykę społeczeństwa oraz policji, którzy niesprawiedliwie i z daleko posuniętymi uprzedzeniami traktują osoby, mające kryminalną przeszłość, przez co sami robią z nich jeszcze bardziej zatwardziałych przestępców. Recydywistom na wolności nie daje się praktycznie żadnej szansy na znalezienie godziwej pracy oraz powrotu do społeczeństwa na zasadach dobrowolnej kontrybucji. Częste zwroty w kino akcji zaś pozwalają tę krytykę uzupełnić scenami strzelanin i okazjonalnych bijatyk, świetnie sfilmowanych oraz skonstruowanych dzięki choreograficznej pracy Kar-wing Laua i Lun-suen Chana. Jako taki film nie tylko zachowuje uniwersalny i aktualny wydźwięk, lecz również stanowi świetnie zrealizowaną i istotną na tle kina z Hongkongu produkcję, również ze względu na interesujące ukazanie samego miasta i przemian, jakie się w nim dokonują. W 2005 roku podczas prestiżowego Hong Kong Film Awards The Story of a Discharged Prisoner został umieszczony na 39. miejscu na liście najważniejszych chińskich filmów oraz zajął 21. pozycję na liście najlepszych filmów z Hongkongu stworzonej przez TimeOut Hong Kong. Solidny, zapadający w pamięć, doskonale zagrany z niezwykle popularnymi w kantońskim kinie Patrickiem Tse i Patsy Ka w rolach głównych The Story of a Discharged Prisoner to produkcja, którą każdy miłośnik kina z Hongkongu winien znać.

The Silent Swordsman
Ru xia
reżyseria: Li Kao
scenariusz: Chun Yuan
studio: Shaw Brothers
premiera: 14.09.1967

Obsada: Yu Chang, Wai Yue, Pei-Pei Shu, Lisa Chiao, Chung-Hsin Huang, Wen-Chung Ku, Miao Ching, Chih-Ching Yang, Feng Tien, Mien Fang, Lieh Lo i inni.

The Silent Swordsman jest zdecydowanie najgorszą produkcją z 1967 roku, jaka znajduje się na niniejszej liście. Niezwykle chaotyczna, skupia się na grupie mistrzów sztuk walki, którzy chcą zmusić skorumpowanego generała do wysłania wojsk, w celu obrony granicy kraju. Ten, z pomocą złych mistrzów sztuk walki, skutecznie broni się przed atakami praworządnych bohaterów. Początkowo rywalizacja przedstawia się interesująco, nawet jeśli mało oryginalnie i technicznie niezbyt wyraziście. Sytuacja ulega diametralnej zmianie, gdy zostaje zmieniony protagonista. Twórcy zaczynają zarzucać wtedy widza pobocznymi wątkami i niekonsekwencją w psychologicznym rysie wojowników. Tytułowy szermierz udaje się bowiem w dodatkową misję, w międzyczasie wikła się w losy nomadycznego plemienia, a następnie musi sobie radzić z dwiema zakochanymi w nim księżniczkami.

Tak też z dość intensywnego filmu o zdeterminowanym wojowniku, walczącym o losy kraju, produkcja prędko przybiera formę romantycznej komedii zupełnie nieprzystającej ani do charakteru wcześniejszych, ani zamykających ją scen, jak również do charakteru bohatera, który nie tylko bez ostrzeżenia staje się rozgadanym i rozśpiewanym (przyznam, w zaskakująco udanych scenach rodem z kinowej opery) mężczyzną, ale też odstawia swoją misję na drugi plan. Zamiast jej wypełniania angażuje się w liczne zabawy i przekomarzanki. Tak samo jednak nagle jak poboczny wątek został wprowadzony, tak również się urywa, gdy wojownik obcesowo odrzuca wszystkie mniej ambitne zobowiązania i wraca dokonać misji, nawet mimo zadania niepotrzebnego cierpienia niektórym z bliskich. Jego powrót do obowiązków to także powrót produkcji do nastroju z jej początku, wzbogacony ciekawym fortelem złego generała. Niestety, Kao nie udaje się już uchwycić rozpędu wczesnych scen i pozostaje mu niezbyt intrygujące doprowadzenie do chaotycznego finału. The Silent Swordsman należy przez to zaliczyć na poczet wczesnych, nieudanych prób rozbudowania kina wuxia z Shaw Brothers o sceny śpiewane oraz elementy komedii romantycznej, które choć były obecne wcześniej (vide filmy Hsu), to jednak nie eksploatowane na taką skalę.

Karczma Smocze Wrota
Dragon Inn aka Dragon Gate Inn aka Breakthrough
Long men kezhan
reżyseria i scenariusz: King Hu
choreografia scen akcji: Ying-Chieh Han
studio: Union Films
premiera: 21.10.1967

Obsada: Chun Shih, Ying Pai, Polly Shang-Kuan, Tian Miao, Han Hsieh, Chien Tsao i inni.

Karczma Smocze Wrota stanowi jeden z najlepszych i najpełniej zrealizowanych filmów wuxia w historii tego gatunku, a przy tym przedstawia zupełnie odmienny charakter od prezentowanego wcześniej Jednorękiego szermierza.

Film od pierwszej sceny rozpoczyna się jako alegoria walki o wolność przeciw autorytarnemu rządowi. Narrator, usadawiając akcję w czasach dynastii Ming, wyjaśnia śmierć ministra wojny Yu Qiana, który został zabity na rozkaz wpływowego eunucha Cao Shaoqina (Ying Pai), przywódcę dongchang (tajnych służb cesarza). Eunuch staje się symbolem złej, wyzyskującej władzy, a walka z nim, walką o sprawiedliwość.

Następnie Hu angażuje się w jedne z najciekawszych scen w historii kina. Przedstawia on przybywanie do tytułowej karczmy kolejnych bohaterów filmu, lecz bez wyjaśniania ich zamiarów czy roli, jaką będą niebawem odgrywać. W ten sposób początkowo wydaje się, że prezentowane poprzez fragmentaryczną fabułę sekwencje wzajemnych podchodów i sprawdzania najróżniejszymi fortelami lojalności i zdolności zebranych w karczmie wojowników i wojowniczek jest czynione bez większego związku z głównym wątkiem.

W rzeczywistości jednak Hu rozwija w ten sposób pomysły z Napij się ze mną, które zostały utemperowane przez studio Shaw Brothers, wymagające od swoich twórców podążania określonymi wytycznymi dotyczącymi tworzenia filmów, często motywowanymi krótkim okresem zdjęciowym i brakiem czasu na kręcenie wielu scen w lokacjach. Hu w Karczmie Smocze Wrota pozwala sobie na pełne delektowanie się swobodą, przez co powraca do wielu elementów z poprzedniej produkcji, jednak tym razem realizuje je w pełni ze swoimi zamierzeniami. Wynika to licznymi scenami testowania zdolności sztuk walki, które z marginalnej obecności w Napij się ze mną, otrzymują mnóstwo czasu w Karczmie Smocze Wrota. Hu jest w nich nie tylko niezwykle pomysłowy, lecz również prezentuje je z ogromną precyzją oraz dynamiką, równocześnie ze sprawiającej wrażenie chaotycznej struktury stopniowo przechodząc z powrotem do głównego wątku i kończąc go spektakularnymi scenami walki, podczas których skupia się także na strategii militarnej wojowników. Zgodnie z modelem operowym, zapożyczonym z opery pekińskiej, Hu zmusza też swoich bohaterów, aby poruszali się w rytmach tradycyjnej muzyki operowej, a większość choreografii bazuje na rytmie instrumentów z rodziny ban (rodzaju drewnianych desek używanych m.in. w operze).

Osobą w filmie, która jako jedyna może się równać zdolnościami z Cao Shaoqinem jest Wu Ning (Chien Tsao). Jest o tyle istotne, że Shaoqin jest reprezentacją totalitaryzmu militarnego, a jako jego główny przeciwnik Ning stanowi wyrażenie ideału nie tylko wojownika, ale i człowieka jako takiego. Jest obeznany nie tylko w sferze militarnej i sztukach walki, lecz jest też wielkim intelektualistą i cechuje go wyjątkowe poczucie empatii. Przez niego przemawia równowaga między walką, a mądrością i szacunkiem dla innych, które następnie są przerzucane na społeczeństwo, co presuponuje przesłanie w celu budowania zrównoważonego społeczeństwa pozbawionego skrajności.

Karczma Smocze Wrota osiągnęła ogromny sukces komercyjny; dzięki niej wuxia na nowo zyskała popularność w Tajwanie, Union Films stało się istotnym studiem, a aktorka Polly Shang-Kuan zyskała status gwiazdy. Jej rola wojowniczki, która posiada cechy zarówno mentalne (determinacja, patriotyzm), jak i fizyczne równe mężczyznom przypieczętowała postać kobiety xia w kinie wuxia i kung fu nawet mimo faktu, że nie ona jest tutaj centralną postacią. Ponownie też karczma staje się u Hu sercem jianghu, co również wpłynęło na quasi-mityczny status karczm w filmach wuxia, którego nie straciły do dnia dzisiejszego.

Karczma Smocze Wrota jest doskonałym przykładem kina wuxia. Niedawno dzięki brytyjskiej Eureka! Entertainment w ramach serii „Masters of Cinema” film został wydany na Blu-rayu w doskonałej jakości, która sprawia, że współczesne oglądanie majstersztyku Hu jest zajęciem nie tylko polecanym, lecz wręcz przymusowym.

Rape of the Sword aka Stealing Sword
Dao jian
reżyseria: Griffin Yueh
scenariusz: Baak-Yat Wong
studio: Shaw Brothers
premiera: 08.11.1967

Obsada: Hua-Li Li, Ching Li, Chong Kiu, Hung-Lieh Chen. Feng Tien, Ti Tang, Feng Ku i inni.

Rape of the Sword jest filmem znajdującym się na rozdrożu między starym typem shawowskich propozycji, czyli wystudiowanych oper filmowych, a typem nowym, czyli kinem wuxia spod znaku Cheh Changa, ze szczególnym wskazaniem na Jednorękiego szermierza. Stąd też fabuła produkcji jest popychana do przodu nie tylko wydarzeniami i dialogami, lecz również lirycznymi piosenkami, przedstawiającymi zarysy zdarzeń czy emocje targające postaciami.

Akcja filmu rozgrywa się w czasach dynastii Ming i obok głównego wątku – walce o wejście w posiadanie niezniszczalnego miecza Qing Shuan dynastii Han – przedstawia także wątek poboczny dotyczący powstania wyrzutków Jiu Hua Shan, czyli grupy bandytów, którzy sprzymierzają się z dwoma praworządnymi klanami w walce przeciw skorumpowanej władzy.

Jako dość archaiczna, czy wręcz anachroniczna produkcja, Rape of the Sword może zniechęcić do siebie fanów gatunku, szukających stylistyki znanej ze słynniejszych propozycji z tego roku, lecz mimo dość prostych choreografii sztuk walki i niezbyt oryginalnej fabuły, produkcja może poszczycić się wieloma zaletami. Pierwszą z nich jest obsada aktorska, wśród której na pierwszy plan wysuwa się Ching Li w niezwykle energicznej kreacji. Kolejną zaletą jest wyraźna ewolucja technik, wykorzystywanych w studiu; liczne zbliżenia czy prędkie ruchy kamerą używane są tu z powodzeniem, zwiastując klasyczne niebawem dla Shaw Brothers techniki prezentacji ich fabuł. Muzycznie Rape of the Sword posiłkuje się motywami wyciętymi ze ścieżek dźwiękowych autorstwa Ennio Morricone, co nadaje produkcji bardziej szalonego, epickiego wymiaru. Dla fanów filmów ze studia, szczególnie tych interesujących się jego rozwojem, Rape of the Sword jest zatem zdecydowanie wartą odszukania pozycją. Na zakończenie wspomnieć też należy, iż produkcja doczekała się luźnego sequela w postaci A Taste of Cold Steel, zrealizowanego w 1970 roku.

Summons to Death
Cui ming fu

reżyseria i scenariusz: Wei Lo
studio: Shaw Brothers
premiera: 23.11.1967

Obsada: Ching Tang, Tina Chin Fei, Fanny Fan, Hsieh Wang, Feng Ku, Chung-Hsin Huang, Wei Lo, Kuang-Chao Chiang, Shirley Wong i inni.

O Summons to Death wspomniałem przy okazji omawiania The Golden Buddha, jako kolejnym przykładzie shawowskich imitacji przygód Jamesa Bonda spod ręki reżysera Weia Lo. The Golden Buddha i, nieco późniejszy, Angel with the Iron Fists osiągnęły wystarczające sukcesy komercyjne, by studio zaczęło szukać podobnych pomysłów na realizację kolejnych popularnych produkcji. Znalazło je w powieści Fang Loong Hsianga o pomysłowym złodzieju, noszącym pseudonim Sowa. Po zabezpieczeniu praw do adaptacji Shaw Brothers natychmiast oddelegowało do wyreżyserowania nowej produkcji Lo, mającego niemałe doświadczenie w pracy w podobnym anturażu.

Protagonistą filmu jest Tang Lui, który – choć będąc złodziejską Sową – posiada liczne podobieństwa do agenta 007. Przede wszystkim są to nienaganne garnitury, drogie cygara i ironiczny sposób bycia, co w połączeniu ze szpiegowską fabułą i pięknymi kobietami niechybnie zdradza skąd twórcy filmu czerpali inspiracje. Poniekąd tworzy to nieco schizofreniczny portret protagonisty, z jednej strony będącego bohaterem walczącym z siłami zła, lecz równocześnie samemu dokonującym przestępstw. Z tego też powodu można go uznać za niemal pełnokrwistego antybohatera, jednego z pierwszych w shawowskich produkcjach. Jego przeciwniczkami będą zaś – podobne do antagonistów z Angel with the Iron Fists – ponętne, lecz nader niebezpieczne femme fatale, w które wcieliły się Tina Chin Fei i Fanny Fan w jednych ze swoich najbardziej seksownych kreacji w karierze.

Podobnie też do Angel with the Iron Fists produkcja posiada sporo interesujących pomysłów, sprawiających, że mimo bycia klonem bondowskich filmów, udaje jej się odnaleźć własną tożsamość i uwieść widza scenami, jakich próżno szukać w produkcjach brytyjskich. Nie brak tu spektakularnych scenografii, wizyt w nietypowych lokacjach i częstych zwrotów akcji. Mamy tu kabaretowe sceny, chwile przeznaczone na bijatyki, oraz próby podbicia serca protagonisty (zarówno skąpymi strojami, jak i z pomocą narkotyków czy hipnozy).

Summons to Death to film, w którym dzieje się dużo, prędko, nie zawsze logicznie (Sowa jest chyba jednym z najgorzej ukrywających swoją sekretną tożsamość protagonistów w historii kina), lecz zawsze pomysłowo. W połączeniu z brawurowymi kreacjami aktorskimi, motywem muzycznym z Żyje się tylko dwa razy (You Only Live Twice, Lewis Gilbert, 1967) wykorzystanym bez pozwolenia autorów, produkcja powinna bez problemu zaciekawić fanów quasi-bondowskich produkcji z końca lat 60. Ponadto, jako jedno z wcześniejszych dokonań Weia Lo, który w przyszłości stanie za kamerą licznych produkcji sztuk walki, odciskających niesłabnące po dziś dzień piętno na kinie akcji, Summons to Death okazuje się być interesującym filmem, pokazującym wczesne wykorzystanie pomysłów, jakie reżyser rozwinie w przyszłości.

King Cat
Qi xia wu yi
reżyseria: Tseng-Hung Hsu
scenariusz: Shan-Hsi Ting
studio: Shaw Brothers
premiera: 05.12.1967

Obsada: Yu Chang, Chong Kiu, Pat Ting, Feng Chin, Helen Ma, Carrie Ku, Miao Ching, Mian Fang, Lieh Lo, Li Ching, Cliff Lok i inni.

King Cat jest filmem (bardzo) luźno opartym o słynną Opowieść o lojalnych bohaterach i praworządnych rycerzach, powieść opublikowaną po raz pierwszy w 1879 roku, lecz bazującą na wcześniejszych oralnych występach Shi Yukuna. Najsłynniejsza jej wersja pochodzi z 1889 roku i jest autorstwa Yu Yue, który co prawda nie zmienił fabuły, lecz – jako filolog – poprawił jej stronę stylistyczną. Historia rozgrywa się w XI wieku, za czasów dynastii Song i opowiada o awansach politycznych Bao Zhenga, który z pomocą youxia – grupy rycerzy uzdolnionych w sztukach walki i odznaczających się nieskazitelną moralnością i uczciwością – walczył przeciw złu, czyli przestępcom, skorumpowanym urzędnikom i rebeliantom. Powieść jest uznawana za prekursora syntezy gong'an (dworskich historii) i wuxia. Jako taka była chętnie kontynuowana – mówi się o 24 kolejnych książkach – oraz zawarte w niej pomysły zostały wykorzystane w ponad 100 innych powieściach. Mimo że współczesna popularność opowieści nie jest już tak duża jak dawniej, to wciąż pojawiają się spektakle, filmy czy seriale na jej podstawie.

Mając to wszystko na uwadze, należy niestety stwierdzić, że produkcja Hsu w żaden sposób nie oddaje wagi literackiego pierwowzoru i stanowi co najwyżej średni przykład wuxia. Podstawowym problemem King Cat jest spore skupienie się na scenach rozmów oficjeli. Hsu nie potrafi wizualnie zaprezentować ich w choćby najmniej intrygujący sposób. Kolejne statyczne sekwencje wymian zdań znacząco przedłużają film, powoli zabijając jakiekolwiek zainteresowanie widza. Nie oznacza to jednak, że nie znajdziemy tu nic interesującego. King Cat rozpoczyna się świetną sekwencją, podczas której tytułowy bohater dokonuje nadnaturalnych wyczynów ratując życie cesarzowej. Jego bohaterski i zapierający dech w piersi czyn, sprawia, że nie tylko zostaje odznaczony na dworze, ale i rozsławiony w Świecie Sztuk Walki. To zaś nie podoba się Brokatowej Myszy, członka słynnych Pięciu Myszy z Wyspy Xiankong. Brokatowa Mysz sam ma chęć zostania najpotężniejszym szermierzem w Świecie Sztuk Walki, toteż wymyśla intrygę mającą na celu splamić honor i dobre imię Króla Kota.

Nie licząc przegadanych scen, produkcja może zatem poszczycić się kilkoma udanymi pojedynkami i pomysłowymi pułapkami. Dla największych miłośników gatunku prawdopodobnie seans nie będzie czasem straconym, lecz nie wydaję mi się, by ktokolwiek inny przy King Cat bawił się dobrze.

Lady Jade Locket
Lian Suo
reżyseria: Jun Yan
scenariusz: Yat-Baak Wong, Kang Cheng, Fung Wong
studio: Shaw Brothers
premiera: 09.12.1967

Obsada: Li-Hua Li, Ching Li, Miao Ching, Hsieh Wang, Chi-Ching Yang, Kuang-Chao Chiang i inni.

Inspirowany opowieściami Sung-Linga Pu Lady Jade Locket stanowi połączenie romansu, fantastyki, komedii i horroru. Młody uczony Yue Wei Yang (Li-Hua Li) wypełnia misję ujawnienia zbrodni lokalnego władcy, przez co zostaje uznany za przestępcę i jest ścigany listem gończym. Yang zwraca się o pomoc do sekretarza Tonga (Miao Ching), przyjaciela swojego zmarłego ojca. Tong co prawda odmawia udzielenia pomocy, lecz z Yangiem sympatyzuje stary sługa sekretarza, który postanawia ukryć protagonistę w zniszczonej, znajdującej się na terenie należącym do Tonga bibliotece. Tam zaś dawniej wydarzyła się – zaprezentowana przed czołówką filmu – tragedia: jeden z oficjeli zabił ojca pięknej Suo Lian (Ching Li), ta w zemście i ratując się przed porwaniem zabiła mordercę, po czym popełniła samobójstwo. Jej duch wciąż jednak zamieszkuje bibliotekę. Nie zatem mija wiele czasu nim Yang i Lian spotykają się i – zgodnie ze schematem nurtu – zakochują się w sobie nawzajem. Na drodze ich uczucia staje adoptowana córka Tonga, piękna, lecz wyrachowana i okrutna siostra Lian (ponownie Ching Li, acz tym razem z doklejonym pieprzykiem) oraz złoczyńcy łasi na nagrodę za pochwycenie Yanga.

Produkcja jest dość typowym przedstawicielem nurtu popularnych melodramatów osadzonych w historycznych realiach z horrorem w tle. Pojawiają się tu młody uczony (w którego wciela się aktorka w nawiązaniu do operowych tradycji), piękna kobieta-duch oraz wrodzy oficjele; słowem twórcy filmu wykorzystują wszystkie klasyczne elementy składowe dla tego typu fabuły. Trzeba przy tym przyznać, że Yan bardzo sprawnie żongluje gatunkami, stąd choć Lady Jade Locket prymarnie skupia się na fantastycznym romansie, to oferuje również kilka scen akcji, kilka scen rodem z gotyckiego horroru i całkiem sporo humoru o dość wysokim poziomie wykonania. Pod koniec pojawiają się nawet ścigające Lian inne widmowe istoty, a nawet odwiedzimy wraz z bohaterami zaświaty, choć przedstawione raczej w kuriozalnym anturażu.

Lady Jade Locket jest z pewnością pozycją, jaka zainteresuje wszystkich miłośników syntez kostiumowych romansów z horrorami. W obecnych czasach nie jest to najpopularniejszy nurt, ani też nurt który osiągnął szczególny sukces poza Azją, lecz jeśli ktoś chciałby sprawdzić jak się on prezentuje, to omawiana produkcja jest jednym z najlepszych miejsc do rozpoczęcia z nim przygody. Świetni aktorzy, wysokie walory produkcyjne, prędki tok narracji, dość częste wolty gatunkowe wykonywane bez szkody dla centralnego wątku oraz dodanie motywu muzycznego wyciętego z Godzilli (Gojira, Ishirō Honda, 1954) wynikają interesującym, nigdy nie nużącym filmem, mogącym zaciekawić nawet tych, którzy za podobnym podejściem do tematu nie przepadają.

Zamachowiec
The Assassin

Da ci ke
reżyseria i scenariusz: Cheh Chang
choreografia scen akcji: Chia-Liang Liu i Kai Tong
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.12.1967

Obsada: Yu Wang, Lisa Chiao, Hsiang-Chun Li, Feng Tien, Chung-Hsin Huang, Cliff Lok, Jing Lin, Mian Fang i inni.

W przeciwieństwie do większości twórców kina wuxia z tego okresu, Chang wyraźnie zaznaczał – co było nader widoczne w Jednorękim szermierzu – negatywne skutki przemocy towarzyszącej wojownikom. Nie inaczej jest w Zamachowcu, który dodatkowo pogłębia zarówno tragizm, jak okrucieństwo związane z życiem mistrza sztuk walki. Śmiertelne ciosy powodują rozbryzgi krwi, ręce protagonisty pokryte są skapującym z palców szkarłatem, podobnie zresztą jak trzymane przezeń ostrza. Reżyser nie przedstawia tu eskapistycznej opowieści o wojownikach, którzy może i czasami giną, ale prowadzą dość beztroski tryb życia i przyczyniają się do wiecznego zwycięstwa dobra. Ustawia się po przeciwnej stronie spektrum: nie szczędzi scen, w których podkreśla, jakim ciężarem jest życie zabójcy dla jego rodziny i jak musi on rezygnować z prywatnego życia, a nawet z życia jako takiego. Egzystencja wojownika pełna jest bowiem frustracji, niespełnienia, bólu. Z tego też powodu Chang spycha walki na drugi plan, wykorzystując je przede wszystkim do nadania realistycznego i tragicznego tonu opowieści; skupia się zaś na wewnętrznych rozterkach głównego bohatera. Film jest przy tym ponownie inspirowany produkcjami chanbara z Japonii, co na tym etapie twórczości reżysera zupełnie nie dziwi. Opisujący los młodzieńca, który musi wszystko poświęcić w patriotycznej walce ze złem Zamachowiec, prócz intrygującej fabuły, broni się również świetną kreacją aktorską Yu Wanga oraz doskonałą ścieżką dźwiękową, kojarzącą się nieraz z włoskim kinem gatunkowym, ale też nieraz uderzającą w patetyczny, jak i melancholijny ton.

Cheh Chang potwierdził tym filmem również swoją wagę dla studia Shaw Brothers, pokazując, że sukces Jednorękiego szermierza nie był przypadkowy. Zamachowiec stanowi bowiem nie tylko produkcję o świetnej fabule i spektakularnych scenach akcji, lecz osiągającą doskonały wynik w box officie oraz potwierdzającą talent Yu Wanga jako pierwszej z serii megagwiazd studia. Oprócz typowych przywar, cechujących starsze kino sztuk walk, produkcja jest niemal perfekcyjnym filmem wuxia, który wypada znać każdemu miłośnikowi gatunku.

Autor: Mateusz R. Orzech.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Blood Sword of the 99th Virgin (1959). Krwawe rytuały

Kiedy w drugiej połowie lat 40. w Toho rozgorzały kłótnie związane m.in. z kwestią zawartości tematycznej filmów realizowanych w tym słynnym japońskim studiu, wiele osób – w tym reżyserzy i aktorzy – zaczęło opuszczać jego mury. W poszukiwaniu artystycznej swobody Denjirō Ōkōchi i Kazuo Hasegawa z pomocą różnych producentów, scenarzystów i innych osób związanych ze światem przemysłu filmowego stworzyli w 1947 roku nowe studio, które nazwali Shintoho, czyli „Nowe Toho”. Obecna w Shintoho większa swoboda twórcza wydawała się idealnym środowiskiem dla wielu twórców, stąd przyciągała takich reżyserów, jak Akira Kurosawa, Kon Ichikawa czy Kenji Mizoguchi. Niestety, kłopoty w Shintoho zaczęły się dość prędko, jako że wiele osób związanych z początkowym okresem działalności studia zaczęło z niego odchodzić dając się skusić korzystniejszymi warunkami finansowymi w Daiei i Shochiku. Zmiana na lepsze nastąpiła dopiero w 1956 roku, gdy na stanowisku producenta wykonawczego pojawił się Mitsugu Ōk...

Kamikaze (2013). Wieczne zero

 Takashi Yamazaki jest obecnie jednym z najbardziej dochodowych reżyserów w Japonii. Jego najeżone efektami specjalnymi produkcje osiągają zwykle świetne wyniki finansowe, nawet jeśli kosztem nie zawsze pozytywnych recenzji krytyków. Poza Japonią Yamazaki osiągnął większą sławę przede wszystkim za sprawą wysokobudżetowego fantastyku Space Battleship Yamato ( Uchū senkan Yamato , 2010), polski widz może natomiast kojarzyć reżysera z niezdrowo inspirowanego Matrixem filmu akcji Returner: Amazonka czasu ( Ritana , 2002). Yamazaki konsekwentnie wyrastał na reżysera, spod którego ręki wychodzą superprodukcje, rywalizujące w japońskim box officie z największymi przebojami kinowymi z zachodu. Jego pozycję potwierdził mający premierę w 2013 roku film Kamikaze ( Eien no Zero [ Wieczne Zero ]), który w Japonii zarobił ponad 120 milionów dolarów, czyli ok. 375 milionów złotych. Mimo rewelacyjnego wyniku finansowego, Kamikaze ekstremalnie podzielił widzów i wywołał liczne kontrowersje za...

Na celowniku

  Na celowniku: John Carpenter 13/08/2017 Kinomisja Pulp Crew Na celowniku , Wyliczanka 1   Fan art autorstwa Tylera Championa.  Szanowni pulpożercy! Dziś rozpoczynamy nowy kinomisyjny cykl tekstów zbiorowych, w którym przyglądać się będziemy wybranym reżyserom kina gatunków. Nie zamierzamy tu przerabiać całych filmografii, lecz skupiać się na naszym zdaniem najlepszych, najciekawszych czy po prostu z jakichś powodów najbardziej przez nas lubianych tytułach. Zaczynamy od znanego, a jednak często pechowego i niedocenianego Johna Carpentera, ponieważ wielbić go trzeba i basta! Łącznie tekst napisało trzynaście osób, w tym, tradycyjnie, trochę gości, a są to tym razem: Jakub Górecki ( Pulp Punk ), Kuba Haczek ( The Blog That Screamed ), Patryk Karwowski ( Po napisach ), Michał Mazgaj , Sara Nowicka ( Kino w zwolnionym tempie ), Piotr Pluciński ( Pop Glitch ) oraz Kamil Rogiński ( Drugged by Movies ). Każdy wybrał sobie po jednym filmie do publicznej podjarki, co oznacza, ...