Przejdź do głównej zawartości

40 twarzy Nicolasa Cage'a

 

Urodzony 7 stycznia 1964 roku Nicolas Kim Coppola, znany wszystkim jako Nicolas Cage, jest bezsprzecznie jednym z najbardziej charakterystycznych aktorów, jacy kiedykolwiek zagościli na kinowych ekranach. Jego nierzadko szalony styl, stanowiący syntezę aktorstwa metodycznego oraz inspiracji niemieckim ekspresjonizmem i szamanizmem, składa się na formę aktorską, którą sam nazywa „nouveau shamanic”. Uznawany przez jednych za ekstremalnie niedocenianego, przez innych za śmiesznego i/lub memicznego, Nicolas Cage to mega-aktor, który często zabiera widzów poza realistyczne próby odzwierciedlania postaci; zamiast tego tworzy przejaskrawione kreacje sprawiające, że widz odnosi czasem wrażenie obcowania z czymś groteskowym lub surrealnym. W rękach utalentowanych reżyserów jego bohaterowie stanowią idealne uzupełnienie świata przedstawionego (vide Mandy), w rękach mniej uzdolnionych zderzają się z quasi-realistyczną wizją, z którą się wzajemnie kłócą (vide Kult). I choć przez sporo już lat Cage jest kojarzony z niskobudżetowymi i w większości miernej jakości produkcjami, to wciąż odnaleźć go można w intrygujących pozycjach i ciągle nie brak mu niekończących się pokładów energii.

Jako że zaliczam się do fanów aktorskich szarży, ale też i tych bardziej stonowanych kreacji Cage'a, obejrzałem wszystkie filmy z jego udziałem. Zatem – za sugestią Marcina Zembrzuskiego – zdecydowałem się na napisanie niniejszej wyliczanki, w skład której wchodzi 40 pozycji z Cagem: 20 najgorszych i 20 najlepszych wg mnie. Chciałbym podkreślić, że lista ta nie ma udawać obiektywnej, jest bowiem czysto subiektywną opinią, stąd czasem wśród „najlepszych” pojawią się produkcje o niskiej ocenie tak krytyków, jak i widzów (przynajmniej tych aktywnych na imdb, Rotten Tomatoes czy FilmWebie), a wśród „najgorszych” pozycje o ocenach dość wysokich. Filmów jest wiele, stąd tak krótkie ich opisy i stąd też sądzę, że starczy już tego wstępu; oto 20x Nicolas Cage!

Podróż na dno #20 – Cotton Club (The Cotton Club, Francis Ford Coppola, 1984)



Zrealizowany za ok. 47 milionów dolarów Cotton Club to bardzo nierówny miks kina gangsterskiego i jazzowego musicalu, wypełnionego muzyką z lat 20. i 30., z akcją osadzoną w Harlemie. Jego nieskładność nie dziwi jednak, jeśli weźmiemy pod uwagę, że okres produkcji filmu był naznaczony licznymi problemami: przepisywaniem scenariusza, zmianami reżyserów, licznymi poprawkami montażowymi, a nawet zmianą bohaterów opowieści. Kolejne modyfikacje wynikły wieloma narracyjnymi potknięciami, nielogicznymi rozwiązaniami fabularnymi czy urywającymi się wątkami. Nicolas Cage pojawia się w Cotton Club w drugoplanowej roli amoralnego brata głównego bohatera, w którego wcielił się Richard Gere. Cage wypada bardzo naturalnie w swojej kreacji i niewątpliwie stanowi jedną z zalet produkcji, która zresztą posiada bardzo przyzwoitą obsadę. Niestety chaotyczny scenariusz nie pozwala zbytnio przejmować się zaprezentowaną historią, pozostaje więc słuchać jazzowych kawałków (a że wielkim fanem jazzu nie jestem, to i seans Cotton Club nie był dla mnie satysfakcjonującym doświadczeniem).

Podróż na szczyt #20 – Wyścig z Księżycem (Racing with the Moon, Richard Benjamin, 1984)



Wyścig z Księżycem to historia trójki amerykańskich nastolatków, których losy toczą się w 1943 roku. Rzecz opowiada o standardowych, acz bardzo sympatycznie przedstawionych troskach młodzieży: domowych kłopotach, wystawianych na próbę przyjaźniach oraz – oczywiście – o romansach. Jednak w tym filmie bohaterowie oczekują nie tylko wejścia w dorosłość, lecz również wcielenia do armii i wysłania na front drugiej wojny światowej. Toteż w Wyścigu z Księżycem co pewien czas powraca widmo konfliktu, wzbogacające obraz o elementy dramatyczne (np. podczas wizyty w szpitalu pełnym rannych żołnierzy, gdzie epizodycznie pojawia się Michael Madsen), bardzo udanie zgrane z elementami rodem z komedii romantycznej. Dwie główne role grają tu Sean Penn i Elizabeth McGovern jako zakochana w sobie para. Nicolas Cage pojawia się w rozbudowanej kreacji drugoplanowej jako trzecia najważniejsza postać w filmie: przyjaciel protagonisty. Jest to świetna kreacja, pełna emocji (jest tu nawet jeden cage'owski wybuch energii, stanowiący zwiastun jego późniejszych szarży aktorskich), ale też i smutku. Sprawna reżyseria, świetna obsada, interesujące przedstawienie losów młodych stykających się z niepewną przyszłością, składają się na bardzo interesujący i dość uniwersalny film.

Podróż na dno #19 – Błękitny chłopiec (The Boy in Blue, Charles Jarrott, 1986)



Błękitny chłopiec to naśladujący Rocky'ego (1976) kanadyjski film, w którym Nicolas Cage wciela się w chłopaka z nizin społecznych, posiadającego wyjątkowy wioślarski talent. Wioślarstwo dawniej było popularnym sportem, przykuwającym uwagę licznej widowni oraz przedsiębiorców szukających możliwości intratnych, lecz nie zawsze legalnych zarobków. Bohater zostaje wypatrzony przez oportunistycznego promotora, a wygrane wyścigi ustanawiają go na kursie kolizyjnym z okrutnym i bogatym biznesmenem, w którego wcielił się Christopher Plummer. W międzyczasie nawiązuje też romans z córką swojego wroga, mającą niebawem wyjść za mąż za obłudnego, bogatego nudziarza. Luźno inspirowany życiem Neda Hanlana, film stanowi slalom poprzez liczne klisze kina sportowego i romantycznego, doprawionego szczyptą komedii. I choć nie można mu odmówić pewnego uroku – w dużej mierze zachowanego dzięki bardzo przyzwoitej grze aktorów, w tym bardzo naturalnego w jednej ze swoich licznych romantycznych kreacji Cage'a – to przewidywalna fabuła, niezwykle proste i jednowymiarowe postaci oraz pretekstowe zwroty fabularne nie pozwalają niestety uznać Błękitnego chłopca za dobre kino.

Podróż na szczyt #19 – Twierdza (The Rock, Michael Bay, 1996)



Mimo że bardzo daleko mi do zostania fanem Michaela Baya, to drugi film w jego reżyserskiej karierze zawsze oglądam z niekłamaną przyjemnością. Nieco durnowata fabuła o byłym agencie MI6 (Sean Connery) i młodym specjaliście od broni chemicznej (Nicolas Cage) wkradających się do tytułowej wyspy-więzienia, gdzie terroryści przetrzymują grupę zakładników, została tu zaprezentowana ze sporym wyczuciem dynamizmu. Narracja jest prędka, a sceny akcji ciekawie zainscenizowane; nie brak także odniesień do klasyki kina, jest nader spora liczba zgonów oraz – co być może najważniejsze – całość nie rozpada się w dużej mierze dzięki żywiołowym kreacjom aktorskim duetu Sean Connery-Nicolas Cage. Zresztą Twierdza może poszczycić się nader przyzwoitą obsadą, spotkamy tu m.in. Eda Harrisa, Michaela Biehna czy Tony'ego Todda, dzięki którym jednowymiarowe postaci sprawiają wrażenie posiadania serca, co w połączeniu z wybuchową (w końcu to film Baya) akcją angażuje emocjonalnie widza.

Podróż na dno #18 – Zagubieni w raju (Trapped in Paradise, George Gallo, 1994)



Świąteczna komedia kryminalna o niezbyt rozgarniętych złodziejaszkach, którzy trafiają do miasteczka, gdzie wszyscy się kochają i każdemu oferują pomocną dłoń - zarys filmu zdecydowanie nie brzmi zachęcająco, szczególnie na takiej stronie jak Kinomisja. Zagubieni w raju to kolejny z serii komediowych i/lub romantycznych produkcji, w jakich Nicolas Cage częstokroć się pojawiał, szczególnie w latach 90. Osadzenie obrazu w okresie świątecznym oznacza, że mamy tu do czynienia z mizernym poczuciem humoru, prostym moralizatorstwem, przewidywalną fabułą i ogólną nudą. Mädchen Amick z Miasteczka Twin Peaks (1990-1991) dodaje obsadzie nieco kolorytu, lecz prym wiedzie w niej oczywiście Cage, jednak nawet on wygląda przez większość czasu jakby był zwyczajnie zmarznięty i niezbyt przejmował się wydarzeniami wokół.

Podróż na szczyt #18 – Peggy Sue wyszła za mąż (Peggy Sue Got Married, Francis Ford Coppola, 1986)



Filmy bazujące na nostalgii widowni za dawnymi czasami nie są novum. Zalicza się do nich także Peggy Sue wyszła za mąż, korzystająca - i to ze sporym sukcesem - z tęsknoty za latami 60. W tytułową postać wcieliła się charyzmatyczna Kathleen Turner, znajdująca się w niezbyt radosnym związku małżeńskim z Charliem (Nicolas Cage). Jak wiele osób przeżywających kryzys wieku średniego, także i ona zastanawia się, czy jej losy nie potoczyłoby się lepiej, gdyby w licealnych latach podjęła inne wybory życiowe. Peggy niespodziewanie otrzymuje szansę, by sprawdzić swoje teorie na własnej skórze; wpada bowiem w zawirowanie temporalne, przez które budzi się z powrotem jako nastoletnia dziewczyna, lecz z wiedzą całego swojego życia. Peggy Sue wyszła za mąż jest produkcją, która – patrząc na gatunek i zarys fabuły – nie powinna mi się podobać, a mimo tego spędziłem z nią czas nader przyjemnie. Nie licząc pokracznego finału, psującego w dużej mierze pozytywne wrażenia z całości, film niezwykle udanie lawiruje między młodzieżową komedią a fatalizmem. Choć ostateczne komentarze i przesłania są banalne, to ich przedstawienie jest inteligentne, sprawne narracyjnie i wiarygodne zarówno dzięki reżyserii Coppoli, jak i energicznym aktorom.

Podróż na dno #17 – Kongresmen (The Runner, Austin Stark, 2015)



Nieskomplikowany dramat, w którym Nicolas Cage wciela się w idealistycznego kongresmena z Nowego Orleanu, walczącego o ukaranie winnych wycieku ropy naftowej w Luizjanie. Jego ideały powoli są jednak miażdżone przez brutalną rzeczywistość, w której liczą się znajomości i pieniądze, a polityka okazuje się – bez zaskoczenia – jednym z najbrudniejszych sposobów zarabiania na życie. Mimo że produkcja dotyka takich tematów, jak choćby społeczne rozwarstwienie czy też gani rządzących za nadmierną chciwość, to jest ona zrealizowana bez polotu, zatrzymująca się zawsze kilka kroków przed powiedzeniem czegoś mocniejszego. W połączeniu z nieco chaotyczną fabułą, nijakimi postaciami i trudnościami – zarówno stylistycznymi, jak treściowymi – w zaprezentowaniu zamierzonych kwestii Kongresmen pozostaje jednym z bardziej rozczarowujących filmów w karierze Cage'a.

Podróż na szczyt #17 – Piekielna zemsta (Drive Angry, Patrick Lussier, 2011)



Nicolas Cage rusza do akcji jako Milton, uciekający z piekła przestępca, walczący z sektą, która zamordowała jego córkę i zamierza złożyć w ofierze szatanowi jego wnuczkę – jeśli chodzi o mnie, to taki zarys fabuły wystarczy, abym chciał sięgnąć po film. Cage wraz z Amber Heard wsiadają w oldschoolowego Chargera i walczą z diabelskimi siłami, ścigającą ich policją i agentem samego szatana, wysłanym aby ściągnąć Miltona z powrotem do piekła. Choć film nie spotkał się z ciepłą recepcją krytyki, choć nie udaje nic więcej ponad szaloną, prędką rozrywkę. Dzieje się tu całkiem sporo, sceny akcji są na przyzwoitym poziomie, nie brak tu absurdów, a jak wiadomo jest to anturaż, w którym Cage czuje się jak ryba w wodzie. Piekielna zemsta to niewątpliwie film daleki od ideału, lecz jako przejaskrawione, rozrywkowe kino akcji sprawdza się znakomicie.

Podróż na dno #16 – Ostatnia misja USS Indianapolis (USS Indianapolis: Men of Courage, Mario Van Peebles, 2016)



Ostatnia misja... to niskobudżetowy, patriotyczny film z Nicolasem Cagem jako kapitanem tytułowego statku, który podczas drugiej wojny światowej transportował bomby atomowe, zrzucone później na Hiroszimę i Nagasaki. Niewątpliwą zaletą produkcji jest jej próba pozostania w miarę neutralną w kontekście omawianego tematu: sporo krytyki spada na amerykański rząd, który nie przejmuje się ofiarami wśród swoich żołnierzy; nieco podobnie – choć wiele bardziej lakonicznie – podchodzi się tu do japońskiej strony konfliktu, reprezentowanej przez kapitana, który wbrew sobie został wciągnięty w walkę i wypełnia brutalne rozkazy bez wiary w ich słuszność i ze smutkiem na widok żołnierzy, którzy uwierzyli w propagandową machinę. Głównymi bohaterami są jednak załoganci i kapitan USS Indianapolis, pokazujący standardowe cechy filmowych grup żołnierzy: miłości zostawione w domu, konflikty z przełożonymi, mniej lub bardziej koleżeńskie rywalizacje, ale też problemy na tle rasowym. Wszystko jednak przebiega w nadto prostej linii fabularnej, która nigdy nie zaskakuje, za to zawsze prowadzi do ckliwych, przejaskrawionych scen oraz nadmiernego patosu. Dodać do tego fabularny chaos, sklejany narracją Cage'a z offu, ciągłe przeskoki między postaciami, przez co żadna z nich nie jest dostatecznie zaprezentowana oraz niskiej jakości CGI i otrzymujemy niezbyt przyjemny w odbiorze film.

Podróż na szczyt #16 – Kolor z przestworzy (Color Out of Space, Richard Stanley, 2019)



Powrót Richarda Stanleya, reżysera kultowych Hardware (1990) i Diabelskiego pyłu (1992), był wyczekiwany przez wielu miłośników kina, szczególnie tego spod znaku Kinomisji. Tym bardziej, że Kolor z przestworzy został oparty na prozie Howarda Phillipsa Lovecrafta, którego próby adaptowania nieczęsto sięgają poziomu niepokoju i tajemniczości, jakimi charakteryzuje się twórczość samotnika z Providence. Stanley adaptuje Lovecrafta dodając do jego prozy odniesienia do współczesnego stanu świata, w tym nawiązania do kwestii pogarszającego się stanu środowiska naturalnego czy umieszczając w jednej z ważniejszych ról czarnoskórą postać, z czego pewnie Lovecraft nie byłby zbytnio zadowolony. Produkcja oferuje również nieco elementów rodem z dramatu rodzinnego, acz pokazanego przez pryzmat szaleństwa pełnego kosmicznego światła i mutujących stworzeń, co nasuwa skojarzenia zarówno z Mandy (2018) Panosa Cosmatosa, jak i z Coś (1982) Johna Carpentera. Nicolas Cage odnajduje się w tym szaleństwie dość dobrze, acz jego szarże wypadają tutaj czasem zbyt nachalnie w kontekście bardziej stonowanej gry innych aktorów oraz w spokojniejszych scenach. Stanley wyraźnie ma problemy ze stopniowaniem napięcia i zaproponowany przez niego tok narracji momentami sprawia nieco pokraczne wrażenie, lecz gdy wkraczamy w ostatnie fazy filmu, wtedy zanurzamy się w cudownie delirycznym koszmarze.

Podróż na dno #15 – Skarb narodów (National Treasure, Jon Turteltaub, 2004)



Jeden z największych przebojów kasowych w karierze Nicolasa Cage'a to przygodowo-familijne kino nawiązujące do klasyków spod znaku Indiany Jonesa. Cage wciela się tu w Benjamina Franklina Gatesa – łowcę skarbów, który zmaga się z głupkowatą i nielogiczną fabułą, przedstawioną w dużej mierze poprzez serie niezbyt emocjonujących pościgów i nieskładnych scen akcji. Mnóstwo pretekstów, przewidywalny rozwój scenariusza i mało pomysłowe popisy kaskaderskie nie wystarczają, aby zająć uwagę widza.

Podróż na szczyt #15 – Kick-Ass (Matthew Vaughn, 2010)



Zrealizowany na podstawie komiksów Marka Millara i Johna Romity Jr. Kick-Ass stanowi zabawną, dość brutalną, nieco głupkowatą, ale i subwersywną zabawę z superbohaterskimi kliszami. Nicolas Cage pojawia się tu w drugoplanowej roli Big Daddy'ego, który wraz z córką Hit-Girl (Chloe Moretz) walczą z przestępczością. Głównym bohaterem jest tu jednak Dave Lizewski (Aaron Johnson), komiksowy nerd, który brak nadludzkich zdolności zastępuje zapałem do walki i miłością do trykotów. Matthew Vaughn prezentuje losy Kick-Assa w komiksowej mieszance groteski, trywialnych prawd o mocach i odpowiedzialnościach, uzupełnianych zabawą z oczekiwaniami widza, małymi eksplozjami przemocy oraz bardzo sprawnie zrealizowanymi scenami akcji. Kick-Ass to inteligentna zabawa stylistyką adaptacji obrazkowych historii, która w moim odczuciu prezentuje się bardziej udanie niż pozycje o Deadpoolu. Szkoda tylko, że sequel Kick-Assa (2013) nie przedstawia podobnego poziomu.

Podróż na dno #14 – Wrota zaświatów (Pay the Ghost, Uli Edel, 2015)



Wrota zaświatów to bezwstydnie korzystający z popularności produkcji typu Naznaczony (2010) horror, w którym Nicolas Cage wciela się w ojca poszukującego swojego zaginionego synka. Ten znikł podczas Halloween, a jedynymi wskazówkami co do tajemniczego wydarzenia jest seria niepokojących wizji dręczących protagonistę. Choć osadzona w centrum produkcji celtycka legenda wydaje się na pierwszy rzut oka intrygująca, to prędko okazuje się, że mamy do czynienia z pozbawioną pomysłowości próbą zarobienia na fanach horrorów o duchach i strasznych legendach, które w okolicach premiery filmu były jeszcze dość popularne. Jako taki, film jest zlepkiem klisz, które w rękach niesprawnego reżysera potrafią jedynie wprawić w znużenie, czasami ustępujące miejsca irytacji powodowanej nadto nieudanymi efektami specjalnymi.

Podróż na szczyt #14 – Misja niewykonalna (Army of One, Larry Charles, 2016)



Misja niewykonalna to bardzo nisko oceniany przez krytyków i widzów film z Nicolasem Cagem w roli Gary'ego Faulknera, bezrobotnej złotej rączki, która – na wzór Don Kichota – rusza walczyć z wiatrakami, czy – w tym przypadku – z Osamą Bin Ladenem. Oparta o życie prawdziwego Faulknera opowieść prezentuje jedną z moich ulubionych kreacji aktorskich Cage'a, który wciela się w szalonego mężczyznę, który po rozmowach z „Bogiem” korzysta z najróżniejszych kuriozalnych pomysłów, by dostać się do Pakistanu, gdzie – po licznych perypetiach – z kataną w ręku będzie szukał słynnego terrorysty, nawiązywał przyjaźnie z mieszkańcami i kłócił się z CIA. Największą wadą jest tu niezwykle mało wyrazista kreacja Russella Branda w roli „Boga”, który psuje praktycznie każdą scenę, w jakiej się pojawia. Można tutaj też zapomnieć o jakimkolwiek napięciu, nie budzi zbyt pozytywnych wrażeń także i finał. Mimo tego Misja niewykonalna trafiła doskonale w moje około-komediowe gusta; praktycznie od początku do końca oglądałem film z uśmiechem na twarzy, nie tylko z powodu brawurowej i pełnej energii kreacji Cage'a, ale też z powodu aury optymizmu i swoistej dobroci serca, cechujących szalonego Faulknera i wylewających się z niego na cały obraz.

Podróż na dno #13 – Next (Lee Tamahori, 2007)



Bazujący na opowiadaniu Philipa K. Dicka, Next jest połączeniem science-fiction i kina akcji, gdzie Nicolas Cage wciela się w magika z Los Angeles, posiadającego zdolność przewidywania bliskiej przyszłości, gdyż jako dziecko był ofiarą nieludzkich eksperymentów przeprowadzanych przez rządowych naukowców. Next jest pełen dziur logicznych, nadzwyczaj jednowymiarowych postaci i rozczarowujących sekwencji akcji, ani trochę nie zbliżając się do nastroju niepewności, niezwykłości i paranoi, jaki towarzyszy nam podczas czytania prozy Dicka. Można go rozpatrywać jedynie poprzez pryzmat wielkiego rozczarowania.

Podróż na szczyt #13 – Oczy węża (Snake Eyes, Brian De Palma, 1998)



Oczy węża spotkały się z dość chłodną recepcją krytyków, lecz nawet ci, którzy za filmem nie przepadali, przyznawali zwykle, że jego pierwsze 20 minut to prawdziwy tour de force, zarówno reżyserskiego zmysłu Briana De Palmy, jak i aktorskiego kunsztu Nicolasa Cage'a. Oczy węża stanowią intrygujący stylistycznie obraz, korzystający z licznych mastershotów do opowiedzenia historii pełnej sprzecznych percepcji dotyczących jednego wydarzenia i osadzonej w ramach gatunkowych thrillera, w którego centrum znajduje się protagonista podejmujący moralne decyzje z niemoralnych pobudek. Kłamstwo goni kłamstwo, a wszystkie razem zbierają się na opowieść o sztuczności świata, a przynajmniej sztuczności Ameryki. Ludzie wolą tu uciekać od prawdy i żyć w błogiej ignorancji, zamiast znaleźć się w pozycji, w której będą musieli podjąć jakąkolwiek decyzję i jakąkolwiek odpowiedzialność. I choć ostatecznie fabuła Oczu węża pozostawia nieco do życzenia, to elementy społecznej krytyki, formalna strona filmu oraz brawurowa kreacja Cage'a nie pozwalają uznać obrazu za nieudany.

Podróż na dno #12 – Anatomia strachu (Trespass, Joel Schumacher, 2011)



Anatomia strachu to schematyczna produkcja home invasion z udaną rolą Nicolasa Cage'a i niezbyt udaną kreacją Nicole Kidman, która zdaje się raczej spędzać czas na niedowierzaniu, że gra w tak durnowatym filmie. Choć bowiem ten rozpoczyna się dość udanie, oferując sprawne introdukcje postaci i ich trosk, to gdy w posiadłości protagonistów pojawiają się przestępcy, wtedy wszystko zaczyna się sypać. Scenariusz gubi gdzieś sens i logikę, zaczyna powtarzać w kółko praktycznie te same sceny, podczas gdy postaci wyrzucają z siebie kuriozalne dialogi, oferujące tony nienaturalnej i niepotrzebnej ekspozycji. Produkcji nie można nawet określić jaką nudną, zdecydowanie bardziej pasujące do niej określenie to frustrująca.

Podróż na szczyt #12 – Domino śmierci (Kill Chain, Ken Sanzel, 2019)



Filmy z Nicolasem Cagem z ostatnich lat cechują się często ślamazarnym tempem narracji, niewielkim budżetem, nieciekawymi scenami akcji i ledwie kilkoma udanymi momentami czy pomysłami ukrytymi w mniej lub bardziej nużącej produkcji. Określenia te, w gruncie rzeczy, pasują też do Domina śmierci, które spotkało się z negatywną recepcją tak widzów, jak krytyków. Wg mnie jednak obraz odróżnia się od – dajmy na to – Zwierciadła (2018) czy Instynktu pierwotnego (2019) z kilku powodów. Po pierwsze, jego powolny tok narracji współgra z fabułą pełną podchodów i kłamstw przedstawianych – przynajmniej w pierwszych aktach – z różnorakich perspektyw, dodających całości szczypty niepewności i tajemniczości. Po drugie, Domino śmierci korzysta z inspiracji kinem noir umieszczając je w anturażu neonowych świateł, kojarzących się nieco z tytułami spod ręki Nicolasa Windinga Refna. Po trzecie, film posiada dość mocno – szczególnie jak na standardy niskobudżetowych akcyjniaków – rozwiniętą kobiecą postać, w którą z powodzeniem wcieliła się Anabelle Acosta. I choć zbliżenie erotyczne między Cagem i Acostą można było pominąć, to produkcja dość udanie pokazuje obie postaci jako silne, inteligentne i wartościowe. Gdy Domino śmierci atakuje widza scenami akcji, odnosi spodziewaną porażkę, choć przyznam, że jako widz dość często sięgający po niskobudżetowe akcyjniaki nie czułem, aby zaprezentowane tu strzelaniny były zupełnie tragiczne.

Podróż na dno #11 – Polowanie na czarownice (Season of the Witch, Dominic Sena, 2011)



Nicolas Cage, tutaj obsadzony jako były krzyżowiec, który doświadczył, że fanatyzm religijny jest źródłem zła i niesprawiedliwości, trafia w okolice terenów dotkniętych Czarną Śmiercią. Winą za szerzące się choroby tamtejsi mieszkańcy obarczyli młodą dziewczynę, oskarżoną o bycie wiedźmą. Bohater zostaje zatem wynajęty (w scenie z gościnnym udziałem Christophera Lee) aby z innymi rycerzami (m.in. Ron Perlman) zabrał dziewczynę do oddalonego opactwa. To, co ma szansę pokazać się jako interesująca gra między ludzkimi zabobonami, uwodzicielskimi technikami więzionej dziewczyny (Claire Foy), pełnym wątpliwości protagonistą oraz niestabilnymi psychicznie żołnierzami w okresie plagi i religijnych dogmatów, w rzeczywistości okazuje się być ślamazarnym, nudnym, pretekstowym horrorem. Jakiekolwiek moralne dwuznaczności porzuca on na rzecz tanich zagrywek, które na koniec wybuchają w ferii absolutnie paskudnych efektów CGI.

Podróż na szczyt #11 – Red Rock West (John Dahl, 1993)



W Red Rock West Nicolas Cage został obsadzony jako bezrobotny Teksańczyk imieniem Michael, który zatrzymuje się w tytułowym miasteczku, aby chwilę odpocząć podczas podróży. Wchodzi do baru z nadzieją na miłe spędzenie kilku chwil, lecz ku jego zaskoczeniu właściciel (J.T. Walsh) tegoż baru z miejsca oferuje mu pracę: zabójstwo żony (Lara Flynn Boyle). Jak się okazuje, Michael został pomylony z płatnym zabójcą. Jako że nie jest mordercą, ale za to jest bez grosza przy duszy, postanawia wziąć pieniądze za zlecenie i uciec z miasta. Zadanie cokolwiek niełatwe, tym bardziej że w okolicy pojawia się prawdziwy zabójca (Dennis Hopper) i jak można się domyślać, nie jest on zadowolony, że ktoś się pod niego podszywa. Red Rock West to bardzo udany film neo-noir, gdzie wszyscy coś ukrywają i każdy próbuje każdego oszukać. Scenariusz trzyma w napięciu i został bardzo inteligentnie napisany; kojarzyć się może nieco z kinem braci Coen, acz John Dahl jest o wiele mniej groteskowy w swojej wizji noir, mającej też sporo wspólnego z rasowym thrillerem. Produkcja zawiera przy tym wystarczająco zwrotów fabularnych i poczucia humoru, żeby nie znużyć widza monotonną ponurością. Ponadto stanowi świetny aktorski pojedynek między Cage'm i Hopperem, ale też Flynn Boyle i Walshem, z których wszyscy pokazują się jako pełni energii aktorzy, lecz nigdy nie popadający w przesadę, co doskonale współgra z realistycznym, choć okazjonalnie także nieco onirycznym filmem.

Podróż na dno #10 – Ogniste ptaki (Fire Birds, David Green, 1990)



Ogniste ptaki to pierwszy film akcji, w którym Nicolas Cage zagrał główną rolę, a partnerują mu w nim Tommy Lee Jones i Kristin Wynn. Cage wciela się w młodego pilota śmigłowców, którego zbytnia pewność siebie zostanie nieco utemperowana podczas walk z przemytnikami narkotyków. Skojarzenia z Top Gun (1986) nasuwają się same, lecz trudno uznać Ogniste ptaki za produkcję o choćby trochę kultowym potencjale. Składniki, z jakich sklejono film, to pozbawiona emocji fabuła, wyjątkowo źle nakreślone postaci – szczególnie antagoniści, pozbawione polotu sceny akcji oraz przedawniony i dość kuriozalny patriotyzm. Rzecz wygląda, jakby ktoś wyciągnął zapomniany scenariusz napisany gdzieś na początku lat 80. i nieznacznie go przerobił w poszukiwaniu możliwości uzyskania prędkiego zarobku.

Podróż na szczyt #10 – Ptasiek (Birdy, Alan Parker, 1984)



Ptasiek jest adaptacją powieści Williama Whartona poświęconej dwóm przyjaciołom. Tytułowy mężczyzna (Matthew Modine) to powracający z Wietnamu młody żołnierz, którego połamana psychika sprawia, że nabrał przekonania, iż jest ptakiem. Z tego powodu został zamknięty w wojskowym zakładzie psychiatrycznym. Jego przyjaciel Al (Nicolas Cage) - którego rany są fizyczne, a nie mentalne - codziennie odwiedza Ptaśka z nadzieją, że uda mu się wyleczyć swojego towarzysza. Produkcja prymarnie rozgrywa się w posępnych wnętrzach zakładu, toteż w dużej mierze Parker w celu utrzymania uwagi widza polega na wyborach stylistycznych oraz aktorskich popisach Modine'a i Cage'a. Film uzupełnia także licznymi retrospekcjami, unikając przy tym trzymania się chronologii zdarzeń, co współgra z rozbitymi psychikami postaci. I choć centralna oś fabularna staje się stopniowo nieco nużąca, a tematyka ran wojennych - spowodowanych konfliktem w Wietnamie - okazuje się niezbyt nowatorska, to sam zapis historii życia protagonistów i dokonywanych przez nich wyborów, jakie doprowadziły ich do miejsca, w którym ich zastajemy, jest wystarczająco interesujący i formalnie intrygujący, by uznać Ptaśka za jeden z najlepszych obrazów w bogatej karierze Nicolasa Cage'a. Warto przy okazji dodać, że aktor, aby lepiej wczuć się w rolę, wyrwał sobie 2 zęby bez znieczulenia i kilka tygodni spędził z zabandażowaną głową, słuchając nieprzyjaznych reakcji ludzi i nabawiając się zapalenia skóry.

Podróż na dno #9 – Dwa miliony dolarów napiwku (It Could Happen to You, Andrew Bergman, 1994)



Dwa miliony dolarów napiwku stanowi jedną z licznych komedii romantycznych, w jakich zwykł pojawiać się bohater niniejszej wyliczanki; jest to też film, który spotkał się z przychylną oceną większości krytyków. Jednak w moim uznaniu jest to jedna z najgorszych pozycji z Nicolasem Cage'm. Luźno bazująca na prawdziwych wydarzeniach opowieść o kuponie na loterię, dzięki któremu rozwija się miłość policjanta (Cage) i kelnerki (Bridget Fonda), stanowi nudnawy festiwal przesłodzonych do granic możliwości banalnych scen oraz powtarzanych truizmów. Przesłanie jest tu nadto nieskomplikowane: jeśli źli ludzie dostaną pieniądze, staną się gorsi, a jeśli dobrzy ludzie dostaną pieniądze, staną się lepsi. Czarno-biały podział świata przedstawionego i prostota charakterów postaci tylko dopełniają obrazu Dwóch milionów dolarów napiwku jako produkcji niezwykle ciężkiej do strawienia.

Podróż na szczyt #9 – Zostawić Las Vegas (Leaving Las Vegas, Mike Figgis, 1995)



Zostawić Las Vegas jest zdecydowanie jedną z najważniejszych pozycji w karierze Nicolasa Cage'a, gdyż to za rolę w tym właśnie filmie został on nagrodzony Oscarem dla najlepszego aktora. Jest to ponury, pesymistyczny dramat, uzupełniany elementami tragikomedii oraz romansu, które jednak nigdy nie poddają w wątpliwość, że zaprezentowana historia nie skończy się dla nikogo szczęśliwie. Figgis bowiem powoli, acz nieubłaganie zbliża widzów do finalnej tragedii, przed jaką nie ma możliwości ucieczki. Cage wciela się tu w Bena, alkoholika, którego nałóg zniszczył całe życie. Zrezygnowany i akceptujący swoją porażkę w próbach zostania wartościowym człowiekiem przybywa do Las Vegas, gdzie jego jedynym zamiarem jest zapicie się na śmierć. Na miejscu spotyka prostytutkę Serę (Elisabeth Shue), której los jest nie mniej tragiczny od jego. Dwójka nawiązuje skazany na porażkę romans, starając się znaleźć ostatnią iskrę nadziei i radości zanim nałóg całkiem zniszczy Bena. Bardziej niż przedstawienie negatywnych skutków alkoholizmu i zmuszania kobiet do prostytucji, Figgis skupia się tu na nakreśleniu psychologicznych portretów cierpiących ludzi, jakim nie pozostał w życiu nawet najmniejszy promyk nadziei. Genialnie zagrani przez Cage'a i Shue w jednych ze swoich najlepszych kreacji w karierach, Zostawić Las Vegas stanowi posępne kino, zrywające z tradycją hollywoodzkich happy endów i stawiające zarówno swoich bohaterów, jak i widzów na równi pochyłej, na której końcu czeka tylko czarna otchłań.

Podróż na dno #8 – Manipulacja (Inconceivable, Jonathan Baker, 2017)



W Manipulacji Nicolas Cage został przesunięty na bliski drugi plan, gdzie wcielił się w męża Angeli Morgan (Gina Gershon), kobiety z historią uzależnień i irracjonalnych zachowań, pragnącej powiększenia rodziny o drugie dziecko. Do pomocy w opiekowaniu się pierwszym wynajmuje zatem uroczą nianię imieniem Katie (Nicky Whelan), będącą samotną matką. Katie szybko zdobywa zaufanie małżeństwa i niebawem zamieszkuje z rodziną Morganów, lecz jej prawdziwym celem – jak się wszyscy spodziewamy – wcale nie jest opieka nad dziećmi... Manipulacja jest wyjątkowo pokraczną syntezą thrillera i rodzinnego dramatu, jaka czasami popada w zbytnią melodramatyczność, a kiedy indziej próbuje nieudolnie kusić seksownymi scenami. Przez większość jednak czasu zadowala się ślamazarnym tempem narracji, zbliżającym widza powoli do stanu senności. Jest to powolny, trywialny oraz przewidywalny film, który gdzieś w tle próbuje przemycić jakieś feministyczne komentarze, ale sam za bardzo nie wie jakie.

Podróż na szczyt #8 – Rumble Fish (Francis Ford Coppola, 1983)



Zrealizowany na podstawie powieści S. E. Hintona Rumble Fish jest pierwszym filmem z większą rolą Nicolasa Cage'a, pojawiającym się tu na dalszym drugim planie. Przedstawiona w czerni i bieli (za wyjątkiem jednej sceny) produkcja to – jak określił ją reżyser - „art film dla nastolatków”. Stąd też nie jest sporym zaskoczeniem, że obraz stanowi mocno stylizowaną, oniryczną, a czasem wręcz deliryczną podróż przez życie młodych ludzi w nieznanym amerykańskim mieście i w bliżej nieokreślonym przedziale czasowym. Nawet fabuła nie została tu w pełni nakreślona. Zamiast tego Coppola woli się skupiać na emocjach i – przede wszystkim – obawach swoich protagonistów, wśród których na pierwszym planie przedstawia Zerdzewiałego Jamesa (Matt Dillon). Jest on liderem gangu, postrzegającym za wzór do naśladowania swojego starszego brata, znanego jako Motocyklowy Chłopak (Mickey Rourke). Motocyklowy Chłopak wie jednak, że wspinaczka na szczyt nie tylko nie jest łatwa, ale nawet, gdy uda się do niego dotrzeć, to widok z góry wcale nie jest taki przyjemny, jak mogłoby się wydawać. Zamknięty w matni lęków przed utratą młodości, popularności czy swojego własnego miejsca oraz chęciami awansu i zyskania poważania, James będzie na zmianę przebywał ze swoją dziewczyną (Diane Lane) w quasi-romantycznym anturażu, przeżywał ciężkie chwile z ojcem-alkoholikiem (Dennis Hopper) w scenach dramatycznych, będzie się też bił i jeździł na motorze w sekwencjach rodem z kina akcji, a wszystko to zostało zamknięte w surrealnej otoczce, przedstawionej za pomocą kadrów pełnych dymu, mgieł i pary.

Podróż na dno #7 – World Trade Center (Oliver Stone, 2006)



Kolejna produkcja, posiadająca w większości pozytywne recenzje krytyków, która u mnie ląduje na bardzo niskiej pozycji, to World Trade Center, bazujący na prawdziwych wydarzeniach związanych z atakiem terrorystycznym na tytułową budowlę. Nicolas Cage wciela się tu w ratownika, który podczas pomagania rannym sam zostaje przysypany gruzami, gdzie też spędza większość filmu. Sprawia to, że po dość udanym otwarciu w World Trade Center nie dzieje się w rzeczywistości zbyt wiele. Kilka udanych ujęć i solidna obsada aktorska nie wystarczają, aby wyróżnić produkcję na tle innych filmów katastroficznych. Stone bazuje przede wszystkim na stanie emocjonalnym amerykańskiego społeczeństwa po zamachu, przez co nie czuje się zobligowany do powiedzenia niczego nowego czy intrygującego. Zamiast tego zadowala się fabularną prostotą, próbami unikania wszelkich politycznych komentarzy oraz – co najgorsze – ckliwym sentymentalizmem.

Podróż na szczyt #7 – Joe (David Gordon Green, 2013)



W Joe, stanowiącym adaptację powieści Larry'ego Browna, Nicolas Cage pojawia się jako tytułowa postać, były więzień, pracujący obecnie przy wycince drzew. Prowadzi ciężkie życie, nie ma zbyt wiele cierpliwości i unika problemów. Przynajmniej do czasu, gdy spotyka nastolatka (Tye Sheridan) w kłopotach. Z jakiegoś powodu w Joe budzi się chęć pomocy chłopakowi, co stanowi przyczynek do dramatycznych wydarzeń. Film w dużej mierze zasługuje na uwagę dzięki świetnej kreacji pogrążonego w myślach brodatego Cage'a w jednej ze swoich lepszych ról. Tymczasem Green kreuje w produkcji nastrój ponurego dramatu, jaki okazjonalnie rozrywa scenami przemocy i w którego centrum umieszcza nieco moralizatorską opowieść o niesieniu pomocy innym, szczególnie tym, którym życie wciąż podrzuca kłody pod nogi. W połączeniu z niespiesznym, ale utrzymującym uwagę widza tokiem narracji oraz atmosferą posępności, ale też i dobroci, Joe stanowi pozycję, jakiej żaden fan Nicolasa Cage'a nie powinien pominąć.

Podróż na dno #6 – Kod 211 (211, York Shackleton, 2018)



Kod 211 zaczyna się od sekwencji akcji, wprowadzającej głównych antagonistów: potężnych, świetnie wyszkolonych najemników, którzy są mistrzami strategii, celności i walki wręcz. Następnie wprowadzona zostaje ścigająca ich agentka Interpolu: odważna, zmyślna, kojarząca fakty lepiej niż inni. Potem wprowadzony zostaje czarnoskóry chłopak, spotykający się ze znęcaniem w szkole. Gdy nie wytrzymuje i oddaje napastnikom, zostaje za karę wysłany na spędzenie dnia z policjantami i przyjrzenie się ciemniejszej stronie miasta w celu wysnucia wniosków na przyszłość. Jednym z policjantów, z którym ma spędzić ów dzień, jest Mike (Nicolas Cage). Razem z Mikiem nie będzie jednak podróżował radiowozem po sennej okolicy, lecz stanie się świadkiem walki małomiasteczkowej policji z genialnymi najemnikami. Shackleton żongluje tu tyloma wątkami, że nigdy nie udaje mu się zadowalająco powiązać wszystkich postaci, a prócz tych wspomnianych jest tu jeszcze kilka innych. Wynika to narracyjnym chaosem oraz redukcją licznych osób do roli tła, co sprawia, że widz zaczyna kwestionować sens ich obecności, szczególnie gdy film traci sporo czasu na zupełnie niepotrzebne sceny. Te, które są zaś potrzebne, zebrane zostały w nieskładny miszmasz durnowatych sekwencji akcji, podczas których raz za razem nasi „ultrapotężni” najemnicy okazują się wyjątkowo kiepscy w planowaniu czegokolwiek. Kuriozalny jest ich ostatni manewr, na jakiego przygotowanie reżyser poświęca niemało czasu i jaki poprzedzają „epickie” kwestie pani z Interpolu ogłaszającej wszem i wobec, jakie to niesamowite pomysły drzemią w umysłach antagonistów i jak ich finalny fortel zmiecie wszystkich dzielnych policjantów z powierzchni Ziemi. Jeden wybuch granatu i kilka oddanych strzałów później, wszyscy najemnicy leżą już martwi. Kod 211 to jeden z najbardziej rozczarowujących, frustrujących i nużących filmów akcji ostatnich lat, który odnosi porażkę zarówno w scenach strzelanin, jak i w próbach udzielenia komentarzy dotyczących rasowych relacji w Stanach Zjednoczonych.

Podróż na szczyt #6 – Ciemna strona miasta (Bringing Out the Dead, Martin Scorsese, 1999)



W tym osadzonym w Nowym Jorku wczesnych lat 90. filmie Nicolas Cage wciela się w sanitariusza pogotowia, który podczas odbywania podróży poprzez najmroczniejsze zakamarki miasta powoli traci mentalną równowagę. Produkcja przedstawia 56 godzin z życia bohatera, kiedy to poznaje on ludzi na skraju fizycznych i psychologicznych przepaści, przestępców, szaleńców czy zwyczajnie ludzi zmęczonych życiem. W połączeniu z jego postępującym wyczerpaniem wszystko to składa się na atmosferę ponurości, niepewności, niespełnienia, ale też oniryzmu. Mimo tego Ciemna strona miasta nie jest wypełniona pesymizmem, wręcz przeciwnie, jest to raczej swoisty zbiór przypowieści o dobroci serca cierpiącego mężczyzny, zmagającego się z własnymi demonami. Nicolas Cage oczywiście do takiej roli pasuje idealnie, co potwierdza stworzeniem zapadającej w pamięć kreacji; czasem wydaje się, że za moment upadnie z wyczerpania, a czasem buzuje nieskończoną energią. Wyróżnia go to na tle innych postaci, szczególnie, że gdzieniegdzie przypominają one bardziej zombie niż żywych ludzi. Oprócz Cage'a warto też zwrócić uwagę na świetnego Vinga Rhamesa, który to - wg licznych krytyków - zasługiwał na nominację do Oscara.

Podróż na dno #5 – Powrót z zaświatów (Between Worlds, Maria Pulera, 2018)



W Powrocie z zaświatów Nicolas Cage pojawia się w roli cierpiącego na wyrzuty sumienia i nieznośną samotność kierowcę ciężarówki, który zostanie uwiedziony przez nastolatkę opętaną przez duszę jego zmarłej żony. A wszystko to odbędzie się w takt przewodniego motywu muzycznego skomponowanego przez Angelo Badalamentiego. Opis ten brzmi co najmniej zachęcająco, lecz Maria Pulera nie osiągnęła poziomu ani dziwności, ani tajemniczości, ani niepokoju, ani inteligencji charakteryzujących filmy Davida Lyncha, którymi się tu wyraźnie inspirowała. Zamiast tego zabrała widzów na niezwykle powolny mariaż dramatu z wyrugowanym ze wszelkich emocji horrorem, uzupełnionym o dość groteskowe sceny bliższych kontaktów Cage'a z młodą dziewczyną. Monotonia wdziera się tu praktycznie w każdą scenę i choć Cage korzysta czasem ze swojego nadto ekspresyjnego stylu gry, to nawet on wydaje się powoli zasypiać na planie.

Podróż na szczyt #5 – Zły porucznik (The Bad Lieutenant: Port of Call – New Orleans, Werner Herzog, 2009)



Mimo podobieństwa tytułów, produkcja Wernera Herzoga nie jest remakem Złego porucznika (1992) Abla Ferrary. Herzog ponoć nie był zadowolony, gdy zaprezentowano mu tytuł Bad Lieutenant i optował za Port of Call New Orleans, ostatecznie jednak zgodził się na kompromis w postaci The Bad Lieutenant: Port of Call – New Orleans. Nicolas Cage wciela się tu w policjanta Terence'a McDonagha, jaki podczas ratowania więźnia w trakcie huraganu Katrina, doznał uszkodzenia kręgosłupa, przez które uzależnił się od środków przeciwbólowych. Te zaś stanowią prostą drogę do narkotyków i nader bliskich kontaktów z półświatkiem przestępczym. McDonagh jednak – mimo dokonywania wielu etycznie wątpliwych wyborów – jest w rzeczywistości człowiekiem o dobrym sercu. Zakochany w mającej swoje uzależnienia prostytutce (Eva Mendes) i próbujący wynurzyć się z moralnego bagna, w jakim powoli tonie, będzie stykał się z najróżniejszymi typami spod ciemnych gwiazd oraz przechodził przez całe spektrum narkotycznych wizji i nierzadko szalonych emocji, przedstawionych często w groteskowym anturażu. Cage jest idealnym aktorem dla postaci nieobliczalnego szaleńca o sercu ze złota. Jest to jedna z najlepszych kreacji w jego karierze, gdyż idealnie wpasował się w styl Herzoga, znajdujący się tu na granicy policyjnego dramatu i onirycznej przypowieści. Reżyser zresztą pozwalał swoim aktorom na całkiem spore improwizacje, większość z nich jest autorstwa Cage'a, ale pojawiają się także inne, jak np. sceny kłótni Evy Mendes z Jennifer Coolidge. Poza nimi w filmie zagrali również Harvey Keitel, Xzibit czy Val Kilmer. Fabularnie jest to swoista podróż w kierunku katharsis. Mimo posiadania moralnie ambiwalentnego protagonisty, bycia wypełnioną przez wybrakowane psychicznie postaci i stykania widza z przestępczością, narkomaństwem oraz szaleństwem, Zły porucznik ostatecznie pokazuje, że czasem da się z tej całej degrengolady wyczołgać. Trzeba się tylko przy tym nielicho ubrudzić.

Podróż na dno #4 – Kult (The Wicker Man, Neil LaBute, 2006)



Remake kultowego Kultu (1973) Robina Hardy'ego pozostaje jednym ze sztandarowych przykładów nieudolnego wykorzystania szalonego stylu gry aktorskiej Nicolasa Cage'a. Niesławna scena z pszczołami to popisowa szarża aktora, która w Mandy (2018) czy Pocałunku wampira (1988) nie sprawiałaby tak niezamierzenie komediowego wrażenia, jakiego nabiera w starającym się zachować realistyczną powagę thrillerze Neila LaBute'y. Wszelkie społeczne konteksty, wszelki psychologiczny ciężar, wszelki nastrój folkowej grozy ulotnił się z remake'u bezpowrotnie, pozostawiając widza ze szkieletem fabuły, która powoduje niemal zupełnie odwrotne efekty od zamierzonych. I choć w teorii wejście w matriarchalny świat Kultu jawi się jako pomysł intrygujący i otwierający produkcję na niemałą liczbę kulturowych komentarzy, to LaBute nie jest w stanie ani powiedzieć, ani pokazać choćby jednej interesującej rzeczy.

Podróż na szczyt #4 – Adaptacja (Adaptation., Spike Jonze, 2002)



Nicolas Cage, Meryl Streep, Chris Cooper i Nicolas Cage grają główne role w meta-filmie Adaptacja. Charlie Kaufman (Cage) to autor nagradzanego scenariusza do Być jak John Malkovich (1999). Ten posiadający bardzo niskie mniemanie o sobie scenarzysta został niedawno zatrudniony do napisania skryptu do The Orchid Thief, jednak nie pała on do swojego zadania zbytnią miłością. Zamiast tego decyduje się więc napisać scenariusz Adaptacji, opowiadający o cierpiącym na brak weny scenarzyście, próbującym napisać scenariusz The Orchid Thief. Akcja tegoż Złodzieja orchidei rozgrywa się w Orleanie, który w filmie manifestuje się pod postacią Meryl Streep. Sam złodziej zaś objawia się w osobie Chrisa Coopera. Aby „pomóc” Charliemu w pracy, przybywa do niego pozbawiony większych umiejętności, lecz niepozbawiony nieskończonych zapasów pewności siebie Donald (ponownie Cage), brat bliźniak Charliego. Nominowany do Oscara za swoją podwójną kreację Cage lśni tu jako niespełniony, łysiejący scenarzysta, zastanawiający się nad własnym życiem w procesie pisania scenariusza opowiadającego o tymże życiu. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, realne postaci z wyobrażonymi, a lekcje życiowe z groteską. To film, gdzie Orlean wiedzie Coopera na pokuszenie, a Kaufman zaczyna rozwijać w sobie seksualne pragnienia do miasta spersonifikowanego w osobie Meryl Streep. Jego frustracje (seksualne, pisarskie etc.) zaczynają wymykać mu się spod kontroli, a zażywane środki halucynogenne sprawiają, że coraz bardziej odseparowuje się od rzeczywistości i coraz bliższe staje się ryzyko, że zostanie zabity przez wymyślone przez siebie postaci. Wyśmiewająca filmowe klisze Adaptacja dzięki świetnej reżyserii Jonze'a i kolejnej cudownie szalonej, lecz trzymanej przez reżysera w ryzach kreacji Cage'a stanowi nie tylko jedną z najlepszych produkcji z aktorem, lecz świetne kino samo w sobie.

Podróż na dno #3 – Ghost Rider 2 (Ghost Rider: Spirit of Vengeance, Mark Neveldine i Brian Taylor, 2011)



W 2011 roku Nicolas Cage powrócił do roli Johnny'ego Blaze'a w sequelu Ghost Ridera (2007), ponownie opowiadającym o antybohaterze z komiksów Marvela. Już pierwszy film pozostawiał wiele do życzenia, lecz kontynuacja stanowi prawdziwy wysyp nieprzemyślanych decyzji i idiotycznych pomysłów. Gdy widz zaczyna powoli wczuwać się w groteskową konwencję, twórcy nagle zaczynają podchodzić do oferowanych w scenariuszu głupot z pełną powagą, a gdy tylko ruszają z jakimiś scenami akcji, za moment spowalniają tempo narracji, jakby specjalnie nie chcieli, aby widz był w stanie odczuwać choćby najmniejszą frajdę podczas seansu. Cage stara się jak może, aby zadośćuczynić swoimi aktorskimi szarżami za braki w CGI (które – trzeba przyznać – czasami prezentuje się przyzwoicie), ale nawet on nie jest w stanie tchnąć zbyt wiele energii w płonące kości Ghost Ridera. A gdy produkcja skręca w niepotrzebną powagę, wtedy jego ekscesy zaczynają niebezpiecznie kojarzyć się z Kultem Neila LaBute'y.

Podróż na szczyt #3 – Pocałunek wampira (Vampire's Kiss, Robert Bierman, 1988)



Pocałunek wampira jest jedną z najsłynniejszych kreacji Nicolasa Cage'a, choćby dzięki licznym memom wykorzystującym podobiznę aktora w roli Petera Loewa. Bohater niniejszej wyliczanki wciela się tu w agenta literackiego, który cierpi na niemałe wahania nastroju i liczne (nadto wybuchowe) frustracje. Pewnego dnia zostaje ugryziony w nocnym klubie przez atrakcyjną kobietę (Jennifer Beals), co bynajmniej nie poprawia jego psychicznego stanu. Jego irytacje oraz gwałtowne emocje powoli wymykają mu się spod jakiejkolwiek kontroli i wynikają m.in. groteskowymi, obsesyjnymi atakami na jego sekretarkę (Maria Conchita Alonso). Loew niebawem „domyśla się”, co jest powodem jego maniakalnego zachowania: dziewczyna, która go ugryzła, jest wampirem. Przekonany o swojej własnej przemianie, bohater kupuje sztuczne kły i rusza na łowy. Filmowy Peter Loew to 100% Cage'a w Cage'u. Wszystkie wybuchy energii, dziwne ruchy, wybałuszone oczy, nadekspresyjna gra aktorska – wszystko, co kojarzymy z Cagem, kiedy myślimy o jego najbardziej widowiskowych kreacjach, znajduje się w Pocałunku wampira. Nie dziwi więc opinia niektórych jakoby rola aktora zastępowała tu wszystkie możliwe efekty specjalne. Cage gdy tylko się pojawia, kipi nadludzką wręcz energią i praktycznie sam dyktuje intensywność danych scen, a nawet całej produkcji. Produkcji, która igra z kliszami wampirycznego kina, przedstawiając historię o wypaleniu się, frustracjach, niepowodzeniu wypełnienia wyobrażonego przez siebie i społeczeństwo ideału, ale też o bardziej przyziemnych nadużyciach władzy w korporacjach.

Podróż na dno #2 – Banita (Outcast, Nick Powell, 2014)



Nicolas Cage pojawia się tym razem w drugoplanowej roli w inspirowanej filmami wuxia produkcji, celowanej w rynek chiński. Banita oferuje zatem widzom quasi-historyczny śmietnik pomysłów. Abstrahując już od tego, że wszyscy posługują się tu językiem angielskim (czasem z brytyjskim akcentem), obraz ten jest typowym przykładem przedstawiania białego człowieka jako najwyższego osiągnięcia ewolucyjnego. Główny bohater (Hayden Christensen) jest młodym ex-krzyżowcem, który nawet naćpany z łatwością rozwala zawodowych, chińskich żołnierzy. Żeby pomóc cesarzowi Państwa Środka, będzie musiał odnaleźć i przekonać do pomocy tajemniczego wojownika Białego Ducha (Nicolas Cage). Poza tymi fabularnymi niewrażliwościami, produkcja w ogóle nie przejmuje się konduktami zachowań w starożytnych Chinach ani nawet rozbudową scen akcji poza niezbędne minimum. Dodać do tego przewidywalną, prostą – żeby nie napisać prostacką – historię oraz okazjonalne dłużyzny i otrzymujemy film, który chyba nikogo nie będzie w stanie zainteresować.

Podróż na szczyt #2 – Mandy (Panos Cosmatos, 2018)



Krwisto-czerwony Mandy Panosa Cosmatosa to piękny koszmar, który z powodzeniem korzysta zarówno z psychodelicznych motywów, jak i tych pochodzących z kina grozy oraz filmów akcji. Rozgrywając się w 1983 roku, opowiada o krucjacie Reda Millera (Nicolas Cage), którego ukochana Mandy została porwana przez tajemniczą sektę pod przywództwem sadystycznego Jaremiaha Sandsa (Linus Roache). Obraz został niejako podzielony na dwie części; pierwsza jego połowa skupia się na pełnym miłości i nadziei życiu Reda i Mandy, druga na fantasmagorycznej, pełnej nienawiści zemście protagonisty i jego walce z dosłownie demoniczną sektą. Cosmatos i Cage nie zatrzymują się przed niczym, aby przedstawić opowieść nabierającą wrażenia narkotykowego tripu. Aktorskie wybuchy energii Cage'a nie tylko wydają się tu całkiem na miejscu, ale otoczone surrealną nadwyżką motocyklistów z piekła rodem, rozpuszczających się twarzy czy pojedynków na piły mechaniczne sprawiają wręcz wrażenie zupełnie normalnych. Z projektami rekwizytów wyjętych niczym z okładki death metalowego zespołu, nieposkromioną energią, lecz również z długimi chwilami psychodelicznego spowolnienia i efemeryczną ścieżką dźwiękową Johanna Johanssona Mandy to jedna z najciekawszych produkcji ostatnich lat.

Podróż na dno #1 – Czasy ostateczne: Pozostawieni (Left Behind, Vic Armstrong, 2014)



Czasy ostateczne to nie tylko najgorszy film w filmografii Nicolasa Cage'a, to również jeden z absolutnie najgorszych obrazów, jakie w życiu widziałem (a oglądałem wszystkie pozycje ze Stevenem Seagalem). Oglądanie tej posiadającej ledwie 1% świeżości na Rotten Tomatoes produkcji to koszmarne doświadczenie, które zaserwowali nam chrześcijańscy fundamentaliści. Otóż pomyśleli oni sobie, że skorzystanie ze schematów kina katastroficznego i wymieszanie ich z elementami religijnego fantasy, jakie później znajdą genialne wykorzystanie w serialu Pozostawieni (2014-2017), wystarczy do wygenerowania duchowego przeżycia. Otóż nie wystarczyło nawet do stworzenia koherentnego filmu. Główna część Czasów ostatecznych rozgrywa się po tajemniczym zniknięciu milionów ludzi z powierzchni Ziemi, jednak z powodu osadzenia wydarzeń w ramach religijnej propagandy nie służą one do opowiedzenia niczego interesującego, lecz stanowią ledwie pretekst do wrzucanych bez ładu i składu „mądrości” oraz wątku nawróceń. To samo w sobie może nie byłoby tak bolesnym przeżyciem, gdyby nie fakt, że warstwa stylistyczna także jest fatalna. Wyrugowane z atrakcyjności kadry, dłużące się sceny, zupełny brak napięcia czy poczucia zmierzania w jakimkolwiek konkretnym celu – nie ma to nic, co sprawiłoby, żeby skierować w stronę Czasów ostatecznych jakiekolwiek pochwalne słowa.

Podróż na szczyt #1 – Dzikość serca (Wild at Heart, David Lynch, 1990)



Dzikość serca to słynna produkcja spod ręki Davida Lyncha, opowiadająca o Sailorze i Luli, parze kochanków uciekających przed szaloną matką dziewczyny, prywatnym detektywem i wysłanym za nimi zabójcą. Położenie skłania ich do odbycia podróży, podczas której spotkają galerię mniej lub bardziej groteskowych postaci. Przyznam, że choć jestem fanem Lyncha, to Dzikości serca nie uważam za jego najwybitniejsze osiągnięcie. Mimo tego ten zdobywca Złotej Palmy podczas festiwalu filmowego w Cannes w 1991 roku pozostaje filmem, do którego wciąż lubię wracać. I nie tylko z powodu charakterystycznego stylu reżysera, lecz również dzięki świetnej obsadzie (m.in. Laura Dern, Willem Dafoe, Harry Dean Stanton, Isabella Rosellini), spośród której najbardziej wyróżnia się – oczywiście – Nicolas Cage. Dzikość serca to kino drogi, na jakiej dwójka protagonistów zetknie się ze swoimi marzeniami i koszmarami; będzie przejeżdżać przez światło i gubić się w ciemności; będzie spędzać czas radośnie i seksownie, ale też w strachu i w cierpieniu. U Lyncha niczego nie można być pewnym, bo i w życiu niczego nie można być pewnym; rzeczywistość nieprzerwanie ulega perspektywicznemu zniekształceniu. Powstała z inspiracji powieścią Barry'ego Gifforda historia Luli Pace Fortune i jej kochanka Sailora Ripleya w rękach słynnego surrealisty jest naładowana intensywnymi emocjami, odniesieniami do popkultury (i pop-artu) oraz – bez niespodzianki – do Czarnoksiężnika z krainy Oz. Staje się przy tym wyolbrzymiona i rozbuchana niemal do granic sztuczności, w których to perfekcyjnie odnajduje się Cage, kreujący naturalną, żywiołową postać w kultowej już kurtce z wężowej skóry: symbolu indywidualizmu jego postaci. Pełna zapadających w pamięć scen, świetnie wyreżyserowana i sfotografowana (przez Marka Plummera) Dzikość serca to mój prywatny #1 w filmografii Nicolasa Cage'a.

KONIEC (?)

Autor: Mateusz R. Orzech.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Blood Sword of the 99th Virgin (1959). Krwawe rytuały

Kiedy w drugiej połowie lat 40. w Toho rozgorzały kłótnie związane m.in. z kwestią zawartości tematycznej filmów realizowanych w tym słynnym japońskim studiu, wiele osób – w tym reżyserzy i aktorzy – zaczęło opuszczać jego mury. W poszukiwaniu artystycznej swobody Denjirō Ōkōchi i Kazuo Hasegawa z pomocą różnych producentów, scenarzystów i innych osób związanych ze światem przemysłu filmowego stworzyli w 1947 roku nowe studio, które nazwali Shintoho, czyli „Nowe Toho”. Obecna w Shintoho większa swoboda twórcza wydawała się idealnym środowiskiem dla wielu twórców, stąd przyciągała takich reżyserów, jak Akira Kurosawa, Kon Ichikawa czy Kenji Mizoguchi. Niestety, kłopoty w Shintoho zaczęły się dość prędko, jako że wiele osób związanych z początkowym okresem działalności studia zaczęło z niego odchodzić dając się skusić korzystniejszymi warunkami finansowymi w Daiei i Shochiku. Zmiana na lepsze nastąpiła dopiero w 1956 roku, gdy na stanowisku producenta wykonawczego pojawił się Mitsugu Ōk...

Kamikaze (2013). Wieczne zero

 Takashi Yamazaki jest obecnie jednym z najbardziej dochodowych reżyserów w Japonii. Jego najeżone efektami specjalnymi produkcje osiągają zwykle świetne wyniki finansowe, nawet jeśli kosztem nie zawsze pozytywnych recenzji krytyków. Poza Japonią Yamazaki osiągnął większą sławę przede wszystkim za sprawą wysokobudżetowego fantastyku Space Battleship Yamato ( Uchū senkan Yamato , 2010), polski widz może natomiast kojarzyć reżysera z niezdrowo inspirowanego Matrixem filmu akcji Returner: Amazonka czasu ( Ritana , 2002). Yamazaki konsekwentnie wyrastał na reżysera, spod którego ręki wychodzą superprodukcje, rywalizujące w japońskim box officie z największymi przebojami kinowymi z zachodu. Jego pozycję potwierdził mający premierę w 2013 roku film Kamikaze ( Eien no Zero [ Wieczne Zero ]), który w Japonii zarobił ponad 120 milionów dolarów, czyli ok. 375 milionów złotych. Mimo rewelacyjnego wyniku finansowego, Kamikaze ekstremalnie podzielił widzów i wywołał liczne kontrowersje za...

Na celowniku

  Na celowniku: John Carpenter 13/08/2017 Kinomisja Pulp Crew Na celowniku , Wyliczanka 1   Fan art autorstwa Tylera Championa.  Szanowni pulpożercy! Dziś rozpoczynamy nowy kinomisyjny cykl tekstów zbiorowych, w którym przyglądać się będziemy wybranym reżyserom kina gatunków. Nie zamierzamy tu przerabiać całych filmografii, lecz skupiać się na naszym zdaniem najlepszych, najciekawszych czy po prostu z jakichś powodów najbardziej przez nas lubianych tytułach. Zaczynamy od znanego, a jednak często pechowego i niedocenianego Johna Carpentera, ponieważ wielbić go trzeba i basta! Łącznie tekst napisało trzynaście osób, w tym, tradycyjnie, trochę gości, a są to tym razem: Jakub Górecki ( Pulp Punk ), Kuba Haczek ( The Blog That Screamed ), Patryk Karwowski ( Po napisach ), Michał Mazgaj , Sara Nowicka ( Kino w zwolnionym tempie ), Piotr Pluciński ( Pop Glitch ) oraz Kamil Rogiński ( Drugged by Movies ). Każdy wybrał sobie po jednym filmie do publicznej podjarki, co oznacza, ...